Zbigniew Ziobro wysłał oświadczenie, że wcale nie zmienił zdania na temat działań doktora Garlickiego. - Nadal daje wiarę zeznaniu złożonemu przez czterech doświadczonych lekarzy - napisał dzień po tym, jak przeprosił w telewizji lekarza za swoje sugestie, że jest on mordercą.
W sobotę wieczorem w telewizji można było przez 10 sekund zobaczyć przeprosiny Zbigniewa Ziobry: "W wykonaniu orzeczenia sądu: Ja, Zbigniew Ziobro przepraszam Pana dr Mirosława Garlickiego za wypowiedzenie pod jego adresem słów - już nikt nigdy przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie - które naruszyły cześć Pana dr Mirosława Garlickiego".
Jednak na tym spór między byłym ministrem sprawiedliwości oraz dr Garlickim się nie skończył. Dzień później Ziobro przesłał PAP oświadczenie, w którym tłumaczył, że nadal wierzy w swoje słowa. - Podkreślam, że wyrok nie zmienił mojego przekonania co do istotnego aspektu sprawy. Nadal daje wiarę zeznaniu złożonemu przez czterech doświadczonych lekarzy ze szpitala MSWiA i opinii wydanej przez najwybitniejszego polskiego kardiochirurga prof. Zbigniewa Religę, że doktor G. zostawił 6 cm gazę w sercu pacjenta i w konsekwencji tego spowodował śmierć człowieka - napisał w oświadczeniu Ziobro.
Niesprawiedliwy sąd
Jednocześnie zaatakował sędziów, którzy orzekali w jego sprawie. - Sąd uniemożliwił mi przedstawienie na rozprawie dowodów odnoszących się do oceny prawdziwości moich słów, a nawet odmówił przesłuchania mnie w charakterze strony - napisał. - Autorem całej treści oświadczenia jest wyłącznie sąd. Błąd zawarty w treści oświadczenia świadczy wyłącznie o poziomie znajomości zasad pisowni języka polskiego przez sędziego Zbigniewa Duckiego, który wydał wyrok w I instancji - dodał. W swoim oświadczeniu również popełnił błąd, co widać w tekście powyżej.
Oprócz opublikowania oświadczenia Ziobro musiał również wpłacić 30 tys. złotych zadośćuczynienia. Po ogłoszeniu wyroku były minister sprawiedliwości twierdził, że nakaz opublikowania przeprosin w telewizji jest w istocie konfiskatą majątku, bo go na ten wydatek nie stać. Koledzy z PiS-u nawet chcieli zorganizować dla niego zbiórkę. Ostatecznie jednak Ziobro musiał wziąć kredyt.
Nie zabił, ale mógł brać łapówki
W lutym 2007 roku CBA zatrzymała dra Garlickiego. Gdy dwa dni później sąd aresztował lekarza, informację i film z zatrzymania ordynatora kardiochirurgii ze szpitala MSWiA w Warszawie ujawniono na wspólnej konferencji Ziobry i szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Lekarzowi zarzucono m.in. korupcję i zabójstwo pacjenta. Mówiąc o aresztowaniu, Ziobro oświadczył, że "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie".
Lekarz spędził w areszcie trzy miesiące, po których sąd apelacyjny nakazał zwolnienie go, uznając zarzut zabójstwa za mocno wątpliwy. Śledztwo w tej sprawie jest prawomocnie umorzone - sąd stwierdził, że kardiochirurg nie chciał zabijać, lecz ratował pacjentów. Proces Garlickiego, oskarżonego m.in. o korupcję, trwa przed warszawskim sądem.