"K..., wszystko się skończyło". "Iwan" do żony przed śmiercią

Artur Zirajewski na ławie oskarżonych, pierwszy po lewej

Artur Zirajewski na ławie oskarżonych, pierwszy po lewej (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

PRZEGLĄD PRASY: "Rzeczpospolita" ustaliła, że jedną z pierwszych przesłuchanych w śledztwie w sprawie śmierci Artura Zirajewskiego, ps. Iwan, była jego żona. Po jednym z widzeń nią "Iwan" miał być bardzo zdenerwowany. - K..., wszystko się skończyło - miał rzucić do żony.
Żona Zirajewskiego opowiedziała na przesłuchaniu o przebiegu swoich ostatnich widzeń z mężem w areszcie - 16 i 22 grudnia. Według informatorów gazety, po jednym z widzeń Zirajewski miał być bardzo zdenerwowany. - K..., wszystko się skończyło - miał wtedy jej powiedzieć.

Zaraz potem miał otrzymać gryps, który go poruszył. - Jest niemal pewne, że to, co "Iwan" w nim przeczytał, zdeterminowało jego działanie - mówi rozmówca "Rzeczpospolitej". Sugerują też, że w grypsie wcale nie musiały być groźby pod adresem rodziny "Iwana". Według nich mogła się tam znaleźć oferta wydostania się na wolność od ludzi ze środowisk przestępczych lub powiązanych ze służbami specjalnymi PRL.

Prokuratura bada, czy ktoś groził rodzinie "Iwana". Ale choć gangster miał rzekomo obawiać się o bliskich, to jego synów i córkę bez trudu można znaleźć na portalu nasza-klasa - pisze "Rzeczpospolita".

Gdańska prokuratura, która prowadzi dochodzenie w sprawie jego śmierci, przesłuchała dotychczas sześćdziesięciu świadków.

To nie samobójstwo

Zator płuc był przyczyną śmierci Artura Zirajewskiego. Wcześniej spekulowano, że popełnił samobójstwo. Zator można jednak wywołać lekami. Śledczy mają zbadać tą hipotezę. Szczegółowe wyniki badań zmarłego będą znane za miesiąc.

Zobacz także
  • Artur Zirajewski podczas procesu w roku 2003 "Iwan" truł się już wcześniej. "Trik z lekami miał przerobiony"
  • "Rzeczpospolita": Badają czy świadomie nie podano Zirajewskiemu leków psychotropowych
  • Artur Zirajewski na ławie oskarżonych, pierwszy po lewej Zirajewski planował ucieczkę? Były "mocne sygnały"

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy