Komentarze (30)
Ks. Sowa o księdzu dyrektorze: Głupota i kretynizm z brakiem szacunku do wychowanków
Zaloguj się
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • xxx11_w

    Oceniono 18 razy -16

    religia.tv gdzie ksiadz Sowa jest dyrektorem to stacja nalezaca do TVN. Wiec mozna sie domyslec co to ma wspolnego z religią pewnie tyle samo co Sowa z księdzem.

  • wyrywny

    Oceniono 27 razy -23

    Przeczytałem w gazecie branżowej (gospodarcze), że podobno GW ma zlikwidować swoje wydanie papierowe z powodu dramatycznego spadku czytelników (podobno do zwolnienia na już 250 pracowników), a akcje TVN są na jednym z najniższych poziomów z powodu braku oglądalności, z powodu takiego a nie innego doboru "autorytetów" tych mediów, więc mnie, a prawdopodobnie i innych jęki właśnie tych autorytetów", jakoś nie wzruszają szczególnie.
    Jestem dorosłym człowiekiem, z pewną pozycją. Przechodziłem "kocenie" w szkole średniej, nim stałem się uczniem. Było upokorzenie to fakt (zabawa z pianką to pryszcz), ale w jaki sposób można podkreślić, że wchodzi się do grupy wyjątkowej? Przecież jeżeli ja wybrałem tę (nie "tą" - jak to piszą różni niedouczeni autorzy) grupę, to uznałem, że jest ona wyjątkowa, i aby do niej wejść muszę "dać wkupne", inaczej nie będzie ona wyjątkowa. Musi być jakaś granica, między byciem poza grupą a byciem w grupie! Tą granicą są właśnie otrzęsiny, i to takie, które będzie się pamiętało. Inaczej nikt (chociaż pewnie zostanę zakrzyczany), nie będzie pamiętał, że jest w tej grupie uprzywilejowanej (społeczności szkolnej, wojskowej, korporacyjnej, itp) i tak naprawdę nie będzie jej szanował. Z psychologii wiadomo, że jeżeli coś przychodzi łatwo, to się tego nie szanuje: ani pieniędzy, ani pracy, ani grupy. Można się zżymać, ale takie są prawa psychologii. Przeżyłem otrzęsiny, później w szkole nikt mi nie powiedział marnego słowa, a wręcz przeciwnie byłem szanowany w grupie rówieślników, bo byłem "wykocony". Z naszej klasy dwóch nie poddało się "koceniu" i do końca szkoły byli "trefni", rozmawiało się z nimi, ale nie byli "nasi". Nie zapraszało się ich na prywatki, imprezy. Pomijani byli w drużynie sportowej, byli nie nasi. Dlatego też, kiedy cztery lat temu mój syn obawiał się otrzęsin (było ich czterech co się obawiali), to go namówiłem i poddał się otrzęsinom. I do dziś mi jest wdzięczny! Aż do matury był lubiany, zapraszany. matura zresztą poszła mu świetnie. A co co się nie poddali otrzęsinom, po drugiej klasie zmienili szkołę, bo nikt ich "nie lubił".
    Aby się wypowiadać, trzeba się na czymś znać! Jeśli nie będzie legalnych, pod kontrolą otrzęsin. To świat nie znosi próżni. Będą otrzęsiny nielegalne, przy których te opisane i wywołujące wzburzenie będą maleńkim pryszczykiem wobec pomysłów młodzieży, która sama sobie otrzęsiny zrobi. Podejrzewam, że będą podobne do dawnej "fali" wojskowej, lub "chrzczenia" gangsterów! Chyba, że tym protestującym "obrońcom" moralności o to chodzi! Przepraszam, że tak dużo napisałem, ale do szału doprowadzają mnie różni nawiedzeni, nie znający życia, fałszywi obrońcy moralności. To dzięki nim dziś, nauczyciel aby zapanować nad uczniami w gimnazjum, musi ich pozywać do sądu!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX