Chorzewski poinformował, że samolot lądował praktycznie z pustymi bakami. Wcześniej
maszyna zrzuciła nadmiar paliwa. - - W związku z tym ryzyko zapalenia się samolotu było niewielkie. Iskry, które było widać w telewizji przy lądowaniu, to normalne tarcie metalu o asfalt. Na pasie była położona "poduszka" ze specjalnej substancji gaśniczej (...); samolot po wylądowaniu, zatrzymaniu został standardowo również polany substancjami gaśniczymi" - opowiadał rzecznik LOT-u.
Jak podkreślił, "cała procedura lądowania przebiegła absolutnie, w 100 proc. prawidłowo". "Mimo że wyglądało to dramatycznie, nikomu z pasażerów nic się nie stało" - powiedział
Świadek lądowania awaryjnego na Okęciu mówił w TVN24: - Samo lądowanie wyglądało gładko i powoli. Widzieliśmy, że nie ma podwozia wypuszczonego w całości. Ognia nie ma. Były iskry, które leciały z silnika im dłużej samolot był na pasie. Było widać dym. Ludzie są teraz ewakuowani przez specjalne rękawy - mówił świadek.
- Dziękować Bogu, że pilot wykazał się najwyższym kunsztem, że wylądował tak, że nie było sytuacji zagrożenia życia. Chylę czoła. Służby były w stanie gotowości od kilkudziesięciu minut - mówił Robert Gałązkowski z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Samolot krążył kilkadziesiąt minut - Pilot zgłosił awarię podwozia i prawdopodobnie będzie musiał lądować awaryjnie, bez podwozia. Przygotowujemy się do przyjęcia tego samolotu - mówił TOK FM Przemysław Przybylski, rzecznik lotniska im. Fryderyka Chopina w
Warszawie. - To jest naturalna, standardowa sytuacja ćwiczona przez wszystkie służby ratownicze na lotnisku. Jesteśmy do tego przygotowani. Zrobimy wszystko, żeby pasażerom nic się nie stało - uspokajał.
Samolot planowo powinien wylądować o godz. 13.35. Wylądował ok. godz. 14.40. Lotnisko zostało zamknięte dla innych samolotów. Zamknięto też okoliczne ulice. Samolotowi towarzyszyły dwa F-16 z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Należące do niej
maszyny pełniły dyżur bojowy.
Jak powiedział rzecznik prasowy Dowództwa Sił Powietrznych ppłk Robert Kupracz, jeżeli jakikolwiek samolot lub śmigłowiec ma problemy w polskiej strefie powietrznej, automatycznie jest podrywana do lotu para dyżurna myśliwców, której zadaniem jest nawiązać kontakt z załogą i pomóc w rozwiązywaniu problemów.
Wojsko sygnał o kłopotach boeinga otrzymało ok. godz. 13.40. Dwa F-16 wystartowały w ciągu 10 minut, a po kilku minutach nawiązały kontakt z samolotem PLL Lot. "Piloci po prostu sprawdzili, jak maszyna zachowuje się w powietrzu. Okazało się, że niestety podwozie nie wyszło i poinformowali o tym załogę, więc można było zacząć odpowiednie procedury. W tym przypadku sprawa była dość klarowna i czysta" - powiedział PAP Kupracz. Samoloty wojskowe towarzyszyły boeingowi do momentu przyziemienia.
Trasę przelotu samolotu można śledzić na stronie
flightradar24.com.