Ministerstwo skontroluje uczelnie związane z "Giedroyciem"

- Trzeba sprawdzić, gdzie się aplikuje - odpowiedziała wiceminister nauki Daria Lipińska-Nałęcz na pytanie, co ze studentami, którzy powpłacali pieniądze na bankrutującą uczelnię. Dodała, że resort skontroluje inne szkoły związane kapitałowo z właścicielem uczelni im. Giedroycia. - Takiego nagromadzenia złej woli jeszcze nie mieliśmy - skwitowała działanie niepublicznych uczelni.
Od ponad tygodnia informujemy o nieprawidłowościach dydaktycznych i finansowych w warszawskiej Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. Giedroycia. Jej studenci dostali pisma od komornika z informacją, że ten zajmie ich czesne. Ministerstwo ma wątpliwości, czy kadra naukowa w tej szkole jest wystarczająca. Studenci i naukowcy pisali w tej sprawie skargi do resortu. Uczelnią zarządza - jako jej prezydent - Jarosław Podolski, który razem z Piotrem Kusznierukiem (kanclerzem innej niepublicznej uczelni - WSHiFM im. F. Skarbka) ma pod swoimi skrzydłami jeszcze kilka niepublicznych uczelni.

Ministerstwu Nauki do wniosków, po kontroli przeprowadzonej jeszcze w maju, udało się dojść dopiero w zeszłym tygodniu. Już po tym, gdy studenci zaczęli wpłacać czesne, a maturzyści - przystępować do płatnych egzaminów wstępnych.

Nie mamy narzędzi, by wyeliminować zło raz na zawsze

O to, czemu ministerstwo nie reagowało na skargi studentów i wykładowców dotyczące niepokojących praktyk na uczelni Giedroycia i jak zamierza pomóc teraz studentom, zapytaliśmy wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego dr hab. Darię Lipińską-Nałęcz.

- Prawo, którym dysponujemy, nie daje ministrowi takich narzędzi, żeby można było każde zło wyeliminować raz na zawsze - mówi. Dlatego w ministerstwie trwają pracę nad zmianami. Resort - jak zapewnia wiceminister Lipińska-Nałęcz - chce stworzyć lepsze narzędzia do "dyscyplinowania swoich partnerów".

- Takiego nagromadzenia złej woli nie mieliśmy nigdy przedtem. Uczelnie w różnym stopniu stawiały opór, natomiast nigdy ta współpraca nie układała się tak źle. Nigdy też władze uczelni nie wykorzystywały prawa tak bezwzględnie i bardzo skutecznie, by uniemożliwić nam działanie - dodaje Lipińska-Nałęcz.

Nie ma gdzie przenieść studentów?

W trudnej sytuacji znajdują się studenci "Giedroycia". Resort obiecał im pomoc w znalezieniu innej uczelni, jeżeli wyraziliby taką chęć.

Problem jednak w tym, że nie ma szkoły, która prowadzi taki kierunek. - Właściwie nie ma szansy przeniesienia studentów na inne studia, bo nie ma takiego profilu gdzie indziej. Staramy się być przede wszystkim uczciwi wobec studentów. Nie sztuką jest zamknąć biznes, a studentów zostawić na lodzie - mówi wiceminister.

"Trzeba sprawdzać, gdzie się aplikuje"

Po ostatniej kontroli ministerstwa w uczelni Giedroycia zawieszona została rekrutacja. Szkoła nie może zacząć nowego cyklu kształcenia, czyli przyjąć studentów na pierwszy rok. Nie wiadomo jednak, co z maturzystami, którzy zapłacili po 400 złotych wpisowego i 150 złotych za egzamin próbny, zanim ministerstwo wydało swoją decyzję.

- Trzeba sprawdzać, gdzie się aplikuje - kwituje Lipińska-Nałęcz.

Obawiam się, że kadry naukowej już tam nie ma

Jak mówi wiceminister, w "Giedroyciu" trwa kolejna kontrola, która ma zweryfikować, czy na uczelni jest jeszcze jakaś kadra naukowa. - I tu się obawiam największego zła. Obawiam się, że ci pracownicy już tam nie pracują. Musimy mieć pewność, że uczelnia ma kadrę, do której się przyznaje. A to wcale nie jest takie oczywiste. Jeżeli coś będzie nie tak, jedyną możliwością dla ministra nauki będzie, na podstawie kontroli, zawiesić lub zlikwidować kierunek - dodaje.

Kontrole w innych powiązanych uczelniach trwają

Ministerstwo kontroluje uczelnie powiązane kapitałowo z Jarosławem Podolskim i Piotrem Kusznierukiem. - Mam nadzieję, że wnioski będziemy mieli relatywnie szybko. Serce krwawi, jak się słyszy o losie tych studentów. Uczelnia wyższa nie powinna być traktowana jak każdy inny biznes. To jest działalność misyjna - mówi Lipińska-Nałęcz.

To jednak nie wszystkie problemy ministerstwa. Pisaliśmy, że w "Giedroyciu" mogło dojść do bezprawnego wydawania dyplomów studentom innych uczelni. - Będziemy to wszystko weryfikowali, łącznie z albumami i teczkami studentów. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, nie będziemy mieli innego wyjścia, jak powiadomić prokuraturę - dodaje wiceminister Nałęcz.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny