Za zbiórki pieniędzy przez internet grozi w Polsce grzywna. Tak stanowi prawo z... 1933 roku

Jesteś muzykiem, projektantem mody lub gier, architektem, programistą, masz świetny pomysł na biznes, ale niewystarczające fundusze. Na świecie nie byłby to problem - na innowacyjne lub ciekawe rozwiązania można zbierać pieniądze przez internet. Ale nie w Polsce. Tu na straży obywateli stoi ustawa... z 1933 roku.
O tym, że jest ona stara, ale jara, przekonał się Michał Świgoń, założyciel i wydawca serwisu historycznego Histmag.org.

Jak polski serwis chciał zbierać pieniądze

W październiku 2011 r. Świgoń zwrócił się na łamach swojego serwisu o finansowe wsparcie od czytelników. Niby normalna sprawa - przychody z reklam na małych serwisach zwykle nie są wystarczające, a żądanie opłat za treści to u nas wciąż wyjście ekstremalne.

- Utrzymanie profesjonalnego serwisu internetowego kosztuje, nieraz są to pieniądze niemałe. Portal, który prowadzę - Histmag.org - ma charakter misyjny, dociera do ponad 100 tysięcy odbiorców miesięcznie - opowiada nam Świgoń. - Staramy się promować wiedzę historyczną, popularyzować ją. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której dostęp do treści musiałby być płatny. Wiadomo, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Wielu czytelników doceniało nasze starania, pytając, jak mogą wesprzeć naszą działalność. Jedną z odpowiedzi były dobrowolne darowizny na rozwój portalu czy związanych z nim inicjatyw.

I to właśnie był błąd. Do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych trafił bowiem donos, że Histmag.org przeprowadza zbiórkę publiczną bez wymaganego zezwolenia.

Serwisowi Histmag.org się upiekło, ale już Radiu Maryja - nie

Faktycznie, Ustawa o zbiórkach publicznych z 1933 r. jasno stwierdza: "Wszelkie publiczne zbieranie ofiar w gotówce lub w naturze na pewien z góry określony cel wymaga uprzedniego pozwolenia władzy".

Naruszenie ustawy to wykroczenie karane grzywną, której wysokość zależy od zebranej kwoty. Świgoń nie miał zezwolenia, sprawa trafiła więc do sądu. Sąd orzekł w końcu, że apel o wsparcie finansowe Histmag.org był zbiórką publiczną w rozumieniu ustawy. Ostatecznie okazało się, że prośba faktycznie była zbiórką publiczną, ale sąd orzekł, że serwis nie naruszył ustawy z 1933 roku. Dlaczego? Bo... datki przekazywano przelewem (transakcja bezgotówkowa), a ustawa jasno stwierdza, że chodzi o ofiarę w gotówce lub naturze. Histmag.org uniknął grzywny. Nie rozwiązuje to jednak problemu crowdfundingu (finansowania społecznościowego) w Polsce.

Inny sąd bowiem nałożył grzywnę na Radio Maryja za to, że w 2009 r. przez kilka miesięcy nadawało na antenie apele o wpłacanie datków na TV Trwam, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz odwierty geotermalne w Toruniu. Sądy zarówno pierwszej, jak i drugiej instancji stwierdziły, że prośby o wpłacanie pieniędzy to zbiórka publiczna, na którą trzeba mieć zezwolenie MSW, mimo iż warunki zbiórki były identyczne jak w przypadku Histmag.org.

Tymczasem za granicą zbiórki przez internet opłacają się wszystkim

Jednym z popularniejszych na świecie serwisów crowdfundingowych jest Kickstarter. To strona internetowa na której każdy, kto ma ciekawy pomysł i chęci, może zaprezentować swój projekt i powiedzieć, ile pieniędzy chce uzbierać i w jakim czasie. Osoby, które wesprą dany projekt, mogą oczekiwać w zamian naprawdę wymiernych korzyści - w zależności od tego, na co wpłaciły pieniądze, mogą to być kody do gry, pierwsze egzemplarze produktów czy ubrań itp.Zegarek Pebble

Z Kickstartera korzystają początkujący muzycy, projektanci mody, filmowcy, twórcy gier i inni. Kwoty, jakie są tam zbierane, to całkiem konkretne pieniądze - ostatnio absolutnym hitem Kickstartera jest ultranowoczesny zegarek Pebble. Na uruchomienie produkcji zegarka jego twórcy chcieli zebrać 100 tys. dolarów. Chcieli, bo finansowanie projektu zakończy się 18 maja, a już teraz na konto wpłynęło ponad 10 milionów dolarów. Jak widać, na świecie można uzbierać nawet zawrotne sumy ze zbiórek publicznych.

Dlaczego u nas się nie da?

Rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak tłumaczy, że wolą ustawodawcy, a tym samym podstawą regulacji prawnych z zakresu zbiórek publicznych była i nadal pozostaje ochrona interesu społecznego. - Chodzi o ochronę woli ofiarodawców oraz odbiorców pomocy niesionej ze środków pochodzących z ofiarności publicznej w ogóle, a nie tylko w odniesieniu do zapewnienia bezpieczeństwa ofiar składanych w gotówce lub naturze.

Polski crowdfunding wciąż regulowany jest więc prawem z 1933 r. Tygodnik "Wprost" zauważa, że "deklarowanym celem ustawy była ochrona woli ofiarodawców. Jednak rzeczywistym celem było ograniczenie dostępu ludowców, lewicy i komunistów do środków zbieranych w ramach akcji społecznych". Jak wiemy, czasy się zmieniły. Ale na szczęście idzie nowe.

Zbiórki pieniędzy przez internet będą w końcu możliwe?

Minister Michał Boni na początku roku powiedział: - Drugi obszar [internetu, nad którym trzeba się zastanowić - przyp. red.] dotyczy crowdfundingu - różnych form finansowania niektórych przedsięwzięć. Przy okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mieliśmy taki przykład i przepisy prawne muszą się na to otworzyć.

26 kwietnia odbyło się spotkanie przedstawicieli organizacji pozarządowych z rzecznikiem Kancelarii Prezydenta RP. Dotyczyło ono właśnie wprowadzenia zmian w skostniałym prawie o zbiórkach publicznych. Ale czy to zwiastuje uruchomienie machiny legislacyjnej? Nie wiadomo.

- Crowdfunding jest dla działalności w internecie naturalny. Internauci są nie tylko biernymi odbiorcami treści, ale też coraz częściej czują się odpowiedzialni za promowanie informacji wartościowych, godnych uwagi. Ta odpowiedzialność ma również aspekt finansowy - zauważa Świgoń z Histmag.org. - Myślę, że Histmag.org nie jest wyjątkiem. Takich inicjatyw jak nasza jest w internecie sporo. To element oddolnego budowania społeczeństwa obywatelskiego. Szkoda, że obecne prawodawstwo w zakresie crowdfundingu zdecydowanie utrudnia rozwój tego typu projektów.

Histmag.org uniknął kary i nie musiał zwracać 15 tys. zł, które przez lata zostały przekazane serwisowi przez czytelników. Miał jednak szczęście. Inni polscy początkujący przedsiębiorcy, dysponujący choćby nie wiadomo jak przełomowym pomysłem, muszą borykać się z przedwojennym prawem. Miejmy nadzieję, że zostanie ono wkrótce zmienione.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny