Zamieszany w aferę korupcyjną strażnik popełnił samobójstwo

Zamieszany w aferę korupcyjną strażnik z Poznania popełnił samobójstwo. - Załamał się, bo miał kłopoty rodzinne i do tego oskarżono go o przyjęcie 30 złotych łapówki -mówią jego koledzy.
Prokuratura o sprawie mówi niewiele. Wiadomo, że 49-letni Janusz M. zabił się wczoraj w swoim mieszkaniu w Luboniu pod Poznaniem, a okoliczności tego zdarzenia może wyjaśnić dopiero sekcja zwłok. Był jednym z czterech ostatnio zatrzymanych przez policję, poznańskich municypalnych. Zarzucono im, że brali od 30 do 150 złotych za anulowanie mandatów z fotoradarów. Za "wynagrodzeniem" ściągali też blokad z kół nieprawidłowo zaparkowanych samochodów.

Strażnikom grozi do 8 lat więzienia.

- Strażnik jeszcze w poniedziałek był w pracy. Był odsunięty od działań w terenie, więc zajmował się monitoringiem miejskim - opowiada Przemysław Piwecki, rzecznik poznańskiej Straży Miejskiej. - Był wyraźnie przybity, poprosił o wolne we wtorek. Nikt z nas nie spodziewał się, że ten dzień urlopu tak tragicznie się skończy - dodaje.

Jak powiedzieli nieoficjalnie Radiu Tok Fm koledzy z pracy Janusza M., mężczyzna był ostatnio "wycieńczony psychicznie". Oskarżono go o przyjęcie 30 złotych łapówki za zdjęcie blokady z samochodu. Nie przyznał się do winy. - Każdy z nas wie, że łapówka to łapówka - samo zło. Kwota nic nie znaczy - może to być nawet złotówka. Ale Janusza potraktowano jak niebezpiecznego przestępcę. Spędził dobę w areszcie. Do tego problemy rodzinne. Coś w nim pękło - mówią koledzy.

Prokuratura nie potwierdza kwoty łapówki, której dotyczą zarzuty. - Mogę tylko powiedzieć, że rzeczywiście Januszowi M., postawiono tylko jeden zarzut i że nie przyznał się do winy -mówi Magdalena Mazur - Prus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM