TokFm >  Polska

Polskie wydanie "Mein Kampf"? "Udawać, że tej książki nie było? Demony obudzą się same..."

Karolina Głowacka
18.12.2013 , aktualizacja: 18.12.2013 19:34
A A A Drukuj

fot. Kamil Gozdan / AG

Jeszcze tylko przez dwa lata książka Adolfa Hitlera "Mein Kampf" będzie objęta prawami autorskimi. 1 stycznia 2016 roku stanie się elementem domeny publicznej. - Powinno nas być stać na wydanie edycji polskiej z odpowiednim komentarzem krytycznym. Tu nie trzeba wielkich ceremonii. Trzeba się zabrać do pracy i robić - mówi prof. Eugeniusz Cezary Król, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Obecny właściciel praw autorskich i majątkowych "Mein Kampf" - Ministerstwo Finansów Bawarii (w momencie śmierci Hitler był zameldowany w Monachium) - blokowało publikacje książki (interweniowało m.in. w Polsce). Jednak w związku ze zbliżającym się wygaśnięciem praw autorskich, po prośbach historyków, parlament Bawarii zgodził się na przygotowanie krytycznego wydania książki. W 2009 roku inicjatywę poparła niemiecka Centralna Rada Żydów. Pracami zajął się Instytut Historii Najnowszej w Monachium. - Naszym zadaniem jest rozbrojenie książki pełnej nienawiści i rasistowskiego obłędu - mówił szef pięcioosobowego zespołu pracującego nad wydaniem Christian Hartmann.

Na początku grudnia premier Bawarii Horst Seehofer jednak wycofał się z projektu: - Nie można kierować do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o delegalizację skrajnie prawicowej partii NPD, a następnie rozpowszechniać przy wykorzystaniu godła Bawarii książki "Mein Kampf". Tego się nie da pogodzić - tłumaczył swoją decyzję. Szefowa kancelarii premiera Bawarii Christine Haderthauer zapowiedziała, że w przypadku podjęcia prób wydania "Mein Kampf" rząd bawarski także po 2015 roku będzie zawiadamiał prokuraturę o przestępstwie.

Rozmawiamy z prof. Eugeniuszem Cezarym Królem, historykiem i politologiem, tłumaczem historycznej literatury niemieckiej.

Karolina Głowacka: Jak pan przyjął decyzję premiera Bawarii?

Prof. Eugeniusz Cezary Król, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN: - Z dużym zdziwieniem. Znam opinie niemieckich historyków, którzy uważają, że jeśli się nie wyda poważnej edycji tej publikacji, to pojawią się edycje niepoważne, wadliwe. Jest to decyzja krótkowzroczna.

Ale po co w ogóle takie wydanie krytyczne? Może lepiej zostawić tę książkę w spokoju. Może również nasza rozmowa jest niepotrzebnym budzeniem demonów.

- Możemy udawać, że tej książki nie było, ale demony obudzą się same. Zresztą w Polsce już się budziły, kiedy dochodziło dwukrotnie do, tak zwanego, pirackiego wydania. Pomijając już, że były to wydania nielegalne, to przede wszystkim były fatalnie amatorskie. Po pierwsze, tłumaczone z języka angielskiego; po drugie nie zawierały właściwie żadnego komentarza krytycznego.

W jednym przypadku był, pożal się Boże, wstęp, z którego wynikało, że jego autor, jak się okazało emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego, nie znał podstawowych pojęć. Po trzecie wreszcie, było to wydanie, które obfituje w skróty nie zaznaczone w tekście. O sposobie wydania tej publikacji w języku polskim można powiedzieć wszystko co najgorsze.

Wydanie krytyczne może nadać temu tekstowi niepotrzebną rangę.

- Ja mam specyficzny punkt widzenia. Jestem historykiem, który rozpatruje tego rodzaju wydawnictwa z perspektywy, czy są istotnym źródłem historycznym, czy nie. Z perspektywy współczesnej to jest źródło, które pozwala na badanie mentalności ludzi, którzy tak mocno wpłynęli na bieg historii. Z tego samego powodu przetłumaczyłem sporą część dzienników Goebbelsa. Nie dlatego, żebym był jego sympatykiem - wprost przeciwnie - ale uważam tego rodzaju źródła za ważne dla poznania tej epoki.

"Mein Kampf" to specyficzne źródło, wokół którego narosła cała mitologia. Warto by było je zdemistyfikować. Najlepszym sposobem jest wydanie tej pracy wiernie, w dobrym tłumaczeniu, wraz z obfitym komentarzem historycznym zawartym we wstępie i przypisach.

Pana zdaniem to jest książka symbol, dlatego że jest nieczytana?

- Ona jest podczytywana. Posługują się nią historycy. Natomiast w odbiorze powszechnym egzystuje coś na kształt niezbyt zdefiniowanego mitu. "Mein Kampf - mój Boże - biblia narodowego socjalizmu! Tam może coś być!". Pora przekłuć te bańki mydlane.

Ta książka to dość nieporadna próba połączenia dwóch wątków. Z jednej strony wątku wspomnieniowego, dotyczącego drogi Hitlera ku przywództwu w narodowym socjalizmie do połowy lat 20., kiedy nie było jeszcze wiadomo, co się stanie z narodowym socjalizmem. Z drugiej, rozważań późniejszego Führera na temat propagandy, specyfiki ruchu, który on tworzy i na temat pewnej filozofii - jeśli jest to właściwa nazwa - towarzyszącej narodowemu socjalizmowi.

Tematy związane z Żydami, z "problemem żydowskim", są w tym tekście elementami dominującymi. Poza tym jest polityka zagraniczna, polityka państwa niemieckiego; jest wyłożenie programu Lebensraum, czyli zdobywania przestrzeni życiowej. Wszystko to, co później realizowało się w tym zbrodniczym wymiarze. Ci, którzy wtedy to czytali, traktowali te treści lekceważąco. Dopiero potem zrozumiano, że to, co dzieje się w Europie, zostało zapisane w "Mein Kampf". Może należało to przeczytać, zanim doszło do tej gigantycznej tragedii.

Mogę całkiem dobrze zrozumieć zastrzeżenia różnych osób, ale wyobrażam sobie, że jeśli ten tekst będzie obramowany poważnym komentarzem, to wyjdą na jaw jego wszelkie nędze. Zawiera elementy bardziej interesujące, ale w większości jest to materiał nieciekawy i niezbyt odkrywczy. Niezależnie od tego, jest to jednak "źródło wiedzy o", "element wiedzy o", "kamyczek do mozaiki". Jeśli będziemy na zasadzie administracyjnej odcinali dostęp do takich kamyczków, mówiąc, że coś jest "be", a coś jest "cacy", to nie będzie to postęp wiedzy.

Bawaria - przynajmniej na razie - rezygnuje z wydania krytycznego. Czy uważa pan, że powinniśmy przygotować wydanie polskie?

- Wolałbym, żeby to było polskie tłumaczenie wersji niemieckiej wraz z komentarzami, ewentualnie uzupełnione o przypisy ważne z punktu widzenia polskiego czytelnika.

Jeżeli jednak w dającym się przewidzieć czasie nie dojdzie do wydania wersji niemieckiej, uważam, że powinno nas być stać na wydanie edycji polskiej z odpowiednim komentarzem krytycznym. Właśnie dlatego, że Polska jest jednym z tych krajów, który stał się ofiarą realizacji tego, co zostało napisane w "Mein Kampf".

Kto miałby dokonywać tych krytycznych komentarzy?

- Wydaje mi się, że jest grupa kompetentnych historyków czy historyko-politologów. Nie chodzi o to, żeby komentarz przerósł tekst w sensie ilościowym. Nasza wiedza o narodowym socjalizmie, zwłaszcza o jego początkach, jest już na tyle obfita, że dobry historyk, wyspecjalizowany w tym obszarze, który ma jednocześnie rozeznanie politologiczne, sprostałby temu zadaniu. Słowem: tu nie trzeba wielkich ceremonii. Trzeba się zabrać do pracy i robić.

Co z tymi, których taka publikacja może urażać?

- Do antycypowania tego typu urazów jest wstęp, gdzie można jasno i precyzyjnie wyjaśnić, jaki jest cel takiego wydania. Oczywiście wszystkich nie sposób przekonać, bo jest pewna grupa osób, która uważa, że jeśli czegoś się nie wyda, o czymś się nie powie, to tego nie ma. Nie zgadzam się z tym jako historyk i jako obywatel. Poza tym, jak już mówiłem, jeśli się nie zrobi tego w sposób poważny, to znajdą się hołysze, którzy wydadzą to w sposób pośpieszny, nerwowy albo nawet w trybie afirmacyjnym. Raz - aby się wypromować na rynku, a dwa - żeby coś zarobić. Jak wiadomo, owoc zakazany jest atrakcyjny.

Ale co to za owoc zakazany, skoro choćby w internecie łatwo dotrzeć do tej treści?

- No właśnie! Więc skąd zastrzeżenia wobec wydania poważnego, naukowego?

Książka była pisana w roku 1924. Czyli już prawie 90 lat temu! Jak długo będzie miała moc symboliczną, będzie rodziła obawę skażenia młodych i niemłodych umysłów?

- Dopóki się jej nie zdesymbolizuje, nie pokaże, jak ona wygląda, nie opatrzy odpowiednim komentarzem i nie przypomni, co z niej wynikło. Książka ta i jej funkcjonowanie społeczne jest dowodem braku wyobraźni ludzi, którzy odpowiadali za bieg dziejów w okresie międzywojennym - dowodem zlekceważenia treści "Mein Kampf", niedocenienia jej. Tak samo jak nie doceniano Hitlera w momencie, w którym dochodził do władzy. Ta treść powinna być znana i powinny być wyciągnięte z niej wnioski znacznie wcześniej. To zlekceważenie to plama na ludzkim rozsądku.

Jak pan w tym kontekście widzi to, co się dzieje teraz w kryzysowej Europie, takiej, w której rosną ruchy skrajnie nacjonalistyczne, w której w Grecji do parlamentu wchodzą neofaszyści?

- W momentach kryzysowych dają o sobie znać ruchy skrajne, które mają do zaoferowania hasła zdecydowane, na ogół hasła silnej ręki - "weźmy to wszystko w garść!".

To są ludzie, którzy zyskują poklask i poparcie osób zdesperowanych, tak jak Hitler zyskał poparcie zdesperowanych bezrobotnych w Niemczech na początku lat 30. W tym sensie jest to sytuacja zrozumiała. Ale to, że znamy te mechanizmy, nie oznacza, że mamy się im spokojnie przyglądać i czekać na lepsze czasy, kiedy skrajne tendencje same z siebie wygasną. Trzeba reagować, trzeba alarmować i przywoływać pamięć tego, co się stało, gdy pewnych rzeczy się nie doceniło w odpowiednim czasie.

Myślę, że teraz jest pora na reakcję - wydanie "Mein Kampf" z odpowiednim komentarzem byłoby też formą ostrzeżenia.

Wracając do Polski - kto, pana zdaniem, powinien wydać "Mein Kampf"? Jakieś wydawnictwo uniwersyteckie? I po drugie, jakich reakcji spodziewa się pan na pomysł takiego wydania krytycznego w Polsce?

- Spodziewam się dużego sceptycyzmu, który towarzyszył mi zresztą przy okazji Goebbelsa. Nawet bardzo poważni, szanowani przeze mnie koledzy historycy zadawali mi proste pytania: "czyś ty zwariował? Po co ci to? Wiadomo czego symbolem jest Joseph Goebbels". Przypuszczam, że podczas wydania "Mein Kampf" powstaną podobne, o ile nie jeszcze większe, wątpliwości i parę osób pewnie będzie się pukało w czoło.

Ale myślę, że powinny się znaleźć wydawnictwa, które podejmą to ryzyko, ponieważ będą przeświadczone o potrzebie poznawczej, a także będą miały poczucie, że dzięki temu przetnie się pewnego rodzaju wrzód.

Liczenie na to, że wszyscy powoli zapomną, że za sto lat nie będzie o czym mówić, jest nierozsądne.

Mam świeżo w pamięci obrazek z Obersalzberg nad Berchtesgaden w Alpach Salzburskich, gdzie jak wiadomo była rezydencja Führera. W miejscu, gdzie stała willa, zebrała się grupka młodych ludzi odprawiających tajemniczą celebrę. To byli czciciele Adolfa Hitlera, którzy przyjechali tam, jak do miejsca symbolicznego, żeby złożyć Führerowi formę uhonorowania.

Przypuszczam, że tego rodzaju akty będą się odbywać. Można na to machnąć ręką, bo to zawsze będzie margines, ale wydaje mi się, że powstanie książki wydanej w poważnym wydawnictwie, z poważnym aparatem naukowym będzie miało duże znaczenie dla przecięcia tego wrzodu, jakim jest ciągle jątrząca się kwestia pamięci - i to często sentymentalizowanej pamięci - o hitleryzmie.

Zobacz także

Komentarze (141)

  • avatar

    lord_viadro

    Oceniono 121 razy 115

    Zakaz wydawania książki jest absurdalny.. Tylko ją demonizuje i tworzy mitologie jakie to dzieło Adolf napisał, że musi być zakazane bo wywróci świat do góry nogami. a wiele razy słyszałem, że to nudny, bełkotliwy tekst.
    z tym jest jak z prohibicja w USA.. kiedy ją wprowadzili , spożycie alkoholu WZROSŁO PAROKROTNIE..

  • avatar

    jezierskiadam

    Oceniono 63 razy 53

    Istnieje dobre wydanie krytyczne "Protokołów Mędrców Syjonu" z komentarzem prof. Tazbira.

    Czy to wydanie coś pomogło?
    Nie jestem pewien, ale... nigdy nie możemy wiesdzieć, co byłoby bez tego wydania.

  • avatar

    jezierskiadam

    Oceniono 38 razy 34

    Przed II Wojną Światową wydano w Polsce bardzo obszerny krytyczny komentarz do Mein Kampf.
    Posiadam tę ksiązkę. To absolutny biały kruk.

    Podobno przed Wojną było także tłumaczenie Mein Kampf na polski, ale nigdy nie widziałem żadnego egzemplarza.

  • avatar

    Oceniono 37 razy 31

    O ile mnie pamięć nie myli, to Mein Kampf było już w Polsce wydane w początku lat 90-tych, tuż po likwidacji cenzury. To były ze dwa lub trzy lata, kiedy NIKT nie panował nad niczym. Na ulicznych stolikach sprzedawano masowo nielegalnie kopiowane na kasety płyty, oraz drukowane bez żadnej kontroli czy poszanowania praw autorskich książki, głównie z kategorii: "to co się łatwo sprzeda". Wówczas kupiłem Zapiski więzienne kard. Wyszyńskiego, Katyń pod redakcja gen. Andersa i parę innych. Na Mein Kampf pożałowałem pieniędzy.

  • avatar

    Oceniono 51 razy 29

    Absurdem jest, że istotny historycznie (a choćby jakikolwiek) tekst był objęty przez 60 lat zakazem publikacji pod pretekstem ochrony praw autorskich. Rząd Bawarii, będąc jego spadkobiorcą, chronił pośmiertnie interesy Hitlera? A taki jest sens praw autorskich. Bynajmniej nie jest ich sensem ustanawianie cenzury.

    PannieMariannie zalecam częste spacery ulicą Mysią w Warszawie. Tam najlepiej rozmyślać o tym, że pewne książki powinny być dostępne TYLKO naukowcom w czytelniach.

    Na szczęście Lenin umarł dawniej i prawa autorskie do jego wiekopomnych dzieł już wygasły, a prawami autorskimi Stalina nikt się nie przejmuje.

    Co nie znaczy, że już przebieram nogami, by kupić ozdobne wydanie ani Mein Kampf, ani Krótkiej historii WKP(b) i zaczytywać się nimi do poduszki.
    Ale jest dużo więcej dużo bardziej ogłupiających i szkodliwych społecznie książek (np. powieści K.Grocholi, albo poradniki "Jak schudnąć 20kg w miesiąc" ), za wolność wydawania których dam się kroić tak samo, jak za wolność wydawania Mein Kampf...

  • avatar

    Oceniono 40 razy 26

    Szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć "fenomenu" tej książki. Dawno temu z ciekawości ściągnąłem z netu to coś i usiłowałem przeczytać. Tak, z czystej ciekawości, faszyzm mnie zawsze tylko i wyłącznie mierził, jednak ciekaw byłem, co w tym akurat jego przejawie było takiego specyficznego. I kurka, nie wiem. Ta książka to jeden wielki bełkot psychicznie chorego człowieka, to wyziera z każdej jej strony.

  • avatar

    jerzyolewamwas

    Oceniono 44 razy 22

    Palenie książek już było. Odmianą tej zabawy jest zakaz ich wydawania. Właśnie przeżywamy okres podobny do tego, którego przedstawicielem był Adolf. Zamiast zabraniać wydawania(kto naprawdę chce, to i tak znajdzie) trzeba wydawać i przestrzegać.
    No dobra: należy jeszcze zlikwidować powody nawrotu ruchów podobnych do nazizmu. Np. oddawanie firmom z Izraela domów ludzi zamordowanych w czasie Wojny, którzy NA PEWNO nie zostawili testamentów, bo papiery spaliły się w krematoriach z właścicielami.

  • avatar

    hortexparty

    Oceniono 15 razy 15

    ebooki tej książki można bez problemu znaleźć w sieci, w dowolnym języku

  • avatar

    Oceniono 96 razy 10

    O nie! Nie możemy pozwolić na wydanie tej książki. Jeszcze ludzie zobaczą jak wiele z tej ideologii realizuje Unia Europejska. Do tej pory można było robić ludziom wodę z mózgu i wciskać ciemnotę typu, że Ruch Narodowy w Polsce ma coś wspólnego z Hitlerem itp. A teraz?! Ludzie zaczną czytać i sami wyrobią sobie opinię! O zgrozo! "Krajowa rada obrońców czystości sumień" powinna natychmiast zablokować wydanie tej książki!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Napisz do TOK FM

Czekamy na Twoje opinie

Administratorem danych osobowych jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Osobie, której dane dotyczą przysługuje prawo wglądu do danych osobowych oraz ich poprawiania.