Wasze wspomnienia o tych, którzy odeszli

"Poznaliśmy się dzięki bieganiu" (o Aleksie Fedorowiczu). "Wpadał do mnie, to prosił o chleb ze smalcem" (o Marku Uleryku). "Była wizytówką naszego wydziału" (o Justynie Moniszko). "Gdyby nie to, nie byłoby go w tym samolocie" (o ks. Adamie Pilchu). Jeśli znałeś osobiście którąś z ofiar tragedii pod Smoleńskiem... Jeśli chcesz o niej napisać kilka słów, wyślij nam swoje wspomnienie.
"Odkąd pamiętam, zawsze był... Dzisiaj mogę tylko Bogu dziękować za wszystko, co dzięki księdzu Romanowi stało się moim udziałem. To, jak wygląda moje życie, jaki mam stosunek do ludzi i całego świata Jemu zawdzięczam. W czasie, gdy miałam -naście lat bywało, że był dla mnie bez mała jedynym dowodem na istnienie Boga: skoro ktoś taki jak On wierzy, to Bóg naprawdę jest... I całym swoim życiem, każdym słowem i gestem wobec drugiego człowieka był Świadkiem Tego, któremu wierzył. Wierzył też w człowieka, w jego dobroć i tego szukać nauczył nas, jego uczniów. Pokazał nam piękny świat, nauczył kochać góry, nauczył przyjaźni, sam będąc przyjacielem dla wszystkich, którzy tego chcieli. Kiedyś w dedykacji książki, którą od Niego dostałam, napisał: 'Marysiu pozostań dobrym duchem'. Nie mam wyboru... to traktuję jako zadanie... od Niego. Chcę tak postępować, żeby choć niewielki procent tego, co otrzymałam dać innym jako spłatę długu wdzięczności... za wszystko..." Maria Makowska

"Panią Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Mecenas Joannę Agacką-Indecką pamiętać będę ze Zgromadzenia Adwokatów Izby Szczecińskiej, które odbyło się równo rok temu. Była jurorką konkursu krasomówczego zorganizowanego w Szczecinie i znalazła czas, by nas odwiedzić. Rutynowe, coroczne zebranie od razu nabrało blasku i odświętnego charakteru. To, co zapamiętam najlepiej to kobiecość emanującą z Pani Prezes, jej atrakcyjny wygląd w liliowym żakiecie i czarnej spódnicy do kolan. Mówiła krótko, ale nie zapomnę, jak podkreślała potrzebę zaangażowania społecznego adwokatów. Zachęcała do bycia pro bono. Jako adwokat i osoba zajmująca się też prawami kobiet odebrałam to jako zachętę i słowa otuchy. Obawiam się, że będzie nam jej bardzo brakowało i że trudno będzie kogoś takiego zastąpić". Marta Marska-Błahy

"Panią Janinę Fetlińską poznałem kilka lat temu. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że była to jedna z najwspanialszych osób, jakie znałem. Zawsze uśmiechnięta, pogodna, życzliwa i pomocna. Nie czekała, aż się ją poprosi, ale słysząc o problemie, sama oferowała pomoc. Rzeczywiście, legendarny już numer komórki (zostawię go sobie w telefonie na zawsze) mieli chyba wszyscy, ponieważ starała się być parlamentarzystką dla wszystkich. Chcę być jutro rano na Jej pogrzebie w Ciechanowie, modlić się za Nią. Niech Bóg da Jej niebo." xał

"Jurek Szmajdziński - wspaniały kumpel. Znałam Go, studiowaliśmy razem na AE, już na uczelni był bardzo widoczny, uczynny zawsze uśmiechnięty. Takim Go z a p a m i ę t a m y!" Alina Wiatrak

"Janusz Zakrzeński, grał w 'Nad Niemnem', właściwie nie grał, ON był takim jak bohater filmu szlachetnym człowiekiem, ogromnym patriotą, ciepłym i dbającym o ludzi. Bardzo dużo dla Niego znaczyła religia, historia Polski. Mogłabym podać dużo przykładów Jego wspaniałego charakteru, ale jutro muszę najpierw GO pożegnać." Anna Michalowice

"Nie znałam jej osobiście ale bardzo dobrze znam jej siostrę. Pamiętam dobrze jak Gosia chwaliła ją, że tak dobrze się uczy, jest taka ładna. Natalia była absolwentką bachmackiej (szkoły do której teraz ja chodzę) teraz nasza szkoła bardzo przeżywa jej stratę. To straszne Natalia nie dożyła nawet 23 roku życia!!!" uczennica bachmackiej o Natalii Januszko

"Basia Maciejczyk była cudowną, zawsze uśmiechniętą dziewczyną Chodziłyśmy 8 lat do jednej klasy, dużo czasu spędzałyśmy razem poza szkoła, spacerowałyśmy z psami, chodziłyśmy nad rzekę, grałyśmy w siatkówkę i NIGDY nie widziałam jej bez uśmiechu! Wysoka, szczupła, śliczna i radosna. Niech Ci ziemia lekką będzie, Basieńko..." K.

"Zawsze uśmiechnięta na mój widok, radośnie krzyczała 'cześć, imienniczko!'. Nigdy nie zapomnę tego uśmiechu, mimo tego, że już nigdy go nie zobaczę. Będę za tobą tęsknić!" Justyna o Jusynie Moniuszko

"Być może ci, którzy go znali dłużej, mają trudności z przypomnieniem sobie pierwszej rozmowy z nim, pierwszego spotkania. Ja pamiętam ją dobrze. W 2003 r , jak sprawdziłem, mój ówczesny Szef , poseł Krzysztof Jurgiel (też wspaniały człowiek, ale to temat na inną historię, teraz pozostaje mi, i osobom, które go znają, cieszyć się, że nie wsiadł do tego samolotu), powiedział mi: 'Paweł, piszemy bardzo ciekawą interpelację o śmierci generała Papały i o śledztwie'. Dla młodego człowieka, zaczynającego dopiero swa przygodę z pracą polityczną, było to wielkie wyzwanie. Moim zadaniem było przygotować materiały do tej interpelacji. Po jakimś czasie Jurgiel powiedział mi: 'Tę interpelacje podpisze też Gosiewski. Skontaktuje się z tobą'. Gosiewski? To nazwisko wtedy mi nic nie mówiło, ale wówczas, w 2003 r. , niewiele mówiły mi również takie nazwiska jak Ziobro, Wassermann i inne. Po paru dniach odebrałem telefon: 'Pan Paweł Szrot? Tu Gosiewski. Pan przygotowuje materiały do interpelacji o Papale? Czy pan wie, że...? Czy pan zweryfikował następujące fakty?' Głos twardy, do bólu rzeczowy, nie znoszący sprzeciwu. Podał mi informacje ważne dla tej interpelacji, która wtedy wydawała mi się najważniejszą sprawą na świecie. Jakiś czas później przyjechał do Białegostoku. Miał na Uniwersytecie spotkanie ze studentami na temat otwarcia zawodów prawniczych. Wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Wszyscy wiedzą, że nie miał imponującej sylwetki, ale było w tym niewielkim wzrostem człowieku coś, co nie pozwalało wątpić, że to prawdziwa bomba energetyczna, że ten człowiek nie usiedzi bezczynnie pięciu minut. Na to spotkanie z nim przyszło wówczas trzech studentów i Szef z zimną krwią poprowadził dla nich świetne spotkanie. I potem ta rozmowa, kiedy zostałem pełnomocnikiem wyborczym w wyborach do Senatu, kiedy kandydował poseł Jurgiel. 'Panie Pawle, kiedy Pan przyjedzie do Warszawy złożyć papiery w PKW?' - 'Panie Pośle, wszystko podpisane, przekażę kurierem do Warszawy'. 'Ale Panie Pawle, Pan wie jaka jest praktyka?' Wtedy akurat postawiłem na swoim, pewnie ostatni raz. W 2005 , krótko po wyborach, przez jedną sobotę, pomagałem mu technicznie ustalać składy komisji sejmowych. Wtedy po raz pierwszy obserwowałem jak pracuje. Jego praca zawsze miała pozór chaosu, ataku na wszystkich frontach, ale przecież zawsze miał wszystko pod kontrolą, potrafił się na krótki czas skupić na konkretnej sprawie i szybko doprowadzić ją do końca. Potem zaczął się czas rządu. Najbliższa mi osoba została jego asystentką w Klubie Parlamentarnym, a latem 2006 r. dołączyłem do zespołu Gosiewskiego, już ministra, w Kancelarii Premiera. To co wtedy się działo, najbardziej przypomina mi to co czytałem o historii przeróżnych rewolucji na całym świecie. Nieprzespane noce, posiedzenia zwoływane z godziny na godzinę. Kawa pita przed północą i papierosy wypalone na balkonie wychodzącym na premierowski ogród. Tony materiałów do przeczytania, ustawy, rozporządzenia, notatki, porządki obrad. Nad tym wszystkim Szef. Wiedział wszystko, kontrolował wszystko, decydował o wszystkim. W jednej chwili żartował z nami o wyhodowaniu genetycznie zmodyfikowanego knurka, w następnej spierał z ministrami o kształt polityki regionalnej. To, w jaki sposób jego umysł ogarniał i kontrolował tyle spraw, było wręcz przerażające. Niezależnie od tego, jak szczegółowych notatek nie robiliśmy w trakcie odpraw, jego pamięć była i tak lepsza. Potrafił nam przypominać o nie załatwionych sprawach sprzed kilku miesięcy. Banałem jest powiedzieć, że pracował bez chwili przerwy, że od 8 do 24 był cały czas na nogach, że dziwił się, że po 21 trudno uzyskać jakieś ważne połączenie. My jednak widzieliśmy, jak bardzo czasem był zmęczony, jakie koszty tej pracy ponosił. Kwadrans drzemki w swoim 'saloniku' to jedyny relaks na jaki sobie pozwalał. Po tych piętnastu minutach uśmiechnięty Szef znów biegł do swego gabinetu i głośno domaga się połączeń..." Paweł Szrot "Gen.dyw. Tadeusz Buk - kolega ze studiów doktoranckich w Akademii Obrony Narodowej, zawsze uśmiechnięty, pogodny, nie dał odczuć że jest generałem." Rafał

"Pełniłam swoją służbę konsularną na placówce, Konsulat Generalny RP w Monachium, był rok 1999, październik. Podczas krótkiego urlopu w kraju poprosiłam o rozmowę Andrzeja Kremera, był wtedy Dyrektorem Wydziału Konsularnego MSZ. Pamiętam i nigdy nie zapomnę jego słów skierowanych do mnie: ' Pani Bożeno, jeśli będzie to konieczne przeniosę Panią na inna placówkę, ale błagam Panią niech Pani wytrzyma...' Wspaniały człowiek, wielkiej kultury osobistej, znakomity dyplomata. Panie Ministrze, wytrzymałam - choć nie było to z pewnych względów łatwe! Dziękuję za pańskie słowa i dodanie mi odwagi. Odszedł Pan od nas o wiele za wcześnie, zbyt gwałtownie, pozostawiając ogromny ból. Cześć Jego Pamięci!" Bożena Tatarczuch-Kotiuk, Monachium, Niemcy

"W czerwcu i lipcu mój Andrzej był w szpitalu. To za Niego w czasie udzielania ślubu naszej przyjaciółce Ani ks. Roman Indrzejczak modlił się, a mnie uścisnął i życzył wiary! On był nadzwyczajny, ciepły troskliwy i czuły dla wszystkich. Wiem, że jest w niebie i uśmiecha się do nas...." Ania Zukowska Warszawa

"Ks. Andrzeja Kwaśnika znałem 15 lat. Dziś nadal nie mogę uwierzyć, że mówię to w czasie przeszłym? Sobotni poranek ściął mnie z nóg. Słuchałem informacji z nadzieją, że spóźnił się na ten lot. Ksiądz Andrzej miał jednak to do siebie, że nie znosił się spóźniać, zawsze był na czas. Kiedy półtora roku temu będąc za granicą miałem poważny wypadek motocyklowy, Ks. Andrzej, gdy tylko się o tym dowiedział, odprawił niedzielną mszę świętą w mojej intencji o szybki powrót do zdrowia. Był troskliwym człowiekiem, zawsze wyciągał rękę do potrzebujących. Nie raz widziałem go zmartwionego i zamyślonego, ale gdy tylko ktoś podchodził jego twarz rozpromieniała się. Uśmiech i dobre słowo były jego wizytówką. I tak będzie zapamiętanym. Jeszcze w czwartek przed katastrofą z nim rozmawiałem. W poniedziałek mieliśmy się spotkać. Teraz sobie przypominam jego glos, podekscytowany wyjazdem do Katynia w tak dostojnym składzie. Bardzo angażował się w to co robił. W czerwcu tego roku Ks. Andrzej miał udzielić nam ślubu, odliczaliśmy dni do tego wydarzenia. Żyliśmy tym oczekiwaniem. My nadal czekamy, ale z bólem serca godzę się z tym, że jego przy tym już nie będzie? Księże Andrzeju?" Paweł M.

