GUS: Rodzi się dużo mniej dzieci. Polacy nie chcą się pobierać, a rozwodów jest coraz więcej

Wykres liczby rozwodów

Wykres liczby rozwodów (Fot. Gus.gov.pl)

GUS podał wstępne wyniki demograficzne za zeszły rok. Niestety spadła znacznie liczba urodzeń i małżeństw. Więcej się też rozwodzimy. Dobrą wiadomością jest to, że pomimo tych niekorzystnych trendów jest nas coraz więcej - o 15 tys.
Główny Urząd Statystyczny podaje w raporcie "Podstawowe informacje o sytuacji demograficznej Polski w 2011 roku", że w 2011 r. urodziło się ok. 391 tys. dzieci. Jest to ponad 22 tys. mniej niż przed rokiem. W latach 2003-2009 odnotowano stopniowy wzrost liczby urodzin z 351 tys. do 417,6 tys. W 2010 roku urodziło się już tylko 413 tys. dzieci.

"Niska liczba urodzeń nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń od 1989 r. utrzymuje się okres depresji urodzeniowej. W 2010 r. współczynnik dzietności wyniósł niespełna 1,4. Jest on w dalszym ciągu niższy - o ok. 0,75 pkt. - od wielkości optymalnej, określanej jako korzystna dla stabilnego rozwoju demograficznego. Najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa dzietność kształtująca się na poziomie 2,1-2,15" - czytamy w raporcie.

80 proc. dzieci urodziło się w unormowanych prawnie związkach. Jednak od 20 lat wzrasta liczba pozamałżeńskich dzieci. "Na początku lat 90-tych ze związków pozamałżeńskich rodziło się ok. 6-7 proc. dzieci, zaś w ostatnich latach 18-21 proc." - czytamy w raporcie.

I tak jest nas więcej

Pomimo spadku liczby urodzin w Polsce odnotowano dodatni przyrost naturalny ludności. Eksperci GUS szacują, że urodziło się o ok. 15 tys. dzieci więcej niż wynosiła liczba zgonów. Przeciętnie na każde 10 tys. ludności przybyły 4 osoby. Jednak rok wcześniej współczynnik ten wynosił - 9, a na początku lat 90. było to ponad 40 osób.

Mniej małżeństw, więcej rozwodów

O 10 proc. spadła liczba zawieranych małżeństw. W zeszłym roku zawarto 207 tys. nowych związków małżeńskich - o 21 tys. mniej niż rok wcześniej. Małżeństwa wyznaniowe stanowiły w 2010 r. ok. 68 proc. zawieranych prawnie związków.

"Wstępne dane wskazują, że w 2011 r. rozwiodło się prawie 65 tys. par małżeńskich - o ponad 3 tys. więcej niż w 2010 roku" - czytamy w raporcie. Mimo tego co roku wzrasta ogólna liczba małżeństw. Obecnie wynosi ona prawie 9 mln.

Ustabilizowana liczba zgonów

"Ze wstępnych danych wynika, że w 2011 r. zmarło ok. 376 tys. osób, tj. o 2,5 tys. mniej niż w 2010 r." - podaje GUS. Od 1999 roku współczynnik umieralności utrzymuje się na podobnym poziomie, co może oznaczać jego stabilizację.

70 proc. zgonów związana jest z chorobami układu krążenia i nowotworami. W tym drugim przypadku niepokojące jest, że co roku wzrasta liczba osób umierających na tę chorobę.

"W Polsce odnotowuje się zjawisko wysokiej nadumieralności mężczyzn. W młodszych grupach wieku, począwszy od 20-24 lata, współczynnik zgonów dla mężczyzn jest nawet 4-krotnie wyższy niż dla kobiet, zaś w starszych grupach wieku - 3 i 2-krotnie wyższy. Natomiast pozytywnym zjawiskiem jest obserwowany nieprzerwanie trend malejącej umieralności niemowląt" - podaje GUS.

Zobacz także
  • Baby boom - to już historia
  • Mapa urodzeń w poszczególnych dzielnicach Warszawy Gwałtowny koniec wyżu demograficznego w Warszawie
  • Chłopiec spogląda na wyciekającą z pompy wodę w Springbokpan, mieście północno-zachodniej prowincji Południowej Afryki. Afryka rośnie, Europa w odwrocie
Komentarze (2)
GUS: Rodzi się dużo mniej dzieci. Polacy nie chcą się pobierać, a rozwodów jest coraz więcej
Zaloguj się
  • czarnymaja1001

    Oceniono 6 razy 6

    Mam 60 lat i dwoje dorosłych dzieci, ale teraz chyba bym nie miała żadnego, gdybym była młoda. Brak stabilnej pracy, potwornie drogie mieszkania, przedszkola, żłobki. W szkołach fatalny poziom nauczania, narkotyki i kiepscy nauczyciele, już nie mówiąc o stosunkach międzyludzkich. Brak przyjaźni, odcięcie młodych od życia i egzystencja tylko w wirtualu. To wszystko przeraża, a nasi politycy zajmują się sobą. Co zgotują tym młodym za 20 lat? Przerażające, jak o tym myślę.

  • bajumbarum

    Oceniono 4 razy 4

    Młodzi Polacy nie chcą produkować młodszych bezrobotnych - pracy nie maja już nawet doktoranci.
    Największy przyrost naturalny występuje, gdy młode kobiety maja zapewnione tanie mieszkania. U nas jest z tym słabo. Brakuje tanich mieszkań na wynajem, żłobków i przedszkoli. Nie ma elastycznego tygodnia pracy dla kobiet. Brak pewności zatrudnienia. Na zachodzie już nas nie chcą - z wyjątkiem Niemiec, do których chyba będą musieli organizować łapanki.

    Emerytury i renty powodują, że ludzie nie widzą potrzeby posiadania dużej ilości dzieci.
    Duża ilość dzieci to także ogromne koszty, których z racji niskich zarobków i coraz bardziej europejskich cen nie sposób ponieść.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy