"Wprost" uderza w Kamila Durczoka. ''Śledztwo'' na temat "ciemnej strony" dziennikarza

"Ciemna strona Kamila Durczoka" - okładka poniedziałkowego "Wprost" wywołała ogromne zamieszanie. Szczególnie w kontekście wcześniejszych doniesień tygodnika o molestowaniu i mobbingu w ''jednej ze stacji telewizyjnych''.
"Wprost" w tekście "Ukryta prawda" z 1.02 napisał o molestowaniu i mobbingu w jednej z dużych stacji telewizyjnych. Redakcja nie podała, o jaką stację chodzi ani który dziennikarz miał się tego dopuścić. Zapowiedziano jedynie, że temat będzie rozwijany w kolejnych wydaniach.

Publikacja okładki

O poniedziałkowej okładce mówiło się już od kilku dni. Pojawiały się doniesienia, że ma się na niej znaleźć szef "Faktów". W niedzielę ok. godz. 18 "Wprost" wrzucił do sieci zdjęcie okładki. Błyskawicznie rozniosła się ona w mediach społecznościowych. Niektóre portale od razu zaczęły spekulować na temat treści materiału, a dziennikarze tygodnika radzili, by z domysłami poczekać do publikacji całości tekstu.





Gazeta.pl od początku powstrzymała się od pochopnych ocen. Opisujemy jedynie reakcję mediów na zaistniałą sytuację.

Głos na Twitterze zabrał m.in. Jarosław Kuźniar, który codziennie rano przeprowadza w TVN24 przegląd prasy.



Materiał o zajściu w mieszkaniu

Najnowszy "Wprost" (16.02) miał być opublikowany dopiero o 6 rano, jednak przez krótki czas był dostępny dla osób, które wykupiły prenumeratę cyfrową tygodnika.

We wstępniaku redaktor naczelny "Wprost" Sylwester Latkowski pisze, że tygodnik "od wielu tygodni prowadzi dziennikarskie śledztwo dotyczące molestowania i mobbingu", a także że zebrany materiał będzie sukcesywnie publikowany. "Nie damy się zastraszyć. Nie odpuścimy tematu molestowania i mobbingu" - dodaje Latkowski. I zastrzega, że historie przedstawione dotąd we "Wprost" i te, które dopiero się ukażą, "nie są wytworem czyjejś wyobraźni".

Jednak okładkowy materiał nie dotyczy ani molestowania, ani mobbingu. Dziennikarze "Wprost", Sylwester Latkowski, Michał Majewski i Olga Wasilewska, opisują zajście, do którego miało dojść 16 stycznia na warszawskim Mokotowie. Wg "Wprost" uczestniczył w nim Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN.

W historii pojawia się postać 29-latki, która miała wynajmować mieszkanie od biznesmena-informatora redakcji tygodnika. W mieszkaniu miały znajdować się m.in. prywatne rzeczy Durczoka i "biały proszek". Wezwana na miejsce policja miała spisać Durczoka na klatce schodowej apartamentowca jako - jak mówi sam dziennikarz - "świadka czegoś tam". Informację potwierdził rzecznik Komendy Głównej Policji.

Śledztwo dotyczące molestowania

Po publikacji Olgi Wasilewskiej i Marcina Dzierżanowskiego na temat molestowania (1.02, "Wprost") w środowisku medialnym huczało od plotek. Pojawiały się domysły, kto może być "bardzo popularną twarzą telewizyjną, szefem zespołu jednej ze stacji".

Jedną z osób, która zabrała głos publicznie, była prezenterka TVN Omenaa Mensah. - Jak większość osób wiem, o kogo chodzi - mówiła. O sprawę pytaliśmy dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka. - Nie będę komentował plotek, ja nie znam faktów - powiedział i dodał: - Omenaa też nie mówi faktów, tylko insynuuje, że wszyscy coś wiedzą.

Niedługo później wszyscy pracownicy TVN otrzymali zbiór zasad dotyczących dyskryminacji, mobbingu i molestowania seksualnego. Powołano także komisję "w celu zweryfikowania rozpowszechnianych publicznie twierdzeń, że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy". Warto zauważyć, że żadna inna ogólnopolska stacja nie podjęła podobnej decyzji. Do czasu przedstawienia wniosków komisji zarządowi stacja nie będzie komentować spekulacji medialnych.

Kamil Durczok był dziś gościem Poranka TOK FM. Nigdy nikogo nie molestowałem. Jestem zdemolowany psychicznie - mówił Dominice Wielowieyskiej.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny