Leków brakuje, a resort pozwala lepiej zarabiać tym, którzy wywożą je z kraju. ?Trzeba być frajerem, żeby tu sprzedawać"

Ministerstwo Zdrowia zezwala hurtowniom farmaceutycznym nie stosować jednego z przepisów ustawy refundacyjnej - wynika z dokumentów, do których dotarło TOK FM. Dzięki temu wywóz leków z Polski jest dla hurtowni o wiele bardziej opłacalny niż dostarczanie ich do polskich aptek. Zdaniem wielu ekspertów interpretacja MZ jest sprzeczna z przepisami. A efekt? W polskich aptekach po prostu brakuje niektórych leków.
Przedstawiamy dziś pierwszą część ustaleń dziennikarskiego śledztwa dotyczącego sprzedaży leków w Polsce i ich wywozu za granicę. Kolejne ustalenia już niebawem w TOK FM i na tokfm.pl.

- Trzeba być frajerem, żeby sprzedawać nowoczesne leki w kraju - mówi nam jeden z hurtowników. Nasz rozmówca pokazuje wyliczenie: na sprzedaży opakowania popularnej insuliny w aptece w kraju można zarobić kilka złotych. Wywożąc ten sam lek kilka kilometrów za granicę i sprzedając tam - nawet kilkaset.

Rachunek wydaje się prosty, a efekty, niestety, są już dobrze znane: od lat w aptekach są problemy z dostaniem kilkudziesięciu nowoczesnych leków, a farmaceuci jednym tchem wymieniają substancje, które są momentami po prostu nie do dostania: insulina, leki stosowane w onkologii, leki przeciwzakrzepowe. Taką samą listę dostajemy w niemal każdej aptece.

Przepis a interpretacja

Leki w Polsce są w wielu przypadkach zdecydowanie tańsze niż na Zachodzie, stąd ich wywóz stał się dla wielu podmiotów złotym biznesem, wartym miliony złotych. I ten eksport jest jak najbardziej w Polsce legalny. Więc w czym problem? W eksporcie leków znajdujących się na liście refundacyjnej. A wszystko rozbija się o przepisy i ich interpretację. Z jednej strony Ministerstwo od lat publicznie zapowiadało zmiany w ustawie farmaceutycznej, które mają ukrócić wywóz najbardziej potrzebnych leków, ale z drugiej strony, "po cichu", tak interpretuje niektóre przepisy, że hurtownicy dostarczający leki do polskich aptek są w znacznie gorszej sytuacji niż ci wywożący je z kraju.

Dlaczego "po cichu"? Kontrowersyjnych interpretacji ministerstwo nigdy nie opublikowało. Znane były jedynie tym hurtowniom, które zwróciły się z zapytaniem do resortu.

Przyjrzyjmy się więc przepisom

Ustawa refundacyjna nie pozostawia wątpliwości - hurtownie na każdym sprzedanym opakowaniu leku mogą zarobić 5 procent, bo marża na te leki jest sztywna. Ani grosza mniej, ani więcej. Z drugiej strony ustawa farmaceutyczna, która dotyczy wszystkich leków, jasno wskazuje, że ich wywóz za granicę to obrót hurtowy. Nie widać więc prawnego powodu, dla którego eksporterzy mają być traktowani inaczej niż ci, którzy dostarczają leki na polski rynek.

I tu tkwi sedno problemu - gdyż zastępcy dyrektora departamentu lekowego w Ministerstwie Zdrowia - Grzegorz Bartolik i Wojciech Giermaziak - na początku 2012 roku - w odpowiedzi na pytania hurtowni farmaceutycznych - wysyłali do nich interpretację przepisów, która sprawia, że te mogą zarabiać kokosy na eksporcie. Dotarliśmy do tych pism. Jasno z nich wynika, że według dyrektorów z MZ hurtownie przy eksporcie nie muszą stosować sztywnej marży, która obowiązuje, gdy sprzedają lek do polskich aptek. Pod taką interpretacją podpisał się też dyrektor departamentu lekowego Artur Fałek, który wysłał ją do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

- Nie rozumiem tej interpretacji przepisów - komentuje mecenas Paulina Kieszkowska-Knapik. - Prawo jasno to wszystko reguluje. Nieważne, czy przepisy o sztywnych marżach są sensowne. Jeżeli są w ustawie, to powinno się je stosować do wszystkich - dodaje. Przedstawiciele stowarzyszenia eksporterów równoległych, które zrzesza kilka hurtowni wywożących leki z Polski, podkreślają, że to, co robią, jest zgodne z prawem i jest czymś normalnym w Europie. Bronią oczywiście interpretacji ministerstwa i przyznają, że gdyby zrównać marże na leki wywożone z tymi krajowymi, to przestałoby się to opłacać.

Zdanie dyrektora ważniejsze niż ustawa?

O analizę przepisów poprosiliśmy kilku prawników. Wszyscy są zgodni co do jednego: nigdzie w przepisach nie ma słowa o tym, by 5-procentowe marże nie dotyczyły leków refundowanych, wywożonych z kraju.

Zaznaczmy, że za naruszenie 5-procentowych marż grożą ogromne kary, ale musiałoby je nakładać Ministerstwo Zdrowia. Trudno sobie jednak wyobrazić, by resort karał za coś, na co "po cichu" zezwalał przedsiębiorcom. Pytaliśmy w ministerstwie, ile kar nałożyło. Ani jednej - czytamy w odpowiedzi.

Resort idzie w zaparte i broni swoich interpretacji, ale od wysokiego rangą urzędnika w ministerstwie słyszymy, że "mleko się rozlało" już kilka lat temu i teraz trzeba sobie z tym radzić. Każdy sobie z tego zdaje sprawę, bo zmiana interpretacji wymagałaby ściągania wielomilionowych kar z hurtowników, a w konsekwencji doprowadziłaby do ich bankructwa.

Dokładna instrukcja z ministerstwa

W pismach, do których dotarliśmy, urzędnicy ministerstwa instruują hurtowników, co zrobić, by uniknąć ewentualnych problemów przy wywożeniu leków i późniejszym rozliczaniu. Np. napisać na fakturze, że określona ilość leków jest przeznaczona na wywóz. Problem w tym, że przepisy tej kwestii też nigdzie nie regulują. - Jak ja sobie napiszę na fakturze, że chcę płacić mniejszy podatek, to będzie to miało jakieś znaczenie? Przecież takie dopiski na fakturze nie mogą mieć mocy prawnej - mówi Paulina Kieszkowska-Knapik. Warto dodać, że wicedyrektor departamentu z MZ instruował hurtowników, by z takich samych adnotacji korzystali, sprzedając leki również pomiędzy hurtowniami na terenie Polski.

Ale to nie wszystko - z tej interpretacji zaczęli korzystać także aptekarze. Dotarliśmy do faktury sprzedaży leku z hurtowni do apteki z dopiskiem "leki przeznaczone na wywóz" - to znaczy, że hurtownia mogła narzucić znacznie wyższą marżę na sprzedaż leków takiej aptece. Czyli więcej zarobić. Sprawa wyszła na jaw tylko dlatego, że apteka brała udział także w nielegalnym obrocie lekami i już jest zamknięta. Kto, gdzie i jak używa sformułowania "leki przeznaczone na wywóz" - tego nie wiadomo.

Cicha zgoda i złoty biznes

Osoba, która współpracowała z ministerstwem przy tworzeniu ustawy refundacyjnej, twierdzi, że najgorsze w tej sytuacji jest rządzenie poprzez wydawanie opinii, interpretacji i komunikatów. - Zdanie urzędnika może zmienić zupełnie sens ustawy. Tylko z tą ustawą refundacyjną działo się tak wiele razy od momentu, gdy tylko ją uchwalono - mówi nasz informator. Dodaje, że w wielu przypadkach interpretacje są wręcz sprzeczne z ustawą.

Prawnicy od lat zwracają uwagę, że takie metody są niedopuszczalne, a mecenas Łukasz Sławatyniec przypomina, że ministerstwo ma zawsze możliwość zmiany przepisów, tak by nowelizacja ustawy zawierała już rozstrzygnięcia tego, co wywołuje problemy w interpretacji. Niestety, mimo wielu nowelizacji ustawy refundacyjnej i ustawy farmaceutycznej o eksporcie leków refundowanych nie napisano ani słowa. To oznacza, że od trzech lat jedyną podstawą prawną tego eksportu są opinie z ministerstwa.

Jak to działa i dlaczego się opłaca? Załóżmy, że lek został wpisany na listę leków refundowanych i ministerstwo wynegocjowało z firmą cenę 100 złotych. Z taką ceną opakowanie dostaje się do obrotu. Hurtownik - jeżeli chce sprzedać ten lek do polskiej apteki - musi naliczyć sobie 5-procentową marżę. Nie może być ona ani mniejsza, ani większa. Za złamanie tego przepisu musiałby zapłacić wartość faktury i sporą część swojego rocznego dochodu. Jeżeli jednak ta sama hurtownia, ten sam lek zakupiony u tego samego producenta zechce wywieźć z kraju, to może nałożyć dowolną marżę i zarobić wielokrotnie więcej.

Efekt? Hurtownie nakładają marże nawet kilkadziesiąt razy wyższe od tych, które obowiązują w obrocie na terenie Polski, a i tak bez problemu znajdują nabywców np. w Niemczech czy krajach skandynawskich. Dotarliśmy do zamówienia jednej z zagranicznych hurtowni, która jasno pokazuje, które leki są pożądane na Zachodzie i jaka jest skala zamówień.

Co na to ministerstwo?

W żadnym z pism, do których dotarliśmy, nie ma wzmianki o podstawie prawnej, na której decyzja dyrektorów by się opierała, a tam, gdzie rzekomo jest - resort podaje tylko ustawę refundacyjną. Pytanie w tej sprawie zadała szefowa łódzkiej izby aptekarskiej. We wniosku złożonym w ministerstwie wprost zapytała o podstawę prawną, ale w wiadomości zwrotnej, którą otrzymała, ministerstwo ogólnikowo odpowiedziało, że taką podstawą jest ustawa.

Zapytaliśmy też o sprawę wiceministra Igora Radziewicza-Winnickiego. Ten problemu nie widzi, bo - jego zdaniem - jest wyraźna różnica między lekami na liście refundacyjnej a lekami faktycznie zrefundowanymi. Czyli: jeżeli państwo do jakiegoś leku nie dopłaciło, to ustawa refundacyjna nie powinna mieć do niego zastosowania. Ale gdyby zgodzić się z Radziewiczem-Winnickim, to oznaczałoby, że w hurtowniach i aptekach w Polsce też nie trzeba bezwzględnie stosować sztywnych marż. Ale to nie wszystko - pojawia się kolejny absurd, ponieważ... dotarliśmy do opinii wydanej przez urzędników ministerstwa, którzy twierdzą, że sztywne marże muszą być stosowane w Polsce - bez względu na to, czy państwo do leku dopłaca czy nie. Czyli że wiceminister racji nie ma.

Kolejny argument ministerstwa dotyczy prawa Unii Europejskiej. - Nie możemy stawiać podmiotów funkcjonujących po dwóch różnych stronach granicy na różnych warunkach - mówi Igor Radziewicz-Winnicki. Tyle że obecnie przez chaos interpretacyjny właśnie mamy do czynienia z sytuacją, że przedsiębiorcy mają różne warunki. Ten sprzedający na polski rynek może zarobić 5 procent (a jeżeli złamie przepis, grożą mu olbrzymie kary), a ten eksportujący nawet dwieście czy trzysta procent. - Unia Europejska zabrania dyskryminować, ale nie mówi, że mamy kogoś faworyzować - punktuje Paulina Kieszkowska-Knapik i dodaje, że tak się dziś właśnie dzieje.

Nikt nie wie, ile to jest warte

Już w 2013 roku pisaliśmy o tym, jaka jest skala wywozu leków z Polski. Od tamtej chwili nikt nie sprawdzał, jak wygląda sytuacja. Nikt nie dysponuje też rzetelnymi informacjami na temat skali legalnego i nielegalnego wywozu leków. Wiadomo jednak, że jest to biznes wyjątkowo opłacalny. Mówi się, że rocznie wyjeżdżają leki warte miliardy złotych.

Sprawą udało nam się zainteresować parlamentarzystów z komisji zdrowia z różnych opcji politycznych. Wszyscy jednym głosem przyznają, że o istnieniu takich interpretacji nie słyszeli. Twierdzą, że muszą sprawę przeanalizować, by móc się nią zająć.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (277)
Leków brakuje, a resort pozwala lepiej zarabiać tym, którzy wywożą je z kraju. ?Trzeba być frajerem, żeby tu sprzedawać"
Zaloguj się
  • bylypisior

    0

    Pan Dyrektor z MSZ który poświadczył nieprawdę w piśmie - 5 lat więzienia.
    I zwrot utraconych korzyści Skarbu Państwa.
    Ale oczywiście w raju Platformy urzędnik nie ponosi żadnej odpowiedzialności!

  • plastikpiokio

    0

    powtarzam ----KOLESIE Z MINISTERSTWA BIORA DOLE ---WYDAJA ZEZWOLENIA a my syropek z cebuli. i gra muzyka

  • 1stanczyk

    0

    Czy ktoś w naszym kraju robił badania ile czasu w wartościach bezwzględnych i procentowych zajmują reklamy nie tyle nawet leków, co chcących uchodzić za leki "preparatów" produkowanych najczęściej poza krajem.
    Produkowanych poza krajem i przynoszących zyski oprócz mediom i w większości zachodnim producentom.
    Zyski osiągane najczęściej "kosztem" obecnych "wysokich" emerytur,
    "Wysokich" w odniesieniu do "wypracowanych" w PRL-u "zarobków" i do tych przyszłych, co dobrze jeśli w ogóle będą za kilka lat.

    Licząc czas reklamowy nasz kraj, nasz fundusz emerytalny (bo najwięcej pieniędzy na leki wydaja ludzie starsi na emeryturze) jest w tym względzie dla zachodnich producentów kolejna żyłą złotą.

    Za pomocą prymitywnej, nachalnej i najczęściej kłamliwej reklamy okradają w kraju emerytów których później najzwyczajniej często nie stać nawet zdrowe odżywianie się.

    Reklamy najczęściej pseudo-leków żerują na tej samej nadziei na "nieśmiertelność" jaką przed starszymi, starzejącymi się ludźmi, ludźmi na emeryturze roztaczają watykańscy szamani obiecując życie po życiu.

    Te niekończące się w "naszych" mediach reklamy najczęściej pseudo-leków to jest jedno z licznych świadectw jak dalece "wolny rynek" korzysta z naszego cywilizacyjnego zacofania i ciemnogrodu by łupić nas, nasz kraj, tam, gdzie są do tego otwarte furtki.

    Dzisiaj są nimi "wypracowane" w PRL-u "wysokie" jak na ówczesne PRL-owskie zarobki i na te w niedalekiej przyszłości, emerytury !

    PS.
    Chyba nigdzie, w żadnym europejskim kraju nie widziałem tylu i tak jak w naszym kraju agresywnych reklam wątpliwych jeśli chodzi o jakiekolwiek działanie "produktów farmaceutycznych"

  • Jacek Bierzbucha

    Oceniono 3 razy -1

    to wcale nie jest tak jak przedstawił to pseudo dziennikarz ... ustawa refundacyjna określa udział w rynku krajowym i jeżeli hurtownia tylko eksportuje to bardzo szybko urzednicy GIF zacznynają nekąć i prześladować taki podmiot ostatecznie odbieraja licencję... problem w tym ze lobby producentów opłaca takich dzennikarzy aby pisali artykuły jak ten i robili czarny PR oplaca też urzedników GIF (zatrudniajac ich krewnych na fikcyjnych stanowiskach) a to dlatego ze polskie hurtownie sprzedajace za granicę zmniejszaja obrót takego Sanofi (producenta) w niemczech a to dlatego ze niemcy maja wyższa cene powiedzmy ze musza zapłacić 130 pln a polska hurtownia sprzedaje ten produkt za 118 zreszta majac takich minstrów jak kopacz lub arłukowicz czego innego niz korupcji możan oczekiwać

  • 1stanczyk

    Oceniono 2 razy 2

    Kogo jeszcze dziwi bezprawie "patriotycznego" pokolenia okrągłostołowego "patriotycznego" gó...arstwa w naszym kraju ??

    Chyba tylko już tych jak Żakowski, Wielowiejska i paru innych co tym dzisiejszym typowym dla przegranych bo nieuzwyczajnianej głupich gnojków pustym wyszczekaniem chcą dzisiejszym medialnym oburzeniem podreperować sobie dobre samopoczucie po przeszło 25 latach aktywnego propagandowego wspierania rzadow zwykłej dobrze jeśli tylko złodziejskiej a nie sprzedajnej i kolaboracyjnej nikczemnej i podlej hołoty w naszym kraju której dzisiejsze wzorce do obywatelskiej rangi wyniósł w swoim czasie "gruba linią" sp Mazowiecki.

    Wyrosłe z awansu spolecznego "dyktatury proletariatu" gó... niezależnie od takiego czy innego przebrania, z tym czy to w "demokratyczne" czy to w watykańskie szatki włącznie, popłynie zawsze tym samym rynsztokiem złodziejskiego bezkarnego bezprawia by w postokrągłostołowym szambie moc wspólnie dumnie uchodzić za nowe krajowe "elity" ....

  • cracovia.figiel

    Oceniono 2 razy -2

    Polska Liderem- twierdził rudy i się nie mylił. Cicha zgoda i złoty biznes......
    W przekrętach nikt im nie dorówna.

  • kamilakarabasz

    Oceniono 2 razy 2

    Dziwne, że firmy farmaceutyczne nie krzyczały o tym głośno. Czyżby nikt w MZ nie donosił firmom?! Nie wierzę!

  • wlomat1

    Oceniono 1 raz 1

    W III-ciej RP sPOłeczeństwo jest tylko tłem dla żyjących pełną piersią kast uprzywilejowanych.
    Zupełnie jak za komuny. Dlatego III-cia RP jest tak wściekle broniona przez POstkomunę >!>!>!>!>!>

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX