Piotruś już miesiąc nie widział matki. "To skandaliczne. Niech ktoś pójdzie po rozum do głowy..."

Matka 5-letniego Piotrusia nie widziała syna od miesiąca. Ojciec odmawia. - Apeluję: dziecko musi mieć z nią kontakt, to dla niego skrajne zaburzenie poczucia bezpieczeństwa. Ojciec jest psychologiem, powinien to wiedzieć - mówi dr Barbara Arska-Karyłowska. - To dorośli mają obowiązek tak zrobić, żeby dziecko czuło się bezpieczne. Oboje - dodaje.
O błędach, jakie popełnił sąd w sprawie Piotrusia, o zdumiewająco nieprofesjonalnych kuratorach, o tym, jak dalece dorośli zaniedbali potrzeby tego chłopca i o tym, co się teraz może dziać w jego głowie, Anna Wacławik-Orpik rozmawia z dr Arską-Karyłowską*, psychologiem dziecięcym i doświadczoną psychoterapeutką.

Anna Wacławik-Orpik: Już ponad miesiąc temu, ojciec Piotrusia, odebrał chłopca matce, wkraczając wczesnym rankiem do jej mieszkania z policją i kuratorami. Sąd odrzucił zażalenie matki na tę decyzję i nie zabezpieczył jej praw do widywania syna. Ojciec uniemożliwia teraz dziecku kontakt z nią. Od ponad miesiąca chłopiec nie widział więc matki, która opiekowała się nim nieprzerwanie przez 5 lat i z którą był silnie związany.

dr. Barbara Arska-Karyłowska*: - Mam nadzieję, że ktoś pójdzie po rozum do głowy, że ktoś coś z tym zrobi i to dziecko nie będzie oddzielone od matki przez dłuższy czas. To skandaliczne, że matka ma teraz odcięty kontakt. Jeśli ta sytuacja się utrzyma, to ja temu wszystkiemu bardzo źle rokuję. Chciałabym zaapelować do tego tatusia, żeby dziecko miało kontakt z matką. I to nie tylko telefoniczny. Ojciec jest psychologiem, powinien wiedzieć, że dziecko potrzebuje kontaktu z osobą, z którą jest związane od urodzenia. Sam walczył o kontakty ze swoim synem. Mam nadzieje, że nie po to, by zaspokoić swoje potrzeby, tylko po to, by zaspokoić potrzebę dziecka, potrzebę posiadania obojga rodziców. Potrzebą dziecka rzeczywiście było widywanie ojca, a teraz jest widywanie matki. Bardzo apeluję do dorosłych, by walcząc o kontakty ze swoimi dziećmi, zaczęli myśleć o potrzebach dziecka, a nie tylko swoich.

TEN CHŁOPIEC NIE ROZUMIE, CO SIĘ STAŁO

Co dzieje się w głowie Piotrusia dzisiaj, gdy przez ponad miesiąc nie miał żadnego kontaktu z matką?

- Tego nie wiemy. To zależy od wielu czynników. Między innymi od tego, jak tata tłumaczy zniknięcie mamy z jego życia. Dziecko na pewno o mamę pyta i tata coś mu odpowiada. Z punktu widzenia dziecka, mama nie obroniła go, a potem nagle zniknęła z jego życia. Teraz już od długiego czasu jej nie ma. Może myśleć, że go opuściła, albo że coś jej się stało. Ta sytuacja budzi w dziecku niepokój. Mimo to, na razie, może jego zachowanie jest w porządku - dziecko rzeczywiście jest w dobrych warunkach, tatuś bardzo się stara, daje dziecku pełną uwagę. Albo może chłopiec dalej płacze, bo czuje się opuszczony przez osobę, do której był bardzo przywiązany i nie wie, co stanie się dalej. Dziecko może myśleć: "może tata teraz jest miły i dba, a potem też opuści". W dodatku Piotruś, czy też Kuba, przeżył bardzo dużą traumę oderwania od matki, może bać się, że podobna sytuacja się powtórzy. To wyrwanie dziecka w taki sposób z jego dotychczasowego środowiska najprawdopodobniej się odezwie. To nie powinno było się zdarzyć. Chłopca niepotrzebnie narażono na przeżywanie niepokoju i lęk. On nie rozumie co się stało, nie wie, gdzie jest jego mama. Nie wie, czy jeszcze jest, czy go kocha, dlaczego nagle zniknęła. Dlatego tak ważne jest, żeby jak najszybciej zaczął się z nią widywać. Takie poczucie, że gdzieś zginęła osoba, do której byłem najbardziej przywiązany, to skrajne zaburzenie poczucia bezpieczeństwa.

Dziecko zostało zabrane siłą na wniosek ojca jako zabezpieczenie jego roszczeń, podczas toczącej się sprawy, której rozstrzygnięcia nadal nie ma. Nie ma prawomocnego wyroku sądu, który stanowi, że to dziecko będzie mieszkać u ojca.

- Naprawdę nie wiem dlaczego dbamy wyłącznie o interesy dorosłych. Ten pomysł, że trzeba w taki sposób "zabezpieczyć roszczenia ojca", że przekazanie dziecka musi być natychmiast zrealizowane, To tak jakby Piotruś był przedmiotem, elementem majątku, który trzeba zabezpieczyć przed kradzieżą To nie była sytuacja, w której matka np. zabrania transfuzji krwi ratującej życie i konieczna jest natychmiastowa interwencja. Takie sytuacje się zdarzają i wtedy trzeba działać natychmiast, ale tutaj nie było żadnego powodu, żeby to się zdarzyło w taki sposób, w tym momencie...dlaczego? Nie ma w tym żadnej logiki. Jedyny powód, który przychodzi tutaj do głowy to, że tata tak chciał, że miał do tego prawo i chciał pokazać, że może. Czyli dorośli zamiast kierować się dobrem dziecka zajęli się zaspokajaniem potrzeb dorosłych. Były dwa bardzo złe rozwiązania. Pierwsze - to które zastosowano. Drugie, że ojciec całkowicie się wycofa. I było trzecie dobre, ale trudne do zrealizowania rozwiązanie: żeby to robić stopniowo, z udziałem terapeuty, z mądrym kuratorem, który spowoduje, że matka nauczy się wycofywać. To bardzo długi proces i oboje rodzice musieliby sobie nawzajem zacząć ufać i być bardzo cierpliwi.

DLACZEGO PIOTRUŚ TAK BARDZO BAŁ SIĘ OJCA

Widziała Pani filmy z wcześniejszych kontaktów ojca z dzieckiem?

- Obejrzałam film z wizyt tatusia i z tego co się dzieje w czasie, kiedy mama przyprowadza dziecko do furtki i tatuś próbuje "zrealizować swoje prawa". Nasunęło mi się porównanie z inną sytuacją. Taki krzyk można czasem usłyszeć gdy matka, ojciec lub babcia przyprowadza dziecko do przedszkola. Co robi rozsądny rodzic takiego krzyczącego dziecka? Na ogół przedtem sprawdził, czy to na pewno dobre przedszkole i ponieważ je wybrał i wie, że może zaufać przedszkolance, dyrektorce i temu co się tam dzieje, mówi do dziecka spokojnym głosem: "Tu jest miło, tu jest bezpiecznie. Chodź pokażę ci ". Potem wychowawczyni bierze za rączkę krzyczące dziecko, a rodzicowi mówi: "Proszę już iść, my sobie świetnie poradzimy, będziemy się dobrze bawili". I na ogół gdy drzwi się za mamą zamykają, dziecko przestaje krzyczeć. I - jeśli wychowawczyni jest miła, ma dobre podejście do dzieci i inne dzieci są miłe - to na ogół dziecko się stopniowo adaptuje. Jeśli zaś matka nie wierzy, że przedszkole jest bezpieczne, to dziecka w tym przedszkolu nie zostawi. Są takie dzieci, które mimo zamknięcia drzwi nie przestają płakać, bo cierpią na tzw. lęk separacyjny. Im potrzeba terapii, by się do tego przedszkola przystosować, ale to są wyjątki.

To znaczy, że matka Piotrusia nie wierzyła, że chłopiec będzie czuł się z ojcem bezpiecznie?

- Tak myślę. Wobec tego w jej głosie (nawet ja to słyszałam), i myślę, że również w ruchach, w sposobie w jaki trzymała go za rękę, przekazywała dziecku bardzo wysoki poziom niepokoju. Dlatego te wizyty wyglądały tak, jak wyglądały, a w obecności matki dziecko na ojca reagowało tak, jak reagowało. Nie wiadomo, czy w oczach dziecka, to osoba ojca jest faktycznie zagrożeniem. Wielokrotnie widziałam sytuacje, kiedy w moim pokoju terapeutycznym dziecko bawiło się fantastycznie z ojcem, jeśli przychodziło tylko z ojcem. A jeśli na spotkanie przyprowadzała je matka, to łzy zaczynają mu lecieć na widok ojca i matka zdenerwowanym głosem pyta "Co się stało, kochanie?" "Bardzo nie chcesz tego spotkania, ja wiem, no ale trzeba, trudno, sędzia kazał" i wtedy dziecko całe spotkanie siedzi naburmuszone, napięte, odpowiada zdawkowo, nie chce się bawić.

Czy możliwe, by dziecko takim lękiem reagowało na ojca bez żadnego z jego strony udziału, takie "pranie mózgu", jak mówił ojciec w wywiadzie dla tygodnika "Wprost"?

- Sformułowanie "pranie mózgu" nie jest szczęśliwym określeniem, ale na pewno matka, która boi się ojca, lub która go nienawidzi, może zaindukować dziecku ten lęk lub inne negatywne uczucia - poprzez świadome lub nieświadome jednostronne oddziaływanie - i może doprowadzić do tego, że dziecko tak reaguje na ojca. Sformułowanie jest potoczne i nieprecyzyjne, ale oznacza zmianę postawy i dziecku łatwiej zmienić postawę niż dorosłemu.

RODZICE MAJĄ ZROBIĆ TAK, BY DZIECKO CZUŁO SIĘ BEZPIECZNIE. OBOJE

Jak dziecko będzie reagowało na matkę za kilka miesięcy?

- Nie mam pojęcia. To będzie zależało od zachowania ojca i od tego co mówi dziecku o matce i jak tłumaczy jej nieobecność. Jeśli ojciec będzie opowiadał dziecku jakieś negatywne historie o matce, to w świadomości dziecka utworzy się nowy obraz rzeczywistości. Mam nadzieję, że stworzenie negatywnego obrazu matki nie jest celem ojca, bo byłoby to bardzo szkodliwe dla dziecka. I mam nadzieję, że w tym wszystkim ojciec myśli też o dziecku, a nie tylko o swoich prawach czy nawet potrzebach.

Ojciec, lękowe reakcje chłopca na swoją obecność, tłumaczy złą wolą matki, jej nastawianiem dziecka przeciwko niemu. Matka z kolei mówi, że dziecko widziało awantury między nimi, szarpaniny, które kończyły się interwencjami policji. Było także świadkiem, gdy ojciec chłopca zepchnął ją ze schodów [prof. J ma m.in. z tego tytułu zarzut prokuratorski, sprawa toczy się w sądzie - red].

- To ma ogromny wpływ na życie dziecka. Ten chłopiec, jak widać w dokumentach, miał jakieś trudności rozwojowe, wiec nie dziwi mnie, że matka była opiekuńcza. Miała powody ku temu. Na to nakładają się konflikty między rodzicami, agresja ojca wobec matki, jak przeczytałam w aktach, więc dziecko słyszało kłótnie, widziało awantury. To bardzo obciąża dziecko i na pewno miało wpływ na jego rozwój, funkcjonowanie, odbieranie sytuacji trudnych i na jego lęk przed kontaktami z ojcem.
Jak dorośli zaczynają się kłócić o dzieci, one czują się coraz bardziej zagrożone i coraz bardziej winne (często myślą, że to ich wina). Dziecko musi mieć poczucie, że jest kochane przez oboje rodziców, że nie ma obowiązku podejmowania decyzji, które są decyzjami dorosłych i przerastają możliwości dziecka. Tutaj wszystko było inaczej. Ten 5-letni chłopiec miał podjąć decyzję, czy ma iść do taty czy nie. To nie może być jego decyzja, to dorośli mają tak zrobić, żeby on się czuł bezpieczny i poszedł do taty. Oboje.

NIE ROZUMIEM, JAK KURATORZY MOGLI DO TEGO DOPUŚCIĆ

Wracając do spotkań ojca z chłopcem nazywanych też "niezrealizowanymi" wizytami. Taka sytuacja trwała dwa lata. Matka starała się "wywiązać" z oczekiwań sądu, kuratorów i ojca, przyprowadzała dziecko na te spotkania, ale nie dochodziło do przekazania dziecka ojcu, jak widać na filmie. Czy te oczekiwania były realne do spełnienia?

- Nie były. Nawet jeśli matka miała dobre chęci, to nie umiała przekazać dziecka ojcu. Ktoś powinien był jej pomóc już po pierwszych trzech miesiącach w czasie których nie dochodziło do wizyt. Ta sytuacja w żadnym wypadku nie powinna trwać dwa lata. Wracając do analogii z przedszkolem - im dłużej trwa płacz dziecka i wahanie rodzica, tym mniejsza szansa, że dziecko do przedszkola zacznie chodzić spokojnie. W przypadku tego konfliktu, gdyby ojciec miał wyegzekwować swoje prawa, prawdopodobnie musiałaby to być przemoc - matka by się bała, ojciec szarpałby dziecko, dramatyczne. To nie matka ani ojciec tu zawinili. Zawinił system. Tu powinien był się pojawić mądry kurator, który zagrałby rolę tej wychowawczyni. Musiałaby to być osoba, której matka mogłaby zaufać i to kurator mogłaby być tym ogniwem pośredniczącym. I to powinno było się wydarzyć bardzo szybko - na samym początku. Jak powiedziałam, jeśli przez trzy miesiące rodzicom nie udało się samodzielnie zacząć przekazywać dziecka z domu jednego rodzica do drugiego, powinien był wkroczyć kurator i pomóc rodzicom w przekazaniu dziecka. Np. ojciec mógł zabierać dziecko z przedszkola, a nie bezpośrednio od mamy albo mama mogła przekazać dziecko kuratorce, a kuratorka ojcu.

Przy tych kontaktach asystowało w sumie trzech kuratorów w okresie dwóch lat. Chyba zabrakło im profesjonalizmu, a także zwykłej ludzkiej wrażliwości, i pomysłowości.

- Kiedy oglądałam ten film, myślałam: to musiała być bardzo niedoświadczona kurator, jeśli w ten sposób się zachowuje. Potem z dokumentów dowiaduję się, że to kuratorzy zawodowi, z wieloletnim doświadczeniem. Nie rozumiem, jak mogli dopuścić do czegoś takiego. Po to jest nadzór kuratora nad kontaktami, żeby interweniować. Widziałam czterominutowy film, ale mówiła mi pani, że to potrafiło trwać znacznie dłużej. To bardzo złe doświadczenie dla dziecka - patrzenie na rodziców stojących po dwóch stronach barykady (bramy) wrogich wobec siebie nawzajem i bezradnych - to musiało w dziecku wywoływać lęk. Krzyczenie, przeżywanie lęku przez godzinę, to jest okropne doświadczenie. Kurator powinna była to przerwać. Mógł to przerwać tylko ktoś niezaangażowany w konflikt, bo ani ojciec ani matka nie byli w stanie tego przerwać. Dlaczego ta kurator stoi i nic nie robi? To się nie powinno ciągnąć tyle czasu.

TRZY BŁĘDY SĄDU

Na tej sprawie zaważyły również dwie opinie z RODK - jedna z 2008 r., której rzetelność ze względu na znajomości ojca kwestionowała matka, oraz druga, powtórzona z tego powodu w 2009 r.

- Przeczytałam, że osoba która jest kierownikiem RODK była znajomą ojca chłopca, w tym przypadku klienta RODK. To uważa się w psychologii za ważne przeciwwskazanie do włączania się w sprawę. W naszych etycznych wytycznych jest wyraźnie powiedziane - podwójna relacja jest nieetyczna.

Jaką wartość mają opinie z 2008 i 2009 r. dla postanowienia sądu z 2011 r.?

- To wielki błąd. Powinno było być kolejne badanie - przeprowadzone przez niezależnego psychologa, nie znającego ojca. No i po dwóch latach konieczne było nowe badanie. W tym wieku dziecko się bardzo zmienia. W tych szczególnych warunkach opieranie się na czymś, co było dwa lata temu, nie powinno mieć miejsca, bo mamy do czynienia z innym człowiekiem. Nawet przy decyzjach szkolnych mówimy, że powinniśmy raz w roku badać dziecko, a tu decyzja była o wiele poważniejsza i chodziło o młodsze dziecko.

Teraz matka nie ma żadnego dostępu do Piotrusia. Sąd, kolejny raz przychylając się do wniosku ojca, nie zabezpieczył dziecku żadnych kontaktów z matką.

- W USA gdzie pracowałam 20 lat, sąd ustalając miejsce zamieszkania dziecka, jako jedną z ważnych przesłanek bierze pod uwagę, który z rodziców daje większą gwarancję, że dziecko będzie miało kontakt z obojgiem rodziców. Kiedy sąd zdecydował, według mnie niesłusznie, bo można to było zrobić inaczej, ale jeśli zdecydował zmienić miejsca zamieszkania dziecka w tym właśnie momencie, w ten właśnie sposób, to powinien się zainteresować jakie kontakty będzie miała z tym dzieckiem matka. Rozumiem intencje sądu - sąd chciał, żeby ojciec miał dostęp do dziecka bez udziału matki i dziadków (bo widocznie uważał, że mama i jej rodzina utrudniają kontakty ojca z dzieckiem), ale to nie znaczy, że dziecko w tym wieku, 5-letnie, ma w tej chwili nie mieć żadnego kontaktu z matką. Teraz to jest odpowiedzialność ojca, żeby synkowi zapewnić stały kontakt z matką. I te kontakty są konieczne.

ZDJĘCIA O NICZYM NIE ŚWIADCZĄ. KONTAKT PIOTRUSIA Z MATKĄ JEST KONIECZNY

Ojciec jednak wykorzystuje zaniechanie sądu i po prostu odmawia dziecku spotkań z matką. Matka codziennie od ponad miesiąca dzwoni do byłego męża prosząc o możliwość zobaczenia syna, ojciec odpowiada, że jeszcze nie czas.

- Jeśli dziecko nie będzie miało kontaktów z matką, to jest to bardzo niedobre dla jego poczucia bezpieczeństwa, rozwoju społecznego i funkcjonowania, tworzącego się obrazu świata. Im bardziej to dziecko ma przekonanie, że zostało przez matkę opuszczone, tym gorzej nie tylko dla jego rozwoju i obecnego funkcjonowania, ale też dla jego kontaktów z każdym z rodziców. Kiedyś przyjdzie i zapyta: dlaczego mnie nie obroniłaś? To bardzo niedobre pytanie i dla dziecka i dla matki. Kiedyś zapyta też ojca, dlaczego mu zrobił taką krzywdę. Trzeba szybko, naprawdę szybko, przywrócić kontakt z matką, powtórzę - dziecko musi mieć kontakt z matką .

Ile tego kontaktu powinno być, żeby to dziecko funkcjonowało w miarę normalnie?

- Nie znam dziecka, nie znam warunków, ale na pewno sporo. Może udałoby się pół na pół? Pewnie ojciec bardzo chce, żeby dziecko u niego spało, ale jeśli to możliwe, matka powinna chłopca widywać codziennie. Chłopiec nie powinien jednak już więcej doświadczać ani wzajemnej wrogości rodziców, ani ich bezradności wobec jego zachowania, więc trzeba opracować, inny od dotychczasowego, sposób przekazywania chłopca między rodzicami.

Jak dziecko po tym co przeszło i bez kontaktów z matką będzie się adaptowało do sytuacji?

- Te dwa lata, przemocowe wyrwanie dziecka, było traumą i dziecko przeżywa teraz skutki traumy. Jakie one są, zależy od cech dziecka. Może być tak, że jest w miarę nieźle, to znaczy, że dziecko nie wykazuje lęku przed ojcem. Jeśli ojciec dba o bezpieczeństwo dziecka, jeśli nie stwarza sytuacji lękotwórczych, to dziecko może z ojcem kooperować, może się bawić. Może obecnie zachowywać się normalnie, ale może też mieć równocześnie objawy psychosomatyczne, moczenie nocne, zaburzenia jedzenia. To ta dobra wersja, jeśli okaże się, że się ojca nie boi. Jeśli się go boi, to może być bierny, wycofany, może to oznaczać, że lęk nie był wyłącznie indukowany przez matkę, ale że ojciec faktycznie nie jest w jego oczach osobą bezpieczną. Nic na ten temat nie wiem, bo nie znam ani chłopca, ani ojca, ani domu w którym teraz mieszka dziecko.
Wiem jednak, że dziecko zadaje sobie pytanie: " gdzie jest moja mama"? Dlatego mówię, że tak bardzo ważne jest, żeby on się z nią widywał. Takie poczucie, że gdzieś zginęła osoba, do której byłem najbardziej przywiązany, to zaburzenie tej najważniejszej więzi, zaburzenie poczucia bezpieczeństwa. Objawy tego lęku mogą być różne: może się moczyć, może być bunt, potem zobojętnieje.

Kilka dni po odebraniu chłopca matce, ojciec opublikował zdjęcia, na których pokazuje uśmiechnięte dziecko.

- Te zdjęcia o niczym nie świadczą.

TO OKROPNY POMYSŁ ZMIENIAĆ TERAZ CHŁOPCU TOŻSAMOŚĆ

Ojciec mówi do niego innym imieniem, niż matka go nazywała. Matka mówiła do niego od kilku lat jego drugim imieniem Piotruś, ojciec nazywa go pierwszym - Kuba.

- To wydaje mi się szczególnie niedobre. Przeczytałam w dokumentach, że to matka zmieniła mu imię, ale to okropny pomysł, żeby teraz znów innym imieniem się do niego zwracać. To element podziału na dwa światy. Czasami przychodzą rodzice zapytać, jak zorganizować podział, bo chcą, żeby dziecko mieszkało po połowie - u jednego rodzica i u drugiego. Wtedy staramy się zorganizować to tak, by wszystko co się da, było podobne: pokój, takie same komplety pościeli, staramy się, żeby rodzice mieli podobne zasady w obu domach, robimy różne zabiegi, żeby te dwa życia jak najbardziej upodobnić i żeby dziecko nie miało poczucia życia w dwóch światach. A tutaj ktoś zrobił tak, żeby on miał jeszcze bardziej podzielone światy.

Ojciec zapisał też chłopca do innego przedszkola, zmienił mu logopedę i denstystę, wymazuje jego dotychczasowe życie. Jakie konsekwencje tego działania poniesie chłopiec?

- Dla prawidłowego rozwoju ważne jest zbudowanie swojej tożsamości. W wieku 5 lat, dziecko już wiele o sobie wie. Na ogół wie jak się nazywa, jak nazywają się jego rodzice, czy jest chłopcem czy dziewczynką, gdzie mieszka, jakiej jest narodowości. Świadomość tego kim się jest i ciągłość poczucia tożsamości, pozwala dziecku funkcjonować w świecie społecznym. Nagła konieczność budowania od początku swojej tożsamości w wieku 5 lat jest możliwa (żydowskie dzieci oddawane na przechowanie do klasztorów lub rodzin chrześcijańskich umiały zbudować nową tożsamość i płaciły za to emocjonalną cenę, ale one nie miały innego wyjścia), ale jest to duży koszt i jeśli nie jest to konieczne, to nie rozumiem, po co to dziecku fundować. Drugim problemem jest zaufanie do ludzi. Chłopiec komuś ufał i ten ktoś go opuścił, zawiódł jego zaufanie. To wpłynie znacząco na jego obraz świata.

Z raportu kuratorek, które odwiedziły ojca wynika, że dziecko śpi w łóżku z partnerką ojca.

- To niedobrze, dziecku potrzebne jest własne miejsce. Powinno mieć swoje łóżeczko. No i też nie jest dobrze, by wymuszać na dziecku budowanie bliskiej relacji z kobietą, w chwili gdy właśnie straciło matkę. To absurdalne, bo świadczy o tym, że ojciec walczył, żeby mu dać dziecko, a nie przygotował się na jego przyjście. Pierwszą rzeczą o której rozmawiam z ojcami, którzy bardzo walczą o swoje dziecko jest to, by miało one swoje własne miejsce. Jeśli rodzic ma dzieci z innego małżeństwa, to żeby nie musiało się dziecko dzielić z tamtymi dziećmi, żeby miało własny kąt, własne łóżko, własne zabawki.

W SPRAWIE PIOTRUSIA DUŻO JEST O PRAWACH RODZICÓW, ZA MAŁO O PRAWACH DZIECKA

Czy w tej walce rodziców o dziecko potrafi Pani jakoś uzasadnić wniosek o rodzinę zastępczą dla własnego synka?

- Wydaje mi się bardzo niesłuszny i lekkomyślny, znowu zaspokajający potrzeby dorosłych, a nie dzieci. Jak czytałam te dokumenty, to bardzo dużo w nich jest o prawach rodziców. Powinniśmy patrzeć na prawa dziecka i obowiązki rodziców.

Jeszcze pytanie o etykę zawodu psychologa. Ojciec, wnioskując o rodzinę zastępczą dla syna i o oderwanie dziecka siłą od matki uzasadniał swoje teorie rozpaczą ojcowską oraz wieloletnim doświadczeniem psychologa klinicznego.

- W tej sprawie ojciec może występować tylko jako zrozpaczony ojciec. Nie może występować jako psycholog. Nie można być ekspertem psychologicznym we własnej sprawie. Jeśli przedstawia się jako psycholog, to popełnia poważny błąd. Mam poczucie, że ta sytuacja zaburzyła jego myślenie jako psychologa. Pracowałam z wieloma ojcami, którzy byli odsuwani od swoich dzieci i okazywało się, że w walce zaczynali popełniać rzeczy głupie, nieetyczne, zachowywali się często nieracjonalnie, a nawet działali na swoją szkodę Myślę, że ten ojciec wie, że nie może tu występować jako psycholog, a zrobił to, bo przypuszczał, że mu to pomoże odzyskać dziecko.

Pomogło, bo sędzia w uzasadnieniu powtórzyła teorie ojca i nie powołała żadnych biegłych, by sprawdzić jaka jest aktualna sytuacja Piotrusia i jak podziała na niego oderwanie od matki. Zgodziłaby się pani z tezą, że droga do dziecka wiedzie przez matkę?

- Ma pani na myśli to, że ojciec powinien mieć z matką jakąś relację żeby dzielenie się opieką nad dziećmi się udawało?

I tak i nie. W tej konkretnej sytuacji, to pewnie niemożliwe. Ale myślę o sytuacji innych ojców separowanych od dzieci przez orzeczenia sądów. Są dyskryminowani i decydują się na wyniszczającą walkę. Przy tym stanie sądownictwa rodzinnego w Polsce (najlepszy przykład to ta sprawa), po latach w sądach rodzinnych, między rodzicami zostają tylko zgliszcza, bo na sali padają najcięższe oskarżenia. Chodzi mi raczej o świadomość, że walka z matką przy pomocy tego systemu nie załatwi im sprawy więzi z dzieckiem.

- To prawda. Jeśli chcemy utrzymać relację z dzieckiem, musimy też mieć jakąś relację z drugim rodzicem. Zawsze mówię rodzicom, że oni się wprawdzie rozwiedli, ale do końca życia ich dzieci będą wspólne i już zawsze będą musieli mieć jakąś relację z byłym partnerem. Wrogie posunięcia wobec drugiej strony zamykają człowiekowi drogę do dziecka. Możemy się nie kochać, ale musimy się szanować i wzajemnie sobie móc zaufać.



* dr Barbara Arska-Karyłowska, psycholog dziecięcy, psychoterapeuta; pracuje w Laboratorium Psychoedukacji, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, a także kierownik Akademickiego Centrum Psychoterapii i Poradnictwa Psychologicznego SWPS, członek Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (APA)

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (455)
Piotruś już miesiąc nie widział matki. "To skandaliczne. Niech ktoś pójdzie po rozum do głowy..."
Zaloguj się
  • kongregacja

    Oceniono 19 razy 17

    jedyna nadzieja w studentach, ktorzy zaczna z nim nowy rok akademicki w pazdzierniku i mam nadzieje, ze przynajmniej czesc zbojkotuje tego pana jako autorytet psychologiczny.

  • kongregacja

    Oceniono 20 razy 16

    i opamietajcie sie w tej obronie nieszczesliwego ojca, ktory nie mial kontaktow z synem! no i co, nie mial i teraz ma, no i jak sie zachowuje? nie pozwala matce na kontakt z dzieckiem, karajac w ten sposob dzieciaka! tak sie zachowuje kochajacy ojciec, psycholog, profesor?! on chcial sie odgryzc swojej bylej zonie, ukarac ja, zemscic sie na niej kosztem dzieciaka i dzieki polskiemu sadowi i durnym kuratorom to mu sie udalo. nikt nie myslal tu o dobru dziecka, a najmniej jego tato.

  • jpy1

    Oceniono 16 razy 14

    No to teraz podsumujmy pracę tych którzy powinni dbać o dzieci:
    - rzecznik praw dziecka. Co zrobił poza sztandarowym występem w gazecie? Nic.
    - minister Kwiatkowski, który miał się przyjrzeć sprawie? Poza kilkoma zdaniami na temat zachowania rodziców: nic.
    - sędzia i jej kompetencje? Zero reakcji przełożonego.
    - i wreszcie święte krowy kuratorzy: dalej robią to co robili. Mimo przedstawionych filmów na których widać że się do tego zawodu nie nadają.
    Tak wygląda Polska. Chory kraj. Tylko dzieci szkoda.

  • kongregacja

    Oceniono 14 razy 14

    koniectegodobrego, jesli dziecko od urodzenia jest nazywane piotrusiem to dlaczego inni musza uparcie podawac imie papierowe? moja matka ma na imie maria, a od dziecka mowi sie na nia ewa i wszyscy tak mowia, ona sie tak przedstawia, nie ma problemu, imie to tylko imie, gorzej jesli chodzi o czyjes dobre imie, a tutaj ktos je stracil, choc prawo stanelo po jego stronie.

  • acc4

    Oceniono 18 razy 12

    W naszej rodzinie jest 9-letni chłopczyk, którego rozwiedzeni rodzice współpracują ze sobą harmonijnie i ojciec ma tyle kontaktów z dzieckiem ile chce. Chłopiec będąc u ojca przyznaje się, że tęskni za mamą, a wracając do mamy jest smutny z powodu rozłąki z ojcem. Na szczęście może bez obawy przyznawać się do swoich uczuć, bo żadne z rodziców nie bierze mu tego za złe.

  • farg_amak

    Oceniono 13 razy 11

    Hej wszyscy znajomi Basi co tutaj jesteście, Czy adwokat występował już o upadek zabezpieczenia (czyli tego nieszczęsnego postanowienia, na podstawie którego kj o 7 rano zabrał Piotrusia?) Bo przecież taka możliwość jest art. 742 par. 1 kpc "obowiązany może w każdym czasie żądać uchylenia lub zmiany zabezpieczenia, gdy odpadnie lub zmieni się przyczyna zabiezpieczenia" A moim zdaniem odpadła bo JK już spędził miesiąc z dzieckiem. A dodatkowo teraz mamy taką sytuację, że zabezpieczenie doprowadziło do zaspokojenia roszczenia (JK wykonuje władzę rodzicielską samodzielnie, decyduje o przedszkolu i lekarzu dziecka) oraz nie dopuszcza do kontaktów z matką a to jest sprzeczne z art. 731 kpc.

  • 6parasol

    Oceniono 12 razy 10

    Moze wreszcie ktos wylowi wszystkie przekrety sadu w gdansku. wszystkie sprawy wytyczone przez Jodzia odbywaly sie w blyskawicznych terminach i zawsze zapadaly wyroki zgodne z jego zadaniami. Bo to prof uczelniany czyli dr hab a Barbara tylko mgr .Ten uklad w sadzie jest od dawna znany ale sad broni teraz swoich 4 liter .Moze ktos pomoze tej kochajacej swojego synka matce i jej jeszcze nienarodzonemu dziecku ? Napewno nie zrobi tego sad w gdansku. Prosimy bo ta matka widac jest juz zaszczuta przez Jodzia i jest w zagrozonej ciazy ( o czym Jodzio wiedzial PORYWAJAC PIOTRUSIA )

  • tenbandyta

    Oceniono 14 razy 10

    DZIEKUJEMY PANI PSYCHOLOG,ZE MIALA ODWAQGE WYSTAPIC W OBRONIE MALEGO BEZBRANNEGO DZIECKA PIOTRUSIA. WIELU PANI KOLEGOW TEZ WYSTAPILO PRZECIWKO METODOM K,JODZIO ALE NO MA TO GDZIES TO SWIADCZY O JEGO ZABURZONEJ OSOBOSCI.

  • kongregacja

    Oceniono 16 razy 10

    a co ma do tego wszystkiego imie? jakie ma znaczenie, ze na chrzcie dali mu kuba, a potem wolali piotrus? no jakie? to nie jest sedno sprawy. sednem jest psychpatyczny ojciec, ktorego wspiera durny sad.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX