"Te specyficzne zapachy, odchodząca od ścian farba, stare meble, brud, zniszczenie... To wciąga" [WYWIAD i ZDJĘCIA]

- Najbardziej klimatyczne są opuszczone szpitale. Ciągle unosi się w nich specyficzny zapach, jakby płynu do dezynfekcji. To miejsca, w których ludzie cierpieli, rodzili się, umierali. Chodząc po salach operacyjnych, krematoriach czy prosektoriach, trudno sobie tego nie wyobrażać - mówi Gazecie.pl Jakub Purej, znany bardziej jako qbanez, fotograf ze Zgorzelca, którego pasją jest robienie zdjęć opuszczonym budynkom.
Zobacz zdjęcia opuszczonych budynków Jakuba Pureja >>

Joanna Berendt: Fotografujesz wnętrza opuszczonych, niszczejących budynków. Skąd ten pomysł?

Jakub Purej: Takie miejsca fascynowały mnie od zawsze. W dzieciństwie razem z innymi dzieciakami chodziliśmy po ruinach w okolicy, w jednym opuszczonym budynku urządziliśmy sobie nawet bazę... Pewnie wiele dzieciaków tak ma, ale większości to przechodzi z wiekiem. Mnie nie przeszło.

W parku w Zgorzelcu stał stary dom. Wszyscy mówili, że straszy w nim duch starej kobiety, która kiedyś tam mieszkała. Mnie i jeszcze jednego śmiałka to nie zniechęciło. Pewnego dnia odważyliśmy się i poszliśmy zwiedzać nawiedzony dom. Budynek już wtedy był w strasznym stanie, schody ledwo trzymały się na kilku deseczkach. Dziś strasznie żałuję, że nie miałem wtedy ze sobą aparatu, bo teraz to już niestety kompletna ruina. Dlatego właśnie warto fotografować takie miejsca, bo one z czasem - być może już niedługo - po prostu znikną na zawsze.

Właśnie - fotografia. To fascynacja starymi budynkami sprawiła, że zająłeś się robieniem zdjęć?

- Trudno mi nawet powiedzieć, kiedy takie zwykłe fotografowanie przerodziło się w coś więcej. Każdy przecież zabiera aparat fotograficzny na wakacje czy wycieczkę. W moim przypadku było tak, że ja i osoby wokół mnie zaczęły zauważać, że te moje zdjęcia są nieco inne niż większości.

Mój wcześniejszy plan na życie zakładał, że będę zawodowo grał na gitarze basowej. Grze na basie poświęciłem ponad 10 lat życia. Byłem ponoć nawet całkiem niezły, należałem do kilku zespołów, ale za każdym razem, kiedy wydawało się, że kariera jest już tuż za rogiem, coś nie wychodziło. Ktoś z zespołu wyjeżdżał, chorował czy po prostu wycofywał się i wracaliśmy do punktu wyjścia.

Moja pasja do fotografowania rozwijała się z kolei powolutku. W pewnym momencie uznałem, że muzyka to jednak nie to, sprzedałem swoją kolekcję kilkunastu gitar, które zajmowały większą część mojego pokoju, a za otrzymane pieniądze kupiłem kilka obiektywów i dobry aparat fotograficzny.

Zacząłeś więc fotografować na poważnie. Jakie historie chciałeś opowiadać swoimi zdjęciami? Miałeś jasną wizję?

- [Śmiech - przyp. red.]. Kolega, który zaraził mnie pasją do fotografowania, zawsze zadawał mi właśnie takie trudne pytania. I ja nigdy nie wiedziałem, jak na nie odpowiadać, bo nie miałem tylko jednej historii do opowiedzenia. Chciałem fotografować wszystko i do dzisiaj to się nie zmieniło. W równym stopniu interesowały mnie portrety, fotoreportaże, ulica, śluby, opuszczone budynki...

Opuszczone budynki z twoich zdjęć robią duże wrażenie.

- To dlatego, że panuje w nich całkowicie niepowtarzalny klimat. Każdemu wejściu do takiego budynku towarzyszy niesamowite uczucie. Ciężko je nawet opisać. Z jednej strony to strach - czasami wchodzę i jestem tak przytłoczony tym, co widzę, że nie mogę nawet zrobić drugiego kroku - a z drugiej absolutna fascynacja. Te specyficzne zapachy, odchodząca od ścian farba, tynk, stare meble, brud, bałagan, zniszczenie...

Na blogu komentujący często zarzucają ci, że lubisz jeszcze podkręcać klimat tych miejsc, używając obiektywu typu fisheye.

- To chyba najbardziej kontrowersyjny obiektyw na świecie. Albo się go kocha, albo nienawidzi, a ci, którzy go nienawidzą, lubią wylewnie swoją nienawiść wyrażać... On istotnie zniekształca trochę rzeczywistość, ale dzięki niemu można dużo więcej ująć w kadrze. Zwykłym obiektywem całego pomieszczenia nie da się ogarnąć. Poza tym, dzięki efektowi fisheye fotografie wydają się być bardziej przerysowane, demoniczne, co akurat w przypadku zdjęć z opuszczonych budynków jest zaletą. To jeszcze bardziej podkreśla klimat tych miejsc, ich grozę... Często, będąc w miejscu opuszczonym, nie wyobrażam sobie fotografowania go jakimkolwiek innym obiektywem. 

Zawsze robisz zdjęcia czy zdarzają się wizyty bez fotografowania?

- Nie fotografuję każdego opuszczonego budynku, na który się natknę. Czasem po prostu po nim chodzę, jestem dla samego bycia i nie wyjmuję nawet aparatu. Albo wyjmuję, ale widzę przez wizjer, że nie uda mi się pokazać tego miejsca tak, jakbym chciał - wtedy rezygnuję z robienia zdjęć i rozkoszuję się panującym wewnątrz klimatem.

Jakie budynki najbardziej lubisz?

- Miejsce, które fotografuję, musi opowiadać jakąś historię. Niekoniecznie muszę ją znać, bo miejsce często samo wiele opowiada. Najbardziej lubię te, które dopiero co zostały opuszczone, albo które zostały opuszczone dawno temu, ale wszystko zachowało się we w miarę dobrym stanie. Niedawno byłem w starym hotelu, który od lat jest nieczynny, a jego wnętrze wyglądało tak, jakby mieszkańcy po prostu jednego dnia wstali i wyszli. Zostawili na miejscu chyba wszystkie swoje rzeczy, które zachowały w świetnym stanie.

Jaki porzucony przedmiot zrobił na tobie największe wrażenie?

- Sporo tego, ale najciekawszy był chyba stary fotel dentystyczny, który znalazłem w opuszczonym szpitalu koło Berlina. W tym samym szpitalu natknąłem się też na nietoperza, który w ogóle się mnie nie bał i dał się sfotografować. W dwóch polskich szpitalach widziałem stoły do przeprowadzania sekcji zwłok - to też był niesamowity widok.

A jakie miejsce najbardziej utkwiło ci w pamięci?

- To był właśnie ten niemiecki szpital koło Berlina, Beelitz-Heilstätten Sanatorium. Ten sam, w którym leczył się Hitler, co dodaje temu miejscu niezłego smaczku. Szpital ma nieziemską architekturę. Do dzisiaj jestem pod jej wrażeniem. To cały kompleks budynków z chirurgią, psychiatrią i budynkami sanatoryjnymi.

Wszystkie oddziały są tam połączone podziemnymi tunelami. Gdy przechodziłem takim tunelem z budynku do budynku, zahaczyłem plecami o wystający pręt. Dość mocno przeciął mi skórę. Resztę szpitala zwiedziłem w zakrwawionej koszulce, stękając z bólu. Na szczęście nie dostałem później żadnego zakażenia, ale rana goiła się tygodniami i strasznie bolała. Ciekawa pamiątka ze szpitala, prawda?

Beelitz to jednak niejedyny opuszczony szpital, jaki fotografowałeś.

- To prawda. Szpitale są według mnie o wiele bardziej klimatyczne niż inne opuszczone budynki, np. hotele, fabryki czy kościoły. Ciągle unosi się w nich taki specyficzny smród, jakby płynu do dezynfekcji. To miejsca, w których ludzie cierpieli, rodzili się czy umierali, w których zaczynało i kończyło się życie ludzkie. Patrząc na stare łóżka szpitalne, chodząc po salach operacyjnych, krematoriach czy prosektoriach, trudno o tym wszystkim nie myśleć, trudno sobie tego nie wyobrażać.

Do fotografowania szpitali zawsze podchodzę bardzo emocjonalnie. To jednocześnie przeraża i fascynuje. I, szczerze mówiąc, bardzo wciąga. Zupełnie jak narkotyk.

Na blogu powtarzasz, że na zwiedzanie opuszczonych budynków najlepiej wybrać się z jeszcze jedną osobą. To ze względów bezpieczeństwa?

- Nie lubię zwiedzać tych budynków samotnie. Są strasznie mroczne i naprawdę przerażające. Nigdy też nie wiadomo, czy w środku ktoś nie mieszka. Rzeczywiście, istotne są też względy bezpieczeństwa. Jeśli nagle zawali się strop i mnie przygniecie, nikt się o tym nie dowie. Lepiej mieć ze sobą osobę, która w takiej sytuacji wezwie pomoc.

Wspomniałeś o lokatorach... Zdarzyło Ci się spotkać kogoś w jednym z opuszczonych budynków?

- Zdarzyło się. Często w opuszczonych miejscach mieszkają po prostu bezdomni. Najczęściej widzę tylko ich pokoje, a ich samych nie zastaję, choć bywa z tym różnie. Dziwi mnie, że bezdomni potrafią zamieszkać w takim miejscu i często w ogóle nie dbają o swoje otoczenie, załatwiając się np. tuż obok własnego posłania.

Te miejsca jednak bywają nie tylko niebezpieczne, ale często są dla zwiedzających w ogóle niedostępne.

- Zgadza się. Dostępu często bronią strażnicy albo są w nich zamontowane alarmy. Ale ja nigdy się nie włamuję, nie wybijam okien. Staram się dogadać ze strażnikami albo znaleźć jakąś dziurę, przez którą niepostrzeżenie mogę wejść do środka. Ewentualnie próbuję rozmawiać z właścicielem danego obiektu i proszę go o możliwość wejścia.

I udaje się?

- Nie zawsze. W pewnej starej fabryce papieru niechcący uruchomiłem alarm. Przyjechała ochrona, która skrupulatnie przeszukała budynek. Nie znaleźli mnie, bo schowałem się w krzakach... Nie zawsze jednak mam tyle szczęścia.

Kiedyś poszedłem fotografować starą kamienicę w Niemczech. Ktoś z sąsiadów musiał mnie zauważyć i wezwał policję. Przyjechały aż trzy radiowozy. Kiedy wyszedłem z aparatem w ręku, nie chcieli słuchać moich tłumaczeń i potraktowali mnie jak zwykłego przestępcę. Niestety, Polacy często się do takich miejsc włamują i je okradają. Niemiecka policja wzięła mnie za takiego właśnie polskiego złodzieja. Miałem nawet sprawę w sądzie. Na szczęście została umorzona, bo udowodniłem, że byłem tam wyłącznie po to, by fotografować.

Jak szukasz takich miejsc?

- Połowę znalazłem sam. Jak jadę gdziekolwiek samochodem, to wypatruję opuszczonych budowli. Jeśli mogę, to zatrzymuję się i od razu je sprawdzam albo nawet robię zdjęcia. Jeśli akurat nie mogę się zatrzymać, to zapamiętuję sobie dane miejsce i potem do niego wracam. Informacje można też uzyskać w internecie - wiele osób wymienia się lokalizacjami takich budynków chociażby na blogach.

A jest jakieś miejsce, które chciałbyś kiedyś sfotografować?

- Zdecydowanie elektrownię i opuszczone miasto w Czarnobylu! Do tej pory nie udało mi się tam wybrać. Potrzebuję znaleźć kogoś, kto by ze mną pojechał, kogoś, kto był już na miejscu i zna język. Najłatwiej dostać się tam ze zorganizowaną wycieczką, w innym razie trzeba uporać się z różnymi procedurami, pozwoleniami, dokumentami... Sam chyba nie dałbym temu rady.

Zobacz zdjęcia opuszczonych budynków Jakuba Pureja >>

Nie rozumiem tylko, jak można łączyć robienie zdjęć tak mrocznym miejscom z fotografią ślubną?

- Nie trzeba tego łączyć, trzeba tylko umieć to rozdzielać! W piątek zwiedzałem z dwoma kolegami opuszczony budynek, a w sobotę rano wbiłem się w garnitur i byłem gotów jechać fotografować ślub. Z tym samym aparatem. Nie widzę problemu.

To chyba innego rodzaju przyjemność - robienie zdjęć ślubnych?

- Zdecydowanie, to dwie różne działki. Jeśli miałbym wybierać, to chyba bym się nie potrafił zdecydować - uwielbiam zarówno fotografowanie opuszczonych miejsc, jak i uprawianie fotografii ślubnej. W ogóle fotografia to moja pasja, nałóg i całe moje życie.

Zobacz więcej zdjęć opuszczonych budynków na blogu "Foto Codziennik" oraz stronę internetową Jakuba Pureja z galerią zdjęć >>

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
"Te specyficzne zapachy, odchodząca od ścian farba, stare meble, brud, zniszczenie... To wciąga" [WYWIAD i ZDJĘCIA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX