Działki na terenach zalewowych dla powodzian z gminy Gąbin

- Wisła w zeszłym roku podtopiła Nowy Troszyn w gminie Gąbin. Jak to możliwe, że ludzie z kompletnie zalanej w zeszłym roku wsi w ramach pomocy dostali nowe działki na terenie zalewowym? - pisze "Gazeta Wyborcza".
Marlena Mazurska z Nowego Troszyna straciła cały dobytek. Myślała tylko, by ratować siebie i bliskich. Woda opadła i wtedy dopiero zaczęła się rozpacz.

Postanowiła skorzystać z programu "Bezpieczny dom - bezpieczna miejscowość". Ten program wymyślił burmistrz podpłockiego Gąbina Krzysztof Jadczak. To właśnie na jego terenie woda dwukrotnie zalała aż 1,2 tys. ludzi. Zadeklarował: gmina odkupi od was wasze zniszczone domy i zaproponuje inne, na bezpiecznych terenach niezalewowych. Zgłosiło się ponad 100 rodzin.

50 tys. na nowy dom

- Pieniądze, które dostaliśmy od państwa na remont starego domu, czyli prawie 50 tys. zł, zdecydowaliśmy się przeznaczyć na budowę nowego - mówi "Gazecie" Marlena Mazurska. - Obliczyliśmy, że starczy na kupno działki, opłacenie m.in. geodety, projektanta, projektu, przyłącza do sieci energetycznej, zakup materiałów budowlanych, zalanie fundamentów, podciągnięcie murów, może położenie dachu. Oczywiście, że 50 tys. to za mało na cały dom, ale zamierzaliśmy też zaciągnąć kredyt - opowiada.

14 lutego podpisali z burmistrzem akt notarialny. Kupili niewielką działkę w niedalekich Borkach za ponad 20 tys. zł. Mazurscy i jeszcze cztery rodziny. - Blisko szkoła, droga asfaltowa, kościół, nie trzeba zmieniać parafii - mówi powodzianka. Zaczęli tworzyć nowy dom. Zamówili projekt, opłacili geodetę, kupili trochę materiałów. Poszło ok. 10 tys. zł, na wszystko są faktury. Pieniądze w transzach miał wypłacać gminny ośrodek pomocy społecznej, ale żądał pozwolenia na budowę.

Pozwolenia nie będzie, bo działka leżą na terenie zalewowym

Zgłosili się po nie do starostwa i nie mogli uwierzyć. Usłyszeli, że starostwo pozwolenia wydać nie może, ponieważ działki leżą na "terenie zagrożenia powodziowego".

Okazało się, że już sześć lat temu radni gminy uchwalili nowy plan zagospodarowania przestrzennego, w którym oznaczyli Borki jako zagrożone powodzią. Zgodnie z zapisem w tej uchwale, jeśli ktoś się tam pobuduje, robi to na własną odpowiedzialność.

Powodzianie są załamani. - Dlaczego nam nikt tego nie powiedział wcześniej?! - denerwuje się pani Marlena i jej sąsiedzi. - W dodatku jedna z rodzin pozwolenie dostała, dom już postawili, w stanie surowym.

Z nowych przepisów wynika, że nie można budować na terenach "bezpośrednio zagrożonych" powodzią, nawet z wzięciem odpowiedzialności na siebie. Domy można stawiać ostatecznie jedynie na tych "potencjalnie zagrożonych". Starostwo musiało więc poprosić Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej (RZGW) o opinię.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny