Prokuratura będzie domagać się wyjaśnień od Tadeusza Rysia

Prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy pod Szczekocinami jest zaskoczona informacją, że Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych przesłuchała dyżurnego ruchu ze Starzyn, co nie udało się prokuratorom. - Będziemy się domagać od szefa komisji Tadeusza Rysia wyjaśnień - dowiedzieliśmy się w czwartek w Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie.
Jak informowaliśmy, podczas środowego posiedzenia Sejmu Tadeusz Ryś z Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych ujawnił, że przed przybyciem prokuratorów na posterunek w Starzynach członkowie komisji zdołali przesłuchać dyżurnego ruchu Andrzeja N., który wysłał pociąg z Warszawy do Krakowa na niewłaściwy tor.

"Komisja ma dokumenty w tej sprawie"

- Postępowanie zostało przeze mnie podjęte z marszu. Kierowałem zespołem komisji kolejowej. Wszystkie dokumenty związane z katastrofą zostały przez nas zabezpieczone. Wszystkie osoby związane czynnie z tym zdarzeniem w tym dniu zostały wysłuchane przez członków Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Prokuratura nie zdążyła wysłuchać dyżurnego ze Starzyn. Komisja ma dokumenty w tej sprawie - powiedział w Sejmie Tadeusz Ryś.

- Byłem na początku, nim ktokolwiek zaczął reagować i zbierać dokumenty. To pozwoliło na niezwłoczną ocenę sytuacji w zakresie systemu prowadzenia ruchu, przygotowania stanowisk i stąd działanie komisji jest daleko idące wstecz - podkreślał przewodniczący PKBWK.

Prokuratorzy nie zdążyli przesłuchać dyżurnego

Prokuratorzy dotarli do Starzyn również w nocy z 3 na 4 marca, ale później. Dwóch prokuratorów przybyło w asyście policji. Śledczy zastali na posterunku członków PKBWK i przełożonych kolejarza. Już wówczas prokuratura miała decyzję o zatrzymaniu dyżurnego ruchu. - Była potrzeba zabezpieczenia dokumentacji zarówno papierowej, jak i elektronicznej. Z Andrzejem N. nie dało się już rozmawiać. Zapadła decyzja o przewiezieniu go na izbę zatrzymań komendy policji w Zawierciu. Tam został przebadany przez lekarza, który uznał, że niezbędna jest konsultacja psychiatryczna. Andrzej N. został przewieziony do najbliższego szpitala neuropsychiatrycznego w Lublińcu (woj. śląskie). Tam lekarze, a potem biegli uznali, że nie może uczestniczyć w czynnościach śledczych - mówi prokurator, który był na miejscu katastrofy. - Członkowie komisji nie poinformowali nas w Starzynach, że rozmawiali z dyżurnym ruchu i mają z tej rozmowy dokumentację. Do środy (gdy ujawniła to "Gazeta") nic o tym nie wiedzieliśmy - przyznaje prokurator.

Prokuratura: Będziemy się domagać dokumentów

- Na przyszły tydzień było już wcześniej umówione spotkanie prokuratorów z członkami komisji badającej katastrofę pod Szczekocinami. Będziemy się domagać dokumentów w sprawie dyżurnego ruchu ze Starzyn. Taką możliwość daje nam ustawa o transporcie kolejowym. Na podstawie tych przepisów komisja ma obowiązek informowania prokuratury o prowadzonym postępowaniu i jego postępach. Dziś trudno ocenić, jaką to będzie miało wartość w śledztwie - mówi prok. Tomasz Ozimek.

Nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy rozważana jest możliwość przesłuchania Tadeusza Rysia i innych członków komisji w charakterze świadków.

Na wniosek prokuratury postanowieniem z 13 marca Sąd Okręgowy w Częstochowie zarządził przeprowadzenie badań psychiatrycznych Andrzeja N. połączonych z obserwacją w zakładzie leczniczym. Dyżurny ruchu ze Starzyn jest podejrzany o nieumyślne spowodowanie katastrofy kolejowej ze skutkiem śmiertelnym. Na razie jest jedynym podejrzanym w sprawie, choć prokuratura nie wyklucza rozszerzenia kręgu takich osób.

W katastrofie zginęło 16 osób, a rany odniosło 57. W ośmiu szpitalach przebywa jeszcze 15 poszkodowanych, w tym najwięcej - siedem - w Sosnowcu.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny