W polskich aptekach brakuje leków, bo... masowo wypływają za granicę. "Ogromna skala, chodzi o leki warte nawet 3 mld zł"

W aptekach brakuje nowoczesnych leków na cukrzycę, astmę, a nawet onkologicznych. Powód? Leki masowo wypływają za granicę, gdzie bardziej opłaca się je sprzedawać. Hurtownie i apteki nagminnie łamią przy tym prawo. Skala zjawiska - jak ustalili reporterzy TOK FM - jest potężna. Co roku z Polski wypływają leki warte 3 mld zł. - To często leki ratujące życie i nie mające zamienników - podkreśla główny inspektor farmaceutyczny.
Po licznych sygnałach od naszych słuchaczy i czytelników, zaczęliśmy badać, jakich leków brakuje w aptekach i dlaczego. Przez kilka tygodni, po nitce do kłębka, doszliśmy, że leków na polskim rynku brakuje, bo hurtownie, a nawet apteki sprzedają je do innych krajów. To tak dobry interes, że niektóre hurtownie zajmują się wyłącznie eksportem leków, a apteki robią to ryzykując utratę zezwolenia.

Prześledziliśmy, jaka jest skala problemu i jak wygląda cały proceder. Oto efekt naszej pracy - punkt po punkcie.

1/ Dostajemy sygnały od pacjentów

Sygnały o tym, że leków brakuje, docierały do nas od wielu miesięcy. Skarżyli się głównie cukrzycy, ale też m.in. pacjenci po przeszczepach, którzy nie mogli kupić leków immunosupresyjnych . Zdarzało się, że dzwonili aptekarze, którzy przez kilka tygodni nie mogli w hurtowniach zamówić leków dla potrzebujących. Postanawiamy krok po kroku prześledzić proceder i dowiedzieć się, dlaczego tak naprawdę brakuje tych leków.

2/ Farmaceuci muszą wiedzieć o sprawie. Pytamy...

W Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym pytamy, czy znają ten problem. - Przeciwzakrzepowe, przeciwastmatyczne, onkologiczne, kardiologiczne - osoba, która bada ten problem w GIF-ie jednym tchem wymienia nam leki, których braki są najważniejsze. - Najczęściej dla polskich pacjentów brakuje najdroższych leków, które nie mają zamienników. Często są to leki ratujące życie - podkreśla główny inspektor farmaceutyczny Zofia Ulz. Dodaje jednak, że na szczęście nie mieli do tej pory sygnału, by z tego powodu wydarzyła się jakaś tragedia.

Prosimy farmaceutów, by sporządzili nam listę leków, z którymi jest problem. Niemal dokładnie pokrywa się ona z ustaleniami GIF-u. Lista ma za każdym razem kilkadziesiąt nazw leków. Jest na niej popularna heparyna drobnocząsteczkowa, która hamuje krzepliwość krwi, są też na niej insuliny stosowane przez cukrzyków. Farmaceuci zaznaczają, że z powodu braków części leków podaje się je pacjentom w mniejszych dawkach.

3/ Skala problemu jest dużo większa, niż mogło wydawać się na początku

Jak się okazało, pojedyncze sygnały, które do nas docierały, nie oddają skali problemu. Wartość leków, które wyjeżdżają, najczęściej za naszą zachodnią granicę, jest ogromna. - Według naszych szacunków mogą to być leki o wartości 30 proc. całego obrotu na rynku - mówi główny inspektor farmaceutyczny. Jak dodaje, ich obliczenia nie są dokładne, bo pochodzą z danych zdobywanych przy kontroli hurtowni i aptek. Szukamy więc dalej.

Szczegółowe badania tego zjawiska przeprowadziła firma IMS Health, która bada rynek farmaceutyczny. - Z Polski każdego roku są wywożone leki, których wartość może dochodzić nawet do 3 miliardów złotych - mówi Michał Pilkiewicz z IMS. I od razu zaznacza, że większość tego przepływu odbywa się zgodnie z prawem. Nie da się jednoznacznie określić, ile leków wyjeżdża nielegalnie, ale IMS potwierdza, że to zjawisko istnieje i może dotyczyć nawet 1/3 wartości wywożonych leków. (Dla porównania w 2010 roku wartość wywożonych leków to 800 mln zł).

Warto także podkreślić, że wywóz leków jest tylko jednym z powodów braków w aptekach. Inne powody są związane z wejściem w życie nowej ustawy. Ze względu na obniżenie marży, hurtownie i apteki nawet o 20-30 proc. zmniejszyły stany magazynowe, by ograniczyć koszty. Dodatkowo częste zmiany na listach refundacyjnych mogą utrudniać dostęp do leków w okresie zmian list.

4/ Ustaliliśmy: tak wygląda obieg leków

Mechanizmy wywozu leków - zarówno legalnego, jak i nielegalnego - nie są w środowisku tajemnicą. Dystrybucja leku ma trzy etapy. Od producenta trafia do hurtowni stamtąd do apteki, a z apteki do pacjenta. Producent zobowiązuje się do wprowadzenia partii leku na rynek po określonej cenie. Hurtownia kupuje lek i - w związku z regulacjami o swobodzie przepływu towarów - może sprzedać je w innych krajach. Tak od ponad 30 lat przebiega legalny handel równoległy z zagranicą. - Istnieją na rynku hurtownie, które nie sprzedały nic w Polsce. Zajmują się jedynie handlem z zagranicą - mówi TOK FM osoba, która bada - na zlecenie koncernów farmaceutycznych - problem wypływu leków. Takim hurtowniom nic nie można zarzucić. - Średnie ceny leków innowacyjnych, najczęściej eksportowanych, w Polsce są aż o 59 proc. niższe niż w Europie. To z jednej strony dobra informacja dla pacjentów, ale z drugiej, właśnie dlatego opłaca się je wywozić - mówi Zofia Ulz.

Najbardziej bulwersujące jest jednak omijanie prawa, a nawet łamanie go przez hurtownie i apteki. Tym ostatnim ustawa refundacyjna zmniejszyła marże, a tym samym dochody. Tylko na nowym sposobie obliczania marży aptecznej dla leków refundowanych apteki w 2012 roku straciły ponad 1 miliard zł. Znalazły się więc podmioty, które chcą dorabiać, a jednym ze sposobów było sprzedawanie leków poza Polską. Tu pojawią się problem z legalnością, bo apteki w przeciwieństwie do hurtowni mogą sprzedawać tylko detalicznie i bezpośrednio do pacjentów.

5/ Mechanizm: odwrócony łańcuch

Mechanizmy, którymi posługują się apteki doczekały się nawet swojej nazwy. Policja, służby i sami aptekarze mówią o "odwróconym łańcuchu" dystrybucji. Jak to działa? Oto prosty przykład: kierownik apteki zamawia 100 opakowań leku X. Oprócz niego właściciel apteki dodatkowo zamawia 50 opakowań leku X. Kierownik swoje zamówienie księguje i sprzedaje pacjentom. W przypadku kontroli Inspekcji Farmaceutycznej pokazuje własne zamówienie i faktury, które to potwierdzają. Kontrola nie widzi czegoś, czego nie ma w systemie, a więc tych 50 opakowań zamówionych przez właściciela. Ten ostatni nie może sam sprzedawać za granicę, więc sprzedaje leki innej hurtowni. Takiej, która zajmuje się ich wywożeniem i sprzedawaniem za granicą. - To jest na porządku dziennym - usłyszeliśmy od jednego z farmaceutów.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że właściciele aptek, odsprzedając leki do hurtowni - czego robić absolutnie nie mogą - odprowadzają od tego podatki i w związku z tym organy kontroli skarbowej widzą te transakcje jako całkowicie legalne. Zdarzają się sytuacje, że kierownicy i pracownicy aptek nie wiedzą, że właściciele ubili dodatkowy interes. W innej sytuacji właściciel wielu aptek zamawia partię leków. Do sprzedaży trafia jedna część, a za granicę druga. - Inspekcja nie kontroluje tego, ile kupił właściciel - mówi prawnik i ekspert rynku farmaceutycznego Paulina Kieszkowska-Knapik.

6/ Proceder nie dotyczy tylko aptek...

Jak udało nam się ustalić, w trakcie śledztw związanych z nielegalnym handlem lekami pojawiał się też wątek dotyczący szpitali. Policja prowadzi postępowania, w których to pracownicy placówek medycznych zamawiali większe ilości leków (np. takich, które stosuje się tylko w leczeniu zamkniętym), wyłącznie po to, by je odsprzedawać dalej. Pacjenci raczej na tym nie cierpieli, bo nielegalnie sprzedawane były nadwyżki.

7/ Kim są "skupywacze leków"?

Istnieją też na rynku tzw. skupywacze leków. Mechanizm nie jest bardzo skomplikowany. - Załatwiają recepty. Przychodzą do apteki i kupują leki, by sprzedać je w innym kraju. Nie chcą leku refundowanego. Płacą 100 procent wartości, więc Fundusz Zdrowia tego nie kontroluje, bo państwo nic do tego leku nie dokłada. Inspekcja Farmaceutyczna sprawdza tylko czy liczba recept zgadza się z liczbą sprzedanych opakowań. Takimi procesami zajmują się wyspecjalizowane firmy albo pojedyncze osoby, które potrafią w ten sposób zarobić. Zaznaczmy, że element nielegalności pojawia się tutaj przy wywożeniu zdobytego towaru za granicę, bo tego ani aptekom, ani osobom prywatnym na większą skalę robić nie wolno. Zgodnie z przepisami można przewozić tylko 5 opakowań na własne potrzeby.

8/ Efekty: 70 odebranych pozwoleń na prowadzenie aptek

- Tych spraw jest dosyć dużo. Jeżeli widzimy, że ktoś łamie prawo, kierujemy sprawę do organów ścigania - mówi szefowa GIF. Jej instytucja od pewnego czasu większą uwagę poświęca temu zagadnieniu i łamiący prawo są coraz mniej bezkarni. Są też pierwsze wymierne efekty. - Do tej pory mamy 15 postępowań zakończonych odebraniem zezwoleń na prowadzenie hurtu i 70 odebranych zezwoleń na prowadzenie aptek - mówi Zofia Ulz. Wiele postępowań wciąż jest w toku.

Eksperci przyznają, że do tej pory ukrywanie czegoś przed inspekcją nie było wielkim problemem, a tajemnicą poliszynela jest też to, że kontrole łatwo można było oszukać. - Jak przychodzi kontrola i ma się coś na sumieniu, to składa się wniosek o wygaszenie licencji. Skoro nie ma licencji, to nie ma czego kontrolować i inspekcja się wycofuje - mówi TOK FM osoba działająca w branży.

W praktyce często wygląda to tak, że kontrolowany podmiot wygasza działalność, a kilka tygodniu później w jego miejsce powstaje nowa hurtownia, której właścicielem jest na przykład żona, szwagierka czy matka poprzedniego właściciela. Teoretycznie wszystko odbywa się zgodnie z prawem. - Jeśli jest wniosek i spełnia wszystkie warunki, są dokumenty i jest opłata, nie mamy powodu, żeby nie wydać zezwolenia. Nawet wtedy, kiedy wiemy, że jest to samo nazwisko co w podmiocie, który się wygasił. Nic nie możemy w tej sprawie zrobić - mówi Zofia Ulz. Pocieszeniem dla instytucji państwowych jest fakt, że faktury trzeba przechowywać i kontrola skarbowa może nawet taki wygaszony podmiot sprawdzić.

9/ Służby w końcu łączą siły

W związku z tym, że poszczególne służby mają ograniczone kompetencje i mogą kontrolować tylko fragment działalności aptek i hurtowni, funkcjonariusze zaczęli łączyć siły. Obecnie prokuratura, policja, kontrola skarbowa i inspektorzy farmaceutyczni próbują prowadzić wspólne postępowania. Jak udało nam się ustalić, w czynności związane z opisywanym zjawiskiem zaangażowane jest też Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jednak rzecznik CBA - pytany o szczegóły - przesłał nam jedynie krótki komunikat: "Informuję, że wszystkie sprawy, które leżą w kompetencji i gestii Centralnego Biura Antykorupcyjnego, pozostają w zainteresowaniu Biura. O szczegółach podejmowanych czynności Biuro nie informuje. Są to wszystkie informacje, które na tym etapie mogę przekazać".

Niewiele więcej zdradza policja - to dla nich nowe zjawisko i nie są jeszcze w stanie oszacować jego skali. Komenda Główna Policji potwierdza jedynie, że rzeczywiście trwają postępowania w sprawach, w których stosowany był mechanizm ''odwróconego łańcucha''. Z naszych informacji wynika, że np. na Mazowszu są prowadzone co najmniej dwa takie śledztwa. Spraw, które znalazły ostatecznie swój finał w sądzie jest niewiele. Najsłynniejsza to proces dotyczący apteki z Piły, która sprzedała eksporterom 16 tys. opakowań różnych medykamentów. Sąd w tej sprawie uznał winę oskarżonego, ale umorzył postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu.

10/ Dlaczego to jest szkodliwe?

Komu szkodzi ten proceder? Po pierwsze pacjentom: bo dla nich leków może zabraknąć. Po drugie: producentom. Producenci leków szacują, jak duże jest zapotrzebowanie na dany lek w danym kraju. Biorą po uwagę także listy leków refundowanych przez ministerstwa poszczególnych państw. Produkują wiec określoną ilość leków, przeznaczoną do dystrybucji w danym kraju. Jeśli więc np. aspiryna - tańsza w Polsce - trafia do Niemiec, pacjenci kupią ją, a nie tę droższą niemiecką. Tracić mogą też apteki - jeśli lek zostanie sprzedany za granicę przez hurtownię i te nie mogą danego leku zamówić.

11/ Propozycje zmian

Jak ustaliliśmy, rząd chce walczyć z tym procederem. Ministerstwo Zdrowia szykuje zmianę ustawy refundacyjnej, a jedna ze zmian ma dotyczyć właśnie zabezpieczenia dostępu do leków przez polskich pacjentów. Chodzi o to, że apteki będą zgłaszać braki jakiegoś towaru, a sygnały o tym mają docierać do głównego inspektora farmaceutycznego. Tam powstanie lista leków, których nie wolno będzie wywozić bez zezwolenia.

To ma spowodować, że eksport nie będzie całkowicie ograniczony, ale pacjenci nie będą mieli problemów z dostępem do leków. Co ciekawe, Ministerstwo Zdrowia już dawno rozwiązało kwestię importu leków do Polski. Aby sprowadzić lek do Polski, trzeba to wcześniej zgłosić i uzyskać zgodę. W innych krajach, np. w Anglii, podmioty chcące prowadzić eksport muszą uzyskać koncesję na taką działalność.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (211)
W polskich aptekach brakuje leków, bo... masowo wypływają za granicę. "Ogromna skala, chodzi o leki warte nawet 3 mld zł"
Zaloguj się
  • jacutin

    0

    Zdemoralizowana papuga, były prokurator to zgodnie z sugestiami artykułu jakiś były Ziobrysta-PISior. Dlaczego to nie dziwi.

  • plendz

    Oceniono 1 raz 1

    Dobrze, że o tym piszecie. Źle, że nie zrobiliście porządnej roboty dziennikarskiej. Poprzestaliście na materiałach od "służb" , urzędów i firm badających ten proceder od dawna, czyli, że był znany. Ale Wasze ustalenia wyglądają na cudze. Ponadto gdzie próby dotarcia do tych, którzy ten nielegalny handel uprawiają? Może ich pobudki są bardziej złożone niż prosta chęć zysku? Może mają kłopot z nadwyżkami bo jest jakaś prawna bzdura? Nie dotarliście też na tę mityczną w waszym tekście "zagranicę", która czasem bywa nazywana "Europą". A kto tam kupuje i czy w tamtych państwach to legalne w tekście nie ma informacji. Po tym artykule mam więcej pytań niż informacji i znowu podejrzewam, że ta "afera" jest skutkiem bubla prawnego w polskich przepisach pisanych na kolanie pod dyktando z jednej strony lobby farmaceutycznego, a z drugiej pod publiczkę.
    Symptomatyczny jest ten fragment artykułu:
    "Komu szkodzi ten proceder? Po pierwsze pacjentom: bo dla nich leków może zabraknąć. Po drugie: producentom. Producenci leków szacują, jak duże jest zapotrzebowanie na dany lek w danym kraju. Biorą po uwagę także listy leków refundowanych przez ministerstwa poszczególnych państw. Produkują wiec określoną ilość leków, przeznaczoną do dystrybucji w danym kraju. Jeśli więc np. aspiryna - tańsza w Polsce - trafia do Niemiec, pacjenci kupią ją, a nie tę droższą niemiecką. Tracić mogą też apteki - jeśli lek zostanie sprzedany za granicę przez hurtownię i te nie mogą danego leku zamówić."
    Na podstawie tego ustępu mogę wyciągnąć wniosek, że "proceder" jest pokłosiem polityki producentów leków, którzy starają się "wyżyłować" ceny jak to tylko możliwe w danym kraju. Zatem antidotum powinno być wprowadzenie wspólnej polityki europejskiej, która prowadziłaby do wprowadzania jak najniższych cen leków. Na razie producenci wprawnie rozgrywają istniejące różnice. Przykład, który podaliście - leku nierefundowanego i dostępnego bez recepty jest "genialny". Bowiem od dawna wiadomo, że po niektóre produkty opłaca się jeździć do sąsiedniego państwa a UE jest wspólnotą gospodarczą. Jak widać nie dotyczy to leków. Napiszcie dlaczego polskie hurtownie w pewnych przypadkach nie mogą odsprzedawać leków do Niemiec, jak brzmią te przepisy i kto, w jakim celu je stworzył.
    Dla mnie jedynym uzasadnieniem byłaby chęć uniknięcia sytuacji, w której polski podatnik dopłaca do ceny leków w Niemczech. Ale z tego artykułu to nie wynika. Wynika z niego coś innego - przeregulowanie działa jak prohibicja, ludzie widzą, że przepisy są marnej jakości i je obchodzą jak się da. Rząd kieruje się złymi pobudkami - zamiast integrować się z UE w celu ucywilizowania rynku leków, próbuje zamienić Polskę w twierdzę, gdzie jednak rozgrywającymi są producenci leków.
    No i na koniec - skoro te leki zostały przed odsprzedaniem zakupione za cenę, na którą zgodził się producent, czyli już zawierającą jego marżę, to jak tu można mówić o stracie? Chyba, że o stracie wynikającej z tego, że w innych krajach ta marża jest wyższa (przy zapewne tych samych kosztach produkcji) i zysk producenta jest mniejszy, bo tam ludzie też nie chcą się dać okradać;-) Pamiętajcie, że w przypadku "drogich leków nie posiadających zamienników" piszecie o monopolistach, którzy zazdrośnie strzegą patentów i wyłączności, tak długo jak jest to możliwe, nawet jeśli przez to umierają, albo nie mogą być leczeni ludzie, w celu dojenia maksymalnej marży.
    Ta spraw musi mieć drugie dno i o tym chciałbym przeczytać.

  • acoo

    Oceniono 2 razy 0

    Prawda jest taka, że my Polacy nie umiemy żyć uczciwie. Tam, gdzie jest tylko możliwość orżnięcia (najlepiej rodaka) to my go orżniemy. Jak w tym dowcipie o polskim kotle w piekle, którego nikt nie musi pilnować, bo jak tylko ktoś z rodaków Polaków, będzie próbował uciec, rodacy Polacy za nogi go i z powrotem do kotła? A belzebub się cieszy.

    Rynek farmaceutyczny i medyczny w Polsce to taki kocioł, z jednej strony są zasady, etyka i pomoc bliźnim a z drugiej biznes, kasa i brak zasad.

    Coś się tam próbuje uchwalać typu zakaz reklamy aptek, zakaz sprzedaży leków refundowanych za granice. Z drugiej strony to prawo uchwalają urzędnicy, którzy później stwierdzają, że prawo przez nich uchwalone jest nie do wyegzekwowania. Sicc!

  • moher.do.bulu

    Oceniono 1 raz -1

    kolejny temat zaśtępczy. W/g IMS Health prawie 30% Polaków nie stać na leki!!! Rozumiecie ciężar tych cudów durne* Lemingi!? Ludzie, którzy całę życie przepracowali w tym kraju, teraz dostaja od (swojego?) Państwa takie kopa w dupę, że karze im się pod płotem zdychać. Ze słuzby zdrowia w tym kraju nigdy nie można było byc dumnym, ale takiego syfu jaki zrobił Tusk przy pomocy Kopacz i Arlukowicza, nawet za łapińskiego nie było!

    1. moher.do.bulu.salon24.pl/340293,sukcesy-rzadu-cz-1-sluzba-zdrowia
    2. moher.do.bulu.salon24.pl/377670,mity-na-temat-nowej-listy-lekow-refundowanych
    3. moher.do.bulu.salon24.pl/378369,apel-do-premiera-dyzmy-i-dwojki-lekarzy-arlukowicza-i-kopacz
    4. moher.do.bulu.salon24.pl/443578,skutki-reform-kopacz-i-arlukowicza
    5. moher.do.bulu.salon24.pl/490883,panstwo-znow-zdalo-egzamin-dziewczynka-zmarla

  • nativ

    Oceniono 1 raz 1

    Wklejam ponieważ sie zgadzam: Polak pracujący dla amerykańskich kapitalistów. "Gdyby Irlandczyk, Grek czy Niemiec zarabiał 1500 Euro i 5.50 Euro wydawał na litr paliwa, 20 Euro na kino i 250 Euro na średniej klasy buty, 5 tys. Euro za metr kw. mieszkania i 60 tys. Euro za średniej klasy nowy samochód, to na ulicach panowałaby regularna, krwawa wojna! Polska płaca minimalna 334 Euro, minimalna płaca w Irlandii 1462 Euro przy zbliżonych kosztach życia. Polacy to najgłupszy naród na świecie od zawsze okradany i poniżany, i nawet nie zdający sobie z tego sprawy (vide wyniki wyborów). A teraz jeszcze będziemy się dokładać do wymienionych wyżej państw. Bo nas stać a oni mają mityczny kryzys. To co jest w Polsce to nawet nie można nazwać kryzysem, to jest od zawsze dno i dwa metry mułu!!! Polak jest tanim wyrobnikiem UE, a Polska rynkiem zbytu dla towarów drugiej i trzeciej kategorii po cenach wyższych niż w UE !! LUDZIE OTWÓRZCIE OCZY Gdybym był okupantem i chciał zniszczyć naród to wyganiałbym młodych ,mądrych ludzi zagranicę za chlebem na emigrację, podnosiłbym podatki i wprowadzałbym nowe, dawał podwyżki i kolejne przywileje resortom siłowym, stawiałbym 500 nowych radarów, wzmacniałbym inwigilację obywateli, likwidowałbym państwowe szkolnictwo i służbę zdrowia oraz ograniczałbym do nich dostęp, oddałbym banki, media i handel obcym i wrogom Polski, wyśmiewałbym ich wartości i religię, skłócałbym młodych ze starszymi ,aby przez odwróconą hipotekę przejąć za bezcen ich mieszkania i domy, zachęcałbym ich kobiety do feminizmu ,prostytucji i aborcji ,aby nie nadawały się na dobre matki i żony, zadłużałbym ich bezpośrednio oraz pośrednio przez państwo i gminy, aby nie mogli się temu sprzeciwiać, likwidowałbym ich przemysł ,a w zamian budowałbym ogromne stadiony na kredyt, aby przynosiły straty, dopuszczałbym do sejmu złodziei i degeneratów,itd. Obejrzyj się wokoło!!!!!! niech każdy prawdziwy Polak wklei to raz pod jakimś artykułem.

  • znafcax

    Oceniono 2 razy 2

    proceder... he he he... SOCJALIZM walczy z problemami, które innym ustrojom są nieznane

  • lee-aa

    Oceniono 1 raz 1

    Wszystko pięknie ślicznie, szkoda tylko, że brakuje również preparatów mlekozastępczych dla najmłodszych dzieci - Bebilon Pepti i Nutramigen - raz jest dostępny jeden, raz drugi. Nie można ich stosować zamiennie. Oba są produkowane zagranicą. Wdrożenie planu naprawczego trwa kilka miesięcy, preparatów brakuje już.

  • nylon1

    Oceniono 3 razy 3

    Taki sam proceder ma w Polsce miejsce jeśli chodzi o salony samochodowe.
    Kuriozalna sytuacja:
    - auto produkuje się we Francji
    - auto przyjeżdża do Polski
    - auto z powrotem sprzedawane jest do Francji
    Wszystkie ilości sprzedanych w danym m-cu nowych samochodów w Polsce podawane przez Samar można sobie w d... wsadzić.

  • lesio_111

    Oceniono 1 raz 1

    Przecież od dawna to wiadomo. Tylko, że nie ma się tym kto zająć.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX