''Zalewanie łzami wydawało jej się stosowne tylko po oglądaniu serialu o Isaurze''

Do końca była w fantastycznej formie. Paliła papierosy, pisała wiersze, spotykała się z przyjaciółmi. Chorowała krótko - mówiły w TOK FM Anna Bikont i Joanna Szczęsna, autorki biografii ?Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny?
Jak mówiły "Szymborska w swoich wierszach zostawiała nam przekaz o powściągliwości uczuć. Nie chciałaby, żeby ktokolwiek płakał po jej śmierci".. - Zalewanie łzami wydawało jej się stosowne tylko po oglądaniu serialu o Isaurze, a nie przy tak ważnych sprawach - mówiła w TOK FM Anna Bikont.

Prowadzący audycję Tomasz Kwaśniewski pytał Bikont i Szczęsną m.in. o to, jak zapamiętamy Szymborską? "Świetne nogi. Jakbym była mężczyzną, to bym się zakochała. Chodziła w krótkich, jak na 80-letnią panią spódnicach, w obcasikach. Nawet jak się przychodziło do niej do domu, to przebierała pantofle i było słychać stuk obcasów do drzwi. Najpierw wkładała obcasy, a potem szła otworzyć. Była olśniewająco piękna. Z każdym rokiem była piękniejsza. Z wiekiem nabierała czegoś takiego, że miała w sobie elegancję, mądrość, słodycz i niesamowity wdzięk."

Banan z koniakiem na śniadanie

Co charakterystycznego zostaje w głowie? "Nie była złą gospodynią, ale nie przywiązywała do tego wagi. W jej rodzinie się podzieliło. Napisała piękny wiersz o swojej siostrze, która nie pisze wierszy, ale jej zupy są bezbłędne, wszystko jest bezbłędne i robi fantastyczne przetwory na zimę. Ewa Lipska, która woziła ją do siostry, mówiła, że dla niej ta droga kojarzy się ze stukotem słoików, które Wisława odwoziła swojej siostrze. Zdarzało nam się, gdy pisałyśmy książkę, że przyjeżdżałyśmy pierwszym pociągiem z Warszawy. Wtedy dostawałyśmy bardzo dziwne zestawy śniadaniowe. Kiedyś dostałam banana i koniak pod tego banana."

Michał Rusinek przecina kabel

Pierwsze spotkanie. czy było trochę strachu? "Trochę, to mało powiedziane. Jak się do tego zabrałyśmy, to nic o Szymborskiej nie wiedziałyśmy. Znałyśmy jej wiersze, wiedziałyśmy, że ona nie lubi udzielać wywiadów. Zastanawiałyśmy się, czy mamy prawo wdzierać się. Wszyscy przyjaciele otoczyli ją. To była twierdza. Nie odbierała telefonów, bo po Noblu telefon dzwonił bez przerwy. Szymborska była w rozpaczy. Zaprzyjaźniona z nią Teresa Walas, profesor na UJ, poleciła jej na sekretarza swojego studenta. On absolutnie zachwycił panią Szymborską, bo zdołał wyłączyć telefon. To był staroświecki aparat, którego nie można było odłączyć od gniazdka. Michał Rusinek wziął nożyczki i przeciął kabel. Telefon umilkł. Prostota rozwiązania absolutnie zachwyciła panią Szymborską. Potem pobiegł do sklepu, kupił telefon z sekretarką i nagrał na niej dość odstręczające powitanie."

Co jeszcze zostanie w pamięci? "Fantastycznie czytała wiersze. Zakładała nogę na nogę, kręciła stopą. I czytała trochę jakby od niechcenia, to nie była recytacja. Choćby się dobrze znało wiersz, to ona tak stawiała pauzy, tak gospodarowała oddechem, że w tym wierszu nagle było coś nowego."

Posłuchaj całej rozmowy z Anną Bikont i Joanną Szczęsną:



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny