Na konwencji SLD, na której wybrano kandydata na prezydenta, byli obecni dawni premierzy tej partii: Leszek Miller i Józef Oleksy. Przeprosili się już z partią. Zabrakło jednak trzeciego - Włodzimierza Cimoszewicza. - Nie zapraszaliśmy go, bo wiedzieliśmy, że w tym czasie będzie za granicą - tłumaczy rzecznik SLD Tomasz Kalita.
- W tym tygodniu brałem udział w posiedzeniu Senatu. Teraz walczę z zimą w puszczy. Rury pękają, zwierzyna głodna - opisuje w "Gazecie Wyborczej", co robił w zeszłym tygodniu Włodzmierz Cimoszewicz. Mieszka co prawda w domu przy granicy z Białorusią, ale z pewnością, znajduje się on jeszcze w Polsce. Inaczej byłby senatorem Rady Republiki Białorusi.
O Jerzym Szmajdzińskim wyraża się dobrze. - To poważny polityk - mówi. Nie wierzy jednak zbytnio w jego szanse wyborcze. Tak samo jak w możliwość szerszego porozumienia na lewicy, chyba że nastąpi jakaś wielka katastrofa na lewicy. - Nie sądzę, żeby walka wyborcza sprzyjała porozumieniu po wyborach. Chyba, że wszyscy wyjdą z nich poobijani, że w końcu pójdą po rozum do głowy - twierdzi.