Okrasa: Polskie dania podbiły serca ambasadorowych. Naszą kuchnią możemy zawojować świat [POLSKA OD KUCHNI]

- Dla większości gości kuchnia polska była co najmniej takim egzotycznym doświadczeniem jak dla nas wietnamska na początku lat 90. Co ciekawe, uczestnicy targów nie tylko chcieli kosztować, ale i dowiedzieć się czegoś więcej o Polsce. Kolejki do naszych stanowisk były takie, jakie pamiętamy z czasów ?rzucania? nowych kanap do Emilki - opowiada o promocji polskiej kuchni na świecie Karol Okrasa, jeden z najbardziej znanych polskich kucharzy.
Milena Bryła, portal Gazeta.pl: - Mieszkam w Warszawie, w samym centrum stolicy Polski. Kiedy wychodzę z domu, nie mam problemu ze znalezieniem restauracji, w której mogę coś zjeść. Ale prędzej znajdę lokal z kuchnią włoską czy japońską niż polską. Wstydzimy się naszej kuchni, nie lubimy jej, nie znamy?

Karol Okrasa, kucharz: - To nie jest problem braku restauracji. To pytanie, czy chcemy w polskiej kuchni uczestniczyć. Hiszpan na dziesięć wyjść na miasto w ośmiu przypadkach wybierze kuchnię hiszpańską. Włoch zrobi dokładnie to samo, Grek będzie siedział w swojej tawernie i nawet przez myśl mu nie przejdzie, żeby pójść na sushi. A Polak? Prawdopodobnie zrobi dokładnie odwrotnie - tylko czasami zdecyduje się na kuchnię polską, zazwyczaj będzie jadał coś innego.

Duża liczba lokali z kuchnią niepolską jest wynikiem przekonań i zainteresowania klientów. To się powoli zmienia, na szczęście. W samej Warszawie mamy już co najmniej kilka dobrych restauracji, które bazują na polskich produktach. Jedne są bardziej tradycyjne, inne trochę artystyczne. Nadal jednak problem występuje nad morzem czy na Mazurach. Tam restauracje serwują krewetki, zapominając o tym, co mają pod ręką. Śledzie bałtyckie, stynka, leszcz, lin, szczupak, okoń. Te ryby powinny na stałe gościć w menu. Oczywiście trzeba znaleźć dobry sposób, by przekonać do nich klienta.

Z jednej strony my - jako społeczeństwo - musimy przekonać się do kuchni polskiej. Z drugiej strony kucharze, restauratorzy muszą znaleźć sposób na stworzenie takiego "hiszpańskiego baru tapas" pod polskim szyldem i z polskimi produktami.

Kiedyś znajomi z Belgii koniecznie chcieli spróbować polskich potraw, w tym zup. Zaproponowałam im żurek i flaki. Ta druga propozycja okazała się dla nich nie do przełknięcia.

- Flaki rzeczywiście mogą odstraszać, szczególnie jak się powie, z czego są zrobione. Grasica często nawet samych Polaków odstrasza, jeżeli wiedzą, z czego się ją robi. Dla obcokrajowców np. kiszona kapusta może być elementem odstraszającym, bo najzwyczajniej śmierdzi. Tak samo kiszone ogórki. Smalczyk, chlebek i kawałek ogóreczka - u niejednego Polaka wywołują entuzjazm, ale u obcokrajowców nie.

Jaka jest więc polska kuchnia?

- Jest bardzo charakterystyczna i unikalna. Zawsze porównuję ją do kuchni marokańskiej czy indyjskiej. Nie z racji potraw, ale z racji aromatu. Kuchnia polska jest kuchnią pachnącą, pełną aromatycznych przypraw. Często kojarzy się z tłustymi i sytymi potrawami, bo takie kiedyś gotowano. Jest to jednak mylne pojęcie, dzisiaj zachowuje swój aromat, ale jest dużo lżejsza. I taką kuchnią możemy konkurować ze wszystkimi kuchniami świata.

I konkurujemy? Polska kuchnia jest na świecie rozpoznawalna?

- Sądząc po moich doświadczeniach, tak. Gdy rozmawiam z gośćmi, którzy są w Polsce albo dużo podróżują po świecie, mówią, że polską kuchnię kojarzą. Mało tego mówią o niej w samych superlatywach. Jeżeli chodzi zaś o konkretne produkty, to raczej nie są znane, przynajmniej mniej niż polskie potrawy.

Nie przebiły się? Przecież mamy dużo dobrych produktów.

- Mamy mnóstwo świetnych produktów. Mamy znakomite sery zagrodowe, twarogowe i wędzone. Sery ukwaszone, dla nas tak pospolite, mogą naprawdę zrobić furorę, np. w Chinach, gdzie twarogu się w ogóle nie produkuje. Mamy też świetne dżemy, powidła, soki i wędliny oraz wołowinę. Polska wołowina znana jest na świecie z dobrej jakości i trafia na rynki zagraniczne. No i oczywiście chleb - polski chleb, z polskiej mąki, na polskim zakwasie. Nie ma na świecie takiego chleba, jaki jest w Polsce i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wszyscy się mogą od nas uczyć wypieku pieczywa.

Pan nasze produkty chwali. Został pan w końcu uhonorowany przez ministra spraw zagranicznych medalem Bene Marito za promocję polskiej kuchni na świecie. Czym pan przekonywał obcokrajowców do naszego jedzenia?

- Promowałem polską kuchnię, gotując w wielu miejscach na świecie - od Szanghaju, przez Niemcy, Francję, po Koreę Południową. To były wyjazdy współorganizowane przez PAIZ (Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych) i Ministerstwo Rolnictwa na różnego rodzaju targi. Serwowałem tam te same polskie produkty, trochę je przerabiając. Podawałem na przykład polędwicę w trawie żubrowej z sosem na bazie polskiej wiśni. Kiszoną kapustę, pierogi, kartacze. I wszyscy byli zdziwieni, że coś takiego się robi w Polsce.

Dla większości gości kuchnia polska była co najmniej takim egzotycznym doświadczeniem jak dla nas wietnamska na początku lat 90. Co ciekawe, uczestnicy targów nie tylko chcieli kosztować, ale i dowiedzieć się czegoś więcej o Polsce - uczestniczyli w sesjach wykładowych, podczas których równocześnie opowiadałem i gotowałem. Kolejki do naszych stanowisk były takie, jakie pamiętamy z czasów "rzucania" nowych kanap do Emilki.

Uczestniczyłem też w programach organizowanych przez Polską Agencję Turystyczną, kiedy to jeździłem po Polsce i wygrzebywałem stare przepisy i produkty regionalne. Pokazywałem je potem w telewizji, w międzynarodowych programach.

Dodatkowo prowadzę "Podróże kulinarne z Okrasą w Belvedere". Już od pięciu lat uczymy żony kolejnych ambasadorów w Polsce gotować nasze potrawy. Przedstawiamy również poprzez kulinaria zwyczaje i obyczaje obowiązujące przy polskim stole. Wszystko po to, by panie ambasadorowe nauczyły się, polubiły naszą kuchnię. I, kiedy pojadą na nową placówkę, gotowały tam także polskie potrawy i polecały je innym ludziom. Aby stały się ambasadorkami naszej kuchni.

Jak wygląda ta nauka pań ambasadorowych?

- To są cykliczne spotkania, cztery-pięć w semestrze. Uczestniczy w nich 20 żon ambasadorów. Każde ze spotkań ma swój temat, np. sery twarogowe. Pokazujemy im wtedy różne ich rodzaje: kozie, owcze, krowie... Pokazujemy różne stopnie ukwaszenia, wyjaśniamy, jak się je robi, dlaczego jest taki charakterystyczny, czym jest polska, kwaśna, gęsta śmietana. Z tego sera panie potem robią np. sernik, dania z kuchni podlaskiej albo używają go do zupy.

Jeżeli tematem spotkania są grzyby, to jedziemy po całości: od suszonych, przez marynowane, kiszone, od zupy grzybowej, po kapustę z grzybami, pierogi z grzybami i dodatki grzybowe do np. dziczyzny. A kiedy tematem była dziczyzna, to zamknąłem panie w stajni, gdzie śmierdziało jak nie wiem co, ale chciałem, żeby poczuły ten element polskiego łowiectwa, leśnictwa, żeby wiedziały, że dziczyzna w naszej kuchni, tej królewskiej, szlachetnej była dosyć istotnym elementem.

Ja im pokazuję prawdziwą Polskę. Pokazuję im to, co mnie pociąga, jaka jest pachnąca, jakie ma fajne produkty. A panie ambasadorowe są tym najczęściej absolutnie zafascynowane. I często zdziwione łatwością i szybkością przygotowania polskich potraw.

Smakuje im?

- Oczywiście. Na przykład pani Adell Hutchinson, żona ambasadora Irlandii w Polsce i jednocześnie prezydent Klubu Małżonek Ambasadorów Akredytowanych w Polsce, zachwalała polskie pierogi ze względu na ich różnorodność smakową. Panie doceniły również polskie zupy. Szczególnie im smakowała grzybowa z podgrzybków. Jej wyjątkowy aromat podbił serce ambasadorowej Argentyny. Inne panie rozkoszowały się plackami ziemniaczanymi przygotowanymi z kaszą gryczaną, twarożkiem i wędzoną sielawą. Polska kaczka przygotowana w sposób tradycyjny też znalazła ich uznanie.

Jest jakiś sposób, aby nie tylko ambasadorowe, ale ludzie na całym świecie zaczęli mówić "zjadłbym dzisiaj coś polskiego"?

- Idziemy w dobrym kierunku. Ale najpierw powinniśmy obudzić świadomość polskiej kuchni w samych sobie. Utwierdzić, ugruntować, a dopiero potem zarażać świat. Straciliśmy czas przez komunizm, bardzo oddaliliśmy się od świata. Gdyby nie to, bylibyśmy w innym miejscu. Naszą kuchnią możemy zawojować świat, tylko musimy w to uwierzyć.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (4)
Okrasa: Polskie dania podbiły serca ambasadorowych. Naszą kuchnią możemy zawojować świat [POLSKA OD KUCHNI]
Zaloguj się
  • mackowaci2010

    Oceniono 4 razy 2

    Co w takim razie ze Spaghetti panie Okrasa?

    Ramen

  • krukpl

    Oceniono 6 razy 0

    bardzo często w mediach pojawia się wątek wojowania ze światem to przecież tylko zwiększa ego naszego ciemnego ludu że my niby jesteśmy kimś ważnym przecież my nawet ochrony antyrakietowej nie mamy , służby zdrowia dobrego , systemu emerytalnego , polityki gospodarczej , kurde jedna największych partii tworzy fanatyków religijnych i polszystów ., .......... lista czego nie mamy dobrego i rozsądnego jest bardzo długa

    a tu wyskakuje ktoś z wojowaniem a co do kuchni polskiej czy zaszły jakieś zmiany czy wchłonęliśmy jakieś składniki do nowych przepisów by nazwać je polskimi niestety nadal operujemy tymi starymi które po prostu często już nudzą ,
    kuchnia to ewolucja i asymilacja najlepszym przyjazdem dobrej kuchni jest angielska zapożycza z innych wchłania do swojej tworząc nowe swoje potrawy

  • kuchel

    Oceniono 1 raz -1

    Polska kuchnia jest ciekawa tylko dla Polakow, tak jak brytyjska tylko dla Brytyjczykow. Jest pare unikalnych potraw, ale to za malo, zeby konkurowac z francuska czy wloska.To co proponuje kilku medialnych kucharzy to zaledwie kuchnie innych krajow z polskimi dodatkami. Tradycyjna polska kuchnia jest tlusta i niezdrowa i nie ma zadnych szans na sukces.

  • peter-321

    Oceniono 2 razy -2

    Znanym kucharzem bez pokrycia i swiatowych sukcesow, rowny z Maklaowiczem i Rodowicz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX