4 lewicowych kandydatów na prezydenta, ale może być jeden

prot
2009-12-18 , aktualizacja: 18.12.2009 18:01
A A A Drukuj
Lewica na razie ma czterech kandydatów na prezydenta, a to dopiero grudzień. Jedyną szansą, żeby nie rozdrobnić głosów jest wyłonienie jednego kandydata, co proponuje m.in. Aleksander Kwaśniewski.

Fot. B. Bobkowski / W. Olkuśnik / S. Kamiński / Agencja Gazeta
Największa partia na lewicy - SLD - dopiero w weekend wybierze swojego kandydata. Tajemnicą Poliszynela jest to, że będzie nim wicemarszałek Sejmu, Jerzy Szmajdziński. Ma poparcie Grzegorza Napieralskiego, dołów partyjnych i akceptuje go Wojciech Olejniczak.

Jego największym rywalem będzie kandydat Stronnictwa Demokratycznego - Andrzej Olechowski. W poniedziałek w programie Tomasza Lisa ma ogłosić, że będzie kandydował. Sondaże pokazują, że to on ma największe szanse na dobry wynik.

Niespodziewanie swojego kandydata ma wystawić Unia Pracy. Mimo że partia ta już od dekady współpracuje blisko z SLD, a sami wyborcy coraz mniej ją kojarzą. W lutym UP ma ogłosić, że jej kandydatem będzie prof. Adam Gierek, obecnie najpopularniejszy polityk związany z tą partią. Odbierze on głosy innym kandydatom na Śląsku, gdzie lewica ma największe poparcie. Tamtejszy wyborcy ciągle pamiętają jego ojca - pierwszego sekretarza PZPR Edwarda Gierka.

Również mniejsze partie wystartowały w wyścigu prezydenckim. Wspólnym kandydatem SdPl i Partii Demokratycznej ma być Tomasz Nałęcz. On z kolei ma najmniejsze szanse na dobry wynik.

W jedności siła

Taka klęska urodzaju na lewicy jest bardzo na rękę Donaldowi Tuskowi i Lechowi Kaczyńskiemu. Rozbicie głosów powoduje, że mogą być pewni wejścia do drugiej tury. Silny lewicowy kandydat może bowiem odebrać Tuskowi głosy liberałów, a Kaczyńskiemu wyborców socjalnych.

Są jednak pierwsze głosy nawołujące do zjednoczenia. Aleksander Kwaśniewski i Paweł Piskorski, niezależnie, apelują o to, żeby połączyć głosy lewicowych kandydatów. Niech każdy w toku kampanii przyciągnie swoich wyborców, a potem słabsi kandydaci zrezygnują i zaapelują do swojego elektoratu o poparcie najsilniejszego - to ich plan. Oddzielnie nie mają szans wejść do drugiej tury, ale jeden kandydat przy poparciu reszty może uzyskać wynik, który zagrozi dominującej dwójce.

Pod warunkiem oczywiście, że wszystkie partie by się na to zgodziły i dotrzymały słowa. Podobne inicjatywy rozbitej prawicy przed wyborami w 1995 roku skończyły się porażką. Może jednak liderzy lewicy wyciągną z tego odpowiednie wnioski.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Wiadomości dnia

Infografika