"Zaczęliśmy się bać, gdy usłyszeliśmy, że na pokładzie może być pożar" - relacje pasażerów Boeinga 767

Pasażerowie Boeinga 767

Pasażerowie Boeinga 767

- Gdy wylądowaliśmy, pojawił się dym i musieliśmy uciekać z samolotu przez nadmuchane rampy, ale sam manewr odbył się bardzo spokojnie. Czasem przy lądowaniu z podwoziem jest więcej wstrząsów - mówili pasażerowie Boeinga 767, który awaryjnie lądował na warszawskim lotnisku Chopina.
- Domyślaliśmy się, że coś się dzieje, bo usłyszeliśmy od kapitana, że za 10 min wylądujemy w Warszawie, a potem jeszcze przez godzinę kołowaliśmy. Jednak nic nie powiedziano nam wprost. Poinformowano nas tylko, że jest problem z zawieszeniem - opowiadają pasażerowie Boeinga 767, którzy zachowali spokój w czasie całego manewru.

- Na pokładzie było bardzo spokojnie. W czasie lądowania zupełnie nie odczuliśmy wstrząsów - mówili pasażerowie radiu TOK FM. - Czasem przy lądowaniu z podwoziem jest więcej wstrząsów - mówili. Jeden z nich dodał, że "zaczęli się bać, dopiero gdy usłyszeli do stewardessy, że na pokładzie może wybuchnąć pożar".

"Ludzie krzyczeli, lamentowali, ale przy lądowaniu zapadła grobowa cisza"

- Załoga samolotu przygotowała nas na wypadek, gdyby samolot miał się rozpaść w momencie uderzenia o ziemię - relacjonowali pasażerowie. - Mama mówiła, że ludzie po prostu płakali, lamentowali, krzyczeli. Przed samym lądowaniem zapadła grobowa cisza, zupełnie nie odczuli tego lądowania - relacjonowała radiu RMF FM pani Edyta, która czekała na matkę lecąca Boeingiem 767. Dodała, że z relacji matki wynika, że "nie było żadnego huku i dużego wstrząsu. Ewakuacja przebiegła bardzo szybko".

Ksiądz Piotr Chyła, który też leciał Boeingiem 767, chwalił pilota i załogę: - Wszyscy zachowali się bardzo profesjonalnie. Także pasażerowie zachowali się bardzo dojrzale, mimo, że na pokładzie znajdowały się małe dzieci - mówił. Dodał, że na pokładzie "nie było paniki" - Myślę, że każdy z pasażerów przeżył swoje. To potężny ładunek przeżyć, ale przeżyliśmy, dzięki Bogu - powiedział ksiądz Chyła.



"Schowałem na piersi paszport... dla identyfikacji"

- Przed lądowaniem sięgnąłem po paszport. Schowałem go na piersi. Na wszelki wypadek, dla identyfikacji... - powiedział pasażer pechowego lotu warszawskim reporterom "Gazety Wyborczej". Mówił też, że "pilot do końca zachował bardzo spokojny ton głosu, co uspokajało też nas".

- Gdyby nie wcześniejsze kołowanie i dwugodzinna niepewność, możliwe że nie zorientowalibyśmy się, że to awaryjne lądowanie - powiedział pasażer, który siedział dokładnie nad silnikiem maszyny. Inni pasażerowie mówili też, że nawet stewardessy myślały, że kapitanowi w ostatniej chwili udało się wypuścić podwozie.

"Z samolotu nie wyglądało to tak dramatycznie"

- W ciągu dwóch godzin po których pasażerowie dowiedzieli się o konieczności awaryjnego lądowania na pokładzie panowała cisza. W ostatniej fazie lądowania pasażerowie krzyczeli, że jednak wysunęło się podwozie - powiedział wieczorem Marcin Piróg, prezes PLL LOT. - Z wnętrza samolotu nie wyglądało to tak dramatycznie - dodał Piróg.

Zobacz także
  • Oczekujący na przylot Boeinga 767 "Nie wiedzieliśmy, co się dzieje" - relacje rodzin czekających na pasażerów Boeinga 767 [WIDEO]
Komentarze (1)
"Zaczęliśmy się bać, gdy usłyszeliśmy, że na pokładzie może być pożar" - relacje pasażerów Boeinga 767
Zaloguj się
  • podubin0409

    Oceniono 2 razy 2

    .Doceńmy kusznt naszego mistrza lotnictwa. Polub to i prześlij dalej. Pokażmy, że jesteśmy dumni ze swoich rodaków.
    www.facebook.com/pages/Lataj-jak-orze%C5%82-l%C4%85duj-jak-Wrona/255212497864055

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy