"Niepoważne spotkania z wibratorami". Uczymy kobiety rozmawiać o seksie

- Ciągle pokutuje przekonanie, że kobiety nie powinny lubić seksu. Gdy na naszych spotkaniach jakaś dziewczyna otwarcie mówi, co lubi w łóżku, widzę, że inne oddychają z ulgą. Uff, to ktoś jeszcze też myśli jak ja. Kobiety wstydzą się tego, jak wyglądają, mają problem z akceptacją swoich potrzeb seksualnych. My uczymy je o tym rozmawiać - opowiada Dorota Sakowska z Pussy Project.
Prezentujemy kolejną odsłonę cyklu "Seks nasz powszedni". Wczoraj opublikowaliśmy rozmowę z właścicielami jednego z największych sex shopów w Polsce, którzy m.in. opowiadali o swoich pierwszych klientkach - starszych paniach z sąsiedztwa.

Agnieszka Wądołowska: Jesteś współzałożycielką Pussy Project. Prowadzicie warsztaty, spotkania i sex shop dla kobiet. Polki potrzebują ćwiczeń z seksualności?

Dorota Sakowska* trenerka seksualna Pussy Project i współwłaścicielka sex shopu: - Nazwa warsztaty może brzmieć myląco, to nie tak, że kobiety przychodzą na spotkanie z nami, rozbierają się i coś sobie ćwiczymy. Nam chodzi o to, żeby nauczyć się rozmawiać o seksualności. Te spotkania nazywamy też "niepoważnymi spotkaniami z wibratorami" i raczej mają więcej wspólnego z warsztatami rozwoju osobistego. Wiele Polek ma problem nawet z wypowiedzeniem słowa "cipka". Wstydzą się tego, jak wygląda, mają problem z akceptacją swoich potrzeb seksualnych. My uczymy je o tym rozmawiać.

Polki często zakładają, że to partner pokaże im, co jest fajne, czy przyjemne w seksie i czekają, aż ktoś taki się pojawi. Ciągle pokutuje też przekonanie, że kobiety nie powinny lubić seksu. Gdy na spotkaniach jakaś dziewczyna otwarcie mówi, co lubi w łóżku, widzę, że inne oddychają z ulgą. Uff, to ktoś jeszcze też myśli jak ja, dla kogoś też ta sfera jest taka ważna.

Prowadzimy również warsztaty dla mam, które urodziły i które chcą wrócić do seksu, a nie bardzo wiedzą jak to zrobić. Po porodzie zmienia się organizm, zmieniają się potrzeby i pojawia się wiele pytań, co zrobić, żeby seks znów był przyjemnością.

Jakie pytania czy wątpliwości najczęściej pojawiają się na waszych warsztatach?

- Kobiety mają problem z orgazmami, często nie wiedzą, czy wszystko z nimi w porządku. Czasem proszą o radę, jak rozwiązać problemy z partnerem, pytają, czy gadżet erotyczny w związku to coś normalnego, czy tylko dla sfrustrowanych i lepiej po niego nie sięgać, bo to jak przyznanie się do porażki.

Pytają, czy masturbacja jest OK! Są nauczone, że jest czymś złym, więc nawet jej nie próbują. Powszechne jest przeświadczenie, że autoerotyzm i kontakt ze swoim ciałem jest "dozwolony" tylko wtedy, gdy nie mamy partnera, gdy jesteśmy sfrustrowane, długo nie miałyśmy seksu. Po takich spotkaniach dziewczyny mówią mi: Dzięki, nie sądziłam, że masturbacja może być drogą do poznania i zrozumienia własnego ciała.

Uczestniczki naszych warsztatów chcą też rozmawiać o budowaniu intymności. To słowo kojarzy nam się tylko z łóżkiem, z zamknięciem w ścianach sypialni, a my staramy się im pokazywać, że można ją budować na co dzień, po prostu w kontaktach z partnerem czy partnerką.

Jakie kobiety pojawiają się na waszych spotkaniach? Nieśmiałe, które o pewne kwestie obawiają się pytać znajomych albo lekarza, czy te wyzwolone, otwarte, szukające nowości?

- Już samo przyjście na takie spotkanie wiąże się z pewną dozą otwartości i ciekawości.

A przynajmniej odwagi.

- Dokładnie tak. Te bardziej nieśmiałe są z reguły przyprowadzane przez swoje śmielsze koleżanki.

Jakie jeszcze kobiety się pojawiają? Bardzo różne. Najmłodsza uczestniczka miała 19 lat, a najstarsze panie około sześćdziesiątki. Mają różny status społeczny i wykształcenie - przychodzą fryzjerki, manikiurzystki, właścicielki firm, kobiety na emeryturze. Niektóre zwracają się z pytaniami drogą mailową. Najstarsza pani, z którą korespondowałam, miała ponad sześćdziesiąt lat. Dzwoniła też do mnie, bo chciała wybrać sobie jakiś gadżet i dowiadywała się o różne lubrykanty. To było bardzo miłe, bo ciekawość młodych kobiet jest jakoś powszechnie rozumiana, ale gdy okazuje się, że kobiety w wieku naszych mam i babć nadal są aktywne seksualnie, to dla mnie jest to ciągle niesamowite.

Pokutuje stereotyp, że starszych kobiet w ogóle nie dotyczy kwestia seksualności.

- Niestety tak i koniecznie trzeba z nim walczyć. Jak można myśleć, że kobiety po 50. to już tylko zajmują się wnuczkami, a seks już ich nie interesuje. Przecież to bzdura. Miałyśmy spotkania tylko z paniami po pięćdziesiątce i wszystkie były bardzo zaangażowane, bardzo zainteresowane. Niektóre dowiedziały się nowych rzeczy, inne nam coś podpowiedziały, więc my też się na tych spotkaniach uczymy.

A te nieśmiałe kobiety otwierają się na spotkaniach, zadają pytania?

- Im więcej czasu mija, im dłużej rozmawiamy, tym bardziej dziewczyny się oswajają. Umiemy bardzo dobrze dbać o atmosferę spotkania i komfort uczestniczek. Na te spotkanie przynosimy różne gadżety. Staramy się, żeby były pretekstem do rozmowy. One nie są żadnym fetyszem, ale pomagają rozpocząć temat. Puszczamy w obieg wibratory, kulki waginalne, różne kosmetyki erotyczne i na końcu spotkania zdarza się, że te dziewczyny, które były najbardziej zamknięte, podchodzą, pytają, dzielą się wątpliwościami. Reakcje są bardzo różne. Tylko raz zdarzyła się sytuacja, że ktoś nas zaatakował słownie na takim spotkaniu.

Kogoś obraziło to o czym albo jak rozmawiałyście?

- Dziewczyna chyba po prostu nie czuła się komfortowo i z tego wynikała jakaś próba wytknięcia nam błędów czy nieścisłości. My zawsze zaznaczamy, że to są nieformalne spotkania, że żadna z nas nie wie wszystkiego na temat seksu, bo to tak szeroki temat, że nawet my się ciągle uczymy.

Gdzie spotykacie się z kobietami? Takie rozmowy wymagają dość kameralnej atmosfery.

- Na początku spotykałyśmy się w domach, bo ważny był dla nas komfort dziewczyn. Okazało się, że one nie mają oporów, by spotykać się na mieście. Teraz wybieramy na spotkania miejsca, które są przyjazne kobietom, czy środowiskom LGBT. Dla nas nie są ważne wybory kobiet. Niezależnie do tego, czy ma partnera czy partnerkę, czy jest singielką czy ma męża, jest dla nas kobietą z takimi samymi potrzebami. Spotykamy się w tzw. otwartych miejscach - w Krakowie jest to np. "Miejsce Bar", w Warszawie "Chwila Moment", w Bielsku "Vagina Cafe". Tych miejsc jest wiele, w tej chwili mamy warsztaty w siedmiu dużych miastach, ale nadal jesteśmy też zapraszane na "domówki": na urodziny, wieczory panieńskie, na wieczory rozwodowe.

Rozwodowe? O takich jeszcze nie słyszałam, ale może moje pokolenie na razie jest jeszcze na etapie ślubów.

- To nowość, ale też przejaw, jak polskie społeczeństwo się zmienia. Organizują je albo kobiety, które się rozwodzą, albo ich przyjaciółki. Byłam na kilku takich wieczorach i nastrój jest na nich bardzo różny - od absolutnej nienawiści do byłego męża, rzucania w jego zdjęcie lotkami, palenia ich, opowiadania okropnych historii o nim, wyrzucenia z siebie całej złości, do naprawdę fajnej imprezy, na którą były mąż przysyła kwiaty, a dziewczyny opowiadają sobie, jaki to fajny facet, bo w zasadzie to oni już mają oddzielne życia i rozwodzą się w takiej pozytywnej atmosferze.

Jak takie warsztaty przebiegają?

Na pierwszej części opowiadamy m.in. o anatomii kobiecej, bo okazuje się, że wiele kobiet niestety nie zna swojej anatomii, nie uczą nas tego w szkołach, albo w bardzo okrojonym stopniu, opowiadamy o seksualności w Polsce, a potem opowiadamy o gadżetach. Staramy się przekonać kobiety do zaprzyjaźnienia się ze swoim ciałem, opowiadamy, jak to można zrobić. Że wcale nie potrzeba do tego gadżetów, ale potrzebne jest poświęcenie trochę czasu sobie samej. Na koniec każdego spotkania panie mogą zamówić u nas dowolny gadżet. Jedyna rzecz, do której namawiamy, to kulki waginalne, bo mają związek ze zdrowiem kobiety, a nie tylko z przyjemnością.

Jak kobiety reagują na gadżety, które pokazujecie? Są zaskoczone czy zawstydzone?

Dziewczyny nie spodziewają się, że gadżety mogą być ładne, że są zrobione specjalnie z myślą o kobietach. Niektóre myślą chyba, że przyniesiemy jakiegoś wielkiego, 25-centymetrowego fallusa w kolorze skóry pokrytego żyłkami i z którym nie będzie wiadomo co zrobić, czy postawić na półce jako rzeźbę, czy schować pod łóżkiem. A większość gadżetów, które mamy, w ogóle nie ma kształtów fallicznych. Specjalnie jeździmy na targi do Berlina i Hanoweru, przyglądamy się ofertom różnych firm i wybieramy produkty, które są bezpieczne. Nie sprzedajemy jakiś chińskich zabawek z najniższej półki, które są pełne chemikaliów i mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Wszystkie nasze produkty są zrobione z silikonu medycznego, dlatego nie powodują podrażnień. Dla nas bezpieczeństwo to podstawa. No i same staramy się sprawdzać wszystko to, co polecamy. To oczywiście bardzo przyjemna część naszej pracy.

To, jak postrzegamy seksualność, zależy w dużej mierze od poglądów i przekonań. Do czego się odwołujecie, prowadząc spotkania?

- Opieramy się na doświadczeniu spotkań z setkami kobiet, widzimy, jak kobiety reagują, o co pytają, rozmawiamy o tym z seksuologami, z psychologami. Nigdy nie mówimy, że wiemy, jak powinna wyglądać kobieca seksualność. Pokazujemy pewne sposoby, dajemy wskazówki, ale niczego nie narzucamy. Każda kobieta sama, czy też razem z partnerem, musi dojść do tego, co jest dla niej dobre i czego potrzebuje.

Ale same nie jesteście seksuolożkami?

- Nie. Marta ma pierwszy stopień certyfikatu sexcoacha. To jak coach biznesowy, tyle że skupiający się na seksualności, na relacjach w związku etc. Chodzi o specjalne sposoby uwalniania tych zasobów, które ludzie mają w sobie. Naszą siłą jest już samo to, że o tym rozmawiamy, że potrafimy o tym rozmawiać z otwartością.

Jak powstał Pussy Project, czemu zaczęłyście zapraszać kobiety na rozmowy o seksualności?

- 10 lat temu trafiłam do sex shopu w Wiedniu. Byłam zaskoczona, bo był zupełnie inny niż te u nas. Prowadziła go kobieta i było widać, że został stworzony dla innych kobiet. Zaskoczyło mnie jej ogromnie profesjonalne podejście do seksualności. I to, że mogłam z nią o tym porozmawiać - nie na jakimś warsztacie tematycznym tylko w zupełnie mainstreamowym miejscu, w samym centrum miasta. Pomyślałam, że fajnie, gdyby coś takiego było w Polsce. Ten pomysł ewoluował i trzy lata temu zaczęłyśmy z Martą działalność.

Na czym polegała atmosfera tego wiedeńskiego sklepu?

- Wchodziło się tam jak to sklepu z cukierkami, albo jak do kawiarni, zupełnie się nie czuło, że to sex shop. I bardzo chętnie się tam wracało. Nie tylko po gadżety, ale żeby porozmawiać z obsługą. Panie, które tam pracowały, odpowiadały na każde pytanie z uśmiechem, bez zażenowania czy skrępowania. U nas wtedy nie było żadnych warsztatów związanych z seksualnością, sex shopy wyglądały jak wyglądały. Były ukierunkowane na mężczyzn. A tam - zupełnie inna atmosfera, pełna otwartość i wyrozumiałość.

Pewnie spotkałyście się z zarzutami, że te spotkania to po prostu skuteczna metoda marketingowa i napędzacie sobie nimi klientki?

- W Polsce powszechne jest przeświadczenie, że jeżeli ktoś ma ideę albo chce się dzielić swoją wiedzą, to nie powinien na tym zarabiać. Ale niestety tak się nie da. Nie jesteśmy bogate z domu i nie mamy wielkich majątków, wkładamy w to tyle prywatnych funduszy, ile możemy. Czy jest w tym marketing? Na pewno, prowadzimy sklep internetowy. Ale podstawą naszej działalności są i zawsze będą te spotkania i warsztaty, których jest coraz więcej.

Nie zarabiamy na tym kokosów, a większość spotkań jest bezpłatnych. Jesteśmy trochę idealistkami. Wychodzimy z założenia, że seks jest bardzo ważnym elementem naszego życia i że jeżeli nauczymy się rozmawiać o seksie, bo przecież nikt tego nie uczy, jeśli będziemy zaprzyjaźnione ze własnym ciałem, jeżeli będziemy je rozumiały, to zniknie wiele frustracji z naszego życia i nieporozumień w związkach, czy to partnerskich, czy małżeństwach.

* Dorota Sakowska

O czym jeszcze chcielibyście przeczytać w naszym cyklu? Co Was szczególnie interesuje lub niepokoi? Piszcie o tym, co dla Was ważne: agnieszka.wadolowska@agora.pl, milena.bryla@agora.pl.

Ciekawe? Bulwersujące? Zostaw nam swój adres e-mail. Poinformujemy Cię o kolejnych artykułach z cyklu "Seks nasz powszedni''.

Przykładowy newsletter



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny