Ma pani tętniaka, trzeba operować, może pani umrzeć. Zgadza się pani?

- Ma pani w brzuchu tykającą bombę zegarową - lekarz nie owija w bawełnę. Teresa R. nie może uwierzyć, przecież nic jej nie dolega. Lekarz tłumaczy, że powinna się poddać operacji, ale jest duże ryzyko, że umrze na stole albo kilka dni później. Kiedy ma podjąć decyzję? - Teraz. Chyba że chce pani czekać pół roku na kolejną wizytę. Czasu nie ma, za ścianą długa kolejka podobnych osób. To nie film. To NFZ. A Teresa R. nie jest zwykłą pacjentką.
Poznań, przychodnia przykliniczna. W niskim, dusznym, marnie oświetlonym korytarzu czeka mnóstwo osób. Siedzi też na oko pięćdziesięcioletnia nauczycielka z Konina. Próbuje czytać gazetę, ale szybko udziela się jej kolejkowy nastrój: "kto teraz wchodzi?", "jest lekarz czy wyszedł?", "a który dzisiaj przyjmuje?", "miała pani wejść na chwilę, a siedziała tyle czasu...". Ma w rękach papiery od lekarza, który wysłał ją tu, do chirurga naczyniowego. Na wizytę czekała pół roku, teraz w korytarzu dobrą godzinę. W końcu wchodzi do gabinetu.

Nauczycielka z Konina ma 5 minut na decyzję o swoim życiu

Badanie, lekarz przegląda papiery. - Ma pani tętniaka aorty brzusznej. Trzeba operować, bo to taka tykająca bomba zegarowa. Jeśli pęknie, to pani umrze. Zgadza się pani na operację?

Nauczycielka ma mętlik w głowie. O co chodzi? Śmierć? Jaka bomba? Jaka operacja? Przecież nic mnie nie boli!

- Ryzyko powikłań po operacji, włącznie ze śmiercią, wynosi od 1,5 do 5 procent. Można się nie operować, ale u 15 procent tętniak pęka w ciągu roku. To ma oczywiście skutek śmiertelny - wylicza człowiek w białym kitlu.

Nauczycielka niewiele słyszy. - Ile mam czasu na decyzję? - to jedyne pytanie, które przychodzi jej na myśl.

- Najlepiej już. Chyba że chce pani czekać kilka miesięcy na następną wizytę - odpowiada lekarz. Zaczyna się niecierpliwić - minęła już większość przepisowego czasu wizyty.

- Zgadza się pani?
Nauczycielka się zgadza. Już o nic nie pyta. Nie ma czasu. Czekają następni.

"Nauczycielka z Konina" w rzeczywistości nie jest chora. Nie pracuje w szkole, ale naucza - jest akademikiem, profesorem psychologii. Teresa Rzepa, psycholog, rocznik 1952, postanowiła zrobić wcieleniówkę. Zrobiła to za namową... lekarza - Gorana Stanisica.

Psycholog prof. Rzepa - agent specjalny

Znają się od lat. On - dr Michał Goran Stanisic, chirurg naczyniowy z 16-letnią praktyką. Ona - prof. Teresa Rzepa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej (wydział w Poznaniu), specjalizująca się w psychologii społecznej i komunikowania się, studia skończyła 38 lat temu.

Ona mówi o nim, że jest jednym z nielicznych lekarzy, którzy interesują się psychologiczną stroną relacji z pacjentem. Kiedyś on ją spytał, jak powiedzieć człowiekowi, że jest śmiertelnie chory. Takiemu, który niczego się nie spodziewa. I dziwił się, że ludzie tak szybko godzą się na operacje, które mogą uratować im życie, ale mogą też ich zabić. - Dlaczego robią to tak szybko, bez namysłu, niemal bez zadawania pytań? - mówił dr Stanisic. - Wierzyć mi się nie chce - kręciła głową prof. Rzepa.

Zaczęli się zastanawiać: co myśli pacjent, gdy dowiaduje się o śmiertelnym zagrożeniu? Czy potrafi racjonalnie rozumować? Pacjent stoi przed dylematem: ryzyko śmierci podczas (lub po) operacji czy ryzyko śmierci związane z pęknięciem tętniaka. Czy ma w ogóle szansę podjąć świadomą decyzję?

Ustalili: profesor psychologii wcieli się w pacjenta. Wspólnie stworzyli fikcyjną dokumentację medyczną (skierowanie od internisty do chirurga naczyniowego z podejrzeniem tętniaka aorty brzusznej, załączone wyniki z badania USG).

Dziś przyznają, że sprawa była śliska etycznie. - Ale trzeba było uwiarygodnić sytuację, żeby badacz zrozumiał, o co mi chodzi: co i w jakich warunkach my, lekarze, mówimy pacjentom - argumentuje dr Stanisic.

To sytuacja, w której doznaje się paraliżu logicznego myślenia

Na "chorobę testową" został wybrany tętniak aorty brzusznej, bo jest bezobjawowy, wykrywany zwykle przypadkiem. Jeśli tętniak pęka - pacjent umiera. Jedynym sposobem na wyzdrowienie jest operacja, ale i ona jest niezwykle ryzykowna. Przez 30 dni po jej przeprowadzeniu utrzymuje się ryzyko ciężkich powikłań (do śmierci włącznie) między 1,5 a 5 proc. [dla porównania, przy operacji wyrostka ryzyko liczymy w promilach - przyp. red.].

- To pięć procent to ogromne prawdopodobieństwo - mówi dr Stanisic. Jeśli jednak pacjent nie zdecyduje się na operację, z gabinetu wyjdzie z myślą, że może umrzeć w każdej chwili. Choroba dotyczy głównie osób po siedemdziesiątce, ale także młodszych.

- Komunikat był podany tak suchym, beznamiętnym tonem, jakby chodziło o sprzedaż cebuli. Zamurowało mnie - relacjonuje prof. Rzepa (nauczycielka z Konina). - Kiedy wyszłam, było mi duszno, miałam spocone i drżące dłonie, wypieki na twarzy. To były klasyczne objawy silnego stresu, a przecież wiedziałam, że jestem zdrowa. Moim, w końcu "psychologicznej wygi", zdaniem nie sposób wyłączyć w takiej chwili emocji. To sytuacja, w której doznaje się paraliżu logicznego myślenia - mówi prof. Rzepa.

Wcieleniówka prof. psychologii inspiracją do badań

Wcieleniówka profesor psychologii odbyła się w październiku 2008 r. Później prof. Rzepa asystuje przy rozmowach chirurga z pacjentami z bezobjawowymi schorzeniami: tętniakiem aorty brzusznej i zwężeniem tętnicy szyjnej wewnętrznej.

Dowiaduje się, że do chirurga naczyniowego pacjent trafia np. tak: ma wykonywaną ultrasonografię brzucha, np. pod kątem prostaty. Zostaje zaobserwowane poszerzenie aorty. - W tym momencie lekarze czasem reagują absurdalnie, mówiąc: "Ma pan bąbel w brzuchu, proszę się zgłosić do chirurga naczyniowego" - opowiada dr Stanisic. - Pacjent idzie do specjalisty i zostaje postawiony przed dramatycznym wyborem - mówi chirurg.

Wizyta - według stawek NFZ - trwa 15 minut. Tak naprawdę czasu jest jeszcze mniej. - Lekarz musi zbadać pacjenta, przejrzeć jego dokumentację i powiedzieć, co mu grozi. Wszystko odbywa się na zasadzie kilkuzdaniowego schematu przedstawienia danych liczbowych i określenia stopnia ryzyka - opowiada chirurg.

Na podstawie obserwacji tych rozmów przez prof. Rzepę oraz doświadczeń dr. Stanisica opracowują ankietę. Po czym badają nią 48 pacjentów przyjętych do Kliniki Chirurgii Ogólnej i Naczyń Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wszyscy powyżej 66. roku życia. Pacjenci nie różnią się między sobą pod względem czynników ryzyka, jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca. Naukowcy chcieli się dowiedzieć, jakie są motywy podjęcia decyzji o operacji.

Nic mnie nie boli = nie mogę być chory!

Z przeprowadzonych badań wynika, że pacjent, który nagle słyszy informację o potrzebie operacji, a jednocześnie nic go nie boli, doznaje emocjonalnego szoku i dysonansu poznawczego [nieprzyjemny stan, kiedy w psychice jednocześnie pojawiają się dwie sprzeczne myśli: "przecież nic mnie nie boli" oraz "moje życie jest zagrożone" - przyp. red.]. Zjawisku towarzyszą silne emocje, które blokują racjonalne myślenie. - Ale jeśli nawet wypowiedzi pacjentów świadczą o racjonalnym podejściu do choroby, to i tak mogą być przejawem uruchomienia mechanizmów obronnych, np. samouspokojenie, minimalizacja napięcia emocjonalnego i przenoszenie odpowiedzialności za własny stan zdrowia na lekarzy - interpretuje prof. Rzepa.

Dlaczego pacjenci nie szukają informacji na własną rękę i nie przychodzą do specjalisty przygotowani?

- Mówimy o populacji ludzi starych, najczęściej po siedemdziesiątce. Oni mają problemy z pozyskaniem informacji chociażby w internecie, więc trudno jest im się przygotować do takiej wizyty - tłumaczy dr Stanisic. A, jak mówi chirurg, lekarze rzadko informują, co to za choroba, jak duży jest tętniak i czym grozi.

Myślałem, że pacjent wie, co do niego mówię

- Okazuje się, że kiedy pacjent kiwa głową, to tylko stara się pokazać, że niby rozumie, co do niego mówię. Tak naprawdę jest zagubiony i skoncentrowany na sobie. Jego zgoda na operację jest podjęta pod wpływem strasznych emocji - mówi dr Stanisic. - Na to nakłada się presja czasu. Od pacjenta w stanie emocjonalnego szoku, zdezorientowanego, z trudnością logicznego myślenia, oczekuje się podjęcia natychmiastowej decyzji o przeprowadzeniu operacji lub nie. W pewnym sensie decyzja jest podjęta "pod przymusem" - uważa prof. Rzepa.

- Nie zawsze podoba mi się to, co mówię pacjentom, ale jestem zwolennikiem informowania o wszystkich zagrożeniach. Pacjent musi otrzymać pełną informację. Nie chodzi o to, żeby nie podejmować decyzji o operacji. Chodzi o to, żeby podejmować ją świadomie - podkreśla dr Stanisic.

Nikt nas nie uczy, jak rozmawiać z pacjentem. I nie mamy czasu

- Nie wińmy lekarzy. Oni nie mają dość czasu na profesjonalną rozmowę oraz nie są wyszkoleni, jak rozmawiać w takiej sytuacji - broni medyków prof. Rzepa. Jej zdaniem w ramach studiów medycznych każdy lekarz powinien dostać porządną porcję wiedzy z psychologii komunikowania. - Przede wszystkim powinien być czas na rozmowę. Powinniśmy dysponować nielimitowanym czasem w cichym pomieszczeniu - dodaje dr Stanisic.

- Potrzebne są co najmniej dwie wizyty nieoddalone w czasie. Chodzi o to, żeby ta osoba mogła się uporać z emocjami, jakoś to sobie ułożyć, uświadomić swoją sytuację życiową, a potem żeby mogła wrócić do lekarza i spokojnie porozmawiać o tej decyzji: operacja czy nie - tłumaczy prof. Rzepa. - Ale zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest w polskich realiach chciejstwem i gdybologicznym rozważaniem, bo zmiany są prawie niemożliwe - podsumowuje psycholog.

Post scriptum

Na podstawie wyników badań prof. Rzepa i dr Michał Stanisic opracowali model rozmowy z chorym. Zawiera on między innymi zalecenia, żeby najpierw przekazać pacjentowi wyłącznie niezbędne, konkretne dane. Potem zachęcić go do poszerzenia wiedzy o chorobie, podsunąć odpowiednie źródła. I poprosić o przygotowanie pytań do lekarza. Dopiero w czasie drugiej wizyty rozmawiać o samej operacji.

Przeczytaj raport z badań i zalecenia, jak rozmawiać z pacjentem

W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych pęknięcie tętniaka aorty brzusznej jest 12.-13. przyczyną zgonów wśród mężczyzn. Z perspektywy całej populacji to dość rzadka choroba. Jej ryzyko rośnie wraz z wiekiem. Według niektórych badań występuje u ponad 20 proc. 80-latków. U mężczyzn po 65. roku życia występuje w 4-5 proc. populacji. Pojawia się 3-8 razy częściej u mężczyzn niż u kobiet.

Rocznie w Polsce notuje się kilkadziesiąt tysięcy przypadków udaru mózgu, z czego za 25-40 proc. odpowiada zwężenie tętnicy szyjnej.


Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (131)
Ma pani tętniaka, trzeba operować, może pani umrzeć. Zgadza się pani?
Zaloguj się
  • muscaelatina

    Oceniono 270 razy 242

    Mam 33 lata mieszkam w dużym mieście i niestety muszę czasami odwiedzić lekarza. Nie lubię tych wizyt, często wychodzę z przychodni zalana łzami.
    Tak się ułożyło, że muszę zmagać się z kilkoma chorobami w moim życiu. Mam przepuklinę lędźwiową, choruję również na Hashimoto oraz mam dość dużą wadę wzroku z czym wiąże się odwarstwienie siatkówki. Brzmi poważanie ale ja nauczyłam się z tym żyć i funkcjonuje niemal normalnie. Ale lekarze nie pozwalają mi na myślenie o sobie jako o osobie która po prostu radzi sobie z chorobami, które dotykają miliony innych osób na świecie.
    Czasami muszę udać się do lekarza po leki i tam doznaję upokorzenia.
    Na informację o chorym kręgosłupie słyszę, że takie kręgosłupy mają tylko starzy ludzie. Wszelkie granice etyki lekarskiej przekroczyła lekarka, która streściła mi historię mężczyzny, który odebrał sobie życie bo nie mógł już znieść życia z chorym kręgosłupem. Aluzja do bezsensu mojego istnienia i mimo wszystkich przeciwności, próby radzenia sobie z chorobą?
    Ostatnio usłyszałam, że takie chore oczy mają tylko staruszki.
    Nie wiem czy mam takiego pecha do lekarzy czy z nimi jest coś nie tak.
    Etyka i empatia u lekarzy których spotkałam na swojej drodze były na żenującym poziomie.
    Jak ma czuć się pacjent któremu sugeruje się że jego stan zdrowia jest beznadziejny i dziwić się na schorzenia które nie są tylko przypadłością wieku starczego. Jest masa młodych ludzi po operacjach kręgosłupa a odwarstwienie siatkówki zdarza się przy dużej wadzie wzroku więc skąd ten brak wyczucia i nieznajomość tematu u lekarzy.
    Czy zawał serca zdarza się tylko po 40 i tylko mężczyznom? Współczuję młodym osobom które muszą leczyć się na dużo poważniejsze choroby niż moje i spotykać się z takim brakiem kultury u lekarzy. Nie liczę na to że lekarz będzie moim psychoterapeutą, niech przynajmniej powstrzyma się od głupich komentarzy.
    Wszystkim pacjentom w tym kraju życzę aby mimo wszystko nie tracili ducha,

  • hydrograf

    Oceniono 91 razy -11

    Polacy to taka rozpieszczona nacja, a z drugiej strony wyjątkowo histeryczna.

    Śmierć jest zjawiskiem powszechnym - czeka każdego - prędzej czy później... Siedzisz sobie na ławce w parku, odrywa się skrzep w twojej żyle, tamuje przepływ krwi i ... i już cię nie ma - takie jest życie.

    Lekarz informuje pacjentkę, że jej stan jest poważny i musi zdecydować - czy ryzykuje brak operacji czy operację. Podaje jej prawdopodobieństwo śmierci w obu wypadkach. Akurat w tym przypadku nie jest ono wysokie - to nie 50/50% tylko kilka-kilkanaście. Ale to ona musi podjąć ostateczną decyzję - w końcu to jej życie. Gdyby to był nagły wypadek, a ona poszkodowana - ktoś mógłby decydować za nią.

    Życie to nie bajka - zawsze kończy się śmiercią. Ale gdy możemy decydować - decydujmy, bo konsekwencje zawsze poniesiemy my.
    Lekarz może nam pomóc - ale decyzję o tym czy chcemy tej pomocy podejmujemy my (nie zawsze). Ludzie dorośli muszą zmierzyć się z krytycznymi sytuacjami i decyzjami. Dobrze mieć przywilej by decydować o swoim losie.

    Niestety, zbyt dużo wśród nas starych dzieci, ludzi którzy mimo wieku nigdy nie dorośli i wydaje im się że w życiu nie ma większej tragedii niż pęknięta rura i zalane mieszkanie... Dla nich decyzja, obarczona ryzykiem śmierci, to niewyobrażalne wyzwanie - nie do udźwignięcia gdy chodzi o ich własny los.

    Na ziemi są miejsca, gdzie wyjście po wodę, zawsze obarczone jest ryzykiem śmierci... Ale tam dzieci szybko stają się dorosłe.

  • smiki48

    Oceniono 39 razy 31

    to nie wina NFZ tylko samych lekarzy. Niestety duża część z nich uważa się za nadludzi, a pacjenci są tylko dodatkiem do pełnionej przez nich funkcji. Lekarz sam musi myśleć jak człowiek i żadne instytucje tego za niego nie zrobią.

  • belle.du.jour

    Oceniono 32 razy 28

    Wiele lat mieszkałam poza krajem, tam też urodziłam dzieci. Nigdy nie zapomnę, jak w trakcie wizyty w Polsce (w Warszawie) z malutkim niemowlęciem musiałam pójśc do lekarza. Pani doktor, mocno po 50tce, spojrzała się wymownie na mój jeszcze nie płaski po porodzie brzuch i z pogardą zapytała: "a co z pani taka klucha?"
    Widac fakt, że byłam młodą i ładną matką stanął jej kością w gardle i musiała to z siebie wyrzucic. To tylko śmieszna anegdota ale tak mniej więcej wygląda kultura podejścia do pacjenta w tym kraju. Nie wyobrażam sobie jak ta pani podchodziła do ludzi chorych na raka. Czy braki finansowe mogą tłumaczyc braki w kulturze, empatii, zwykłej ludzkiej przyzwoitości? Dlaczego w Polsce u lekarzy nie wymaga się odpowiedniego traktowania pacjentów? Czy tego nie wykłada się na akademiach medycznych? Przecież podejscie do choroby i nastawienie pacjenta ma kolosalny wplyw na przebieg choroby. Tu nie chodzi o pięniądze tylko o ludzkie odruchy.

  • ellen_on_the_bike

    Oceniono 27 razy 25

    mam 37 lat, dopiero teraz mam partnera z którym chcemy mieć dziecko. poszłam do pani ginekolog. powiedziała mi, że to za pózno, zapytała czy jestem świadowa ryzyka i badań ktore bede musiała zrobić. z bardzo surową miną i właściwie nie czekając na odpowiedż zapytała: A dlaczego nie wcześniej? podczas całej wizyty nie uśmiechnela sie ani razu, zwracała sie do mnie z wyrzutem i oceną. pożegnała mnie wstrząsając ramionami i wywracjąc oczami .........??!!!!

    chcialabym uciec z tego kraju. wstyd mi za to, ale tak jest. i przy najblizeszej okazji to zrobie.

  • sateda

    Oceniono 24 razy 22

    "Dlaczego pacjenci nie szukają informacji na własną rękę i nie przychodzą do specjalisty przygotowani?
    - Mówimy o populacji ludzi starych, najczęściej po siedemdziesiątce. Oni mają problemy z pozyskaniem informacji chociażby w internecie, więc trudno jest im się przygotować do takiej wizyty "

    Taaa, a jak człowiek poszuka informacji na własną rękę, to wtedy lekarze są oburzeni, że ktoś w ogóle śmie zaburzać relację laik - Wielki Szaman, i wyszydzają 'wiedzę zdobytą w internecie'.

  • jolanta.bernard

    Oceniono 22 razy 20

    Czytam te oceny i jestem oburzona co niektórzy myślą o ludziach chorych.Dzisiaj według lekarzy jestem starym człowiekiem chociaż nie czuję się stara.Teraz nękają mnie różne choroby ale ponieważ jestem wiekowa to nie będę opisywała swoich perypetii z lekarzami opiszę co mnie spotkało 30 lat temu.Poszłam na kontrolne badanie bez podejrzeń o jakiś zmianach .Lekarz który był ponoć bardzo dobrym lekarzem powiedział ma Pani raka i trzeba zrobić bardzo inwazyjną operację i na to niestety ludzie umierają.Proszę mi wierzyć że po takiej djagnozie bez jakiegokolwiek przygotowania nie wiedziałam gdzie są drzwi żeby wyjść z gabinetu.Oczywiście musiałam się zgodzić od razu na operację ,było to wiele lat temu ja żyję i nie mogę darować lekarzowi że mnie tak potraktował bo mnie się udało a żeby było śmieszniej lekarz już nie żyje.Nie należy oceniać ludzi chorych i do tego twierdzić że są chorzy z uroienia bo kazdego może to samo spotkać pozdrawiam chorych i zdrowych

  • czarek75

    Oceniono 23 razy 19

    wrocław-wczoraj poszedłem rejestrować sie na rehabilitacje termin listopad 2012 nie stac mnie prywatnie zarabiam 1500 brutto i jak mam zyc w tym zasranym kraju jak mam polepszyc sobie jakosc zycia gdzie do specjalisty czeka sie pół roku to jest swiadoma eutanazja firmowana przez państwo ktos powinien podac państwo polskie do jakiegos trybunału mam pracowac do 67 roku zycia bo skandynawowie pracuja do 72 lat ale czy tam czeka do lekarza 6 m-cy czy tam pracuje na umowe o dzieło zlecenie czy tam zarabia rownowartosc 250 euro i zajada sie smieciami tak jak ja czoskiem i cebulom zeby szkorbutu nie dostac na wczasach byłem za dobrej komuny a oni kilka razy w roku bahamy czy oni wiedza co to stres z utrata pracy związac koniec z końcem w tym kraju powinien byc jakis przewrót tak sie nie da zyc

  • dziadwawelski

    Oceniono 23 razy 19

    .. pani sobie to spokojnie przemyśli, zastanowi się i jeśli się pani zdecyduje proszę przyjść do mnie prywatnie i sprawę załatwimy w dogodnym dla pani terminie... i proszę się nie martwić prywatnie to kosztuje tylko ....;))))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX