Taśmy PKP z katastrofy. Dyżurni byli pewni, że puścili pociągi prawidłowo

Widok miejsca katastrofy kolejowej ok. 4.00 nad ranem, kilka godzin po wypadku

Widok miejsca katastrofy kolejowej ok. 4.00 nad ranem, kilka godzin po wypadku (Fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

Dyżurni ruchu z miejscowości Starzyny i Sprowa byli przekonani, że puścili oba pociągi prawidłowo - informuje RMF FM. Radio dotarło do nagrań rozmów dyżurnych. Z nagrań wynika, że dyżurny ze Starzyn wiedział, że musi iść przestawić ręcznie zwrotnicę. Według prokuratury nie zrobił tego. Wciąż nie wiadomo, dlaczego.
Czujność obydwojga dyżurnych została prawdopodobnie uśpiona dlatego, że oboje byli przekonani, iż zrobili wszystko tak, jak należy - dowiedziało się RMF FM od jednego z prokuratorów znających sprawę. Według niego najprawdopodobniej dlatego nie zrobili nic, by zatrzymać pociągi - powiedział śledczy w rozmowie z RMF FM. Przypomniał, że takie możliwości daje choćby system odcięcia prądu w trakcji elektrycznej.

"Muszę iść przestawić zwrotnicę ręcznie"

Z rozmowy dyżurnych, do której dotarli reporterzy RMF FM, wynika, że zarówno Andrzej N., dyżurny ze Starzyn, jak i jego koleżanka z sąsiedniej stacji w Sprowej wiedzieli, iż w Starzynach nie działa zdalne sterowanie zwrotnicą. Na nagraniu słychać, jak Andrzej N. mówi, że musi iść i przestawić ją ręcznie.

Niedługo później jego koleżanka wywoływała go przez radio - bez skutku. Jak zeznała potem w prokuraturze, była przekonana, że N. właśnie w tym czasie wyszedł przestawić zwrotnicę. Zaczęła się niepokoić, gdy po mniej więcej siedmiu minutach (tyle czasu zajmuje pociągowi przejazd pomiędzy obiema stacjami) nie zobaczyła świateł nadjeżdżającego z Warszawy składu InterRegio.

Gdzie tkwi przyczyna katastrofy?

Częstochowska prokuratura stwierdziła, że system ręczny zwrotnicy na posterunku Starzyny był sprawny. - I nic nie świadczy o tym, że dyżurny ruchu go wykorzystał - mówił prokurator Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury. Co zatem wydarzyło się w sobotę przed 21 na szlaku Starzyny - Sprowa? Kto popełnił błąd? Czy była awaria zwrotnicy? Portal Rynek-kolejowy.pl przedstawił dokładną kolejność zdarzeń, które doprowadziły do czołowego zderzenia pociągów IR "Matejko" i TLK "Brzechwa". Jednak i z tej analizy nie wynika ostatecznie, kto i na jakim etapie popełnił błąd, i czy był to błąd człowieka, czy maszyny.

Zobacz także
  • Akcja ratunkowa po zderzeniu pociągów Nowy wątek śledztwa ws. katastrofy pociągów. Były zaniedbania?
  • Akcja ratunkowa po zderzeniu pociągów Wszystko przez oszczędności - profesor o praprzyczynie katastrofy na Śląsku
  • W katastrofie rannych zostało 57 osób, w tym ponad 30 ma ciężkie obrażenia NRA: Wyłudzanie umów od ofiar to skutek "niekontrolowanego otwarcia rynku"
Komentarze (1)
Taśmy PKP z katastrofy. Dyżurni byli pewni, że puścili pociągi prawidłowo
Zaloguj się
  • krzycho4512

    Oceniono 2 razy 2

    Czynnik ludzki jest najczestrza przyczyna katastrof a gdzie zabezpieczenia elektroniczne ktore informuja maszynistow ze znajduja sie na tym samym torze.Podobna katastrofa wydarzyla sie w Szwecji w 1987 roku W miejscowosci Lerum w czasie wykonywania serwisu zwrotnic elektrycy pomylili kable, w rezultacie czego dwa pociagi znalazly sie na tym samym torze,po tej katastrofie zamontowano urzadzenia elektroniczne ostrzegajace ze dwa pociagi znajduja sie na tym samym torze

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy