Marihuana przyczyną samobójstw? "Ci, którzy biorą, targają się na życie rzadziej"

Czy marihuana może być przyczyną samobójstwa? - Byłbym ostrożny w formułowaniu tego typu tez, choć marihuana może być zamieszana w nieszczęście - mówi Robert Rutkowski, psychoterapeuta, ekspert ds. uzależnień, przeciwnik palenia trawy. Zaznacza jednak: - Ci, którzy biorą narkotyki, popełniają samobójstwa znacznie rzadziej niż ci, którzy ich nie biorą.
Dzisiejsze tygodniki: "Wprost" i "Newsweek" publikują wywiad z matką nastolatka, 16-letniego Stasia, który w Wigilię odebrał sobie życie. Matka chłopca twierdzi, że działał on "pod wpływem psychozy ponarkotykowej", a do samobójstwa przyczyniła się marihuana. Publikacje wywołały dyskusję. Zwolennicy marihuany zarzucają tygodnikom błędy merytoryczne i powielanie stereotypów. O wpływ marihuany na samobójstwa zapytaliśmy Roberta Rutkowskiego, który przez lata sam palił marihuanę, a dziś jest certyfikowanym psychoterapeutą uzależnień. - Marihuana zrobiła za mnie troki od kalesonów. Nie miałem ochoty na seks z ukochaną kobietą, przestałem prowadzić auto, przestało mi się chcieć. To jeden z najważniejszych skutków palenia trawy: brak chęci do pracy, do tworzenia - mówił kilka miesięcy temu w rozmowie z "Gazetą Wyborczą"

Wojciech Grejciun, Gazeta.pl: Czy marihuana mogła w przypadku Stasia doprowadzić do nieszczęścia?

Robert Rutkowski, psychoterapeuta, ekspert ds. uzależnień: Jako zawodowiec byłbym ostrożny w formowaniu tego typu tez. Marihuana była zamieszana w to nieszczęście. Ale to podobnie jak z samochodem. Gdy w wypadku ginie człowiek, nie można winić za jego śmierć producenta samochodów. Tylko trzeba przeanalizować różne przyczyny. Wadliwość samochodu mogło mieć znaczenie, ale przede wszystkim trzeba sprawdzić umiejętności kierowcy.

Jak to się ma do marihuany?

- Marihuana jest lustrem. Uwydatnia wszystkie nasze świry, deficyty, kompleksy. Im jest ich mniej, im bardziej stabilna osobowość, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że marihuana zwielokrotni nasze negatywne emocje.

Są jakieś badania dotyczące samobójstw po narkotykach?

- Nie mam badań, są niestety bardzo drogie. Trudne też byłoby to do sprawdzenia, bo przy śmierci samobójczej często wpisuje się po prostu chorobę psychiczną.

Ale mogę mówić o obserwacji klinicznej. Pracuje ponad 20 lat w tej branży. Ludzie, którzy biorą narkotyki, popełniają samobójstwa znacznie rzadziej niż ci, którzy ich nie biorą. Dlaczego? Narkotyki są brane po coś. One powodują poprawę nastroju. Jeśli jednak już mówimy o samobójstwach, to rzeczywiście najczęściej występują w związku z marihuaną. Bo ona może, choć nie musi spotęgować np. wcześniejszą depresję. Bardzo ważne jest słowo "może". Ja po latach palenia miałem dosyć siebie, ale nie miałem myśli samobójczych.

Czyli problemy, które sprawiają, że chcemy się zabić, pojawiają się, zanim sięgnie się po narkotyki?

- Ludzie sięgają po jakieś środki odurzające, żeby poprawić sobie nastrój. Człowiek ma taką naturę, że budzi się i włączają nam się radary na poszukiwanie przyjemności. Niektórzy szukają protez szczęścia, np. marihuany. Nie wszystkie osoby, które mają kontakt z marihuaną i trafiają do mnie, mają zachowania destrukcyjne. Ale z jakiś powodów do mnie trafiają. Media, także społecznościowe, mają duże grono promujących marihuanę jako bezszkodliwą. To jest niedobre. Ci ludzie kompletnie nie znają problemu, a publicznie się wymądrzają. Jestem przeciwnikiem palenia marihuany, ale jestem za tym, żeby to człowiek decydował, czy to robić, czy nie. Żeby to człowiek decydował, czym chce się ogłupiać.

Trzeba też dostarczyć merytorycznych argumentów, jakie zagrożenia niesie używanie narkotyków. Nie ma idealnej substancji, obojętnej dla organizmu. Każda wywołuje jakieś stany negatywne.

Czyli przypadki samobójstw u osób, które palą marihuanę, zdarzają się?

- W maju zeszłego roku mój pacjent skoczył pod metro. Jako 20-latek zaczął palić marihuanę. Był urzędnikiem. Radosny, fajny, umysł ścisły. W ciągu siedmiu lat zaliczył kilka pobytów w psychiatrykach. Ale nie zaryzykuje stwierdzenia, że marihuana była przyczyną samobójstwa. Natomiast tkwiły w nim jakieś rzeczy nieujawnione, które gdyby nie marihuana, nigdy w życiu by się nie uaktywniły. Ale sięgnął po substancję, która staje się lustrem. Marihuana sama z siebie nie jest niebezpieczna. Mam wielu pacjentów, kolegów, którzy konsumują marihuanę i nic im nie jest. Ja po wielu latach palenia marihuany nie mam żadnych problemów, ani psychicznych, ani emocjonalnych. Uprawnia mnie to do zabierania głosu, bo jestem nie tylko teoretykiem, ale i praktykiem. Ale dla niektórych ludzi marihuana może stać się bardzo niebezpieczna. To, jaki jest człowiek, wpływa na to, jak się zakończy romans z marihuaną.

Matka nastolatka przekonuje w rozmowie z "Newsweekem", że narkotyki łatwiej kupić niż piwo, a dilerzy "mieszają marihuanę z kokainą, heroiną, morfiną, z tłuczonym szkłem, ze wszystkim, co może dać większego kopa i bardziej uzależnić".

- To mitologizacja. Jaki jest sens mieszać z czymkolwiek marihuanę? To najtańszy narkotyk. Nie ma czegoś takiego jak mieszanie taniej marihuany z drogą heroiną, kokainą czy amfetaminą.

Zwolennicy marihuany używają argumentu, że alkohol jest nieporównywalnie szkodliwszy, a jest legalny. W komentarzach pojawiają się głosy, że równie dobrze to piwo mogło doprowadzić do samobójstwa.

- Zgadzam się, że ludzi nie można karać za używanie narkotyków. Ale porównywanie piwa, wódki czy jakiegokolwiek alkoholu z konopiami jest bezsensowne. Mamy tu inne spektrum działania. Alkohol metabolizuje się w ciągu 24 godzin. Na następny dzień jest się w punkcie wyjścia, ostatnie resztki wysikuje się w ciągu dwóch dni. Natomiast marihuana jest obecna w organizmie przez 2-3 tygodnie. THC się kumuluje. Jak ktoś mówi, że palenie raz w tygodniu to jest rzadko, to jest to nieprawda. THC się kumuluje, po następnym tygodniu będziemy mieli tego więcej i więcej. Po pół roku jest tak wysokie stężenie w organizmie, że człowiekowi może "unieść się pokrywka".

"Wszystko zaczyna się od marihuany, a potem są już twarde narkotyki". To zdanie pada jako koronny argument przeciwników legalizacji marihuany. I, paradoksalnie, jest pożywką dla zwolenników marihuany, którzy naśmiewają się z niego, pytając, czy po jednym piwie zostaje się alkoholikiem?

- Palacze marihuany to zupełnie inna grupa docelowa niż użytkownicy heroiny. Oni nie mają nic wspólnego z heroinistami. Część z tych osób sięgnie po inne narkotyki, bo będzie eksperymentować. Ale cała masa ludzi zakończy przygodę na eksperymentowaniu z marihuaną. Marihuana jest znacznie mniej toksyczna od alkoholu, ale wywołuje tzw. zespół antymotywacyjny, utrwala pasywność. Palacze są bierni.

Według matki Stasia, nie sposób było dostrzec, że syn palił marihuanę. Dlatego zakłada fundację i nawołuje, by rodzice robili testy swoim dzieciom. Testy to dobry pomysł?

- Musiałyby być wprowadzone z głową, a nie jako narzędzie represji. Jeżeli ktoś ma problemy z dzieckiem i dostanie taki oręż, może tylko pogłębić patologię. Ale są sytuacje, że wiedza o tym, że dziecko coś bierze, mogłaby zapobiec nieszczęściu. Tyle że nie można tych młodych ludzi pacyfikować. Mam duże zastrzeżenia co do dzisiejszych umiejętności komunikacyjnych rodziców i nauczycieli. Dać im teraz testy, to jak dać małpie brzytwę. Ich trzeba szkolić, edukować, opowiedzieć, na czym polega komunikacja z dzieckiem.

Rodzice muszą pamiętać o jednej rzeczy - nic nie wyegzekwują, dopóki nie porozmawiają z dzieckiem. Rozmowa to jest coś, co umarło. My się już nie komunikujemy z młodymi. Wszystko odbywa się na zasadzie nakazów, zakazów i represji.

Obecne uregulowania dotyczące narkotyków nie podobają się panu. Dlaczego?

- Nikt ludziom nie zabroni palić, choć ja jestem przeciwnikiem marihuany. Zatem, niech albo ludzie kupują marihuanę legalnie, albo - jak w Szwecji - wprowadźmy więzienie nawet za fifkę. Bo najgorsza jest sytuacja taka jak w Polsce - bez dobrej ustawy. W efekcie trwa permanentna reklama marihuany, a dowodem jest to, że zdrożała w rok z 30 do 40 zł za gram. Legalizacja paradoksalnie może to powstrzymać. Użytkownicy muszą wchodzić w kontakt ze światem przestępczym, a chcą kupować bezpiecznie. Ja ich rozumiem, że się tego domagają. To ludzie płacący podatki, porządni obywatele. Warto pamiętać, że w tej chwili w Holandii konsumuje się najmniej marihuany na świecie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (215)
Marihuana przyczyną samobójstw? "Ci, którzy biorą, targają się na życie rzadziej"
Zaloguj się
  • krawiec6661

    Oceniono 337 razy 279

    Bardzo mądry artykuł, gratulacje dla gazety, że nie dała się ponieść tej populistycznej histerii jak niektóre media.

  • kora-bora

    Oceniono 310 razy 204

    "Marihuana jest lustrem. Uwydatnia wszystkie nasze świry, deficyty, kompleksy." Zgoda. Zupełnie tak samo jak alkohol z jedną różnicą, po maryśce lusterko uśmiecha się do nas zalotnie a po alkoholu w lustrze widzisz wredną, wykrzywioną nienawiścią mordę.

  • blitz27

    Oceniono 116 razy 100

    Do kogo się uśmiecha to się uśmiecha, niektórym wykrzywia groteskowo twarz. Obie strony - zwolenników i przeciwników maryśki - posługują się przerysowanymi, jednostronnymi argumentami. Zwolennicy mówią tylko o pozytywach, a takowe też są, a przeciwnicy negatywach, a w dodatku często wyolbrzymionych a czasami zmyślonymi. Jest sporo mitów, o powszechnym mieszaniu z innymi substancjami, choć takie wypadki mogą się czasami zdążać, to jest to bardzo rzadko spotykane. Po drugie the gateway drug, czyli wstęp do innych dragów, zwolennicy ośmieszają tą teorię a przeciwnicy wyolbrzymiają, a z doświadczenia i obserwacji wiem, że używanie maryśki jest czasami wstępem do innych dragów, ale tak na oko (tylko z obserwacji) to 80-90% palących nigdy nie staje się ćpunami twardych dragów, nie zostaje heroinistami, czy speed freakami (amfa, metaamfetamina), jednej tak na oko z 30-40% choć raz sięga po jakieś inne substancje, jak LSD (choć raz) grzyby, i w zależności od kraju (chodzi o dostęp i ceny) amfy, kokainy. Heroiny rzadko. Tak jak ktoś kto napije się piwa nie staje się zazwyczaj alkoholikiem pijącym najtańsze wina marki wino, czy nawet denaturat itp tak palacz maryśki nie staje się ćpunem, ale tak jak ktoś kto spróbuje piwa, to zdarzy mu się też spróbować wódki, choć to oczywiście przesadzona analogia, bo piwo i wino to jednak ta sama substancja czynna, to jest to tak jak maryśka do grzybów. Tak więc podsumowując, maryśka nie prowadzi do uzależnień od innych dragów, ale kłamstwem też jest, że nie ma żadnego wpływu na eksperymenty z innymi substancjami - dla pewnej, stosunkowo małej ilości jednak jest wstępem do innych środków. Następny argument, to to że ma tylko negatywny wpływa na psychikę a zwolennicy, ze to bzdura, i że wpływa cudownie. Na kogo cudownie to zależy od osobowości, otoczenia i jakości maryśki. Na pewnych nie wpływa cudownie, wprowadza stany lękowe, paranoje, zbyt dużą introspekcje prowadząca do zbyt dużej samokrytyki. Mi nie odpowiada, ale nie znaczy to, ze chciałbym zabraniać innym. Jak im służy to ich sprawa. Ja mam stany lękowe, wyrzuty "sumienia" typu o nie powinienem był tego powiedzieć, zrobić zbyt analizuje swoją przeszłość ale w sposób odmienny niż na trzeźwo. Nie lubię tego stanu i od wielu lat nie palę, ale przyznam, że czasami można się spalić na fajnie, mieć śmiechawę, stan błogości i dobrze się słuch a muzyki :) Pisanie jednak tylko o tych fajnych stanach jest półprawdą. Znam parę osób którym maryśka w ogóle nie służy (i w związku z tym nie palą) . Ja np tracę orientację, gubię się choć zazwyczaj, nawet po alkoholu mam wyjątkowo dobry zmysł orientacji. Apatia, brak motywacji to też nie bajka, tyczy się wielu palaczy. Z kolegów którzy jeszcze palą (a są koło 40 i pala ponad 20 lat) większość jest tak sobie ambitna, choć ich potencjalnie, intelektualnie na wiele stać. Oczywiście nie oznacza, to że każdy palący to niedorajda, pewnie, ze są ludzie sukcesu, artyści, muzycy którzy pala i mają siłę ale to jednak wyjątki, i z pewnością nie tacy co palą dużo (no chyba że snoop dog). Podsumowując, tak maryśka ma negatywne skutki i nie jest dla każdego, ma tez fajne fazy, i powinna być moim zdaniem legalna, ale pisanie, ze to cudowna substancja, dobra na wszystko bez skutków ubocznych to kłamstwo. Osobiście wolę dwie lampki wina (białego), inni wolą co innego i państwo nie powinno się do tego wtrącać. Jednak wyznawcy gandzi nie powinni prawić farmazonów, ze nie ma skutków negatywnych, bo są

  • aprox99

    Oceniono 121 razy 87

    i znów próba ociemniania społeczeństwa.Najwięcej samobójstw jest nie z marihuany i jej podobnych tylko z życia w biedzie w tym nienormalnym kraju,z braku perspektyw i bezsilności w stosunku do władzy ,złodzieji i głupich polityków którzy zamiast rządzić patrzą swojego

  • nadordynariusz

    Oceniono 97 razy 73

    Największy badacz LSD Stanislav Grof, po kilku tysiącach kontrolowanych prób z LSD na ochotnikach doszedł do ciekawych wniosków dotyczących psychoz i prób samobójczych. Otóż okazało się, że ludzie pod wpływem LSD mieli mniejsze skłonności do targnięcia się na własne życie niż średnio się to dzieje w społeczeństwie. Ten ekspert który tu się wypowiada, podał kilka faktów nieprawdziwych. Zespół antymotywacyjny nie jest wcale regułą i dotyczy zazwyczaj ludzi wcześniej pasywnych i leniwych. Natomiast tych nadpobudliwych i zestresowanych przywraca do właściwego stanu. THC rozkłada się w organizmie do metabolitów, po około 50 godzinach, a jego kumulacja nie jest szkodliwa. Tak więc pan terapeuta niech sam sobie "uniesie pokrywkę" i pomyśli. Trzeba pamiętać, że marihuana jest stosunkowo delikatnie działającą substancją na człowieka w dłuższym kontekście czasu. (Jednak nasze państwo w trosce o obywateli pozwala aby dilerzy dodawali do narkotyków różnego rodzaju trujących substancji takich jak eter, rozpuszczalniki, kleje i choooj wie co jeszcze) Oczywiście jeśli ktoś pali od rana do wieczora, po kilka lolków dziennie to w pewnej perspektywie zaburza mu to codzienność i rodzi pewne trudności. Natomiast stosowana z umiarem, przynosi więcej korzyści niż szkody. Mowa tu oczywiście o ludziach zdrowych. Wiadomo jednak, że między 10% - 30% ludzi cierpi na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne. U nich marihuana, podobnie jak alkohol, telewizja, dieta, sytuacje stresowe itd mogą powodować pogłębianie problemów. Zapewne takim typem jest nasz terapeuta i jego pacjenci. Winę za to ponosi obecna sytuacja w której nie ma rzetelnej informacji na temat narkotyków. Są kłamstwa i półprawdy.
    To w kwestii psychiki. Jest jeszcze kwestia medyczna, tu marihuana jest genialnym środkiem np przeciwbólowym. A jako, że jest stosunkowo tania, bezpieczna i nie uzależnia jest nie na rękę koncernom farmaceutycznym. Dziś pomijając mafię, rozhisteryzowanych ludzi w których ktoś wmówił narkofobię, przygłupów w sejmie, policję, największym przeciwnikiem legalizacji są właśnie koncerny farmaceutyczne.

  • gaizdka1908

    Oceniono 104 razy 46

    Ja dzięki marihuanie wyleczyłem się z depresji.

  • avatar70

    Oceniono 69 razy 41

    ...Według matki Stasia, nie sposób było dostrzec, że syn palił marihuanę. Dlatego zakłada fundację i nawołuje, by rodzice robili testy swoim dzieciom.....
    NARESZCIE SWIETNY POMYSL !!!!!!!!
    Tak tak .. Kochane matki wsadzajcie swoje pociechy do polskich wiezien !!!! Lamcie im przyszlosc !!!
    Z wyrokiem w papierach to do kopania dolow ...
    A my bedziemy placic po 2500 miesiecznie aby takiego utrzymac w wiezieni .. albo wiecej za leczenie ktore i tak niewiele da .. bo jak Marysia sie skonczy to zawsze pozostanie tania Wodeczka ... i od poczatku..
    A moze i wam sie dostanie takze gdy traficie na sluzbiste w komisariacie ...w koncu wasze pociechy musza miec za co kupic sobie ta paczke a WY tak tak WY !!!! wystapicie w randze sponsora .. .
    Nareszcie nowy fantastyczny pomysl na walke z Marysiá ...
    Typowo Polskie Plytkie Myslenie !!!!!!!
    No i mnie namowiliscie.. :)

  • stary.gniewny

    Oceniono 19 razy 17

    Ludzie po maryśce popełniają samobójstwa i rano nic nie pamiętają.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX