Krzysztof: Jakbym jutro umarł, to Grześka nie stać na podatek od spadku [ROZMOWA]

Związki partnerskie w Sejmie. Dziś debata, jutro głosowanie. Czy są potrzebne? - Tak. Jesteśmy w związku dziesięć lat, ale wobec państwa jesteśmy dla siebie obcymi osobami - mówi Grzegorz. - Czekamy na taki dzień, kiedy po prostu zarejestrujemy nasz związek - dodaje Krzysiek.
Dziś Sejm zajmie się trzema projektami ustaw dotyczących związków partnerskich, złożonych przez PO, Ruch Palikota i SLD. Wszystkie dają możliwość zawarcia związku parom hetero- i homoseksualnym; żaden nie pozwala na adopcję dzieci. Różnią się m.in. uregulowaniem kwestii ubezpieczenia partnera, możliwością wspólnego rozliczania podatków czy kwestią zasiłku opiekuńczego związanego z opieką nad chorym partnerem.

Projekty SLD i Palikota raczej nie mają szans na zdobycie wystarczającego poparcia. Nie wiadomo za to, jaki los czeka projekt PO przygotowany przez posła Dunina, nadal nie jest jasne, jak zagłosują posłowie Platformy Obywatelskiej.

Agnieszka Wądołowska: Idąc do Was, minęłam Pałac Ślubów. Mieszkacie tuż obok. Tak się składa, że za kilka miesięcy biorę w nim ślub.

Grzegorz Lepianka*: - Widzisz, a my nie możemy tego zrobić.

Krzysztof Łoś**: - Odkąd siedem lat temu kupiliśmy to mieszkanie i zauważyliśmy, że obok jest Pałac Ślubów, czekamy na taki dzień, że będziemy mogli sobie tam po prostu pójść i zarejestrować nasz związek. Gdy kupowaliśmy mieszkanie byliśmy jeszcze bardzo optymistyczni, byliśmy pewni, że to kwestia najwyżej kilku lat...

Już nie wierzycie, że związki partnerskie zostaną zalegalizowane?

Krzysztof: - Ja po prostu nie wierzę, że którykolwiek z projektów ustawy o związkach partnerskich ma szansę przejść w tej kadencji. Może jak kiedyś lewica wygra wybory? Choć, po cichu liczę, że może przejdzie chociaż ta ustawa posła Dunina. Tyle tylko, że to co w niej jest, i tak nie rozwiązuje naszych najważniejszych problemów.

Grzegorz: - Widzisz, to jest bardzo smutne. Bo dla wielu polityków jesteśmy tematem, który nie istnieje, dla wielu w ogóle nie jesteśmy grupą, dla której warto cokolwiek zrobić. A my nie wymagamy od państwa nie wiadomo czego, chcemy pewnej gwarancji bezpieczeństwa, gwarancji godnego życia. Nie mówię dostatniego, bo o to musimy zadbać sami, ale właśnie godnego.

Przy każdym medialnym temacie - jak teraz głosowanie albo inna parada - w telewizji pojawiają się geje, którzy tak bardzo próbują przekonać ludzi, że są normalni, że nie są orangutanem. Dla mnie to jest żenujące. I nie mówię o tych ludziach, ale o fakcie, że takie przekonywanie jest w ogóle potrzebne. Że patrzy się na mnie jak na jakieś dziwadło, które chce udowodnić, że tym dziwadłem nie jest. Jeżeli chodzi o tolerancję, jesteśmy po prostu sto lat w tyle za Europą.

Rzeczywiście. Małżeństwa gejów są możliwe w ośmiu europejskich państwach, a rejestrowanie homoseksualnych związków partnerskich - w siedemnastu! W Polsce - nie. Nie możecie sformalizować związku. Czy to dla Was rzeczywiście realny problem, który ogranicza Wasze możliwości i plany?

Grzegorz: - Żeby zrozumieć naszą sytuację, musisz sobie uświadomić, że my zwyczajnie nie istniejemy dla prawa. Jesteśmy traktowani jak osoby samotne. W sytuacjach podbramkowych, ekstremalnych okazuje się, że nie mamy wobec siebie żadnych praw. Jesteśmy razem dziesięć lat, ale wobec państwa jesteśmy dla siebie obcymi osobami!

Na szczęście te najpoważniejsze konsekwencje nas nie dotknęły. Ale jest mnóstwo par, które muszą z tym żyć na co dzień. Na przykład jeden z partnerów jest chory, a drugi nie może z nim być, nie może podejmować decyzji... W małżeństwie to możliwe.

Krzysztof: - A ja bym nie powiedział, że mnie to nie dotknęło. Gdybym miał podobne prawa jak osoby w związku małżeńskim, to miałbym mniej zmartwień. A teraz... Wiem, że gdybym jutro umarł, to Grześka nie będzie stać nawet na opłacenie podatku od spadku. I najlepsze, że musiałby zapłacić podatek od czegoś, na co sam pracował, czyli od tego mieszkania. To jest niesprawiedliwie i niegodne. Dla mnie to okradanie kogoś, kto w dodatku jest w rozpaczy po utracie najbliższej osoby.

Grzegorz: - Widzisz, odmawianie nam pewnych praw dla zasady to zła wola. Przecież przyznanie parom homoseksualnym tak podstawowych praw w niczym nikomu nie zagraża.

Dziedziczenie, dostęp do informacji w przypadku choroby partnera, możliwość odwiedzin w szpitalu...

Grzegorz: - Wiesz, z tym szpitalem to tak do końca nie jest, bo wejść może właściwie każdy. Chodzi bardziej o to, że nie ma rozwiązań prawnych i na przykład, gdyby Krzysiek leżał w śpiączce, to ja nie mógłbym podejmować decyzji dotyczących jego osoby.

Krzysztof: - Nie mieliśmy żadnego konfliktu z prawem. Ale gdyby do tego doszło, byłbym zmuszony zeznawać przeciw Grześkowi. Wiem, że choćbym miał pójść siedzieć, to nikt by mnie do tego nie zmusił. Ale takie jest prawo.

Grzegorz: - Problemem jest też, że wszystkie te projekty ustaw za wszelką cenę unikają kwestii jeszcze bardziej kontrowersyjnych niż sprawa związków partnerskich. Udają, że w tych związkach w ogóle nie ma dzieci. A dzieci bardzo często są.

Generalnie, wszystkie te projekty próbują przepchnąć pewne minimum. Dla mnie sygnał parlamentu, samo przyznanie, że my istniejemy, to już dużo. Chcę, żeby ludzie patrzyli na mnie jak na osobę, która ma godność, która nie robi nic złego. Gdyby stało za mną prawo, które jasno precyzuje mój status... To byłoby bardzo ważne. Dawałoby mi argument wobec osób, które nie akceptują tego, jak żyję. Teraz nie mam się do czego odwołać. Dla prawa nie istnieję.

Rzeczywiście Polacy są tak homofobiczni i nie akceptują homoseksualistów? Doświadczacie tego?

Grzegorz: - Ja miałem kilka lat temu taką sytuację... Zadzwonił do mnie jakiś chłopak. Nie wiem, kto to był. Znał moje nazwisko, wiedział, gdzie mieszkam, gdzie pracuję. I mi groził. I to bardzo brutalnie. Zatkało mnie, nie wiedziałem, co mam zrobić. Pogasiłem wszystkie światła... Krzyśka nie było w domu. Ten człowiek powiedział, że czeka pod klatką, więc nie chciałem, żeby Krzysiek za szybko wracał, żeby mu się nie stało nic złego. Nic się nie wydarzyło, ale potem przez kilka tygodni ciągle miałem wrażenie, że ktoś za mną chodzi.

Ale wiesz, my jesteśmy też jakoś wyćwiczeni, żeby nie prowokować. Idziemy ulicą i nie trzymamy się za ręce, choć moglibyśmy to robić. Ludzie, którzy są hetero, nie zastanawiają się, czy jest coś nie w porządku w tym, że siedzą sobie na kolanach w autobusie albo całują się na ulicy. A my się nie afiszujemy. Jak idziemy do klubu gejowskiego czy do przyjaciół, to co innego, ale w miejscach publicznych bardzo się kontrolujemy. Rzeczywistość nas tego nauczyła.

Krzysztof: - Dla mnie najgorzej jest w internecie. Rzadko ktoś powie ci coś obraźliwego prosto w oczy. Choć może to ja tego nie słyszę, bo we wszystkich miejscach, gdzie funkcjonuję, jestem wyautowany, wszyscy wiedzą, że jestem gejem. Ale w internecie jest tego masa. Nawet w facebookowych komentarzach, gdzie przecież ludzie podpisują się pod nazwiskiem, pełno jest krzywdzących tekstów.

Grzegorz: - Ludzie bardzo często powtarzają jakieś głupoty i klisze, które gdzieś usłyszeli. Nie czują żenady, żeby obrażać innych. Pod każdym artykułem poświęconym homoseksualizmowi od razu pojawia się pełno aluzji do pedofilii, zoofilii i nie wiadomo jeszcze czego. Wrzuca się wszystko w jeden worek. I jest na to przyzwolenie społeczne.

Nie uważacie, że w kwestii tolerancji jednak wiele się zmieniło? Homoseksualizm to już nie jest tabu jak jeszcze kilkanaście lat temu. Sporo się mówi o gejach i lesbijkach, choć wciąż budzi to emocje.

Grzegorz: - Może jest też tak, że my mamy coraz większy apetyt. To też jest kwestia, że funkcjonujemy w tolerancyjnych środowiskach. Gdy byliśmy w szkole czy na studiach, to siłą rzeczy byliśmy w środowiskach zróżnicowanych poglądowo. A teraz... Ja jestem stewardem, u mnie ludzie są otwarci, a Krzysiek jest freelancerem i sam decyduje, z kim chce współpracować.

Faktycznie temat homoseksualizmu jest obecny. Pojawia się nawet w telenowelach, a to przecież jest bardzo ważne dla odbioru społecznego. Dzięki temu ludzie z pewnymi kwestiami się oswajają. I to już nie jest jakaś tam komediowa postać, która się pojawia, żeby się z niej pośmiać. Wiesz, okazuje się, że wiele osób starszych jest bardzo tolerancyjnych. Choć tak stereotypowo wydawałoby się, że to właśnie ludzie starszej daty powinni być najbardziej konserwatywni.

Krzysztof: - Wiem, że wszystko się zmienia, ale nie jest też tak różowo. Bo z drugiej strony prawica, szczególnie skrajna, bardzo się radykalizuje. Kościół coraz częściej podważa nasze prawo do godnego życia. Coraz częściej spotykam się też z taką otwartą homofobią. Ludzie nie wstydzą się i przed kamerą atakują osoby homoseksualne. Mi to zaburza poczucie bezpieczeństwa.

Grzegorz: - Ale też na wiele sposobów gejów się deprecjonuje. Najbardziej absurdalne jest, jak ludzie mówią, że teraz to mamy modę "na pedałów". Myślą, że każdy gej chce się wszystkim podobać i zrobić karierę w telewizji, bo przecież jest tam paru gejów, którzy się przebili. Taki bzdurny wizerunek, klisza. Bo wygodniej jest uciec od myśli, że ci ludzie razem żyją, że się kochają. Że są zwyczajni.

*Grzegorz Lepianka - ur. 1981 r., pisarz, polonista, pracuje w linii lotniczej

**Krzysztof Łoś - ur. 1980 r., edukator antydyskryminacyjny, współpracownik warszawskich organizacji pozarządowych

Dostęp Premium TOK FM