Prof. Nowosielski: Wszystko jest do podrobienia

- Kopista to też artysta. Dajemy na to papiery - mówi prof. Jerzy Nowosielski, dziekan Wydziału Renowacji i Konserwacji dzieł sztuki warszawskiej ASP. O tym, jak w Polsce powstają kopie, opowiedział nam w swojej podwarszawskiej pracowni.
W portalu Gazeta.pl opisaliśmy aukcję obrazów mistrzów: Witkacego, Muchy, Schulza i Kantora, które na sprzedaż wystawiła galeria w Rybniku. Zdaniem ekspertów to "koszmarne falsyfikaty". Organizatorem aukcji był Tomasz Bodach, były naczelnik poczty. O tym czy trudno odróżnić falsyfikat od oryginału i kim jest kopista rozmawiamy z ekspertem prof. Jerzym Nowosielskim.

Anna Legierska: Kim jest kopista?

Profesor Jerzy Nowosielski: Żeby zrobić dobrą kopię, nie tylko trzeba perfekcyjnie poznać warsztat, technikę, szkołę i epokę dawnego mistrza, ale także wejść w jego wrażliwość. Kopista -oprócz zdolności malarskich, manualnych - musi mieć także - trudny do podrobienia - charakter. Na rynku sporo jest kopii Kossaków, ale też Muncha, Cezanne'a czy Chagalla. Fałszywek Matejki czy Chełmońskiego nie spotkałem nigdy. To kwestia mody.

Ale jak uchwycić coś, co nazywamy magią, atmosferą obrazu? Czy to także da się skopiować?

Wszystko jest do podrobienia. Kopia jest wtedy, kiedy wykonywana jest bezpośrednio z oryginału, każda inna aktywność manualno-artystyczna polegająca na wykorzystaniu reprodukcji to pastisz, kolaż. Autor kopii nie tylko naśladuje warsztat, oddaje każdy najmniejszy nawet ubytek, spękanie. Prawdziwą dobrą kopię robi się od samego podłoża, jeśli obraz namalowany jest na desce dębowej, musimy mieć taką samą. Podobnie jest z zaprawą - gipsową, kredową czy emulsyjną. Grunt też musi odpowiadać zasadom epoki. Tak jak dawniej - ucieramy pigmenty i barwniki, na przykład żółtka jaj albo arabską gumę wiśniową. Dopiero jeżeli od podłoża aż do ostatniej malarskiej warstwy jest tak jak w oryginale, to wtedy możemy mówić o dobrej kopii.

Ale przecież nie wszystkie pigmenty są współcześnie dostępne, jak chociażby Tycjanowski błękit lapis lazuli...

Trzeba za niego słono zapłacić. Wszystko jest do zdobycia. Więcej problemów jest z drewnem - w średniowieczu może i miało podobną strukturę, ale rosło w innych warunkach i w innym klimacie. Dotyczy to także płótna i niektórych barwników.

We współczesnym świecie kopistów, artystów malarzy, wszystko jest do sprawdzenia i zidentyfikowania, kiedyś też kopiowano mistrzów, ale przy współczesnych możliwościach nawet najlepszą kopię możemy sprawdzić prostymi środkami - rentgenem, badaniami laboratoryjnymi, czy pobierając próbkę chemiczną z warstw malarskich.

Nie da się idealnie podrobić obrazu. Wszystko jest do rozszyfrowania. A zła kopia lub beznadziejny falsyfikat nawet na pierwszy rzut oka.

Na jakie problemy i trudności jeszcze napotykają współcześni kopiści?

Problemy pojawiają się zwłaszcza przy technikach malarstwa temperowego - to szalenie delikatna, wymagająca i popularna w średniowieczu technika. Trudniej jest sprawdzić, ile warstw dany mistrz położył, czasami jest ich 30-40, w przypadku Tycjana nawet 50 (technika olejna), ale efekt wizualny, nasycenie barw, jasność, głębię koloru można uzyskać właśnie tą techniką.

W mojej pedagogicznej karierze nie zdarzyło mi się pomylić kopii z oryginałem. Na zajęciach studenci przez cały rok - od deski aż do ostatniej warstwy - przygotowują jedną kopię obrazu z kolekcji Muzeum Narodowego. Czasami kopiujemy tego samego mistrza dwu-, trzykrotnie. Niektóre wydają mi się genialne, idealne, oceniam celująco, za rok nowi studenci znowu kopiują, znowu oceniam pozytywnie. A potem robię eksperyment - zestawiam te dwie kopie z oryginałem i widzę, jak szalenie się od siebie różnią! To niesamowite, jak złudne może być ludzkie oko!

Dostęp Premium TOK FM