Nowa moda? Doktoranci masowo oblegają uczelnie

"Doktoranci masowo oblegają wyższe uczelnie, lawirując między pracą a studiami. Mimo braku stypendiów i perspektyw zawodowych, latami walczą o "dr" przed nazwiskiem", czytamy w "Przekroju".
Doktorantów jest prawie 13 razy więcej niż w latach 90, zauważa tygodnik . Zjawisko to dotyczy głównie kierunków humanistycznych: filozofii, socjologii, kulturoznawstwa. Mamy też najwięcej w historii bezrobotnych osób z wyższym wykształceniem.

Doktorantów zapraszają same uczelnie

Większość doktorantów utrzymuje się z prac dorywczych, albo korzysta z pomocy finansowej rodziców. - Nie chodzi też o stypendium, zniżki czy studenckie życie, bo tego i tak większość z nas nie ma. Tu chodzi o to poczucie, że ciągle wszystko przed nami. Doktorat to sposób na przedłużenie młodości, na taki ostatni oddech - zwierza się dziennikarce Ania Konieczyńska, która jest na trzecim roku studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak czytamy w tygodniku, to same uczelnie, ze względów finansowych, zapraszają coraz więcej doktorantów. A kształcenie doktoranta jest dużo tańsze niż zwykłego studenta.

"Na studiach jestem traktowana jak dziecko"

Niestety spada też poziom nauczania. - Kiedy zaczynałam doktorat, wyobrażałam sobie, że spotkam tu stymulujących intelektualnie ludzi, że będą ferment i dyskusja. Jednak to, co zobaczyłam, absolutnie mnie zaszokowało. Na studiach jestem traktowana jak dziecko, mam obowiązkowe zajęcia, muszę zbierać oceny i lawirować między niewypowiedzianymi oczekiwaniami i pretensjami - opowiada doktorantka na UW.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny