Ewidentnie coś tu śmierdzi. Aż się boję zwracać do ministerstwa... [LIST STUDENTKI]

- Za tydzień pierwsze zajęcia, a my nie znamy ani planu, ani lokalizacji szkoły - pisze studentka Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych im. Skarbka w Warszawie. - W obliczu kolejnych problemów - czy to celowo, czy przypadkowo wywołanych przez właścicieli uczelni, w której nowy semestr już opłaciłam - aż się boję zwracać czy do ministerstwa, czy do władz uczelni, żeby ktoś kolejny raz wody z mózgu mi nie zrobił.
Po serii naszych artykułów na temat szeregu nieprawidłowości dydaktycznych i finansowych w warszawskiej Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. Giedroycia (komornik chce studentom zająć czesne; brakuje kadry naukowej; kilkanaście skarg do ministerstwa i brak reakcji resortu), otrzymaliśmy od czytelników sygnały o podobnych praktykach w innych szkołach. Autorka jednego z listów opowiada, jak wygląda sytuacja w Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych im. F. Skarbka. Uczelnia ta jest w tych samych rękach, co "Giedroyć". Obiema uczelniami zarządzają Piotr Kusznieruk i Jarosław Podolski. I podobnie jak w przypadku uczelni im. Giedroycia, studenci nie mogą liczyć na wsparcie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Oto list studentki (imię i nazwisko do wiadomości redakcji):

"Piszę, ponieważ jestem studentką szkoły należącej do tego samego właściciela - Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych. Historia tej szkoły z ostatniego roku (a nawet trochę dłuższa) jest również upstrzona nieścisłościami, dezinformacją i niedociągnięciami zarówno ze strony władz uczelni, jak i ministerstwa. Ale po kolei.

Szkole zawieszono uprawnienia

W 2010 r. w szkole została przeprowadzona kontrola ministerstwa, która wykazała braki kadrowe, problemy w wywiązywaniu się z obowiązków, braki w sprzęcie oraz programie zajęć. Decyzją ministra od nowego semestru został wstrzymany nabór na kierunek ekonomia II stopnia, a uczące się wciąż roczniki miały zostać przeniesione na inną uczelnię.

Szkoła nie wywiązała się z tego obowiązku, nabór i zajęcia zostały w 2011 r. przeprowadzone zgodnie z planem (był to "mój" nabór). Zgodnie z decyzją ministra (mimo odwołania się uczelni od tejże decyzji) oraz ostatecznym pismem - z dniem 28 lutego 2012 szkole zostały zawieszone uprawnienia do prowadzenia zajęć na tym kierunku. My jako studenci dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem, bo ktoś z nas zajrzał na stronę i do systemu POLON. Zaczęła się nasza krucjata do władz, do Federacji Konsumentów, do ministerstwa.

Okazało się, że jesteśmy "nielegalnym naborem"

Od ministerstwa dowiedzieliśmy się, że zgodnie z decyzją z 2010 r. szkoła uprawnień nie posiada, bo nie wywiązała się z obietnic naprawy (podczas wielu rozmów i korespondencji mailowej polecono nam wręcz jak najszybsze odejście na inną uczelnię).

Od władz uczelni usłyszeliśmy, że to nagonka i błędy ministerstwa. Tutaj ciekawostka: w tym czasie zmienił się dziekan kierunku (na chwilę dosłownie, bo teraz powróciła poprzednia pani dziekan), który nie do końca wiedział, co się dzieje, nie był wprowadzony, wydział zmienił nazwę z wydziału ekonomii na wydział ekonomii i turystyki (teraz znowu jest tak, jak było wcześniej).

W międzyczasie ze strony zniknęły uspokajające informacje od władz, informacje o rekrutacji i w ogóle informacje o istnieniu naszego kierunku. Zgodnie z decyzja ministerstwa "my" byliśmy niejako nielegalnym naborem, skoro szkoła nie mogła go przeprowadzić, zatem baliśmy się nawet o nasz status studenta i obowiązek władz wobec nas - ten mówiący o zapewnieniu ciągłości nauki w razie problemów na uczelni.

Władze uczelni: To nagonka. Ministerstwo: To był błąd

Władze (te nowe) zapewniały, że to nagonka, że to pomyłka, że oni działają zgodnie z nowym Prawem o szkolnictwie wyższym, kiedy decyzja była wydana przez wejściem ustawy w życie (ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym, która weszła w życie 1.10.2011), że oni są zobowiązani wobec nas, że wszystko naprawią, żebyśmy zostali. Część studentów zrezygnowała, część została.

W międzyczasie ministerstwo przyznało się, że to jego błąd i że powinno zamknięcie kierunku przeprowadzić na zasadach wprowadzonych w 2011 r. przez nowe prawo, a tego nie zrobiło. Przywrócono, według systemu POLON oraz strony ministerstwa, uprawnienia do prowadzenia kierunku.

Potem nadeszła sesja egzaminacyjna, dowiedzieliśmy się, że szkoła ma długi, że pomieszczenia wynajęte w budynku hotelu Mariott są nieopłacone i nas wyrzucają. Większość sesji odbyła się już w budynku "należącym" do Giedroycia. Przełknęliśmy to jakoś, zakończyliśmy sesję, mimo że zamiast rozpiski egzaminów, jak w połowie roku akademickiego, dostaliśmy coś podejrzanego, co nazywało się "rozpiska konsultacji" (na nasze kolejne pytania stare władze odpisały raz i wyjątkowo lakonicznie, żadnych nowych informacji uzyskać nie możemy do tej pory).

Przechodząc do meritum, ewidentnie coś tutaj śmierdzi

Za tydzień mamy zacząć zajęcia, sądzę, że jakiś nikły odsetek studentów został, mając jedynie nadzieję, że więcej problemów nie będzie. Za tydzień mają się rozpocząć zajęcia nowego semestru, dalej dysponujemy jedynie "rozpiską konsultacji", nie mamy planu, a co do lokalizacji szkoły dysponujemy jedynie informacją, że pierwszy zjazd ma być przy placu Grunwaldzkim, a potem szkoła przeniesie się w okolice metra Świętokrzyska - dokładna lokalizacja nieznana.

Przechodząc do meritum. Otóż w obliczu kolejnych problemów, czy celowo wywołanych, czy przypadkowo, przez właścicieli grupy uczelni prywatnych, w skład której wchodzi również moja aktualna uczelnia, w której nowy semestr już opłaciłam - aż się boję zwracać czy do ministerstwa, czy do władz uczelni, żeby ktoś kolejny wody z mózgu mi nie zrobił. Ewidentnie coś tutaj śmierdzi, ale nikt się nie chce przyznać, podać sensownej, klarownej informacji ani naprawić swojego błędu. "

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (5)
Ewidentnie coś tu śmierdzi. Aż się boję zwracać do ministerstwa... [LIST STUDENTKI]
Zaloguj się
  • etatowyszyderca

    Oceniono 5 razy 5

    Po kiego grzyba ludzie idą na takie "uczelnie". Przecież pracodawcy omijają absolwentów takich uczelni szerokim łukiem.
    Czy nie lepiej było by wybrać prestiżową uczelnię na zachodzie lub jedną z pierwszych 10-ciu w PL?

    Aaaaa...trzeba by pewnie maturę zdać na coś więcej niż te marne 30 czy tam nawet 60%?

  • andy18m

    Oceniono 6 razy 2

    "Zaczęła się nasza krucjata do władz"
    Dziewczę, czy ty wiesz co to krucjata?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX