"Niszczą wszystko, nawet kamery nie pomagają". Chuligani utrapieniem kierowców MZK

Bydgoscy kierowcy komunikacji miejskiej przeszli szkolenie z zakresu bezpieczeństwa. Dlaczego? Każdego dnia spotykają się z chuligaństwem i wandalizmem. - Boimy się reagować - mówią.
- Niszczą wszystko i nawet kamery nie pomagają. Niszczą siedzenia, rozrywają, malują i piją piwo. Jak jest dyskoteka na Zygmunta Augusta, przy dworcu PKP to autobus chcą przewrócić - taka banda wsiada - żalą się reporterce TOK FM kierowcy. Dewastują i młodsi i starsi. Najczęściej działają w większych grupach. Kierowcy boją się reagować. - Bez sensu się odzywać, bo jak trzech, czterech siedzi, to kierowca nie pójdzie do tyłu autobusu. Raz kolega poszedł, to dostał w twarz. Na linii 74 kolega zwrócił uwagę kilku osobom, że piją piwo. Pojechali na pętlę na osiedle Tatrzańskie, wyciągnęli go z autobusu i pobili - tłumaczy inny kierowca, który jeździ autobusem na linii nr 54.

Policjanci uczyli kierowców jak jeździć bezpieczniej, radzić sobie z agresywnymi pasażerami czy wandalizmem. Najważniejsze, żeby zawsze wzywać policję - radzą kierowcom. - Należy niezwłocznie powiadomić dyspozytora ruchu, ten zawiadomi komendę miejską, która wyśle patrol. Zawsze w takich sytuacjach należy pamiętać o zdrowym rozsądku, żeby samemu nie stać się ofiarą - mówi mł. asp. Sławomir Szymański. Tyle, że policja często przyjeżdża za późno. - Zanim dojadą, to już nikogo nie ma. Najczęściej kończy się to tak, że przy otwarciu drzwi, wszyscy chuligani uciekają - mówią kierowcy z Bydgoszczy..

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny