"Dziecko staje się projektem, produktem, który ma być najlepszy" [30-LATKOWIE]

Dzisiejszym 30-latkom wydaje się, że wszystko musi być na najwyższym poziomie, zresztą właśnie tego uczy ich rynek pracy, stawiając im wysokie wymagania. Przez to coraz więcej z nich traktuje podobnie rodzicielstwo - chce jak najlepiej wywiązywać się z realizacji "projektu dziecko". I jak długo nie mają poczucia, że są gotowi do tego, będą odkładać decyzję o dziecku - mówi Prof. Irena E. Kotowska, demograf z SGH.
Anna Pawłowska: "Lubię swoje życie, nie chcę go zmieniać", "Boję się odpowiedzialności", "Nie stać mnie na dziecko" - opowiadali 30-latkowie, których zapytaliśmy, czemu nie mają dzieci. To pokolenie egoistów, którzy nie chcą poświęcenia - jak pisało wielu naszych czytelników w komentarzach pod tekstem?

Prof. Irena E. Kotowska, kierownik Zakładu Demografii w SGH*: Przede wszystkim nie można powiedzieć, że 30-latkowie nie chcą mieć dzieci. Oni nie rezygnują z rodzicielstwa, tylko odkładają je na później. W Waszym artykule tylko jedna osoba kategorycznie twierdziła, że nie ma dzieci i nie chce ich mieć. U innych takiej zdecydowanej deklaracji nie ma. Widać natomiast trudności z podjęciem decyzji.

A dlaczego ta decyzja jest dla pokolenia 30-latków tak trudna?

- To zadziwiające, jak bardzo wypowiedzi z Waszego tekstu zgodne są z tym, co wynika z naszych badań prowadzonych na przełomie 2010/2011 na losowej próbie 20 tys. Polaków**. Rozmówcy wymieniają dokładnie te same czynniki, które demografowie wskazują jako przyczyny niskiej dzietności. Kluczową kwestią jest praca. I nie chodzi tylko o niepewność zatrudnienia, ale też o wymagania, jakie rynek pracy stawia pracownikom. Nie zawsze uda się znaleźć pracę obojgu partnerów w tym samym miejscu zamieszkania. 30-latkowie często nie mają wyjścia i akceptują pracę poza miejscem zamieszkania. Takie decyzje mają ogromny wpływ na życie osobiste.

Problemem jest też brak stabilizacji dochodów. Młodzi ludzie, którzy wypowiadają się artykule, mówią nawet nie o małych zarobkach, ale przede wszystkim o niepewności, czy w ogóle będą mieć. W takiej sytuacji bardzo trudno jest inwestować w mieszkanie czy podejmować zobowiązanie długookresowe, jakim jest dziecko.

Z drugiej strony, wielu naszych rozmówców przyznaje, że warunki materialne pozwoliłyby im na dziecko. Jednak oni wolą się rozwijać, robić kariery - nie chcą z niczego rezygnować.

- Młodzi ludzie mają wysokie oczekiwania, co do swojej roli jako ojca czy matki. Bycie rodzicem stało się właściwie zawodem. 30-latkowie muszą mierzyć się z wysokimi wymaganiami na rynku pracy, latami uczą się, potem poszukują odpowiedniej pracy, wkładają wiele wysiłku w jej utrzymanie, czy awansowanie... Te wymagania przenoszą na życie prywatne.

Wcześniejsze pokolenia uczyły się rodzicielstwa już w trakcie wychowywania własnych dzieci. Teraz młodzi chcą przygotować się do tego wcześniej, najlepiej widać to po liczbie poradników dostępnych na rynku. Ale to szersza kwestia, poszukanie odpowiedzi w odpowiednich poradnikach zaczyna dotyczyć każdego naszego działania.

Ale świadome rodzicielstwo to bardzo pozytywne zjawisko

- Tak, to bardzo ważna zmiana jakościowa, ale wiążą się z nią liczne obawy. Nie tylko o to, czy uda się pełnić rolę rodzica zgodnie z wysoko ustawioną poprzeczką. Dziś młodzi ludzie rozumieją lepiej obowiązki wynikające z rodzicielstwa, również to, jak wpłynie ono na ich życie zawodowe i prywatne. Stąd biorą się ich obawy.

No właśnie, dziecko coraz częściej postrzegane jest jako ciężar. Skąd takie myślenie?

- Jednym, choć na pewno niejedynym, czynnikiem jest to, że młodzi ludzie mogą obserwować, jak sobie z rodzicielstwem radzą ich rówieśnicy. W Polsce jest bardzo trudno łączyć wychowywanie dzieci z pracą zawodową, z własnym rozwojem. Widać wyraźnie, że młodym znacznie łatwiej zdecydować się na pierwsze dziecko niż na drugie. Problemem są też tzw. usługi. Mam tu na myśli nie tylko dostęp do żłobków i przedszkoli, ale też niski poziom usług w tych instytucjach jak i w szkołach podstawowych czy średnich. Sprawa organizacji nauki i opieki dla najmłodszych dzieci jest rzeczywiście newralgiczna, ale nie zapominajmy o starszych dzieciach. Rodzice mają problemy z organizacją wakacji czy ferii, z zapewnieniem zajęć sportowych czy innych zajęć dodatkowych. Zakres i jakość oferowanych publicznie usług opiekuńczo-edukacyjnych pozostawia wiele do życzenia, więc rodzice płacą za dodatkowe usługi, co podnosi koszty wychowywania dzieci, jakie ponoszą.

Jeśli to połączymy z wysokimi oczekiwaniami, co oni jako rodzice powinni zaoferować dziecku, to daje obraz dylematów, jakie wiążą się z ich decyzją o dziecku. Nieraz te postawy są skrajne. Np. przekonanie, że jeśli nie ma osobnego pokoju dla dziecka, to absolutnie nie ma warunków, by się na dziecko zdecydować. Wydaje się, że wszystko musi być na wysokim poziomie. Mam wrażenie, że stosunkowo wielu 30-latków traktuje rodzicielstwo jak projekt do zrealizowania - "projekt dziecko", a dziecko staje się produktem, który ma być najlepszy.

Oczywiście, pewne minimum jest niezbędne, ale większość 30-latków chyba stać na dziecko i nie musi mu gwarantować luksusu?

- Dziś dość często zapomina się, że rodzicielstwo to przede wszystkim kontakt, czas, uwaga. I to akurat większość rodziców tak naprawdę może zaoferować. Oczywiście zaraz pojawią się argumenty typu: jak mogę to dać dziecku, przecież muszę zarabiać, rozwijać się. Ale w tej kwestii zawsze można znaleźć rozwiązania kompromisowe. Trzeba się odwoływać do przykładów osób, którym się to udaje. Za mało pokazuje się przykładów rodzin, w których oboje rodzice pracują, a jednocześnie wychowują dzieci i potrafią łączyć swoje zaangażowanie zawodowe ze zobowiązaniami rodzicielskimi. Oczywiście nikt nie mówi, że jest to łatwe. Ale tak jak pisał czytelnik, który "zaryzykował" i zdecydował się na dziecko - rezygnuje z pewnych rzeczy, bo coś innego zaczęło mu sprawiać przyjemność. Interpretuje to w kategoriach własnej przyjemności, a nie wyrzeczeń. Dziecko wpływa też na naszą ocenę tego, co sprawia nam radość czy przyjemność.

Czy to, o czym rozmawiamy, nie dotyczy tylko niewielkiej grupy najzamożniejszych osób? Niewielu 30-latków staje przed wyborem: dziecko albo egzotyczne podróże. Większość martwi się o kredyt, czy "śmieciowe umowy".

- Problem jest szerszy. Dla jednych to kwestia tego, czy mając dziecko, będą musieli zrezygnować z podróżowania po świecie i rozwoju zawodowego, a dla innych - czy będą mogli sobie pozwolić na urlop. Jedni zastanawiają się, czy będzie ich stać na lepszy samochód, a inni - czy w ogóle będą mogli kupić jakiekolwiek auto. Sytuacja materialna jest inna, ale podobny sposób myślenia: decyzje życiowe, w tym dotyczące dzieci, są bardziej rozpatrywane w kategoriach "mieć", a nie w kategoriach "być", choć może lepiej byłoby to ująć tak - w kategoriach "co mieć, by być". Nie zapominajmy też o liczącej się liczbie tych, którzy z powodu braku pracy czy jej tymczasowego charakteru nie są samodzielni materialnie.

Dzisiejsi 30-latkowie to pokolenie wyżu demograficznego z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Kiedy ich rodzice decydowali się na dziecko, problemy z mieszkaniami były powszechne, w sklepach brakowało towarów, a jednak dzieci się rodziły.

- Zasadniczą zmianą jest przede wszystkim to, że kiedyś młodzi mieli mniejszy wpływ na to, czy i kiedy dziecko się pojawi. Nie było efektywnych technik kontroli urodzeń. Teraz problemem nie jest to, jak uniknąć niechcianej ciąży, ale kiedy zrezygnować z antykoncepcji, by mieć dziecko. To zupełnie inna sytuacja mentalna.

Dzisiaj też mamy recesję, wielu młodych ludzi mówi, że nie widzi dla siebie perspektyw.

- Ależ to są nieporównywalne sytuacje! Obecne spowolnienie gospodarcze utrudnia realizację aspiracji zarówno konsumpcyjnych, jak i generalnie aspiracji życiowych, które są wysokie. Nadrabiamy stale opóźnienie rozwojowe, w tym także w konsumpcji i poziomie życia. Dziś używamy określenia kryzys, które - moim zdaniem - w odniesieniu do sytuacji w Polsce nie ma uzasadnienia, ale to jest nieporównywalne z tym, co było wtedy. Sytuacja, w której nie można było kupić śmietany czy masła czy kawałka mięsa, nie może być porównywana z sytuacją "nie stać mnie na szynkę, to kupię pasztetową".

Czyli 30-latkowie nie decydują się na dzieci, bo mają duże możliwości rozwoju i samorealizacji?

- Dziś i kobieta i mężczyzna mogą w ogóle nie zakładać własnej rodziny i jest to postawa społecznie akceptowana. Wtedy założenie rodziny było normą. Zresztą zwiększało to możliwości dostępu do różnych dóbr, np. do mieszkania. Swoistą normą było też, że zawierano małżeństwo bez własnego mieszkania, mieszkając razem z rodzicami. Dziś taka ewentualność jest odrzucana przez wiele osób. Samodzielne mieszkanie jest uznawane za ważny element tego zestawu wymagań własnych sprzyjających decyzji o dziecku. I trudno się temu dziwić. Dzisiaj też wiele problemów postrzega się bardziej jako bariery, które można pokonać dzięki własnemu wysiłkowi. I przede wszystkim młodzi mają więcej opcji życiowych, co jednak nie oznacza, że ich sytuacja jest łatwiejsza. Jest po prostu zdecydowanie inna niż ich rodziców.

Co musiałoby się stać, żeby zmienić to nastawianie 30-latków?

- W wypowiedziach młodych osób pojawia się odniesienie do tego, czego mogą się spodziewać ze strony państwa. Chcą być samodzielni, ale jednocześnie nie chcą czuć się pozostawieni samym sobie, a przy obecnej polityce rodzinnej tak to właśnie wygląda.

Dokładnie o tym mówi jedna z Waszych bohaterek - gdyby miała pewność, że będzie mogła posłać dziecko do żłobka, a potem do przedszkola, to łatwiej byłoby jej podjąć tę decyzję. Pewny i powszechny dostęp do wysokiej jakości usług jest priorytetem. Inna sprawa to organizacja samej pracy. Pracodawcy nie rozumieją, że przez odpowiednią organizację pracy i zarządzanie ludźmi w firmie też mają ogromny wpływ na ich życie osobiste, także i takie decyzje jak ta o posiadaniu dzieci.

Ale przecież pracodawcy powiedzą, że ich celem jest generowanie zysków, a nie wspieranie demografii.

- Pracodawcy muszą dostrzec swoją społeczną rolę. A już niedługo na rynku pracy będzie po prostu mniej ludzi. Niedobory pracowników będą się nasilać i to wymusi inne podejście do pracownika. Jednak wolałabym, by nie czekać z odpowiednimi dostosowaniami środowiska pracy do tego czasu. Teraz jednym z podstawowych problemów jest nadużywanie umów na czas określony tzn. stosowanie ich jako formy zatrudniania pracownika przez lata. Inną kwestią jest stosunkowo słabe wykorzystywanie elastycznych form organizacji czasu pracy - to wymaga innego zarządzania zasobami ludzkimi w firmie.

Młodzi ludzie, nawet jeśli decydują się na dziecko, to czynią to stosunkowo późno, bo czekają na stabilne zatrudnienie. Mówi się już nawet o pokoleniu jedynaków. Ale nawet tym, którzy chcą mieć dzieci, może zwyczajnie nie wystarczyć czasu na kolejne dziecko. Rozwiązanie tej kwestii jest wyzwaniem dla państwa.

W tej chwili państwo pomaga przede wszystkim osobom skrajnie biednym...

- Dlatego konieczny jest jasny sygnał ze strony państwa w postaci rozwiązań wspierających rodzicielstwo, które uwzględniają specyfikę współczesnego rynku pracy. Jeszcze nie jest za późno, żeby przekonać 30-latków do decyzji o dzieciach. Z naszych badań wynika, że tylko 12 procent osób bezdzietnych w wieku 18-39 lat kategorycznie nie chce mieć dzieci, 39 procent zamierza je mieć w ciągu najbliższych 3 lat, a blisko połowa odkłada to na później. Z kolei wśród osób w wieku 18-44 lata, mających jedno dziecko, intencje posiadania drugiego dziecka w ciągu najbliższych 3 lat wyraża 46 procent, a 15 procent myśli o tym, ale w dalszej przyszłości. I takich młodych Polaków jest zbyt wielu, żeby ich zamiary lekceważyć.

Tekstami o młodych bezdzietnych zaczęliśmy cykl materiałów poświęconych 30-latkom. O jakich sprawach pokolenia wyżu chcielibyście jeszcze przeczytać? Co jest dla nas ważne? Jakich tematów dotyczących młodych brakuje Wam w mediach? Piszcie do autorek na adresy: agnieszka.wadolowska@agora.pl, anna.pawlowska@agora.pl

*Prof. dr hab. Irena E. Kotowska jest profesorem zwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej, kieruje Zakładem Demografii w Instytucie Statystyki i Demografii. Jest członkiem Naukowej Rady Statystycznej GUS, Rządowej Rady Ludnościowej, Komitetu Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN oraz przewodniczącą Komitetu Nauk Demograficznych PAN. W latach W latach 2002 -2008 kierowała Radą Naukową Środkowoeuropejskiego Forum Badań Migracyjnych, a w latach 2005-2011 przewodniczyła Radzie Naukowej Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Pełni funkcję eksperta krajowego w zakresie procesów ludnościowych i rynku pracy. Jest także ekspertem Eurostatu i Komisji Europejskiej.



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (10)
"Dziecko staje się projektem, produktem, który ma być najlepszy" [30-LATKOWIE]
Zaloguj się
  • eric2

    Oceniono 16 razy 12

    egoiści to są starsze od trzydziestolatków generacje, które partaczyły przez ostatnie 20 lat wszystko co się dało, zgarniali pod siebie, nie myśląc o środowisku które tworzą, a teraz każą młodszym w tym środowisku się reprodukować - obudzili się z ręką w nocniku bo nie będzie kto miał płacić na emerytury... przez ostatnią dekadę obecny rząd nie miał problemów z dwoma milionami, które wyemigrowały bo nie musiał budować przyjaznego środowiska, a teraz nagle się obudzili, że system emerytalny im się wali bo jesteśmy najszybciej na świecie starzejącym się po Japończykach społeczeństwem,
    moi drodzy najpierw to w społeczeństwo trzeba uwierzyć, żeby przyczynić się do jego powiększenia, taki punkt widzenia byłby egoistyczny, gdyby nasze społeczeństwo miało więcej respektu do myślenia i intelektu, a nasze jest warte najwyżej paczki cukierków....

  • ciemnyludd

    Oceniono 24 razy 4

    Decyzja o posiadaniu lub nieposiadaniu dzieci należy wyłącznie DO MŁODYCH LUDZI a wszelkie bredzenie na ten temat ze smrodkiem moralnym, społecznym bądź kościelnym ma tyle sensu co zawracanie kijem Wisły...

  • nick_do_komentarzy

    Oceniono 16 razy -2

    Jestem przekonany, że na dłuższą metę życie bez rodziny (w tym dzieci) nie ma sensu. Praca i akumulowanie dóbr nigdy nie daje pełnej satysfakcji. A w pewnym momencie te dobra mocno tracą na wartości.

    Przede wszystkim ludzie młodzi nie śpieszą się tak z dzieckiem jak to bywało kiedyś. Zwłaszcza mężczyzna ma właściwie całe życie na założenie rodziny.

  • mallory71

    Oceniono 3 razy -3

    Polecam film

    Eugenika, w imię postępu.

    Na youtube jest cały. Warto się douczyć, jeśli w szkole na etyce nie uczą.

  • quet-zal

    Oceniono 10 razy -4

    matka to suka-ojciec zakompleksiony pracoholik co bez Viagry nie da rady... a dzieciątko jak podetnie sobie żyły to przynosi wstyd rodzinie-mały niewdzięcznik...

    chcecie to hodujcie dziecko jak karpie na Wigilię- tylko czemu ci rodzice nie mają własnego życia poza rodziną, dla której nie mają czasu?? finanse nie mają tu istotnej roli...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX