Dickens jak Engels? Grzegorz Chlasta i Michał Komar rozmawiają o "Opowieści wigilijnej"

- Wszystko to, co najgorsze w kapitalizmie, zostaje zdemaskowane przez bohatera "Opowieści wigilijnej" - mówi w rozmowie z Grzegorzem Chlastą prof. Michał Komar, pisarz i literaturoznawca.
Prof. Michał Komar: Oj, zmęczony pan, panie Grzegorzu...

Grzegorz Chlasta: Nie zmęczony... Może trochę jestem rozproszony. Wigilia, gwiazdka...

Zwierzątka zaczną mówić lada chwila.

Oj, jak nam już coś powiedzą, to...

Dlaczego? Motyle pięknie mówią. Słyszał pan kiedyś mówiącego motyla?

Nie...

Ja też nie, ale mówią mi, że pięknie mówią, jak jest okazja.

Panie profesorze, mieliśmy trochę o duchach porozmawiać, o "Opowieści wigilijnej"...

Tak, to książka, która na trwałe tkwi w kulturze masowej. To sytuacja, w której powieść napisana ponad 150 lat temu ciągle jest przedmiotem rozmaitych przeróbek, adaptacji, niekiedy kradzieży. Tekst Dickensa doczekał się ponad 40 adaptacji teatralnych, 10 adaptacji musicalowych, napisano operę, a może dwie, napisano balet. Mało tego, powstało z tej opowieści ok. 30 filmów. Między 1901 a 1938 w Anglii te filmy robiono niemalże co rok. Opowiadano o tym strasznym Ebenezerze Scrooge'u, który zaznaje przemiany i staje się dobrym człowiekiem.

Swoją wersję zrobił też Disney; Scrooge'a grał Kaczor Donald, Myszka Miki grała Cratchita, a ducha Marleya grał pies Pluto. Mamy też Muppety. Ta opowieść Dickensa ciągle żyje i przemawia nie tylko do Anglosasów, przemawia też do nas, właściwie do wszystkich.

Widzimy wszyscy ten obraz: bardzo złego człowieka, skąpca, harpagona o wyziębionym sercu. Człowieka, który odmawia wszystkim pomocy.

W wyziębionym pomieszczeniu...

To pomieszczenie jest wyziębione, bo on nie chce więcej płacić za ogrzewanie. Siedzi sobie, liczy pieniądze i nagle wchodzi duch jego zmarłego wspólnika i mówi: "Słuchaj, Scrooge. Jeżeli będziesz tak dalej postępował, dręczył swoją rodzinę, podwładnych, nie będziesz im pomagał, czeka cię straszna historia".

Potem pojawiają się kolejne duchy i poznajemy problem złożoności psychicznej tego człowieka. Coś mu się stało złego w dzieciństwie i wtedy stał się zły. Jest też duch teraźniejszości, który pokazuje mu mieszkania ludzi, których on skrzywdził. Oprowadza go po przytułkach, szpitalach, więzieniach, gdzie siedzą ludzie za długi. Duch przyszłości zaś pokazuje mu, że jeżeli nadal będzie zły, umrze samotnie. Nikt nie będzie przychodził na jego grób.

Pan profesor wierzy w duchy?

Szczerze? Nie. Dlatego uważam, że to jest element strasznego czarnowidztwa Dickensa. Duchy pojawiają się rzadko, więc przemiana Scrooge'a może być poddana w wątpliwość. To była epoka, w której intensywnie wierzono w duchy. Świat rewolucji przemysłowej, techniki, triumf nauki, myśli racjonalnej w Anglii. Agnieszka Osiecka nieprzypadkowo napisała, że "życie jest formą istnienia białka, ale niekiedy w kominie coś załka".

Prawdą jest, że tam, gdzie atmosfera intelektualna narzuca nam najbardziej racjonalne rozwiązania, tam zawsze pojawia się ta szczelina, komin, w którym jakiś duch załka. W historii rewolucji przemysłowej widać, że obok zwycięstwa maszyn pojawia się zainteresowanie życiem pozazmysłowym. Duchy, przekazywanie wiadomości na odległość, parapsychologia, ektoplazma. To trwało do końca XIX wieku. Maria Curie po odkryciu polonu i radu wierzyła, że to jest element ektoplazmy.

Z tymi duchami to jednak nie jest do końca jasna sprawa.

Dlatego nie uważam, że ich nie ma. Ja ich nigdy nie widziałem. Ale diabła też nie widziałem, a uważam, że go nie ma.

Wracając, Scrooge pod wpływem perswazji dokonywanej przez duchy doznaje przemiany i od następnego dnia zaczyna służyć wszystkim. Promieniuje dobrem, marzy o następnych świętach Bożego Narodzenia, które wcześniej nazywał humbugiem. Nawiasem mówiąc, wtedy właśnie to słowo zaczęło żyć w języku angielskim.

Ta opowieść o przemianie, odrodzeniu duchowym ku dobru pokazuje, jak dobrym pisarzem i politykiem był Dickens. Scrooge będzie się przecież opiekował dziećmi, które były zmuszane do pracy. Wszystko to, co najgorsze w kapitalizmie, zostaje zdemaskowane przez bohatera "Opowieści wigilijnej".

Powieść Dickensa można porównywać z tekstem Fryderyka Engelsa pt. "Położenie klasy robotniczej w Anglii". Engels opisuje dzieci pracujące po 16 godzin na dobę w przemyśle. Opisuje mężczyzn zamienionych w automaty, kobiety, które muszą bardzo ciężko pracować w kopalniach. Opisuje straszne oblicze kapitalizmu tamtej epoki.

Dzieci były skazane na dziedziczenie biedy i zła społecznego. Z kolei na początku XX wieku armia stwierdziła, że dzieci robotnicze nie potrafią pisać i czytać, są cherlawe, słabe. Tak powstał pomysł skautingu. Bo imperium potrzebuje żołnierzy.

Chce pan powiedzieć, że "Opowieść wigilijna" to powieść zaangażowana politycznie?

Jak najbardziej. W lutym 1843 roku powstał parlamentarny raport na temat zatrudnienia dzieci w przemyśle. Dickens zresztą sam przeżył w młodości okropne doświadczenie - w jego rodzinie było ośmioro dzieci, żyli w umiarkowanym dostatku do momentu, w którym ojca posadzili za długi. Wtedy wszystko się skończyło.

Dickens ciągle musi pisać, żeby mieć na prawników dla ojca, który ciągle siedzi w więzieniu?

Żeby jakoś utrzymać się i rodzinę. Dickens planował napisać esej polityczny, w którym wezwie przedsiębiorców, by zastanowili się nad losem dzieci. On wie, o czym pisze. Zwiedził kopalnię cyny w Kornwalii. Dzieci grzebały w tej kopalni po kilkanaście godzin i umierały, m.in. z wycieńczenia.

Dickens musiał wybrać formę perswazji. Miał napisać esej? A może opowiadanie? Coś, czym czytelnik się przejmie naprawdę. A przejmie się powieścią trafiającą do serca. No i stało się.

Bożonarodzeniowy cud.

To jest cud, skoro nadal ludzie do tej opowieści wracają. Chcą, by ta przemiana była prawdziwa. Nawet, jeśli duchy nie istnieją.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM