Polscy europosłowie robią "kopiuj-wklej" z materiałów lobbystów? "Żadnego zapisu nie potraktowałem bezrefleksyjnie"

Inicjator znanej akcji "Europe vs Facebook" opublikował zestawienie ilustrujące, jak to eurodeputowani przy tworzeniu prawa korzystają - nieraz bardzo szczodrze - z materiałów dostarczonych im przez lobbystów. W zestawieniu znalazło się też dwóch Polaków - Rafał Trzaskowski i Adam Bielan. Czy jest skandal? - Można korzystać ze wszystkich dostępnych materiałów. Byle z głową - twierdzą inni europosłowie.
Max Schrems, inicjator popularnej akcji "Europe vs Facebook", przeanalizował dokładnie treść poprawek zgłoszonych przez członków Komisji rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów do projektu rozporządzenia o ochronie danych. Okazało się, że część z nich w dużej mierze pokrywała się z treścią projektów lobbystów pracujących dla dużych korporacji, np. Amazonu.

Na liście Schremsa pojawiają się również nazwiska dwóch polskich eurodeputowanych - Rafała Trzaskowskiego z Platformy i związanego wcześniej z PiS i PJN Adama Bielana.

"Treść poprawek to wynik mojej własnej oceny"

Europoseł PO, który w dwóch swoich poprawkach posiłkował się materiałami lobbystów, w rozmowie z Gazeta.pl broni się, że żadnych zapisów nie potraktował bezrefleksyjnie. - Obie poprawki dotyczą propozycji wykasowania tekstu proponowanego przez Komisję Europejską. Nie jest to automatyczne "copy - paste" tekstu zaproponowanego przez lobbystów. Wszystkie 50 poprawek, które zgłosiłem (z których tylko te dwie wzbudziły wątpliwości), są wynikiem mojej własnej oceny, którą dziś podtrzymuję - mówi nam polityk.

I jak dalej tłumaczy, w jednej poprawce - którą wyrzucił mu Schrems - wnosi o wykasowanie tekstu zaproponowanego przez Komisję Europejską. - Uważam, że zapis upoważniający każdą organizację do składania skargi w imieniu podmiotu danych bez jego wyraźnej zgody na taką reprezentację, to pomysł co najmniej dziwny, jeśli nie w ogóle sprzeczny z prawem - wyjaśnia.

W drugiej swojej spornej poprawce proponuje również wykasowanie tekstu, który mówi o nieusuwalności tzw. inspektora danych osobowych. - Absolutnie nie kwestionuję idei tego stanowiska, niedopuszczalnym jest jednak dla mnie zapis, który właściwie uniemożliwia np. dyscyplinarne zwolnienie pracownika przez pracodawcę - tłumaczy europoseł.

"Doprecyzowanie terminów i ochrona konsumentów"

Z drugim wymienionym przez Schremsa politykiem - Adamem Bielanem - nie udało nam się skontaktować. Europoseł dopiero dziś wysłał nam swoje oświadczenie w tej sprawie. Jak pisze, zgłosił nie cztery - jak podaje Schrems - poprawki, których treść pokrywała się z projektami lobbystów, ale trzy.

W swoim oświadczeniu wyjaśnia, czemu ma służyć każda z nich. W jednej poprawce, jak pisze, dążył do doprecyzowania terminu "siedziby głównej" przedsiębiorstwa, w kolejnej definiuje termin "danych opatrzonych pseudonimem", co ma w założeniu "z jednej strony wspierać wysoki poziom ochrony konsumentów, z drugiej zaś wspierać biznesowe wykorzystywanie danych". Ostatnia wspomniana przez Schremsa poprawka ma na celu uchronienie konsumentów przed wykorzystywaniem ich danych przez firmy w sposób "niesprawiedliwy lub dyskryminujący".

"Przykładowo, można sobie wyobrazić sytuację, w której ubezpieczyciel odmawia konsumentowi prawa do zawarcia umowy ubezpieczenia, ponieważ z informacji o przeglądanych stronach www oraz zakupach, jakich dokonał w aptece internetowej, wynika, iż jest on chory. Proponowana przeze mnie zmiana uwzględnia tego rodzaju zagrożenia i chroni przed nimi konsumentów" - pisze w oświadczeniu Adam Bielan, podkreślając, że wszystkie trzy "kontrowersyjne" poprawki zostały przyjęte przez unijną komisję.

"Dopiero cichy lobbing jest problemem"

Tymczasem inni eurodeputowani nie widzą w postępowaniu swoich kolegów nic nagannego. Lobbing, jak przypominają, jest w europarlamencie zupełnie legalny, odbywa się oficjalnie i politycy regularnie spotykają się z przedstawicielami najróżniejszych instytucji. - Problem pojawia się, gdy mówimy o cichym lobbingu. Dopóki jednak wszystko odbywa się jawnie, nie ma powodów do niepokoju. Sam zawsze staram się spotykać z lobbystami w swoim biurze - tłumaczy nam Tadeusz Cymański.

Czy jemu samemu zdarza się korzystać z materiałów lobbystów? - Wszystkie materiały, które przychodzą do mojego biura, analizują moi asystenci. Znają moje poglądy i jeżeli uznają, że jakiś materiał mnie zainteresuje, rekomendują mi go, przy zaznaczeniu oczywiście, skąd pochodzi. Ostateczna decyzja, czy go wykorzystać, należy do mnie i podejmuję ją w oparciu o analizę materiału - opowiada europoseł.

I dodaje: - Czujność jest jednak zawsze wskazana i dobrze, że media reagują na takie doniesienia [jak te Schremsa - red.]. Walka toczy się tu w końcu o dziesiątki, setki milionów.

"Trzeba to robić z wyczuciem i rozsądkiem"

Podobnego zdania jest Joanna Senyszyn. - Można korzystać oczywiście ze wszystkich dostępnych materiałów, niezależnie od tego, kto jest ich autorem, tylko trzeba to robić z wyczuciem, rozsądnie - mówi nam europosłanka SLD. I jak zwraca uwagę, w niektórych sprawach lobbing nie będzie nigdy budził wątpliwości - np. gdy mówimy o lobbingu na rzecz swojego kraju. W takich przypadkach posiłkowanie się materiałami państwowego lobbysty nie budzi sprzeciwu.

Uważać trzeba dopiero, gdy w grę wchodzą interesy prywatnych firm, dużych korporacji. - W korzystaniu z ich materiałów też nie ma nic rażącego. Co innego, jeżeli okaże się, że działali w interesie danej korporacji i na szkodę konsumenta. Ale dopóki nie udowodni im się winy, są niewinni - kwituje prof. Senyszyn.

"Pytanie, z jakich powodów polityk przyjmuje poprawkę"

Sprawa projektu rozporządzenia o ochronie danych to temat wrażliwy - a niedługo stanie się pewnie także przedmiotem wielu głośnych debat. - To rozporządzenie ureguluje standardy ochrony danych osobowych w całej Unii Europejskiej. I kiedy zostanie ostatecznie przyjęte, poszczególne kraje członkowskie nie będą mogły już nic w nim zmienić - zwraca uwagę w rozmowie z Gazeta.pl Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon, która zajmuje się ochroną praw człowieka w społeczeństwie nadzorowanym.

- Boję się, że rozpęta się wokół tej sprawy taka sama afera jak wokół ACTA. I wszyscy będą albo za albo przeciw. Tymczasem tu potrzebna jest rzeczowa dyskusja, bo nikt nie ma tu monopolu na rację, czasem ma ją Komisja Europejska, czasem biznes (w tym też mały biznes), a czasem organizacje pozarządowe jak Panoptykon - dodaje Rafał Trzaskowski.

- Trzeba będzie jednak mocno uważać na to, jak tworzone jest to rozporządzenie, zwłaszcza jeżeli chodzi o luki w definicjach. Np. nieszczelna definicja danych osobowych czy zgody na ich przetwarzanie otwiera drogę do różnego rodzaju nadużyć lub tworzy nowe możliwości dla firm do korzystania z naszych danych bez naszej zgody - ostrzega ekspertka.

Jeżeli chodzi o proceder korzystania przez polityków z materiałów lobbystów, Szymielewicz zwraca uwagę, że "sam w sobie nie jest on naganny". - Do tego, aby być słyszanymi, zmierzają wszyscy lobbyści, w tym także organizacje społeczne jak Panoptykon, które występują w roli swoistych lobbystów obywatelskich. Wszystkie te podmioty zgłaszają swoje poprawki. Pytanie oczywiście, z jakich powodów i w jakich proporcjach polityk uwzględnia potem konkretne poprawki - dodaje jedna z założycielek Panoptykonu.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Polscy europosłowie robią "kopiuj-wklej" z materiałów lobbystów? "Żadnego zapisu nie potraktowałem bezrefleksyjnie"
Zaloguj się
  • klara551

    Oceniono 3 razy 3

    Polscy europosłowie coś robią? Oni raczej tokują jak głuszce we własnej kniei/Polska/ i tam gdzie im płaca.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX