Leszek Miller: My ich wszystkich znaliśmy osobiście. Jakbym był w jakimś okropnym śnie

Wczoraj składałem życzenia Jerzemu Szmajdzińskiemu z okazji 58 urodzin. Pytał mnie jak to jest, kiedy przekracza się 60-tkę. Powiedziałem mu, że niedługo się przekona - mówił Leszk Miller w Radiu TOK FM
Rozmawiał pan z prezydentem Kaczyńskim kilkanaście dni temu w samolocie.

Leszek Miller: - Dokładnie w tym samym samolocie lecąc na zaprzysiężenie prezydenta Janukowycza i wracając do Warszawy. Wtedy także rozmawialiśmy o stanie technicznym sprzętu latającego. To olbrzymia tragedia. Jeśli chodzi o przyczyny wypadku to dzisiaj możemy się tylko domyślać. Ale po otworzeniu czarnych skrzynek i wysłuchaniu rozmów załogi z wieżą te powody będą jaśniejsze. Z tych strzępków informacji wygląda na to, że nie tyle te powody leżą w sprzęcie, ile w złych warunkach atmosferycznych i prawdopodobnie w błędzie pilota, który w tych warunkach nie powinien lądować.

Ale już jeden z ekspertów mówił tu na antenie TOK FM, że pora skończyć z populizmem dotyczącym wydatków na samoloty.

- Niezależnie jaki to był powód, czy błąd człowieka czy warunki atmosferyczne, to nie ulega wątpliwości, że jakość sprzętu latającego, którym posługują się przedstawiciele najwyższych władz państwowych pozostawia wiele do życzenia. Przez wiele lat poszczególne rządy wahały się przed użyciem publicznych pieniędzy, albowiem media i opinia publiczna bardzo nerwowo reagowały na każdą taką informację. Później, kiedy opinia publiczna przyzwyczaiła się do tej myśli, to albo brakowało pieniędzy, albo procedury były niewłaściwe, albo producenci przedstawiali zły towar. Mam nadzieję, że to dzisiejsze nieszczęście będzie takim mieczem, który przecina węzeł gordyjski.

Zginęli prezydenta i pani Maria Kaczyńska, ale także wysocy przedstawiciele państwa polskiego. Byli tam szefowie Kancelarii Prezydenta, byli posłowie, dowódcy wojsk, a także pańscy polityczni przyjaciele.

- No tak: dwie koleżanki posłanki, marszałek Szmajdziński. Wczoraj składałem mu życzenia z okazji 58 rocznicy. Pytał mnie jak to jest, kiedy przekracza się 60-tkę. Powiedziałem mu, że niedługo się przekona.

Jerzy Szmajdziński był ministrem w pańskim rządzie, był jednym z niewielu ministrów, którzy dotrwali z Panem od początku do końca.

- Znaliśmy się od wielu wielu lat. Zawsze w moim życiu był obecny, życiu politycznym. Trudno mi się oswoić, że jego już nie ma. Cały czas mam wrażenie, że go usłyszę, albo do niego zadzwonię. Zresztą jak się dowiedziałem, że ten samolot się rozbił i że on był na pokładzie, to wziąłem telefon i zadzwoniłem do niego z nadzieją, że to nieprawda. Ale niestety jego komórka milczała.

Pan z ministrem Szmajdzińskim ze względu na tę kampanię, którą już prowadził był teraz w częstym kontakcie?

- Tak i Szmajdziński pytał mnie, czy jak już oficjalnie zostanie utworzony komitet wyborczy, to czy wejdę w jego skład. Zastanawialiśmy się jak przeprowadzić te kolejne miesiące, jak ożywić tę kampanię. Miałem z nim jeździć do kilku miejsc. Niestety nie mogę się z tym oswoić.

Izabela Jaruga-Nowacka, była wicepremier, była minister w rządzie Marka Belki. Również bardzo ważna postać dla kobiet.

- Tragedię potęguje to, że my przecież wszystkich tych ludzi znaliśmy osobiście, ja, ale państwo też. To były osoby, które często występowały przed mikrofonami. Każda śmierć jest tragiczna, ale to że znaliśmy tych ludzi tą tragedię potęguje. W dalszym ciągu mam wrażenie, że ja jestem w jakimś okropnym śnie albo oglądam jakiś okropny film i że za chwilę ten film się skończy albo że się za chwilę obudzę i to wszystko okaże się nieprawdą. Bo tu nie tylko chodzi o samą tę katastrofę, ale o jej miejsce, datę, o cel w jakim ludzie lecieli zginęli.

A to ostatnie spotkanie z pana z prezydentem. Jak pan zapamiętał prezydenta Kaczyńskiego?

- Zapamiętałem sympatycznie i w ogóle odniosłem wrażenie, że prezydent Kaczyński bardzo zyskiwał przy bliższym kameralnym spotkaniu, i że problemem prezydenta Kaczyńskiego było przeniesienie takiego uroku, który on potrafił wokół siebie roztoczyć na szerszą przestrzeń publiczną. Uważam, że gdyby on potrafił przetłumaczyć swój wdzięk na taką szerszą przestrzeń, to byłby bardzo groźnym zawodnikiem w wyborach prezydenckich. Zachowałem Lecha Kaczyńskiego, po tym ostatnim spotkaniu, w takiej bardzo pozytywnej pamięci.

Czy zwyczajowo i proceduralnie nic nie zawiodło, że taki zestaw osób, elita polityczna była w jednym samolocie?

- Oczywiście jest takie postanowienie, że jednym samolotem nie powinien lecieć prezydent z premierem. Choć i to się zdarzało. Ale generalnie powinno się takich rzeczy unikać. Chociaż kiedy wracaliśmy z prezydentem Kwaśniewskim z Dublina, to też lecieliśmy jednym samolotem. Od czasu do czasu to się zdarza, chociaż dzisiejszy dzień dowodzi, że w żadnym razie to się nie powinno zdarzać. No cóż, prezydent zaprosił na pokład samolotu swoich najbliższych współpracowników. To rzecz normalna. Myślę, że wielu polityków chciało lecieć, prezydent nie mógł przecież odmówić. No i są jeszcze ludzie, którzy są mniej znani. Mam na myśli załogę, oficerów BOR-u.

Czy nasze państwo jest przygotowane na tę sytuację?

- Konstytucja przewidziała takie sytuacje. Obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu, wybory na urząd prezydenta muszą być przyspieszone, wchodzimy zatem za chwilę w kampanię prezydencką. Na miejsce posłów, którzy zginęli wchodzą ich koledzy z tych samych list, ci koledzy, którzy otrzymali najwięcej głosów. Nominacje jeżeli chodzi o siły zbrojne uzupełni minister obrony, premier i nowy prezydent uzupełnią. Z tego punktu widzenia, takiego formalno-prawnego nie ma żadnych problemów. Natomiast jest kwestia pamięci tych ludzi i tych kwestii moralnych. Pamiętajmy, że ludzi nie można zastąpić. Już nie będzie drugiego Lecha Kaczyńskiego, nie będzie Jerzego Szmajdzińskiego.

Panie premierze, no a polityka? Polityka nam się chyba też zmieni? Czy powinna się zmienić...?

- Być może przez jakiś czas będzie mniej agresji. Ale pewnie tylko przez jakiś czas. Pamiętacie państwo jakie były nadzieje po śmierci Jana Pawła II. Ten klimat trwał zapewne kilka dni. Jest pytanie, kto wystąpi w batalii o urząd prezydenta ze strony PIS-u, kto ze strony SLD. No i na pewno ta kampania prezydencka będzie miała już inny charakter i inną barwę. Może nie być tak agresywna. Opinia publiczna przez długie tygodnie będzie pod wrażeniem tego, co się stało. Każdy polityk, który w jakiś sposób chciałby tą dzisiejszą tragedię wykorzystać do jakiś celów politycznych, może ponieść tego surowe konsekwencje. Może przez jakiś czas będzie łagodniej, no ale potem wszystko zapewne wróci do normy.

Czy liczy pan na to, że władze Rosji pomogą i zaproponują, by śledztwo w sprawie tej katastrofy przebiegało równorzędnie to po stronie Rosji, ale także, żeby polscy prokuratorzy mogli się tam pojawić?

- Trudno mi powiedzieć, jakie tam są procedury, ale jedno dla mnie nie ulega wątpliwości. Rosjanie zrobią wszystko, aby dokładnie rzecz zbadać i żeby nie było żadnych wątpliwości, że coś zostało niedopatrzone. Ta tragedia jest drugą tragedią po Katyniu. Od dzisiaj Katyń będzie się kojarzył nie tylko z tragedią sprzed lat, ale także z wydarzeniem z dnia dzisiejszego. Rosjanie dobrze o tym wiedzą i jestem przekonany, że uczynią wszystko, żeby dokładnie rzecz wyjaśnić.

Podziela pan tezę o lotnisku, które nie jest do końca przygotowane na trudne warunki?

- Trudno mi powiedzieć, jakie jest tam oprzyrządowanie. Wiele lat temu lądowałem na tym lotnisku razem z prezydentem Kwaśniewskim. Też lecieliśmy do Katynia. Była wtedy ładna pogoda i to lotnisko na pierwszy rzut oka nie wydawało mi się innym niż każde, które widziałem. Ale jeśli jest mgła, to sytuacja gwałtownie się zmienia.

Panie Premierze, kardynał Stanisław Dziwisz mówił, by nie łączyć symbolicznie, pod względem znaczenia miejsca tragedii. Żeby nas to nie zaprowadziło zbyt daleko w interpretacjach. Data jest taka emocjonalna.

- Oczywiście. Niedawno słyszałem wypowiedź Lecha Wałęsy. Mam nadzieję, że go źle zrozumiałem. Ale to była taka wypowiedź łącząca te dwa fakty, to co się stało przed 70-lat i teraz. Natomiast symbolika samego miejsca jest nie do niezauważenia. To wszystko potęguje grozę tej sytuacji, tą niezwykłość w tym ponurym, czarnym sensie. My wszyscy, a zwłaszcza rządzący, powinni czuć zobowiązanie w stosunku do tych ofiar. Chociażby po to, żeby wyciągnąć wnioski, aby ci którzy muszą latać, żeby im zapewnić dostateczne warunki bezpieczeństwa. Bo to się nie może powtórzyć kiedyś tam jeszcze, jeden raz wystarczy.



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny