"Zrzucanie odpowiedzialności na media w sprawie Nieznalskiej to prostacki sposób"

- Oskarżanie mediów, że widziały to, co widziały, jest nieporozumieniem - mówił o uzasadnieniu wyroku ws. Nieznalskiej prof. Wiesław Godzic na antenie TOK FM. - Winowajcą i manipulatorem jest telewizja - oponował historyk sztuki, dr Łukasz Guzek. Dorota Jarecka, krytyczka sztuki: - Ludzie byli nakręceni przez materiał w telewizji.
"Mamy do czynienia z tabloidyzacją mediów"

Wczoraj Dorota Nieznalska została uniewinniona od zarzutu obrazy uczuć religijnych wystawiając swoją pracę pt. "Pasja". Sąd podkreślił w uzasadnieniu wyroku szczególną rolę mediów w procesie: - Subiektywne uczucie przykrości, związane z podważaniem ważnych wartości religijnych i kulturowych, zostało zapewne wywołane treścią nie samej instalacji, materiał dziennikarski bowiem nie umożliwiał rzetelnego zapoznania się z nią, lecz manipulacją emocjami widzów dokonaną przez dziennikarzy stacji TVN, zapewne w celu wywołania skandalu i zwiększenia przez to oglądalności - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Teresa Bertrand. - To media w istotny sposób przyczyniły się do zaistnienia poczucia obrazy uczuć religijnych.

Sędzia Bertrand podkreśliła, że mamy w tym przypadku do czynienia z tabloidyzacją z jej możliwymi negatywnymi konsekwencjami: - Osoby oglądające materiał w TVN, które nie widziały instalacji tam, gdzie została wystawiona, zostały wprowadzone przez telewizję w błąd - mówiła sędzia. Dodała, że przykład sprawy Nieznalskiej powinien być ostrzeżeniem dla widzów i mediów.



"Po prostu trzeba było znaleźć kozła ofiarnego i znaleziono media"

- Zrzucenie odpowiedzialności na media i tabloidyzację, która akurat nie ma nic do rzeczy, było próbą obrony autorytetu poprzednich sądów, które rzeczywiście zagroziły procesowi twórczemu - komentował na antenie TOK FM prof. Wiesław Godzic, medioznawca. - Wybrano zbyt łatwy, nawet prostacki sposób: skierowanie tej sprawy do naszej natury komunikowania się.



- Wydaje mi się, że sąd odmówił prawa do tego, że jak widzę czarny kwadrat na białym tle, to mogę powiedzieć, że jest to biała płaszczyzna z jakimś drobnym elementem na niej - mówił prof. Godzic. - Ja mam prawo widzieć jako odbiorca rozmaite rzeczy w tym samym dziele. I żaden sąd nie może mi tego odebrać, a tu wydaje mi się, że sąd próbuje to odebrać, mówiąc: masz widzieć tak i tak, żeby zauważyć ten krzyż i genitalia musisz jeszcze obejrzeć film i wtedy jest w porządku. No, wcale nie muszę, mogę po prostu wybrać to, co uważam za istotne. Dajmy spokój mediom. Po prostu trzeba było znaleźć kozła ofiarnego i znaleziono media. Ja przyznaję odbiorcy prawo do wyboru tego, co jemu wydaje się najistotniejsze - podsumował medioznawca.

"Na mediach, inaczej niż na sądzie, ciąży obowiązek wyjaśniania"

- Stwierdzenie sądu było bardzo trafne, dotykające w jakiś sposób istotę rzeczy - komentował wyrok na antenie Radia TOK FM dr Łukasz Guzek, historyk sztuki i redaktor naczelny serwisu spam.art.pl. - Wreszcie, po ośmiu latach, został wskazany winowajca całego zamieszania. Bo jest tak, jak sąd powiedział: ludzie podlegali manipulacji nie Doroty Nieznalskiej, lecz telewizji. Ja bym tutaj dodał jedną rzecz: coś podobnego, jak o roli telewizji, można by powiedzieć o roli polityków Ligi Polskich Rodzin. Oni też manipulowali - mówił Guzek.

Guzek podkreślał, że wszystko zaczęło się od wyjętego z kontekstu fragmentu instalacji: - Telewizja TVN sfilmowała tylko ten krzyż, a nie całość. Nawet nie rozmawiali z artystką. Materiał zobaczyli w telewizji członkowie LPR i skierowali oskarżenie do sądu. Obrazy uczuć nie mogło być, bo obrazić można się naocznie, a nie przez relację telewizyjną. Zresztą stało się coś zabawnego: telewizja rozpikselowała kluczowy element instalacji, czyli penisa na krzyżu. Więc członkowie LPR nie mogli nawet zobaczyć tego, co mówili, że widzieli - mówił historyk sztuki.



- Na mediach, inaczej niż na sądzie, ciąży obowiązek wyjaśniania, czyli jednak TVN powinno dołożyć pewnych starań, żeby wyjaśnić o co w tej instalacji chodzi - komentował Guzek. - Podobnie zresztą jak LPR: posłowie powinni wyjaśnić swoim członkom o co chodzi. Zastanówmy się, do kogo mówimy: obrażonymi byli ludzie, którzy na sztuce się nie znają. Ani media, ani posłowie LPR nie podjęli się zadania wyjaśnienia, a wręcz podniecali emocje.

Dr Łukasz Guzek przypomniał, że odrzucona została też interpretacja mówiąca, że Dorota Nieznalska zrobiła taką instalację w celu zdobycia sławy: - Nic nie wskazuje, żeby działała z takich pobudek. Tutaj, analizując twórczość artystki, nie możemy powiedzieć, że robiła cokolwiek, aby uzyskać sławę. Ani wcześniej, ani później do tego nie dążyła - mówił na antenie TOK FM dr Guzek.

"To była interpretacja tworzona w pewnym celu"

Dorota Jarecka, krytyczka sztuki z Gazety Wyborczej, wskazała, że już wyrok sprzed roku opierał się na opiniach rzeczoznawców, w tym na opinii medioznawcy z Krakowa, która dokładnie wykazała, skąd wzięła się cała historia Nieznalskiej: - Rzeczywiście ludzie, którzy poszli do galerii "Wyspa", żeby złapać, wg nich przestępczynię, zostali nakręceni przez materiał w telewizji. Wszyscy o tym wiedzieli: Dorota Nieznalska mówiła, że przyszła do niej telewizja, ona do nich coś mówiła, nakręcili tę wypowiedź, ale nigdy się nie ukazała - opowiadała na antenie TOK FM Jarecka. - W tym reportażu mówili ludzie, którzy wyrażali opinię negatywną o "Pasji", ale to nie wszystko: prowadzący program, przedstawiając materiał, też powiedział coś od siebie i to nadawało brzydki wydźwięk, czyli coś w stylu: "a teraz zobaczymy, co się dzieje w galeriach i co ci artyści robią wokół symboli religijnych".

- Tego rodzaju prac jest bardzo dużo, ale trzeba mieć jakąś niezwykłą wrażliwość, żeby je wyławiać - mówiła Jarecka. - Przecież tak nie musiało być. Wszyscy wiemy, co to jest: chęć podkręcenia; żeby materiał był bardziej atrakcyjny, żeby więcej osób to obejrzało, żeby był dowcipny, żeby ktoś się zaśmiał, uśmiechnął, żeby po prostu kogokolwiek to poruszyło. Rzeczywiście nie jest to związane ze sztuką, to jest związane z tym, jak funkcjonują media. To się wszystko zaczyna w sumieniu dziennikarza. Trzeba ostrożnie oglądać to, co się widzi i niekoniecznie zawsze iść za tym pierwszym impulsem - komentowała krytyczka.



Jarecka podkreśliła, że w przypadku przedstawienia instalacji przez telewizję, to nie jest niezależna, indywidualna i autonomiczna interpretacja, tylko interpretacja tworzona w pewnym celu. - Oczywiście: każdy katolik, czy nie katolik, może coś odczuwać. Ale w momencie, kiedy formułujemy to na użytek publiczny, to musimy się pięćdziesiąt razy zastanowić. To jest branie odpowiedzialności za swoje słowa - mówiła. - Z tego dla sztuki już niewiele wynika, bo ten, kto umiał racjonalne oddzielać zjawiska i rozumować, potrafił tę opinię sformułować już kilka lat temu - podsumowała na antenie TOK FM Dorota Jarecka.

Presserwis: TVN nie poinformował

Jak pisze Presserwis rzecznik prasowy TVN Karol Smoląg nie zgodził się z oskarżeniami o brak rzetelności stacji w informowaniu o kontrowersyjnej instalacji. - Jest to moim zdaniem ocena subiektywna i bardzo krzywdząca - stwierdza. - Biorąc pod uwagę, że sprawa dotyczyła obrazy uczuć religijnych, utyskiwanie na to, że materiał dziennikarski odwoływał się do emocji widzów jest co najmniej kuriozalne - uważa Smoląg.

Natomiast portal TVN24.pl, informując o wyroku, początkowo pominął jego uzasadnienie. Szef portalu Kuba Sufin nie chciał się na ten temat wypowiadać. Po interwencji Presserwisu artykuł w serwisie uzupełniono o fragment obarczający winą media, pomijając jednak zdanie sędzi Bertrand o manipulacji TVN.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny