TokFm >  Polska

"Lubię WF, bo nabrałam pewności siebie", "Były drwiące uśmieszki", "Raz koleżanka zasłabła..." [WF PO POLSKU]

Sia
08.09.2013 , aktualizacja: 08.09.2013 11:03
A A A Drukuj
Lekcja WF

Lekcja WF (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja G)

- Nie przejawiałem talentu w żadnym ze szkolnych sportów. Zamiast wsparcia, dostawałem drwiący uśmieszek - wspomina 29-letni Michał. - Lubię WF, bo sądzę, że dzięki niemu nabrałam pewności siebie - to 15-letnia Weronika. Jak to jest z tym polskim WF? Zbieramy Wasze głosy.
O akcji "WF z klasą" czytaj w specjalnym serwisie na Sport.pl »

Z raportu NIK wynika, że prawie 18 proc. zwolnień wystawiają lekarze, a 23 proc. rodzice. - 40 proc. uczniów w szkołach ponadgimnazjalnych z zasady nie uczestniczy w zajęciach - alarmuje Wojciech Fusek z "Gazety Wyborczej" w tekście "Żeby Polska się nie turlała". Ministerstwo Sportu sfinansuje program "WF z klasą", który ma poprawić sytuację. A my pytamy, jaki jest codzienny polski WF.

Michał, Warszawa, 29 lat

Od razu zaznaczę, że jestem osobą, która aktualnie czynnie uprawia sport (bieganie i boks) i czerpię z tego ogromną przyjemność. Ale to, że sport potrafi być przyjemny, zrozumiałem jakieś dwa lata po utracie kontaktu z WF-em i wuefistami. Nie wiem, czy za moich czasów cały system tak wyglądał czy ja miałem taki wyjątkowy niefart.

Zawsze trafiałem na "panów od wuefu", którzy nie powinni mienić się pedagogami. Sport był głównie jeden - piłka nożna. Jak ktoś nie lubił piłki, to miał przechlapane.

Przechlapane miałem też ja, bo nie przejawiałem talentu w żadnym ze szkolnych sportów. Zamiast wsparcia, dostawałem drwiący uśmieszek i tekst typu: "Lenisz się" albo "Ty tylko myślisz i myślisz". Zero prób zainteresowania mnie jakimś sportem, pokazania, że to może być przyjemność, z której płyną jakieś korzyści. I że nie zawsze musisz być pierwszy na mecie.

Jeśli w pedagogice istnieje coś takiego jak indywidualne podejście, to mi go strasznie zabrakło. Do dziś został mi paniczny strach, gdy ktoś rzuca hasło: "Gramy w gałę! Albo w kosza!". I to pomimo, że mam prawie trzydziestkę! Na szczęście 2-3 lata po liceum trafiłem ma wspaniałego nauczyciela jazdy na nartach (i - o zgrozo - nie szło mi tak źle, jakby się wydawało moim tępym wuefistom). Teraz półmaraton za mną, obóz bokserski też (ja na obozie sportowym!) i szykuje się na narty. I dzięki Ci, Boże, że żadnego wuefisty nie ma w okolicy....

Na koniec: Inna sprawa to oferta sportowa w polskich szkołach. Za moich czasów żadnego wyboru nie było, robiłeś to, co reszta. Może to się zmienia?

Piotr, Warszawa, 30 lat

W podstawówce nauczycielki były cudowne, szczególnie jedna, która była chyba ulubioną postacią z grona pedagogicznego. Mimo trudnych warunków lokalowych (mała salka + betonowe boisko), częstych lekcji WF na korytarzu, były to zajęcia, na które się czekało. Dyskryminacji słabszych fizycznie uczniów nie zauważyłem, sam nigdy nie miałem z tym problemu, głównie graliśmy w gry zespołowe.

W liceum było podobnie, choć pamiętam, że roczne zwolnienia z WF-u były u dziewczyn brane dość często... Nasz nauczyciel zorganizował drużynę wioślarską i - jak na byłego boksera - zachowywał się wobec słabszych fizycznie uczniów w bardzo uprzejmy sposób... Zresztą prowadził też WF-y dla studentów UW.

Trudno mi oceniać metodykę pracy tych ludzi, ale pamiętam, że zajęcia bardzo mi się podobały

Patrycja, Kielce, 24 lata

Najlepiej było, kiedy mieliśmy zajęcia na minisiłowni. Pani wuefistka otwierała salkę, umieszczała grupę dziewczyn w środku i zostawiała na 45 minut. Można było nadrobić wszystkie prace domowe. To liceum. W podstawówce było trochę fajniej, bo chodziliśmy na basen. Poza tym WF na sali z grami zespołowymi to dla tych mniej zdolnych koszmar. Czy może być większy obciach niż bycie wybranym do składu na końcu? Kiedy zostajesz na środku sali, ty i twoja równie słaba koleżanka i modlisz się, żeby jednak nie być ostatnią z ostatnich? A ekstremalnie wrażliwa w tym czasie samoocena zależy od koleżanki z klasy, która najlepiej gra w siatkę. Czy któryś nauczyciel postarał się, żeby zdopingować tych stresujących się? Słabszych? Nie przypominam sobie. Do tej pory nie przepadam za sportem.

Dorota, Zielona Góra, 32 lata

Podstawówka. Na wuefie nuda. Wychodził z kantorka nauczyciel, rzucał piłkę i znikał w nim. Nie wiem, co tam robił. Zawsze wydawało mi się, że był lekko nietrzeźwy. Dziwnie pachniał, ale może to zapach sali gimnastycznej? Bezsensowne lekcje między matematyką a biologią.

Liceum? Jeszcze gorzej. Nauczyciela, maniaka sportu, nazywano ''Ćwicz'' - od jedynego słowa, jakie od niego słyszeliśmy. Jego specjalnością były tzw. Małe Zabawy Biegowe. Polegały na tym, że podczas dwóch godzin wuefu zabierał nas do lasu za szkołą i kazał biegać. Koleżanka raz zasłabła, półprzytomną trzeba było wlec z powrotem do szkoły. Pewnego razu Mała Zabawa Biegowa zorganizowana na początku grudnia (był już śnieg), zakończyła się klasową anginą. Potem odkryłam uroki słowa ''niedysponowana''. Okres miałam co tydzień. W piątek.

Obecni uczniowie? Optymistycznej

Weronika, Nakło nad Notecią, 15 lat

Lubię WF, bo sądzę, że dzięki niemu nabrałam pewności siebie. Na lekcjach gramy w siatkówkę, ping-ponga, koszykówkę, piłkę ręczną, mamy siłownię i basen. Umiem już pływać kraulem. Tym, którzy nie lubią WF, polecam, żeby polubili, bo to naprawdę fajny przedmiot.

Dawid, Płock, 14 lat

Moim zdaniem WF to jest najlepsza lekcja dla uczniów, ponieważ można się "wygźdźić", czyli wyszaleć. Nauczyciele są dla uczniów dobrym wzorem, ponieważ pokazują im, jak trzeba coś robić, a gdy jest potrzeba to pomogą! Wiadomo, że każdy uczeń by chciał mieć "swój WF", bo na lekcjach czasami gra się w piłkę siatkową, gdy połowa klasy woli w piłkę nożną. Ale tak się nie da.

Karolina, Warszawa, 16 lat

W gimnazjum było fajnie, nigdy się nie nudziliśmy. Każdy mógł znaleźć sport dla siebie. Graliśmy w siatkówkę kosza, piłkę nożna, chodziliśmy na basen i graliśmy w ringo. Nauczyciele byli sympatyczni i dzięki nim WF nie był nudny. Znajomi chętnie chodzili na te lekcje.

Cały czas zbieramy wspomnienia i opinie o lekcjach wuefu. Zapraszamy do pisania: karolina.glowacka@tok.fm.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (20)

  • avatar

    Oceniono 50 razy 42

    Biegam od bardzo dawna, bo to jest już nałóg...Ale jeszcze nigdy nie widziałem tylu biegających osób co teraz...Ale są to prawie wyłącznie w wieku 30+...A DZIECI W SZKOŁACH NADAL TYJĄ SPOKOJNIE...

  • avatar

    shoehart.red

    Oceniono 52 razy 40

    Mam mocny astygmatyzm na prawe oko, przez co zawsze miałem zaburzone widzenie przestrzenne. Po prostu trudno mi trafić w piłkę. Lubiłem oczywiście biegać, wykonywać ćwiczenia kondycyjne itp, ale wszelkie gry zespołowe z piłką to był po prostu koszmar, ciągłe upokorzenie od podstawówki po liceum. Znienawidziłem przez to WF, bo 75% tych zajęć to były u mnie właśnie koszykówka, piłka nożna, siatkówka, piłka ręczna. Przy czym ważne też jest, że wuefiści zachowują się jakby wybrali ten zawód, bo "dobrze im się charatało w gałe na podwórku" i zachowują się jakby właśnie z takiego podwórka się urwali. Z mojego doświadczenia, są to najgorsi pedagodzy, z jakimi miałem do czynienia, jeśli w ogóle można ich mianem pedagoga określać. Nie dość, że wykonują najmniej pracy ze wszystkich nauczycieli, to na dodatek nie robią nic, aby jakość tej pracy poprawić. Wielka akcja skierowana do rodziców, aby nie zwalniali swoich dzieci z zajęć, zabawne. A czy ktokolwiek pomyślał dlaczego dzieci nie chcą uczestniczyć w tych zajęciach? Wina leży po stronie wuefistów.

  • avatar

    Oceniono 11 razy 11

    Problem z wuefem to również problem tzw. wuefistów . To najczęściej nie pedagodzy , ale frustraci, którzy wyżywają się na uczniach za to ,że świat ich nie docenił i nie zostali mistrzami olimpijskimi . Dobry pedagog jest w stanie przekonać do swojego przedmiotu. Pedagog , nie wuefista .

  • avatar

    Oceniono 9 razy 9

    Do końca 8 klasy szkoły podstawowej uciekałem z wfu z powodu idioty w dresach,który kazał siebie nazywac trenerem i nie widział nic ponad kopanie piłki. Na półrocze 8 klasy miałem nawet 2 z wf - wtedy to był na najgorsza ocena. W tym samym czasie z wielką chęcią uczęszczałem na sportowe zajęcia pozalekcyjne do innej szkoły i innego wuefisty .

  • avatar

    znowu.to.samo

    Oceniono 21 razy 9

    Ja biegam co prawda od 1,5 roku ale teraz nie wyobrażam sobie zycia bez biegania. Gdy biegam widzę samych wysportowanych szczupłych ludzi, a gdzie w tym czasie są ci z nadwagą???
    Przez te 1,5 roku na palcach jednej ręki moge policzyć, ile razy widziałam na ścieżce osoby z nadwagą...

  • avatar

    Oceniono 6 razy 6

    Stosunek uczniów do lekcji w-f w ogromnej mierze zależy od nauczyciela. W podstawówce przez pewien czas uczył nas beznadziejny nauczyciel, promował tylko najlepszych, jak ktoś z jakichś powodów był słabszy durny belfer odstawiał go od razu na boczny tor. Nie tylko nie potrafił zachęcić uczniów do ćwiczeń, ale w chamski sposób odnosił się słabiej ćwiczących. Kto mógł to załatwiał sobie zwolnienia A potem przyszła wspaniała "wuefistka", potrafiła zachęcić do ćwiczeń, wspierająca słabszych i nagle okazało się, że całą klasa ćwiczy i nikt nie chciał się zwalniać z lekcji.

  • avatar

    Oceniono 9 razy 3

    Nienawidzilem wf-u od podstawowki. Powod: pilka nozna, ktorej nie znosze. W latach 80-tych w liceum to samo. Lekcja wf-u to granie w gale. Udalo mi sie zalatwic zwolnienie z wf-u i spokojnie chodzilem sobie po lekcjach na silownie. Jeszce jedno: wf zawsze byl w pomiedzy innymi lekcjami i nie mialem ochoty siedziec prfzez kilka godzin spocony i smierdzacy - prysznice oczywiscie nie dzialaly. Moj wf-ista nazywal sie Leciejewski chyba mial misje, zeby zniechecic do sportu. Mialem znajomego trenera karate, ktory chcial za darmo prowadzic zajecia po lekcjach. Oczywiscie nic z tego nie wyszlo.

  • avatar

    Oceniono 4 razy 2

    w szkole nienawidziłam w-f, choć z perspektywy czasu myślę, że wspólny wróg w postaci nauczyciela-sadysty świetnie spajał niewielką grupkę osób ćwiczących (problem regularnych zwolnień z w-fu istniał już kilkanaście lat temu). Wtedy prosiłam mamę o zwolnienie ,dziś cieszę się, że go nie dostawałam i sama nie dałabym zwolnienia swojemu dziecku.

    nie lubię ,nie lubiłam i nie sprawdzałam się w grach zespołowych ,które dominowały na w-fie. lubiłam biegi, ale i tak zwykle byłam ostatnia. Nie potrafiłam i nie potrafię zrobić gwiazdy i szpagatu.

    w-f zrobił się za to bardzo przyjemny na studiach, kiedy dostaliśmy wybór na jakiego rodzaju zajęcia chcemy uczęszczać a było w czym wybierać: basen, aerobik, joga, siłownia, gry zespołowe ,za jakąś drobną dopłatą nawet jazda konna i wiele innych . wtedy nie opuściłam żadnych zajęć w-fu , choć zdarzały się osoby, które i od takich w-fów się migały.

  • avatar

    Oceniono 1 raz 1

    a do tego każdy lubi co innego... jak wszyscy są zmuszani do robienia tego samego to później tak wychodzi, że każdy się zniechęca... ja tam dajmy na to nigdy nie lubiłam biegać(no na krótkie dystanse mogłam się przebiec, bo niezła byłam i człowiek się męczył tylko na chwilę, a męczyć nigdy się nie lubiłam :]), grac w kosza i jeździć na rowerze-bo zawsze dla mnie to wszystko było piekielną nudą... ale już grać w siatę, piłke nożną czy ping ponga to nie ma sprawy-godzinami mogłam :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Napisz do TOK FM

Czekamy na Twoje opinie

Administratorem danych osobowych jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Osobie, której dane dotyczą przysługuje prawo wglądu do danych osobowych oraz ich poprawiania.