Jeszcze nie wygasły echa afery wokół filmu "Różyczka", związanej z rzekomym przedstawieniem w nim epizodów z życia Pawła Jasienicy, a mamy nową wpadkę. Już pierwszy rzut oka na plakat awizujący film Jana Kidawy-Błońskiego oraz na plakat do filmu "Elegia" nie pozostawia złudzeń: ta sama pozycja aktorki Magdaleny Boczarskiej, te same kolory, a nawet liternictwo. Czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, że autor polskiego plakatu skopiował czyjś pomysł?
- Plakat do "Elegii" zaistniał jedynie w internecie, nie był oficjalnym plakatem filmu. To grafika przygotowana na targi, na których ten film był pokazywany - tłumaczy Michał Duma z firmy Monolith, odpowiedzialnej za dystrybucję "Różyczki". Duma widzi oczywiste podobieństwo plakatów, ale nazywa je jedynie inspiracją.
- To jest nasz polski plakat. Zrobiliśmy sesję z aktorką Magdaleną Boczarską. Plakat do "Różyczki" wykonała jedna z firm reklamowych. Tamtego plakatu po prostu nie było - dodaje Joanna Hanusiak z firmy Monolith.
Oficjalny plakat reklamujący film "Elegia" faktycznie wygląda inaczej niż ten, którym "inspirował się" Monolith przy "Różyczce". Niemniej twierdzenia Joanny Hanusiak, że plakatu z nagą Penelope Cruz na czerwonym tle "po prostu nie było" nie sposób obronić. Grafikę bez trudu można znaleźć w internecie i zapewne ma ona swojego autora. Na pytanie, kto nim jest, Joanna Hanusiak odpowiada: - A wie pan, że nie wiem. Pewnie producenci.
Przypomnijmy, że plagiatem nazywamy już skopiowanie nawet tylko części dzieła, bez wskazania na źródło. Czasem plagiat wynika z niedbalstwa lub nieświadomości. Autor może zasłyszaną gdzieś melodię uznać za wytwór swojego umysłu. Czasem też może nieświadomie się zainspirować np. kolorem pierwowzoru. Jednak w tym przypadku trudno mieć wątpliwości. Mamy do czynienia z jawną kradzieżą czyjegoś pomysłu. Nawet jeśli funkcjonuje on tylko w internecie.