"Ks. Zdzisława Króla poznałam w mojej byłej parafii Wszystkich Świętych. Od wielu lat mieszkam w Stanach, ale co roku starałam się być w kościele na mszy świętej. Poznałam księdza Króla przez mego bratanka - Juliana. Ksiądz był bardzo miłym, zaangażowanym patriotą. Udzielił ślubu Julianowi i jego żonie Magdalenie. Podczas ceremonii potknął się i spadł z marmurowych schodków zamierzając udzielić komunii. Wstał z uśmiechem i kontynuował ceremonię ślubną. W niedzielę wielkanocną wygłosił podobno ostatnie swe kazanie pełne dobroci i patriotyzmu. Niech Bóg trzyma Go i wszystkie ofiary katastrofy w swej opiece." Malgorzata J. Taylor (Manchester, New Hampshire)

"Wspomnienie o Przemysławie Gosiewskim. W 2003 r. mój ówczesny szef poseł Krzysztof Jurgiel powiedział mi 'Paweł, piszemy bardzo ciekawą interpelację o śmierci generała Papały i o śledztwie'. Moim zadaniem było przygotować materiały do tej interpelacji. Po jakimś czasie Jurgiel powiedział mi 'Tę interpelacje podpisze też Gosiewski. Skontaktuje się z tobą'. Gosiewski? To nazwisko wtedy mi nic nie mówiło. Po paru dniach odebrałem telefon 'Pan Paweł Szrot? Tu Gosiewski. Pan przygotowuje materiały do interpelacji o Papale? Czy pan wie, że..? Czy pan zweryfikował następujące fakty..?' Głos twardy, do bólu rzeczowy, nie znoszący sprzeciwu. (...) Jakiś czas później przyjechał do Białegostoku. Miał na Uniwersytecie spotkanie ze studentami. Wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Wszyscy wiedzą, że nie miał imponującej sylwetki, ale było w tym niewielkim wzrostem człowieku coś, co nie pozwalało wątpić, że to prawdziwa bomba energetyczna, że ten człowiek nie usiedzi bezczynnie pięciu minut. Na to spotkanie z nim przyszło wówczas trzech studentów. I Szef z zimną krwią poprowadził dla nich świetne spotkanie. (...)" Paweł Szrot

"W środę przed tragedią leciałam do Warszawy z Panem Maciejem Płażyńskim. Spotykaliśmy się zresztą prawie co tydzień, w tym samym samolocie, w tym samym kierunku... Sympatyczny człowiek, zamyślony, w lekkim pośpiechu, ale zawsze zdążył się ukłonić i powitać na terminalu miłym uśmiechem. Choć tak naprawdę byliśmy tylko współtowarzyszami podróży... Ciągle mam przed oczami ostatnie miejsce gdzie siedział przede mną w samolocie - długo go nie zapomnę..." annas

"Poznałem Panią Annę Walentynowicz w latach osiemdziesiątych. Robiliśmy film, byłem w ekipie jako dźwiękowiec. Rozmawialiśmy dużo w przerwach - to wspaniała prosta kobieta, uczciwa, ale konkretna w swoich poglądach. Szkoda że słuchała pana Gwiazdy, który podzielił Solidarność. Pani Ania zawsze była kobietą o cudownym sercu, kochała młodych ludzi." kociewiak

"Ks. Zdzisława Króla znałam jako wujka. Mój Tata przyjaźnił się z nim od młodzieńczych lat i "Zdzisio" - jak na niego mówiłam, przychodził do nas do domu, jak i rodzice od czasu do czasu przychodzili do wujka. Ks. Zdzisław to mega ciepły człowiek, już jako dziecko intuicyjnie ubóstwiałam wskakiwać mu na kolana, ku Jego uciesze i...słuchać. (...) Pamiętam jak mówił rodzicom, że '(...) tak, w Katyniu są groby pomordowanych oficerów', a było to po Jego pierwszym powrocie z tego straszliwego miejsca. Zrobiło to na mnie tak wstrząsające wrażenie, tak że o tym zdaniu dziś i w tych okolicznościach piszę.

Jak myślałam o ślubie to tylko u "ks. Zdzisia" i tak też się stało. Przedwczoraj odnalazłam zakurzoną kasetę VHS z mego ślubu, na której ks. Król wychodzi na połowę nawy po nas. Tak sobie pomyślałam, że takich osobistych życzeń jakie od Niego można było otrzymać, nie zapomina się nigdy. Po urodzeniu syna, pytanie o miejsce jego ochrzczenia wydawało się oczywiste i tak też się stało. Pamiętam też jego bardzo dobitny, męski, silny głos, jak i to co chyba zawsze mi imponowało. Jak podrosłam i rozmawialiśmy, a miał inne zdanie od mojego, zawsze TO MÓWIŁ. (...) Zawsze wiedziałam, że to co mu mówię, jest dla niego ważne. (...) 16.04.2010 r. w parafii Wszystkich Świętych o godz. 18:00 na ul. Twardej odbywać się będzie msza w intencji ks. Zdzisława Króla. Wiem, że modlitwa była dla niego bardzo ważna i bardzo życzyłby sobie, gdyby wiedział co Go spotka, aby się za niego pomodlić. Jeżeli mam takie prawo, aby o to poprosić, zachęcam wszystkich do tego." Alicja

"Miałam niewątpliwą przyjemność poznać i chwilę porozmawiać z panią Krystyną Bochenek podczas jej wizyty w Szczecinie. Piękna kobieta, pełna wdzięku, niespotykanej energii, życzliwa. Miała czas na rozmowę z każdym, kto chciał z nią rozmawiać. Interesował ją człowiek. Takich ludzi bardzo w naszej polityce brakuje, to ogromna strata dla całej Polski." Grażyna

"Mariusz, albo 'Super Mario' jak go lubiłem nazywać ze względu na Jego piłkarskie zamiłowania, był prawdziwym tytanem pracy dla Polski. Poznałem go dobrze, gdy pracowałem jako korespondent 'Życia' w Waszyngtonie. Mariusz, radca ambasady RP, uczestniczył wtedy w dwóch najważniejszych projektach tamtych lat: pracą nad wstąpieniem Polski do NATO, a następnie walką o odszkodowania dla polskich robotników przymusowych w III Rzeszy. (...) Mariusz, niespełniony bramkarz piłkarski, doskonale wiedział jak funkcjonuje Waszyngton. (...) W tej grze o wpływy (Polska w NATO, odszkodowania) - jak mawiał - 'potrzebne jest wyczucie akcji i reakcji, trzeba mieć jaja i zwykły łut szczęścia'. I Mariusz w tej grze, którą nazywał 'ostrą piłeczką' był naprawdę niezły.

To on poprzez swoje kontakty ze stafersami dotarł do senatora Hanka Browna z Kolorado, zarażając tego republikanina ideą wejścia Polski do NATO na długo, nim sprawą na poważnie zainteresowała się administracja prezydenta Clintona. Za Brownem poszli inni, których Mariusz odznaczał na ambasadzkiej mapce, jako 'tak' dla Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. (...) Spotykałem się z Mariuszem w Waszyngtonie często, czasami nawet codziennie. Zostały obrazki. Mecze oglądane w pubach. Wspólne 'road show' w barach z jego amerykańskimi kolegami (nawet wtedy nie zapominał, że pracuje i ich... urabiał). Konieczność kopania piłki w organizowanych przez niego meczach z dyplomatami innych państw. (...) I takim mi został. Wiecznie spieszącym się gdzieś, zabieganym, kopiącym tę swoją 'twardą piłeczkę'. Dla Polski. Bo ten jego patriotyzm zawsze miał taki praktyczny, pragmatyczny wymiar: zero wielkich słów, dużo realnego działania. Naprawdę trudno mi uwierzyć, że nie zagra już w żadnym meczu polskiej dyplomacji... Jeszcze w niedzielę zadzwoniłem na Mariuszową komórkę, żeby posłuchać Jego głosu na sekretarce. Jeszcze tam był. 'Mariusz Handzlik, zostaw wiadomość po sygnale' po angielsku i polsku. Dzisiaj zostało tylko 'Przepraszamy, nie ma takiego numeru...' Mam nadzieję, że szalejesz na jakiejś piłkarskiej murawie, gdzieś tam - na górze, Przyjacielu..." Paweł Burdzy o Mariuszu Handzliku

"Zbyszka Wassermanna poznałem 17 lat temu na spotkaniu duszpasterstwa prawników u ks. dr Jana Pasierbka. Zrodził się wtedy pomysł powołania Katolickiego Stowarzyszenia Prawników integrującego całe środowisko, czyli prokuratorów, sędziów, radców prawnych, adwokatów, notariuszy. Uznaliśmy, że potrzebny jest nasz głos w czasie gorących dyskusji o ustawie antyaborcyjnej, wartościach chrześcijańskich w mediach. Był jednym z niewielu prokuratorów, którzy zaangażowali się w to stowarzyszenie. Zbyszek od razu wzbudził moją sympatię swoja otwartością, serdecznością i ciekawością ludzi. Nie zmieniło się to przez te 17 lat wspólnego zaangażowania w sprawy publiczne, starań o lustrację, zakładania komitetów, a potem partii Prawo i Sprawiedliwość. Chciało się z nim rozmawiać, pracować, po prostu być.

Nie uległ amokowi władzy, zachował dystans do siebie i polityki. Potrafił znaleźć czas dla zwykłych ludzi, którzy szukali u niego pomocy. Czasem było to kosztem tzw. wielkiej polityki. To zresztą łączyło go z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Zbyszek nie rezygnował z tych spotkań z ludźmi dla konferencji prasowych.

Potrafił wybaczyć błędy swoim współpracownikom, szanował ich poglądy i indywidualność. Przez to nie zgromadził wokół siebie politycznego wojska, ale stworzył środowisko i wspólnotę, która zgromadziła się na mszy świętej w kościele oo. kapucynów w jego intencji - jak zauważył ksiądz - licznie jak na pasterce. Będzie nam Zbyszka bardzo brakowało. Pozostaje jednak nadzieja, że trochę z jego pogody i hartu ducha będzie żyło dalej w każdym z nas." Paweł Kuglarz

"Byłam wówczas licealistka. Może maturzystką już - nie pamiętam. Ale pamiętam, że to był listopad. Szary i zimny. I jakaś przerwa w zajęciach lekcyjnych. I spotkanie z panem Januszem Zakrzeńskim, który ze sceny wprowadzał nas w klimaty 11-listopada. To był mój ulubiony historyczny czas. Rok 1918 i następne upływające w charyzmie marszałka Piłsudskiego. I kiedy padło ze sceny pytanie o to, kim był Ziuk nie wytrzymałam. Krzyknęłam głośno - Piłsudski, a pan Janusz przywołał mnie do siebie. To było i jest wciąż niezapomniane przeżycie. Uderzające podobieństwo do Marszałka onieśmielało. Ale te ciepłe, uśmiechające się oczy zmniejszały dystans do nieistniejącego. Uścisk dłoni, uznanie zadziwione, że wiem, kim był Ziuk, uśmiech i książka z autografem na pamiątkę... Kilka lat później powtórne spotkanie. Ciepła rozmowa, krótki wywiad dla lokalnego tytułu... I znów ta magia, jakby czas cofnął się do początków... Jest mi trudno się pogodzić z tym odejściem. I z tym, ze już nigdy Pan Janusz nie zawita w moim mieście... Ale ja będę pamiętać... Dziękuję Panu za Marszałka i Pańskie ciepło..." Dominika Sęczyk

"Basia Maciejczyk, najsympatyczniejsza stewardesa w 36 SPLT (Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego). Wszyscy pamiętamy jej szczery uśmiech, pogodę ducha i radość z rzeczy małych. Kryłaś swe lęki a 'otwierałaś' się na innych. Mówiłaś mi, że czekasz, co przyniesie Ci los, nic nie planujesz, bo życie to czarna kropka - w ostatniej chwili potrafi zaskoczyć i zbić człowieka z nóg. Miałaś rację... Tym razem zaskoczyło wszystkich. Basiu, nie porozmawiamy już razem, nie poczuję Twoich perfum i ciepłej aury, którą otaczałaś wszystkich. Spełniłaś swoje marzenie, zrzuciłaś mundur i szybujesz po niebie. Pozostaniesz na zawsze w naszej pamięci! Wysokich lotów!" NN

"Od dziecka przyjaźniłem się z Leszkiem Deptulą. Byliśmy sąsiadami, jeszcze w ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy. Zawsze uśmiechnięty, życzliwy. Ktoś powiedział, że w życiu są piękne tylko chwile, Leszek miał ich w życiu na pewno mnóstwo. Niestety sa też w życiu te tragiczne." Andrzej Czech

"Jestem luteranką, ks. Adam Pilch był moim księdzem. I ciągle widzę Go, jak stoi po nabożeństwie w drzwiach kościoła, uśmiechnięty, z wyciągniętą ręką na pożegnanie. Trudno zrozumieć, że już tam nigdy nie stanie." Małgorzata

"Znałam śp. Leszka Deptułę - to dawny szef mojego brata. Był bardzo miłym i sympatycznym człowiekiem. Gdy moja córka przychodziła z babcią do mojego brata, dawał jej cukierki. Mój brat i cała nasza rodzina byliśmy zupełnie załamani, gdy dowiedzieliśmy się o tej tragedii w Smoleńsku i dowiedzieliśmy się, że tam zginął Leszek Deptuła." Jadwiga

"Zbigniewa Wassermanna poznałem w 2003 roku, kiedy zacząłem pracę w Biurze Prasowym Prawa i Sprawiedliwości. Później kiedy był Ministrem-Koordynatorem Służb Specjalnych, byłem jego rzecznikiem prasowym. Przez prawie dwa lata spotykaliśmy się codziennie. Mieliśmy nawet taką niepisaną umowę, że kiedy nie mógł odbierać telefonu, to później oddzwaniał. Współpracę kontynuowaliśmy do Jego ostatniego dnia. Żegnając się w piątkowy wieczór, umówiliśmy się na spotkanie w poniedziałek.

W sobotę po 9 rano, kiedy dotarły pierwsze informacje o tragedii, złapałem odruchowo za telefon, by do niego zadzwonić. Telefon nie odpowiadał, Minister nie oddzwonił, ale jakoś podświadomie czekam, że jednak oddzwoni. Przecież, tak robił zawsze. Umawialiśmy się, jakie zadania będziemy robić w tym tygodniu, a dzisiaj po południu mieliśmy się spotkać w Sejmie. Cały czas w uszach brzmi mi rozmowa z ostatniej środy. Kiedy siedzieliśmy razem z Ministrem, panią poseł Beatą Kempą, Mają Jankowską. Minister powiedział, że w ostatniej chwili pojawiła się możliwość, że może lecieć do Katynia. Nie był przygotowany na ten lot. Nie wziął nawet paszportu z Krakowskiego domu. Powiedziałem wtedy, zachęcając Go do podróży: 'Panie Ministrze to wielkie historyczne wydarzenie. Taka szansa może się więcej nie powtórzyć. Będzie pan miał wspaniałe wspomnienia'. Jeszcze w piątek rano odbierałem przysłany naprędce z Krakowa paszport. Kiedy byłem Jego rzecznikiem prasowym i umawiałem poranne audycje radiowe i telewizyjne zawsze umawialiśmy się, że zadzwonię rano, tak kontrolnie, żeby sprawdzić, czy Minister nie zaspał. Dlatego nawet w piątek żartowaliśmy, czy tym razem mam też zadzwonić, tak na wszelki wypadek. Powiedział, że wcześniej pójdzie spać, więc na pewno nie zaśpi. Bardzo kochał swoją rodzinę. Zawsze z utęsknieniem czekał piątkowego wieczoru, kiedy mógł wreszcie wrócić do nich do Krakowa. Do ukochanych Najbliższych: żony, córek, syna, synowej i wnuczek. Za to w poniedziałek przyjeżdżał naładowany energią do całotygodniowej pracy, ale już z nutą tęsknoty za nimi. Był człowiekiem o niezwykłej kulturze. Znał i używał słów, po których możemy poznać i ocenić ludzi; słów: proszę, dziękuję, przepraszam. Potrafił je stosować na co dzień. Ceniliśmy, myślę, że mogę powiedzieć to w liczbie mnogiej, w imieniu wielu osób, które z nim współpracowały, jego takt i szacunek, jakie okazywał innym. Był wybitnym prawnikiem, który mimo tego zawsze chciał usłyszeć, jakie zdanie mają inni eksperci. Wiele się od niego nauczyłem, bo każda z nim rozmowa niosła ze sobą nową porcję wiedzy i to nie tylko prawniczej. Potrafił słuchać innych i zawierzać ich radom. Wielokrotnie się o tym przekonałem. Był otwarty na argumenty i porady współpracowników. A przecież większość z nas jest dużo młodsza i mniej doświadczona. Wspominając tych kilka lat pracy, dopiero teraz dostrzegam ilu młodych, zaledwie dwudziesto i trzydziestoparoletnich ludzi z nim współpracowało. Był dla mnie, dla Nas Autorytetem! Na zawsze pozostanie w Naszej pamięci. Polska straciła wielu wybitnych ludzi. Po 10 kwietnia nic nie będzie takie same. Requiescant in pace." Krzysztof Łapiński

"W sobotę 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem zginęło dwóch moich wielkich przyjaciół generał Stanisław Nałęcz - Komornicki i ppłk. Zbigniew Dębski. Brak mi słów żeby opisać to co teraz czuję...to byli wyjątkowi ludzie pod każdym względem. Swoim patriotyzmem mogliby obdzielić całą Polskę. Stanisław Komornicki jako młody chłopak od samego wybuchu wojny włączył się w walkę o wolność swojej ukochanej Ojczyzny. Obrona Warszawy, konspiracja. W Powstaniu Warszawskim jako podchorąży 'Nałęcz' walczył w zgrupowaniu 'Róg'. Swoje losy opisał w książce pt. 'Na barykadach Warszawy'. W czasie trwania walk jako emisariusz pułk. 'Radosława' przepłynął Wisłę żeby nawiązać kontakt z Sowietami. Po upadku Czerniakowa uratował się przepływając ponownie wpław Wisłę. Aresztowany przez UB. Cudem udało mu się uciec z praskiego komisariatu. Po wcieleniu do Ludowego Wojska Polskiego, brał udział między innymi w walkach o Kołobrzeg. Jako konsultant historyczny pracuje przy produkcji takich filmów jak 'Jarzębina czerwona' i 'Urodziny młodego warszawiaka' w reżyserii Ewy i Czesława Petelskich. Jego prapra - pradziadek brał udział w bitwie pod Grunwaldem. Mieliśmy razem pojechać na obchody 600 lecia...nie pojedziemy. Pułkownik Zbigniew Dębski. Czy jest ktoś kto nie zna zdjęcia Pasty z powiewającą polską flagą na dachu? Zapytałam się pana Zbigniewa dlaczego nie ma go na kronice powstańczej, gdzie zostali sfilmowani polscy żołnierze z batalionu 'Kiliński', po zdobyciu najwyższego wtedy budynku w Warszawie. 'Wieszałem wtedy flagę na dachu Pasty' - te słowa usłyszałam w odpowiedzi. Zawsze w cieniu, obok. Dlatego jak poproszono mnie o pomoc przy realizacji teledysku pt. 'Sierpniowe niebo' wiedziałam, że pułkownika nie może w nim zabraknąć. A teraz już zawsze będzie mi go brak. Kawalerowie orderu Virtuti Militari, na zawsze pozostaniecie w mej pamięci i sercu." Małgorzata Brama

"Księdza Andrzeja Kwaśnika znałam osobiście, wspaniały kapłan, wspaniały człowiek, zawsze tryskał humorem. Przy parafii w Starej Iwicznej odbywały się koncerty, festyny oraz msze dla motocyklistów. Animator kultury, potrafił przyciągnąć ludzi do kościoła. Gdy dowiedziałam się, że ks. Andrzej był na pokładzie samolotu prezydenckiego, złapałam komórkę i zaczęłam dzwonić na jego numer, z nadzieją, że jednak to nie on i że za chwilę się odezwie, niestety tylko głucha cisza. W naszych wspomnieniach pozostanie na zawsze jako wspaniały człowiek i ksiądz. Pokój Jego duszy." Urszula

"Jestem z Częstochowy, ale w latach 2002-2005 mieszkałem na tym samym mojej córki. To było na tym samym osiedlu, gdzie Natalia z rodzicami i rodzeństwem. Doskonale Ją pamiętam... Była sympatyczną, miłą nastolatką - najczęściej uśmiechnięta tak jak na tym zdjęciu. Składam najszczersze wyrazy współczucia rodzinie ,bliskim i przyjaciołom Natalki." Ryszard Wójcik "Wojciech Lubiński był moim sąsiadem, zaangażowany społecznie, wszyscy go znali. Miał dwójkę małych dzieci. Łzy cisną się do oczu... Najgłębsze wyrazy współczucia dla Żony i dzieci." sąsiadka

"Barbara Maciejczyk, Baśka... Miałyśmy za sobą mnóstwo filiżanek kawy i kilometry przechodzone wspólnie w dawnej pracy. I wspólne wakacje. Baśka nie chciała spać w namiocie. Co noc przychodził do niej tajemniczy gość. Najpierw skradł jej buta, potem już co noc budził ja mokrym nosem - krymski lis. Zawsze uśmiechnięta. Śliczna. Nie poznałam jej na tym zdjęciu. Pamiętam ją w czarnych lokach. "gz

"Robert Grzywna. był w załodze TU-154 nr 101, którym byliśmy ewakuowani z Gruzji w sierpniu 2008... Pamiętam go bardzo dobrze: uśmiechnięty, sympatyczny, przystojny... Cześć Jego pamięci." op

"Kolejny dzień żałoby narodowej. Wczoraj na warsztatach literackich snuliśmy refleksje na tematy związane z katastrofą pod Smoleńskiem. Jola przyniosła znicz, gazetowe portrety tych, co zginęli. Przeglądając jedną z gazet odkryłam, że Leszek Solski to właśnie mój dawny znajomy. Znalezione na liście ofiar nazwisko 'Leszek Solski' zwróciło moja uwagę, ale odrzuciłam myśl, że to Pan Solski, dawny dyrektor techniczny Przedsiębiorstwa Wdrażania Postępu Technicznego i Organizacyjnego Sopot, gdzie pracowałam w latach 70. Dotknęło mnie to osobiście - był człowiekiem, którego znałam i szanowałam, ale nie mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Był moim sąsiadem, przez parę lat szefem, potem w ciągu 30 lat parę razy spotkaliśmy się przelotnie. Ostatni raz widzieliśmy się 6 czy 7 lat temu, gdy przyszedł do mojego biura z prośbą o pomoc w znalezieniu funduszy z Unii Europejskiej na budowę Centrum Onkologicznego kierowanego przez jego żonę. Właśnie wzmianka o żonie onkologu i prawie zakończonej już budowie tego ośrodka uświadomiła mi, że to mój znajomy. O tym, że w Katyniu zginął jego ojciec i stryj nie wiedziałam. A teraz on do nich dołączył.. Jest mi smutno." Lonia Gajek

"Z trudem dotarło do mnie, że w katastrofie zginął dr Wojciech Lubiński. Pamiętam Go siedzącego obok przy stole w trakcie kursu ze spirometrii. Przesympatyczny, uśmiechnięty, energiczny, przystojny, w oczach to coś. Pomimo Jego wysokiej pozycji nie czuło się dystansu. Był ze swoim darem przekazywania wiedzy, jak bliski kolega, z którym razem przygotowujesz się do egzaminu. Pasjonat. Żal, wielki żal..." z.c.

"Przyjacielu, byłeś Słońcem warsztatu na Dobrej. Widzieliśmy się tam w czwartek. Pan Marian pokazywał Tobie łódź motorową, którą buduje. Dareczku, tu będzie to, a tam będzie tak... Wiem, że popłynęlibyście razem. Od kiedy pamiętam: Dareczek był..., Dareczek przyniósł...Twoje wieczorne opowieści z kraju i ze świata...Twoje poczucie humoru...Nie mogę się z tym pogodzić: BYŁEŚ, a teraz ... Będziesz z nami na zawsze. Do zobaczenia Przyjacielu." Hubert Ochorowicz o Dariuszu Jankowskim

"Jak studiowałem na SGGW, Natalia była ze mną na jednym roku. Pamiętam, że była najweselszą osobą w grupie, wokół Niej było wesoło. Pamiętam, że ściągałem od Niej na kolokwium. Nie poznałem jej zbyt dobrze, ale wspominając pamiętam uśmiechniętą dziewczynę, z którą można było pożartować, pośmiać się pogadać..." Kuba

"Dla mnie, jako studentki filologii rosyjskiej Pan Aleksander Fedorowicz zawsze był wzorem... i wzorem zostanie. Zginął, jak wszystkie ofiary sobotniej katastrofy, na służbie..." Kasia

"Z Natalią Januszko poznałam się na kursie dla personelu pokładowego. Była najmłodsza z nas wszystkich. Zawsze radosna, uśmiechnięta, przyjacielska, pomocna, z głową pełną szalonych pomysłów, przeurocza.... Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że Jej już nie ma wśród nas... Składam najszczersze wyrazy współczucia rodzinie ,bliskim i przyjaciołom Natalki." Gosia Serafin

"Ks.Jan miał swoje praktyki diakońskie w mojej parafii. 10 lat minęło... Pamiętam tylko, że był niezwykle uśmiechnięty i pogodny, i tak pozytywnie dumny, że będzie kapelanem wojskowym. Życie jest bardzo dziwne...Choć jak powiedziała moja koleżanka: 'Wydawałoby się, że oni już umarli, a my żyjemy. Tymczasem to oni obudzili się do Życia, a my wciąż jeszcze umieramy...' Do zobaczenia kiedyś w chmurach..."

"Dariusza Michałowskiego znałam tylko z widzenia. Mijałam się z nim czasem wychodząc do pracy czy wracając. Wyglądał na sympatycznego człowieka, zawsze grzecznie mówiącego: 'dzień dobry', 'do widzenia' i otwierający drzwi do bloku czy windy. Od niedawna mieszkam w tym samym bloku co on. Smutne, że nie ma już takiej osoby, która nie wywyższała się swoją pracą i osobą. Kondolencje dla rodziny." BlueSky

"Z wielkim żalem odebrałam wiadomość o tak okropnej śmierci Pana Tomasza Merty. To był na prawdę jedyny kompetentny człowiek - szkoda, że tylko vice-minister - w Ministerstwie Kultury; najlepiej świadczy o tym fakt, że był w dwóch kolejnych gabinetach. Skromny, sympatyczny, uczynny, będzie go bardzo brakowało w tym smutnym ministerstwie, które nie bardzo służy kulturze... Wiele serdecznych myśli przekazuję Jego biednej Żonie i córkom, w razie potrzeby mogą liczyć na nas, muzyków." Katarzyna Zachwatowicz-Jasieńska

"Sebastian był w najpiękniejszych i najważniejszych momentach życia dla naszej rodziny. Zaręczyny, ślub, narodziny dziecka, urodziny każdego z nas, rocznica ślubu... Zawsze wspierał dobrym słowem, uwielbiał zrazy mojej mamy... Będzie nam go brakowało..." Karolina

"Miałem przyjemność poznać osobiście ŚP Janusza Zakrzeńskiego. Był wybitną osobowością nie tylko teatralną ale także niezrównanym nauczycielem , uczył mnie 'kultury słowa i bycia'. Było to niesamowitym przeżyciem - słyszeć piękną kwiecistą Polszczyznę w czasach skrótów językowych. Jego postawa w obronie szeroko rozumianej kultury i próba wtłoczenia w inżynierskie mózgi choć trochę dobrego wychowania jest piękna. Panie Profesorze: DZIĘKUJE." Amadeusz Bajera

"Znałam X. Romana Indrzejczyka. To człowiek, o którym bez odrobiny przesady można powiedzieć 'chodzące dobro'. Był niesamowitą osobą, w którego obecności wszyscy czuli się dobrze. Mówi się czasem o ludziach, że emanuje z nich jakieś dziwne, nadnaturalne ciepło, przy którym wszyscy mogą się ogrzać i poczuć się lepszymi ludźmi - to chyba najlepszy opis Księdza Romana - taki właśnie był. Dla Niego najważniejszy był człowiek. Dobrze, że zostały po Nim chociaż jego wiersze..." Ines

"Ks. Andrzej Kwaśnik - był przez 11 lat proboszczem naszej parafii w Starej Iwicznej. Trzy lata temu został 'zabrany' do parafii Św. Tadeusza w Warszawie. Dla nas był to cios, bo ks.Andrzej był wspaniałym pasterzem, animatorem życia kulturalnego i wielu przedsięwzięć - ale przede wszystkim był sympatycznym, ciepłym, uśmiechniętym człowiekiem - pełnym poczucia humoru, dowcipnym - był zżyty z nami i bardzo, bardzo lubiany. Gdy myślę o Nim - widzę zawsze Jego uśmiechniętą twarz i słyszę wesołe słowa. Wciąż nie mogę uwierzyć, że i On tam był... wydaje się to niemożliwe." Marta J. "Z Ulkiem poznałem się na lotnisku. Zawsze uśmiechnięty utalentowany skoczek. Nie zmienił się gdy zaczął pracować w służbie. Pomocny Kumpel. Oddał życie na służbie. Cześć Jego pamięci." Piotrek

"Robert Grzywna. Kolega z sąsiedztwa i jednego gmachu Szkoły Podstawowej na naszym osiedlu...wspaniały chłopak, zawsze uśmiechnięty i przyjaźnie nastawiony do wszystkich ludzi...bardzo kochał latać, mówił o tym, że to Jego pasja...nigdy o nim nie zapomnę, jest bohaterem... pamiętajmy o Robercie..." Agnieszka

"Pamiętam Jacka Surówkę bardzo dobrze, poznaliśmy się w 16 batalionie powietrzno-desantowym w Krakowie w1996r. Byliśmy żołnierzami jednego pododdziału KOIRR, mieszkaliśmy w jednym pokoju przez długi okres. Mieliśmy wspólne zainteresowania. Odbyliśmy wspólne skoki spadochronowe, gdzie razem uzyskaliśmy tytuł skoczka spadochronowego. Pamiętam Jacka jako człowieka z umiejętnością przyciągania ludzi do siebie, dysponował znakomitym pomysłem i sprytem. Posiadał w sobie klasyczny styl zadawania pytań, a także potrafił rozbawiać ludzi do łez. Pamiętam doskonale, jak żołnierz nie podporządkował się Jackowi podczas przemarszu na stołówkę, gdzie spotkała go za to kara. Oczywiście kara polegała na przeczytaniu książki i nauczeniu się 10 słówek po niemiecku. Po tym fakcie każdy żołnierz wolał Jacka omijać z daleka." Jaroslaw Gil

"Znałam osobiście Sebastiana Karpiniuka. To młody, wspaniały człowiek, ciepły uczynny. 2 lata temu na uroczystości pod pomnikiem Piłsudskiego zrobiłam mu zdjęcie, mój wnuk pyta po co? Odpowiedziałam: 'Jak się coś stanie, to będzie pamiątka. Dziś te słowa ranią. Zdjęcie stoi na stoliku." baszka

"Śp druh Paweł Wypych, minęło tyle lat, gdy widzieliśmy się ostatni raz. Był komendantem kilku obozów harcerskich w których miałam szczęście uczestniczyć. Teraz wspomnienia odżyły. Wspaniały człowiek, opiekun, harcerz. ..niech spoczywa w pokoju. Najserdeczniejsze wyrazy współczucia dla żony i dzieci." Eliza

"Ks. Adam Pilch był przyjacielem mojej koleżanki, która 10 kwietnia miała stanąć na ślubnym kobiercu. Był jej powiernikiem w trudnych sprawach, był - jak mówi Ewa - 'księdzem na telefon', gotowym zawsze wysłuchać i pomóc niezależnie od pory dnia i nocy. Kiedy się dowiedział, że planowany na 10 kwietnia ślub musi się odbyć w innym terminie, bo Ewa i jej narzeczony nie dostali pożyczki z banku na ten cel, był wściekły. Gdyby nie to, nie byłoby go w tym samolocie..." Joanna

"To prawda, że dla Pana Lecha Kaczyńskiego każda kobieta była damą. Pewnego razu (Pan Kaczyński nie był jeszcze prezydentem, niemniej już dawno osobą publiczną) uczestniczył w dużym spotkaniu w Nowym Sączu (to był wtedy okręg wyborczy pana Kaczyńskiego). Też na nim byłam. Spotkanie trwało długo, przeciągało się, a wieczorem przeniosło w plener, gdzie było ognisko, jakieś mięsiwo nad nim. Pana Kaczyński swobodnie oparty o drzewo opowiadał. Jaka szkoda, że szczegółów tych historii nie pamiętam. Pamiętam atmosferę, swojską, pogodną.. Musiałam wcześniej niż wszyscy wracać do Warszawy. W pewnym momencie, Pan Lech zorientował się, że będę o późnej porze podróżować pociągiem. Natychmiast zapytał (jako jedyny zresztą), w jaki sposób z tego lasu przemieszczę się na dworzec i słusznie oceniając mój wyraz twarzy (nie bardzo wiedziałam jak to zorganizować) zaoferował, że wraz z panem kierowcą zawiozą mnie na stacje. I tak było. Panowie odwieźli mnie na stacje, Pan Kaczyński 'odstawił' mnie wprost do wagonu, rozglądając się i kontrolując czy to aby bezpieczne, mnie tam zostawiać. To wspomnienie odżywało później, zawsze gdy ktoś pytał: 'Dlaczego głosowałaś na Lecha Kaczyńskiego?' Przy okazji kolejnego spotkania, po kilku miesiącach, rzeczywiście pamiętał moje imię i nazwisko. Wiedziałam, że ma taki dar, a i tak byłam z tego bardzo dumna." Anna

"Pan Melak to był bardzo sympatyczny człowiek i wielki społecznik, wszyscy z bloku, którzy go znali wspominają go ciepło". trolla

"Śp. Mec. Stanisława Mikke poznałam w latach 90-tych w Kancelarii Adwokackiej przy ul. Żelaznej w Warszawie, gdzie jako studentka prawa odbywałam praktyki zawodowe. Był człowiekiem o niesamowitej kulturze osobistej, niezwykle życzliwym, pogodnym, przyjaźnie nastawionym do ludzi. Miał czas dla każdego, także dla mnie. Opowiadał mi, z ogromną cierpliwością, o aplikacji adwokackiej, na którą miałam zdawać. Był Redaktorem Naczelnym 'Palestry', był ideowcem...'Był'...Ciężko się z tym pogodzić. Wyrazy głębokiego współczucia dla Jego Najbliższych..." Ewa M-L

"Kiedy zadzwoniłam do Księdza Indrzejczyka w piątek wieczorem wydał mi się zmęczony. Mieliśmy ostatecznie uzgodnić sprawy organizacyjne związane z chrztem mojej córeczki, ale w związku z planowanym nazajutrz wyjazdem Księdza do Katynia, poprosił, żebyśmy przełożyli naszą rozmowę na poniedziałek. Chrzest miał się odbyć 1 maja, więc nie było powodu, żeby się spieszyć. Tak się cieszyłam na tę uroczystość. Poznałam Księdza dwadzieścia kilka lat temu, jako zbuntowana przeciw Kościołowi nastolatką, krótko po przeprowadzce na Żoliborz. Ksiądz zaprosił mnie wtedy do maleńkiego mieszkanka, które zajmował nad kościołem Dzieciątka Jezus. Zachwyciło mnie liczbą książek, które stanowiły główne wyposażenie pokoju. Piłam z Księdzem herbatę i długo rozmawiałam. Już wtedy wiedziałam, że spotkałam kogoś wyjątkowego, mądrego i wrażliwego. W kolejnych latach nie jeden raz, Ksiądz był przy mnie w różnych ważnych momentach mojego życia, tych radosnych i tych trudnych. Choć bardzo zajęty, szczególnie ostatnio, zawsze znalazł czas na chwilę rozmowy, albo chwilę milczenia, w zależności od potrzeby. Zawsze był gotów, żeby służyć pomocą. Najrozmaitszą. Pamiętam, że jako świeżo upieczony kierowca, dawno temu, usiłowałam kiedyś nieporadnie wyjechać samochodem z pryzmy śniegu na Placu Inwalidów i nagle... 'spadł mi z nieba' Ksiądz Roman, który z uśmiechem, przytrzymując sutannę, wypchnął mój samochód. Tak po prostu. W sobotę, odruchowo złapałam za telefon. Usłyszałam automatyczny komunikat, ze skrzynka wiadomości jest już pełna. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. I właśnie teraz tak bardzo brakuje mi mądrego, kochanego Księdza Romana." Anna Ficowska-Teodorowicz

"Andrzej Przewożnik, wyważony w sądach, skory do porozumienia, wierzący w dobrą wolę nawet tych, u których trudno się jej doszukać. Będzie mi bardzo brakowało jego pogadanek o miejscach pochówków naszych rodaków za granicą, rzeczowości w wypowiedziach i kompetencji." Bożena

"Do proboszcza parafii na Sadybie, ks. Andrzeja Kwaśnika przyszłam umówić cichy chrzest naszej autystycznej córki. 'A dlaczego chrzcić ją po mszy, dlaczego ukrywać?' Posadził małą na swoim okrągłym brzuchu, zagadał. Kiedy się śmiał, mała podskakiwała jak na piłce. 'Da sobie radę'. Uznał, że dziecko nie umiejące usiedzieć cicho podczas liturgii, Bogu nie przeszkadza. Jak głęboko jestem mu wdzięczna, za tę akceptację i godne potraktowanie, mogą pewnie zrozumieć tylko rodzice innych dzieci z zaburzeniami rozwoju." Małgorzata

"Przyjaciel z klasy szkolnej rodziców mojej żony, to On udzielał mi i mojej żonie ślubu, to On chrzcił moją córkę. Wspaniały, ciepły człowiek, który mimo swoich lat energią mógłby obdzielić kilku 20-latków, a jego kalendarz był wypełniony obowiązkami na wiele miesięcy do przodu. Dziękuję za Biblię, dziękuję za pomoc w ważnej w moim życiu chwili." Paweł Królikowski o Ks. Ryszardzie Rumianku

"Sebastian był wspaniałym i dobrym przyjacielem. Odkąd pamiętam zawsze znalazł czas, aby wysłuchać i pomóc, gdy tego wymagała sprawa. Nawet o północy, ale zaproszony na urodzinowe, imieninowe uroczystości - przychodził choćby na chwilę, czasami prosto z samolotu...W Kołobrzegu pamięć o Nim będzie zawsze żywa, bo nikt nigdy tyle nie zrobił dla tego miasta co On. Nikt Go nie zastąpi. Wszyscy czekamy, aby Go pożegnać.. Inaczej nie można uwierzyć, aby ten koszmar był trwającą rzeczywistością... " Monika z Kołobrzegu

"Śp. Mec. Stanisława Mikke poznałam w latach 90-tych w Kancelarii Adwokackiej przy ul. Żelaznej w Warszawie, gdzie jako studentka prawa odbywałam praktyki zawodowe. Był człowiekiem o niesamowitej kulturze osobistej, niezwykle życzliwym, pogodnym, przyjaźnie nastawionym do ludzi. Miał czas dla każdego, także dla mnie. Opowiadał mi, z ogromną cierpliwością, o aplikacji adwokackiej, na którą miałam zdawać. Był Redaktorem Naczelnym 'Palestry', był ideowcem...'Był'...Ciężko się z tym pogodzić. Wyrazy głębokiego współczucia dla Jego Najbliższych..." Ewa M-L

"Kiedy zadzwoniłam do Księdza Indrzejczyka w piątek wieczorem wydał mi się zmęczony. Mieliśmy ostatecznie uzgodnić sprawy organizacyjne związane z chrztem mojej córeczki, ale w związku z planowanym nazajutrz wyjazdem Księdza do Katynia, poprosił, żebyśmy przełożyli naszą rozmowę na poniedziałek. Chrzest miał się odbyć 1 maja, więc nie było powodu, żeby się spieszyć. Tak się cieszyłam na tę uroczystość. Poznałam Księdza dwadzieścia kilka lat temu, jako zbuntowana przeciw Kościołowi nastolatką, krótko po przeprowadzce na Żoliborz. Ksiądz zaprosił mnie wtedy do maleńkiego mieszkanka, które zajmował nad kościołem Dzieciątka Jezus. Zachwyciło mnie liczbą książek, które stanowiły główne wyposażenie pokoju. Piłam z Księdzem herbatę i długo rozmawiałam. Już wtedy wiedziałam, że spotkałam kogoś wyjątkowego, mądrego i wrażliwego. W kolejnych latach nie jeden raz, Ksiądz był przy mnie w różnych ważnych momentach mojego życia, tych radosnych i tych trudnych. Choć bardzo zajęty, szczególnie ostatnio, zawsze znalazł czas na chwilę rozmowy, albo chwilę milczenia, w zależności od potrzeby. Zawsze był gotów, żeby służyć pomocą. Najrozmaitszą. Pamiętam, że jako świeżo upieczony kierowca, dawno temu, usiłowałam kiedyś nieporadnie wyjechać samochodem z pryzmy śniegu na Placu Inwalidów i nagle... 'spadł mi z nieba' Ksiądz Roman, który z uśmiechem, przytrzymując sutannę, wypchnął mój samochód. Tak po prostu. W sobotę, odruchowo złapałam za telefon. Usłyszałam automatyczny komunikat, ze skrzynka wiadomości jest już pełna. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. I właśnie teraz tak bardzo brakuje mi mądrego, kochanego Księdza Romana." Anna Ficowska-Teodorowicz

"Andrzej Przewożnik, wyważony w sądach, skory do porozumienia, wierzący w dobrą wolę nawet tych, u których trudno się jej doszukać. Będzie mi bardzo brakowało jego pogadanek o miejscach pochówków naszych rodaków za granicą, rzeczowości w wypowiedziach i kompetencji." Bożena

"Do proboszcza parafii na Sadybie, ks. Andrzeja Kwaśnika przyszłam umówić cichy chrzest naszej autystycznej córki. 'A dlaczego chrzcić ją po mszy, dlaczego ukrywać?' Posadził małą na swoim okrągłym brzuchu, zagadał. Kiedy się śmiał, mała podskakiwała jak na piłce. 'Da sobie radę'. Uznał, że dziecko nie umiejące usiedzieć cicho podczas liturgii, Bogu nie przeszkadza. Jak głęboko jestem mu wdzięczna, za tę akceptację i godne potraktowanie, mogą pewnie zrozumieć tylko rodzice innych dzieci z zaburzeniami rozwoju." Małgorzata

"Znałam Pana Plażyńskiego. Poznałam Go w tym roku w Zakopanem na Olimpiadzie Polonijnej, gdzie również był Pan Prezydent. Mieszkam w Austrii i brałam udział w igrzyskach polonijnych. Pan Plażyński to był cudowny człowiek, będę się za niego modlić." Anna Skalska

"Po pierwszym szoku na wiadomość o wypadku przyszedł drugi - gdy pokazano listę ofiar. Janina Fetlińska, Senator RP. Pani Senator, pomogła mi Pani nie pytając o poglądy polityczne, o nic. Nie zdążyłam powiedzieć 'dziękuję'. Głupio mi było dzwonić na tę Pani prywatną komórkę, której numer, jak pisali we wspomnieniach - chyba naprawdę wszyscy mieli, nie chciałam przeszkodzić w jakiś Ważnych Sprawach. Myślałam, że podziękuję, że porozmawiamy, na chrzcinach mojego najmłodszego. Chrzciny w czerwcu, ale Pani, Pani Senator, już na nich nie będzie..." M.

"Ks. Jana Osińskiego pamiętam ze studiów z seminarium na Bielanach w Warszawie. Dwa lata studiów w jednej grupie nie zbliżyło nas może zbytnio, ale pamiętam, że nigdy nie mieliśmy żadnych konfliktowych spraw. Cichy, spokojny, sumienny, dobry człowiek. On był w Ordynariacie Polowym WP, więc nie spotykaliśmy się często, ani nie uczestniczyliśmy we wspólnych posługach, ale wspominam Go jako serdecznego kolegę. Wspominam nasz wyjazd kursowy do Jabłecznej, Kostomłotów i Kodnia w 1996 r. w maju. To były prawie Jego rodzinne strony. Potem ja wystąpiłem z seminarium, założyłem rodzinę. Jemu Bóg pozwolił wytrwać w powołaniu, doprowadził Go do święceń w 2001r. Ostatni raz Janka spotkałem w parafii św. Ojca Pio w Warszawie przy Wale Miedzeszyńskim 23.09.2009 r. Był to odpust parafialny, Ks. Bp. Tadeusz głosił kazanie ze swadą. Janek robił zdjęcia, dyskretnie posługiwał w niedokończonym jeszcze betonowym kościele. Była tam także pani Wanda Półtawska - dała świadectwo po Mszy św. o obozie w Ravensbrück (podobnie przemilczanym obozie jak Katyń, o czym pisze w książce pt. 'I boję się snów' ) i uzdrowieniu za sprawą o. Pio. Jak wezmę te sprawy razem trudno to objąć. Bóg wiele mówi przez tę śmierć. Na wielu płaszczyznach. Mogę być tylko wdzięczny za dar poznania obydwu Kapłanów. Odeszli na służbie. Nagle. Bez pożegnania. Niech Bóg da im radość życia wiecznego. Wierzę że kiedyś się spotkamy." Andrzej Krajczyński

"Parę lat temu znalazłem się na plebani kościoła Św. Katarzyny. Wśród kilku ważnych osobistości był tam ksiądz biskup Tadeusz Płoski. Nadarzyła się okazja by zamienić parę słów. Zapytałem: 'Ekscelencjo, tu się przedstawiłem, ciekawi mnie jak na głowach biskupów utrzymuje się piuska? Ksiądz biskup popatrzył na mnie wyrozumiale -'panie Tadeuszu, też mam na imię Tadeusz, proszę przymierzyć, żadnych szpilek, spinaczy'. Przymierzyłem. Rozmawialiśmy jeszcze chwile ale z emocji nic więcej nie pamiętam." Tadeusz

"Pan Janusz Zakrzeński był naszym redakcyjnym kolegą. W latach 90. w kultowej wtedy 'Filipince' - piśmie dla mądrych dziewczyn miał swoją rubrykę - 'Akademię Dobrych Obyczajów'. Uwielbiany przez czytelniczki, zasypywany listami, zapraszany na spotkania w szkołach. Mieliśmy wtedy taką 'filipinkową tradycję' - rzucaliśmy hasło na łamach 'Filipinki', że spotykamy się w określonym mieście danego dnia - i z całej Polski zjeżdżały się nasze wierne czytelniczki, by spędzić dzień z 'Filipinką' na żywo. Wszystkie spotkania prowadził Pan Janusz. Przed spotkaniem w Katowicach wymyślił, żeby dziewczyny przywiozły ze sobą po jabłku. I teraz proszę sobie wyobrazić tę scenę: kilka tysięcy czytelniczek na hasło Pana Janusza wyjmuje jabłka z plecaczków, toreb, kieszeni. - A teraz przełamcie jabłko na pół i podajcie połówki koleżance stojącej obok. - mówi pan Janusz. Jabłko z Krakowa wędruje do Sandomierza, antonówka z Gdyni do Kielc. Wszyscy są wzruszeni, to jest niesamowita wspólnota czytelniczek, jak dzielenie się opłatkiem. A potem Pan Janusz śpiewa song ze 'Skrzypka na dachu': 'gdybym był bogaty...' Panie Januszu, żegna Pana 'stara Filipinka'. Do zobaczenia!" Anna Mazurkiewicz, była redaktor naczelna "Filipinki"

"Ks. ppłk. Jan Osiński uczył mnie religii w pierwszej klasie Liceum Lotniczego, przygotowywał mnie i innych kolegów do Sakramentu Bierzmowania. Niezwykle pogodny i ciepły człowiek. Wiele razy w fascynujący sposób opowiadał nam w klasie o czasach gdy był w seminarium duchownym. Przypominają mi się słowa ówczesnego Biskupa Polowego Wojska Polskiego podczas wyświęcenia kościoła parafialnego w Dęblinie odnoszące się do ks. Jana: 'Drodzy parafianie, niestety muszę wam zabrać księdza Jana gdyż chce mieć go przy sobie w Warszawie'. Błyskotliwość księdza Jana powodowała że ludzie w jego otoczeniu czuli się po prostu lepsi. Spoczywaj w pokoju." Mateusz Warecki

"Cztery lata temu mój mąż był przyjmowany do szpitala na Szaserów przez Pana dr Lubińskiego ! Tak sympatycznego, pogodnego i kompetentnego lekarza nie spotkaliśmy. Wyrazy współczucia dla Rodziny i współpracowników z Kliniki." emerytka

"W piątek ks. Andrzej Kwaśnik pobłogosławił małżeństwo mojej córki. Młodsza córka przed laty przystąpiła w naszej parafii do komunii. Tyle wspomnień i nawet nie wiedziałam, że tak będzie nam go brakowało. To on uświadomił mi co to jest wspólnota parafialna, że można znaleźć swoje miejsce na ziemi. Żegnaj księże Andrzeju, tęsknimy za Tobą." Joanna

"Pan Janusz Zakrzeński od zawsze był moim sąsiadem na osiedlu Pod Skocznią. Pamiętam jak rozmawiał ze mną jak wracałem ze Szkoły Podstawowej nr 33. Witał się, pytał co było na zajęciach, zawsze uśmiechnięty i podczas jednych z naszych spotkań powiedział: 'Pamiętaj że zawsze trzeba się kłaniać drugiej osobie jeśli ona to robi nawet gdybyś jej nie znał'. Na zawsze będzie Naszym Sąsiadem, osiedla Pod Skocznią. "Maciej Sikorski

"Wojtek Lubiński - absolwent Liceum Ogólnokształcącego w Rykach, wspaniały uczeń, kolega o wysokiej kulturze osobistej. Brak słów..." Karina

"Z Panem Arkadiuszem Rybickim spotkałam się latem ubiegłego roku, gdy uczestniczyłam w Szkole Liderów Polonijnych Europy Zachodniej. W czasie wizyty w Gdańsku oprowadzał nas po Muzeum Solidarności. Przedstawiał temat transformacji ustrojowej w Polsce, miałam wtedy przyjemność z nim porozmawiać. Utkwił mi w pamięci jego wyjątkowo rzeczowy, jasny sposób mówienia, celne spostrzeżenia, świetne objaśnienia, wyczerpujące odpowiedzi na pytania. Wielka klasa, kultura i spokój a także piękna polszczyzna - nieczęste cechy polityków..." Joanna Bagniewska

"Boleśnie przeżywam śmierć Księdza Zdzisława Króla. Był wspaniałym kapłanem, rozumiejącym ludzi, serdecznym, współczującym. Potrafił pocieszyć mnie w najbardziej dramatycznej dla mnie sytuacji, wesprzeć duchowo , że spojrzałam na to w zupełnie nowym świetle. Dziękuję. Zawsze będę o Nim pamiętała. I niech dobry Bóg da Ci nagrodę w niebie. Spoczywaj w pokoju." Krystyna

"Katarzyna Doraczyńska - energiczna, śliczna, inteligentna, pełna wdzięku i optymizmu. Pracowała jako zastępca dyrektora gabinetu szefa Kancelarii Prezydenta, miała 31 lat. Osierociła malutką Hanię, o której z taką miłością opowiadała. Trudno uwierzyć, że Człowiek tak pełen życia - nie żyje. Niech Bóg ma w opiece Ją i Jej bliskich." Narodowe Centrum Kultury

"Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że jak będzie ślub, to tylko u księdza Zdzisława Króla. I tak też się stało. Nie było typowego kazania o miłości, były ciepłe słowa, skierowane do mnie i mojego męża. Chcieliśmy podziękować za ceremonię. Nie zdążyliśmy..." Natalia

"Od kilku lat znałam Sebastiana Karpiniuka. Niesamowity człowiek. Jednocześnie skrupulatny, wymagający i ciepły, otwarty człowiek. Potrafił skupić wokół siebie ludzi. Podziwiałam to, że potrafi bez przerwy pracować. Nie miał dni wolnych, urlopów. Jego kalendarz był wypełniony spotkaniami, sprawami do załatwienia. W tym wszystkim zawsze znalazł czas na chwilę rozmowy i zawsze odpisywał na smsy, czasem dopiero późnym wieczorem, ale wiadomość wysłana do niego nie pozostawała bez odpowiedzi." i.

"Ilekroć przyjeżdżał do Dziewierzewa i wpadał do mnie to prosił o chleb ze smalcem ... To może szczegół ale.. Taki był Ulek..." Artur Rak

"Razem z Markiem Ulerykiem po prostu 'Ulkiem' skakałam w Zawiszy. Miły, ciepły, spokojny i zawsze uśmiechnięty chłopak. Nie piszę o nim dobrze tylko dlatego, ze już go nie ma między nami, ale dlatego, ze on taki był. Dobry ciepły człowiek. Żal, że się już nie spotkamy tu na ziemi, na skokach, gdziekolwiek...... żal bo tyle miał jeszcze do zrobienia, bo jak się ma tyle lat to wszystko przed Tobą. A tu jedna sekunda przekreśliła wszystko, zwłaszcza, że w tak okrutny i brutalny sposób . Współczucia dla wszystkich bliskich, bo nie jestem w stanie i obym nigdy nie musiała wiedzieć co oni przeżywają. Zegnaj." Ewa

"Pełniąc funkcję konsula w Konsulacie Generalnym RP w Grodnie, w 2004 roku, organizowałam Pierwsze Polskie Dyktando na Białorusi. Jedną z zaproszonych gości była twórczyni Dyktand, Pani Krystyna Bochenek. Pani Senator swoją obecnością, kunsztem dziennikarskim i wrodzoną żywiołowością i serdecznością sprawiła, że to pierwsze dyktando przeszło oczekiwania nie tylko nas, organizatorów, ale i uczestników. Wspaniała, serdeczna, ciepła, żywo zainteresowana losami naszych Rodaków na Wschodzie. W 2008 roku podczas Trzeciego Dyktanda w Grodnie w bardzo trudnych warunkach lokalowych spowodowanych nieustępliwością władz białoruskich, podczas odśpiewywania Roty, Pani Senator Krystyna Bochenek płakała razem z uczestnikami Dyktanda. Będzie i mnie i mojemu mężowi bardzo brakowało Jej zdecydowania, serdecznego uśmiechu i energii. Pani Krystyno, pamiętamy i nie zapomnimy o Pani! Zofia i Ryszard Szmydowie

"Pamiętam wielką niezapomnianą rolę Pana Janusza Zakrzeńskiego w śpiewogrze 'Na szkle malowane' Katarzyny Gaertner w latach 70-tych. Wspaniale grał i śpiewał!" Hanna Sztranc

"Basia Maciejczyk - piękna, smukła dziewczyna z uśmiechem na twarzy. Gdy ją poznałam była jeszcze młodziutka, szukała swojego miejsca na ziemi - szkoda, że znalazła akurat tam. Spędziłyśmy razem w jednej pracy tysiące godzin, ileż to wypitych kaw, ploteczek, spotkań firmowych i prywatnych. Całkiem niedawno chciałam odnowić z nią kontakt - nie zdążyłam..." MM

"Generał Kwiatkowski to sąsiad z naszego Osiedla. Brał udział w lokalnych radościach. Człowiek bardzo ciepły, serdeczny. Wielki smutek i wielki, wielki żal. Szkoda, że Bóg zabrał już tak kapitalnego Człowieka, Generała i Polaka. Cześć Jego pamięci!" Piotr Romaniewski

"Zostałam przez Niego ochrzczona, również udzielał mi ślubu, ponoć to wróżyło szczęście-taka tradycja rodzinna. Myślę z perspektywy, że jest w tym prawda tylko wielka szkoda, że już nikt nie usłyszy tak wielu ciepłych słów na własnym ślubie .Dziękuję za te chwile...."Agnieszka

"Znałam osobiście Jerzego Szmajdzińskiego. Ciepły, uśmiechnięty, życzliwy człowiek. Bardzo współczuję rodzinie . Grażyna Szumachowska

"Andrzej Kremer? Oficjalnie wiceminister spraw zagranicznych. A dla mnie? Mój młodszy, jasnowłosy brat cioteczny. Z mojej perspektywy, Andrzej był zawsze tym małym chłopcem o twarzy tak podobnej do swojej mamy. A potem szybko podrósł i był tym wysokim blondynem. Był okres w jego życiu, że biegał. Podobno był w tym dobry. (...)

Atmosfera jego rodzinnego domu była bardzo charakterystyczna. Gdziekolwiek nie spojrzeć, leżały historyczne książki. Oboje rodzice byli historykami z wykształcenia i z zamiłowania. I ich dom był przesiąknięty historia.(...)

Nie byłam w ogóle zaskoczona, gdy usłyszałam, że po maturze Andrzej zaczął studiować prawo na UJ. Głęboka znajomość historii, erudycja, piękne wypowiadanie swoich myśli, klarowna argumentacja, emocjonalny dystans - to wszystko czego Andrzej nauczył się w domu rodzinnym pomaga prawnikowi, jak również wiele lat później prawdopodobnie pomagało Andrzejowi, gdy prowadził negocjacje z Amerykanami lub Rosjanami. Był już wicekonsulem w Hamburgu gdy ja emigrowałam do Australii

(...) Ostatnim razem leciałam do Polski tylko na 7 dni. Zadzwoniłam do moich rodzinnych "punktów kontaktowych" w Rzeszowie, Warszawie i Krakowie podając daty, kiedy chciałabym się z kim zobaczyć. Mój brat Leszek powiedział mi, że mam marne szanse na spotkanie z Andrzejem, bo ten jest bardzo zajęty..."Elzbieta Gruntowicz, Melbourne, Australia

"Tadka poznałam w 1999 r. Pracował wtedy w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Poznaliśmy się trochę przez przypadek w gabinecie prezydenta miasta. Na zakończenie rozmowy przytulił mnie i wycałował, ot tak, miał dobry humor. A ja chodziłam zakręcona, bo 'sam Buk' mnie ucałował. Później wspólnie pracowaliśmy przy organizacji imprez masowych, był wiecznie uśmiechnięty. Gdy dostał nominację generalską, kupiłam dla niego prezent, ale nigdy nie zdążyłam mu go dać, jakoś nie było okazji do spotkania. Gdy został Dowódcą Wojsk Lądowych, pomyślałam że lepiej stać się nie mogło, że spełniło się jego marzenie. A poza tym miałam do niego już tak blisko, bo mieszkam przy warszawskiej Cytadeli - miejscu, w którym stacjonował. Nie zdążyłam... Jego uśmiech i iskierki w oczach na zawsze zostaną w mojej pamięci."Katarzyna o Tadeuszu Buku

"Miałem przyjemność poznać Panią Ewę Bąkowską - kierownik Oddziału Informacji Naukowej i Katalogów w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego. Spotkałem ją kilka razy - wspaniała, ciepła osoba...wielki żal i smutek, że tacy ludzie odchodzą. Pamiętam, jak po spotkaniu pokazywała mi oraz gościowi z zagranicy, który mi towarzyszył w naszej wizycie na UJ, zbiory Biblioteki Jagiellońskiej. Dzisiaj się dowiedziałem, że była również wnuczką Generała Mieczysława Smorawińskiego, zamordowanego przez Sowietów w Katyniu, w 1940 roku - jechała na Jego grób... Wielki Żal i Smutek..." Krzysztof Grzybowski

"Basia Maciejczyk była moja serdeczna koleżanką. Znam bardzo niewiele osób, które tak bezinteresownie, z pełnym zaangażowaniem chcą i potrafią pomagać innym, tak jak Basia pomogła mnie, kiedy byłam w potrzebie. Uśmiechnięta, ciepła, kochana. Choć sama w ciągu życia musiała się zmierzyć z bardzo wieloma problemami - nigdy się nie poddała i nigdy nie zapominała o bliskich. Taka Ją zapamiętam. Taką powinniśmy Ją zapamiętać wszyscy. Nie zapomnę Cię Basiu...[*]"em

"Marisuz Handzlik był moim wykładowcą w Collegium Civitas. Tłumaczył nam stosunki polsko-amerykańskie. Przyjeżdżał do nas z Waszyngtonu. Zajęcia odbywały się nieregularnie, w skomasowanej liczbie. Wiele rzeczy z wykładów zapamiętałam. Szczególny był egzamin, bo na kawie w Mariocie (nie mogliśmy przyjść na 1 termin, a on akurat był w Warszawie przelotem). Mariusz Handzlik był szalenie kulturalny, wyrozumiały. Dobrze przygotowany do zajęć. Później widywałam go na koncertach jazzowych. To wielka strata." Joanna Faryna

"Ksiądz Adam Pilch, proboszcz Parafii Ewangelicko - Augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie. Jedna z najmądrzejszych osób, które dane mi było znać. Niezwykle ciepły, otwarty, zawsze i w każdej sytuacji uśmiechnięty - nigdy nie odmawiał, gdy prosiło się go o radę. Potrafił odpowiedzieć na każde zadane mu pytanie. Wspierający, niesamowity człowiek. Dla wielu z nas był autorytetem. Nigdy go nie zapomnimy." : K.

"Osobiście znałam Jerzego Szmajdzińskiego wraz z żoną od lat młodzieńczych. Serce rozrywa się nad tą tragedią. Składam kondolencje na ręce całej rodziny oraz SLD i całemu krajowi za tak wielką stratę." Wiesława Gawior

"Ktoś ze znajomych poprosił by napisać więcej o spotkaniach z Panią Marią Kaczyńską O tak, po spotkaniu w Pałacu była konferencja związana z Rodzicielstwem Zastępczym, na która Pani Maria przyjechała wprost z lotniska. Skołowana i nieprzytomna (leciała ze Stanów), ale oczywiście pogodna. Po prostu przyszła, spóźniona, ale była, razem z cudną swoja pomocnicą Panią Izą Tomaszewską, która i w ostatniej drodze jej towarzyszyła.. Wtedy na tej konferencji (w Sejmie) miałam szczęście (teraz to wiem na pewno) odbierać ją od drzwi. Pamiętam chwyciła mnie pod rękę i natychmiast opowiadała o dzieciach z Polonii Amerykańskiej, z którymi się widziała. Potem zaprowadzona na sale obrad wyraźnie wyczuła zapach kotów i rozbawiona teatralnym szeptem snuła wizję inwazji kotów na Sejm. Nie wyszła z konferencji po jej otwarciu, była z nami do jej pierwszej przerwy. Uważna, skupiona, oddana i przeraźliwie zmęczona..."Anna

Robert, był moim kolegą i sąsiadem z bloku, często bywaliśmy u siebie. Zawsze sumienny i odpowiedzialny, z marzeniami o lataniu. Jeszcze w ostatnią środę wspominał że leci do Smoleńska z Prezydentem. Olbrzymia to strata zarówno dla Rodziny jak i nas wszystkich. Pokój jego duszy i cześć pamięci. Waldek Macowicz

"Jako zaangażowana młoda kibicka jechałam któregoś września do Lubina, na inaugurację sezonu ligi piłkarek ręcznych. Przyjeżdżamy z Jeleniej Góry autobusami. Na miejscu zaskakująco spiker wita naszego ówczesnego ministra obrony narodowej, Jerzego Szmajdzińskiego, który prosto z samolotu wrócił z wizyty w Iraku i przyjechał kibicować naszej drużynie. Często bywał na meczach, zawsze serdeczny, nigdy nie epatował swoim 'VIPostwem'. Jego spokój, tolerancja i wyważenie w wypowiedziach jest godne podziwu i niestety rzadko spotykane... Wielki, wielki człowiek. Cała Jelenia płacze za Panem.... "Joanna

"Leszek Kazimierz Solski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich, to brat cioteczny mojego męża i świadek na naszym ślubie. Zginął dziś, 10.04.2010 roku, w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Wraz z żoną Ewą, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku , mieszkał w Sopocie, Urodził się w 1935 roku. Matką jego była Halina z domu Kawecka pochodząca z Torunia, ojcem oficer artylerii konnej kapitan Kazimierz Solski aresztowany w 1939 roku w Baranowiczach, następnie uwięziony przez Sowietów w obozie w Kozielsku i zamordowany w Katyniu. Ten sam los spotkał także jego brata majora Adama Solskiego. Po 17 września 1939 roku mały Leszek przekroczył wraz z mamą nielegalnie granicę polsko-rosyjską. Najpierw zamieszkali w Rembertowie, następnie w Warszawie na Ochocie przy ul. Niemcewicza. Po upadku Powstania Warszawskiego trafili do obozu pracy w Lerthe koło Hanoweru.W końcu gehenna wojenna skończyła się i Leszek wraz z mama oraz babcią Martyną wrócili do Torunia i rodzinnego domu. Chłopiec poszedł do szkoły podstawowej, potem został uczniem I LO im. M. Kopernika w Toruniu. Był wysportowany, należał do harcerstwa , czym imponował swojemu dużo młodszemu kuzynowi. Pamiętam z opowiadań jego mamy, że miał wiele zainteresowań .Gdy go poznałam był już inżynierem z dyplomem Politechniki Gdańskiej, mężem Ewy i ojcem dwóch wspaniałych córeczek, Hani oraz Joasi. Lubił mówić o swojej rodzinie, wożeniu dziewczynek na zajęcia sportowe, psach przewijających się przez ich domy, wakacyjnych wyprawach. Miał w sobie ciekawość świata i niespożytą energię. Często Jego żona żartowała, iż poślubiła mężczyznę z ADHD. Niezwykle ruchliwy nie pozwalał też innym na bezczynność. Chwilami było to nawet denerwujące, ale muszę przyznać, że wszyscy ulegali jego urokowi i fantazji. Utkwiły w mojej pamięci jego wspomnienia dotyczące dzieciństwa, słuchania w latach 1951/52 w Radiu Wolna Europa fragmentów pamiętnika znalezionego w 1943 roku podczas ekshumacji zwłok stryja Adama, o tym, iż już wtedy wiedział, że nie wolno głośno mówić o Katyniu . Po latach czasem dowiadywał się ze zdumieniem, że zginęli tam członkowie rodzin jego znajomych. Dorosło pokolenie osieroconych przez ojców dzieci, w których na lata całe prawda o czasach przemocy i zbrodni została ukryta głęboko w sercu i duszy. Dopiero w 1989 roku Leszek Solski mógł zobaczyć miejsce kaźni polskich oficerów, miejsce śmierci swego ojca, żyjącego we wspomnieniach najbliższych i paru pamiątkach po nim. W 49 rocznicę Katynia Leszek służył do mszy odprawianej w lesie katyńskim przez księdza prałata Zdzisława Króla. Jadąc tam w 1989 , zabrał ze sobą wieniec i 4 szarfy przygotowane przez córki. Dlaczego aż 4? Jedna była dla ojca, druga dla stryja Adama od córki Ewy mieszkającej w Otwocku i jego bratanka, trzecia dla pułkownika Dionizego Krechowicza od wnuczki Ewy, czyli żony Leszka, a czwarta dla członka rodziny zięcia Leszka-Bartosza. Parę miesięcy później przeżył zawał serca. Gdy go odwiedziliśmy pokazywał nam zdjęcia z wyprawy do Katynia. Czy dziś też miał kilka z nich przy sobie? W 1990 roku dzięki wsparciu pracowników Biblioteki Politechniki Gdańskiej zrealizował swój pomysł pt. "Fotograficzne archiwum pamiątek po zamordowanych z Gdańskiej Rodziny Katyńskiej". Wystawę tę obejrzeli Ronald oraz Nancy Reagan będący gośćmi księdza Henryka Jankowskiego i zwiedzający Bazylikę św. Brygidy. Pamiątkowe zdjęcie Leszka z byłym prezydentem USA i jego żoną mieliśmy okazję oglądać podczas spotkań rodzinnych. Miał je przy sobie dzisiaj, wsiadając do rządowego samolotu? Leszek zaangażował się także w tworzenie Epitafium Katyńskiego w Bazylice św. Brygidy. W kultywowaniu pamięci o przeszłości naszego narodu był niezwykle konsekwentny. Odnajdywał ludzi związanych z tym miejscem wszędzie tam, gdzie w swych wojażach z żoną dotarł. Wczoraj , goszcząc u nas w Warszawie po przylocie z Gdańska, o nich nam opowiadał. Pokazywał ostatnie listy swojego ojca pisane do żony Haliny, zdjęcia."Hanna Kawecka

"Poseł Zbigniew Wasserman , pozostanie w mej pamięci jako osoba prawa , odważna, patriotyczna , zaangażowana w przestrzeganie prawa , dająca nam przykład walki o państwo prawa.Cześć jego pamięci !!" Witek z Nysy

Droga Pani Krysiu, Będzie nam Pani brakowało na naszym Polonijnym Zjeździe Nauczycieli w San Francisco, tak miło było razem dwa lata temu w Bostonie, te cieple słowa i wspólne zdjęcia zostaną w mojej pamięci na zawsze. Niech Bóg wprowadzi panią do najlepszych komnat gdzie nie ma łez, smutku i cierpienia. Spoczywaj w Pokoju Halina Zurawski

"Ks. Roman Indrzejczyk udzielił sakramentu chrztu moim dzieciom. Mieszkał obok nas. Był dobrym duchem Żoliborza. Zawsze był blisko, gotów rozmawiać i pomagać. Teraz Żoliborz już nie jest ten sam." Monika Teodorowicz

"Bardzo nam będzie Ciebie brakowało. Byłaś wspaniałym przyjacielem. Od dziecka uśmiechnięta.. Harcerka, radna, matka i przyjaciółka - mocno zaangażowana w to co robi. Tyle lat pracy na Jakubowskiej dla ZHR, tyle wolontariuszek wyjechało dzięki twojej Fundacji Fabryka Przyszłości. Pamiętamy jak udało Ci się nagrać płytę z Programu Młodzież - Skąd dokąd- z piosenkami dzieci z Pragi. Jak organizowałaś czas dla dzieci z domów dziecka. Pamiętamy jak bardzo kochałaś swoją Hanusię. Tak bardzo zapracowana, a jednak zawsze o nas pamiętałaś: o świętach, o urodzinach. Kochałaś Kazimierz nad Wisłą, gdzie tyle lat przyjeżdżałaś i cała rodzina Doraczyńskich. Otaczałaś opieką nas i swoją rodzinę babcię ,mamę i siostrę. Spotkasz Kasiu gdzieś wysoko swojego ukochanego tatę, a my też się kiedyś tam spotkamy...."Ania o Katarzynie Doraczyńskiej

Droga Pani Krysiu, Będzie nam Pani brakowało na naszym Polonijnym Zjeździe Nauczycieli w San Francisco, tak miło było razem dwa lata temu w Bostonie, te cieple słowa i wspólne zdjęcia zostaną w mojej pamięci na zawsze. Niech Bóg wprowadzi panią do najlepszych komnat gdzie nie ma łez, smutku i cierpienia. Spoczywaj w Pokoju Halina Zurawski

Mariusz Kazana był moim opiekunem stażu studenckiego. Udało mi się zachować z Nim kontakt. Nauczył mnie bardzo wiele, a przede wszystkim szacunku dla pracy, powagi, ale też dystansu, wreszcie - jak wbrew przeciwnościom zachować poczucie humoru. Był przy każdej ważnej uroczystości jako szef protokołu dyplomatycznego, co można było obserwować w relacjach telewizyjnych - gdzieś w kadrze zawsze dyskretny Mariusz Kazana, pomiędzy prezydentem a premierem, uwijał się jak w ukropie. Cieszyłem się, bo mieliśmy znowu spędzić więcej czasu - w najbliższych tygodniach, miał poprowadzić szkolenie z protokołu dyplomatycznego, które oferował kolejnym rocznikom Krajowej Szkoły Administracji Publicznej." Michał

Basia Maciejczyk była ciepłą, uśmiechniętą kobietą. Z sercem na dłoni. Przy Niej wszystkie smutki znikały..."Marta

"Doc. Tadeusz Lutoborski był promotorem mojej pracy magisterskiej w 1974 na U Ł. Serdeczny , wyrozumiały, przyjazny. Rozmawiał ze mną nie tylko o finansach. Opowiadał o ojcu, który zginął w Katyniu. Przybliżał historię, którą poznawaliśmy wówczas tylko w domu lub od bliskich mądrych ludzi. Pozostanie zawsze w mojej pamięci." Sylwia

"Ś.P. Stefan Melak - Człowiek niezłomny i niezastąpiony. Prawdziwy żołnierz Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, dążący wytrwale do upamiętniania Jej dziedzictwa. Teraz juz na zawsze z Katyniem związany." Anna

"Ks. Adam Pilch - nasz najlepszy pasterz, ewangelików z parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie. Zawsze dostępny, dobry, kompetentny, mądry. A przy tym skromny, nie zabiegający o zaszczyty. Dla nas ogromna strata... Czy jego obecność w Katyniu coś by zmieniła? Jego kazania zawsze pomagały zachować godność i wiarę w codziennym życiu. Pozostawił żonę i córkę, osierocił kilkuset parafian... Żal i smutek..." Paweł

"
Pan Mecenas Stanisław Mikke był osobą niezwykle skromną, kulturalną i życzliwą wszystkim. Człowiek o niespotykanej wrażliwości i dobroci, zawsze uprzejmy i pomocny, o ogromnej wiedzy merytorycznej i wielu zaintersowaniach, niezwykle rodzinny, zawsze uśmiechnięty. Taki pozostanie w mojej pamięci." Agnieszka Janowska

"Izabelę Jarugę-Nowacką znałam od 21 lat. Przez ostatnie 12 lat spotykałyśmy się dość często. Łączyły nas idee, współpraca i przyjaźń.. Dziękuję Izo: za feminizm w białej bluzce, za styl, za przeloty wczesnym samolotem do Wrocławia, za to, że byłaś..."Renata Berent-Mieswzczanowicz

"Piotr Nurowski, wielki człowiek, od którego biło ciepło. Chętny nieść pomoc innym.Wielka strata dla Polskiego Sportu! Brak słów...Wieczny odpoczynek racz dać Im wszystkim PanieArlZdz"

"Księdza pułkownika Adama Pilcha poznałem w ramach grupy studenckiej w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Trójcy w Warszawie, którą prowadził jako student ostatnich lat teologii na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Potem był wikariuszem diecezjalnym Diecezji Warszawskiej i znowu pracował w mojej ówczesnej parafii. Później nasze kontakty rozluźniły się. Mnie pochłonęła praca, działalność w harcerstwie, kolejne studia. W 2001 roku ksiądz Adam odnalazł mnie sam. Zachodziłem już wtedy do jego parafii na nabożeństwa. Jego kazania były zawsze dla mnie inspirujące. Ksiądz Adam poprzez jednego z uczestników grupy młodzieżowej wciągnął mnie do współpracy. Raz była ona z mojej strony bardziej intensywna, potem, po moim ślubie i przeprowadzce pod Warszawę poluzowała się. Ale cały czas ksiądz Adam pozostawał moim przyjacielem. To on pomógł mi usunąć przeszkody blokujące związek małżeński. Udzielał nam ślubu wspólnie z ówczesnym proboszczem św. Trójcy, chrzcił naszą córkę. Jednym z ostatnich jego zdjęć, jakie mam jest to, gdy pochyla się z modlitwą nad naszą Zuzią. Zawsze mogłem na niego liczyć. Pomógł mi wiele razy niczego w zamian nie oczekując i nie żądając. Zawsze dostępny. Jeśli jakieś obowiązki uniemożliwiały mu natychmiastową rozmowę, proponował najbliższy termin. Jest i pozostanie dla mnie wzorem duchownego i przyjaciela. Paweł Wypych natomiast zawsze będzie dla mnie kolegą, komendantem Chorągwi Mazowieckiej ZHR. Człowiekiem, któremu nigdy władza i kariera nie zawróciły w głowie. Zawsze pogodny i uśmiechnięty, zawsze optymistyczny. Żegnajcie przyjaciele. Do zobaczenia w Domu Ojca.."Maciej Pietraszczyk

"Justyna Moniuszko była świetną koleżanką. Zawsze uśmiechnięta i radosna. Była wizytówką naszego wydziału, została pierwszą w historii Miss MEiL, a potem wygrała wybory na Miss PW. Zawsze realizowała swoje cele. W wyborach wystartowała, bo zależało jej na laptopie, który był główną nagrodą. Pasjonatka lotnictwa- skoczek spadochronowy, pilot szybowcowy, inżynier lotnictwa. Dyplom obroniła we wrześniu. Ta praca była pracą na czas studiów. Miała inne plany zawodowe. Justyna pozostawiła po sobie piękne wspomnienia, ale przede wszystkim żal i nie dowierzanie, że jej już z nami nie ma. Już nie spojrzy litościwie na mnie, jak się biliśmy dla zabawy z jej sympatią. Nie wymienimy plotek. Nie padną pytania ' skąd to masz? gdzie to kupiłaś? '... Spoczywaj w pokoju Justynko."m.

"Ks. Roman Indrzejczyk to cudowny kapłan. Miałam możliwość uczęszczać na lekcje religii prowadzone przez księdza w czasach PRL-u, te lekcje były lekcjami historii, etyki ,moralności. Nikomu nie odmówił pomocy nigdy nie wyznaczał stawek za sakramenty każdy dawał tyle na ile było go stać czyli czasami nic. Wyjątkowa osobowość ogromny żal i ból....." Parafianka z Tworek

"Przyjaźniłem się ze Szmajdzińskim. Był wspaniałym kumplem i znakomitym kompanem w każdej sytuacji. Potrafił celną uwagą spuentować każdą kwestię, a kończył zazwyczaj miłym, nieco sardonicznym uśmiechem. Żal mi ogromnie Małgosi Szmajdzińskiej,która mocno wspierała swojego męża w staraniach o prezydenturę. Była to wspaniała para. Bedę wspierał panią Małgosię tak długo, jak się da. Szmajda! Przyjacielu:I miss You...Nigdy Cię nie zapomnę." Wieslaw Waldemar Przybylowicz

"Mecz Niemcy - Polska podczas ostatnich Mistrzostw Świata w Niemczech. Dortmund. Siedzę za bramką, a tuż nade mną Jerzy Szmajdziński, był z rodziną. Patrząc na rozgrzewkę zaczęliśmy wymieniać uwagi, żyliśmy nadzieją na historyczne zwycięstwo. Bardzo miły człowiek, wielki kibic. Szkoda, że nie będzie mu dane zobaczyć już żadnego meczu, w tym mojego ukochanego Lecha Poznań" S

Ksiądz Roman Indrzejczyk był prawdziwym autorytetem. Mimo sędziwego wieku uczył religii w żoliborskiej szkole muzycznej. Te lekcje to nie było odbębnienie materiału - to były spotkania z filozofią, rozmowy o życiu, o tym co naprawdę dobre, a co złe. Dzieci za nim przepadały, rodzice darzyli wielkim szacunkiem. Mój 12-letni syn na wieść, że Ksiądz Roman jest na liście ofiar, zaprzeczył: "Coś ty, mamo, przecież jeszcze w czwartek uśmiechał się do mnie dobrotliwie i życzył powodzenia na teście szóstoklasisty... "Będzie nam Go bardzo brakowało. Takich ludzi już niewielu zostało..."ewa

"Pan Jurek Szmajdziński - Szmaja- poseł z mojego miasta Jeleniej Góry... kiedy pracowałam w Muzycznym Radiu właśnie w Jeleniej Górze, nie raz miałam okazje spotkać Go na ulicy Wojska Polskiego. Uśmiechnięty, cudownie kokietujący poseł :) Zawsze dodawał otuchy i wspierał. Prywatnie pamiętający o naszych rodzinach. Mimo niekiedy różnych poglądów, nie tylko politycznych, nigdy nie narzucał swojego zdania. Pamiętam, kiedy wybuchła afera z Panią Poseł Sawicką - także posłanką ziemi jeleniogórskiej - była to ostatnia osoba, którą chciał komentować, mówiąc- ' kto inny ja osądzi'. Będąc młoda nieopierzoną dziennikarka nie raz zdarzały mi się wpadki, w nazwisku czy wydarzeniu, poseł Szmaja zawsze nie pozwolił na to aby ktoś mnie skrytykował :) Na zawsze zostanie w mojej pamięci." Karolina Nawojka Chałupińska

"Mój pierwszy wywiad. 1995, może 1996 r. Byłam wtedy w liceum. Próbowaliśmy robić taką młodzieżową gazetkę. Koledzy zaproponowali, żeby może zrobić wywiad z posłanką Izabelą Jarugą-Nowacką. Zdziwiłam, się, bo to przecież znana osoba, czy to wypada, żeby licealistka z prowincji zawracała jej głowę? Prawie mnie wypchnęli do niej. A Ona? Traktowała mnie, jakbym była Moniką Olejnik, bez patrzenia z góry, rozmawiałyśmy jak równa z równą. To trzeba mieć klasę, żeby szanować taką małolatę, będąc Izabelą Jarugą-Nowacką w tamtym czasie. To był jeden z moich lepszych wywiadów, oczywiście nie dzięki mnie :). Szkoda, że jej poglądy na prawa kobiet w naszym kraju nie miały siły przebicia - tylko dla niej głosowałam na SLD. Współczuję rodzinie." grocham

"Śląska ziemia z żalem żegna panią Krystynę Bochenek - bardzo popularną i zasłużoną osobę. Składam kondolencje i wyrażam współczucie panu profesorowi Bochenkowi, mężowi pani Krystyny oraz całej Rodzinie."dr. med. Maria Żmudzińska"

Pastor Adam Pilch? Człowiek mądry, dobry, pogodny, pełen ciepła. Udzielił konfirmacji mojemu synowi, pożegnał mojego ojca. Łączę się w bólu z Jego najbliższymi. Andrzej z Montrealu

"Znałem osobiście Wieśka Wodę, poznalismy się podczas parlamentarnej wizyty w Libii w 2003 roku. Taki miły człowiek, bezpośredni... Tyle razy planowałem do Niego zadzwonić podczas pobytów w Warszawie." Andrzej

"Wprawdzie nie znałam osobiście żadnej z ofiar, ale moja 8-letnia wnuczka bardzo mnie wzruszyła słowami, które tu piszę - Mój ulubiony Prezydencie, pomagałeś ludziom, a sam jesteś w niebie. Kocham Cię!!! I Marię. Życzę Wam udanego pobytu w niebie. Julcia - (pisownia autentyczna uczennicy 1 klasy). Nic więcej nie można dodać, chyba tylko - Żegnajcie". Danuta Bator

"Spotkałem kiedyś Lecha Kaczyńskiego, nim został prezydentem. Miało to miejsce w maju 2001 roku w Łódzkim Domu Kultury. Lech Kaczyński przyjechał do mojego miasta w roli Ministra Sprawiedliwości.

Z tego spotkania zapamiętałem ówczesnego Ministra jako osobę niezwykle otwartą, szczerą, chętnie rozmawiającą i odpowiadającą na pytania gości. Spotkanie trwało nieco ponad godzinę, a jedyne co mi pozostało poza wspomnieniem to zdjęcie z Lechem Kaczyńskim. Podczas tej rozmowy ze zgromadzonymi gośćmi powiedział m.in.: 'Wielkość człowieka mierzy się działaniami jakie prowadzi'. Pomimo, że czasem nie popierałem sposobu prowadzenia polityki przez Lecha Kaczyńskiego to w obliczu takiej tragedii całe to moje myślenie odchodzi w zapomnienie.

W ubiegłym tygodniu dowiedziałem się, że Lech Kaczyński miał przyjechać do Łodzi 23 maja. W łódzkiej Atlas Arenie planował ogłosić, że będzie ubiegał się o reelekcję w jesiennych wyborach prezydenckich. Planowałem być na tym spotkaniu. Panie Prezydencie - nie będzie mi już dane spotkać się z Panem i wysłuchać Pana wypowiedzi. Mogę tylko wyznać w odniesieniu do zacytowanych wyżej słów, że był Pan dla mnie Wielkim Człowiekiem". Adam Sęczkowski z Łodzi

"Pamiętam Władka Stasiaka z drugiej połowy lat 80. Jeździł na młodzieżowe obozy z wykładami historycznymi. Nigdy jeszcze nie spotkałam człowieka, który tak jak ON potrafił opowiadać o naszej, zakazanej wówczas, historii. Mówił niezwykle ciekawie, z pasją... Wyjątkowa osobowość, potworna strata..." Zocha

"Piotr Nurowski. Poznałem go przypadkiem, ale zapamiętałem jako człowieka. Było w nim coś co nie pozwalało go nie lubić, jego osobowości, sposobu bycia, energii. Żal po jego śmierci na długo we mnie pozostanie..." Hubert Ciuruś

"Ks. Pralat Bronisław Gostomski, Człowiek - serce. Spoczywaj w Pokoju." P.Z.

"Wspomnienie Aleksandra Fedorowicza, tragicznie zmarłego tłumacza - Był ciepłym, pełnym życia człowiekiem, cieszącym się życiem, gorąco oddanym swojej córce i rodzinie. Serdeczny wobec rodziny, kochał swoją rodzinę i swoich bliskich."
Jerzy Wrzesiński
- współpracownik z kancelarii tłumaczy przysięgłych

"Ks. Rektor Ryszard Rumianek był człowiekiem niezwykle radosnym i życzliwym zarówno dla pracowników jak i studentów. Nie mogę uwierzyć, że już go nie ma." Anna

"Biskupa polowego Wojska Polskiego ks. Tadeusza Płoskiego miałam przyjemność poznać na studiach, jeszcze niedawno miałam wykłady z tym wybitnym człowiekiem. Osoba niepowtarzalna, szalenie wybitna, inteligentna, bardzo pracowita. Cały wydział prawa na UWM odczuje tą stratę." Katarzyna

"Przeglądam listę ofiar katastrofy po raz kolejny i uświadamiam sobie, że (...) osobisty kontakt miałem tylko z Januszem Zakrzeńskim, wybitnym polskim aktorem, wielkim patriotą, człowiekiem o niepowtarzalnym, głębokim, mocnym głosie. W hotelu Holiday Inn we Wrocławiu odbywały się przez pewien czas, raz w miesiącu, spotkania z gwiazdą, wśród nich - Pana Janusza. (...) Byliśmy pod wrażeniem Pana Janusza pięknej gawędy, lekcji bez mała - trudnej powojennej historii (też mojego rodzinnego Wrocławia, Pan Janusz uczęszczał tu do elitarnego Liceum nr 3), patriotyzmu (wspaniałe wspomnienia z jego lat spędzonych w Krakowie, wizyt w Wilnie). A wszystko to przeplatane śpiewem oraz deklamacją pięknych, znakomicie dobranych wierszy. Czarowny wieczór, czarowne wspomnienia i tylko żal ogromny, że takich Czarodziei coraz mniej wśród nas." Tomasz Podwapiński

"Znajomość osobista, to chyba za dużo powiedziane. Miałam jednak przyjemność zamienić parę słów z Panem Przemysławem Gosiewskim. Wymiana zdań była zdawkowa, więc nie warto jej przytaczać ani komentować. Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że wielokrotnie, zawodowo pomagając ludziom rozwikłać zagmatwane sytuacje rodzinne, słyszałam od tych najbiedniejszych, których nie stać było na zapłacenie za poradę prawną, że pójdą 'do Gosiewskiego', to im pomoże. Pan Gosiewski udzielał bowiem darmowych porad prawnych, z których najbiedniejsi mogli korzystać." Beata M.

"Ks. Roman Indrzejczyk. Jestem rodowitym mieszkańcem Żoliborza, na mapie którego Parafia Dzieciątka Jezus to ważny punkt. Sam oddaliłem się od Kościoła dosyć dawno - z różnych względów. To co pamiętam doskonale, to spowiedź, jakiej przed ślubem udzielił mi Ksiądz Indrzejczyk. Ten jeden raz widziałem, że z rozmowy o braku dobra, o zaniechaniu i zaniedbaniu można stworzyć rozmowę o tym wszystkim, co można zrobić dobrze jutro. Życzę każdemu takich spowiedników jak Ksiądz Roman." Mateusz

"Porucznik Artur Ziętek - kolega z Ustronia w Radomiu, z klasy w szkole podstawowej nr 2. Nie wierzymy do tej pory, że Go nie ma. Artur 'Ziutek' był koleżeński i łączył w sobie dwie cechy, które dziwiły nas bardzo: świetnie się uczył i był świetnym sportowcem. Pomimo, że lepszy był od większości z nas, nigdy nie pokazywał tego. Życzliwy i zawsze uśmiechnięty. Ukierunkowany na latanie był od zawsze, odkąd pamiętam. Szkoda, że tak krótko spełniał się w tym, co kochał. Zawsze będziesz w naszej pamięci." Mirek

"Ks. Roman Indrzejczyk - człowiek niesamowity, inteligentny, pełen empatii i ciepła. Miał wspaniały kontakt z młodzieżą. Na zawsze zostanie mi w pamięci dzień, w którym udzielał mi I komunii świętej." Agnieszka

"Sebastian Karpiniuk. Młody, utalentowany, przyjazny i zawsze uśmiechnięty, kiedy tylko go widziałem... Człowiek chcący działać, pomagać innym obywatelom..." Paweł

"Biskupa polowego Wojska Polskiego ks. Tadeusza Płoskiego miałam przyjemność poznać na studiach. Jeszcze niedawno miałam wykłady z tym wybitnym człowiekiem. Osoba niepowtarzalna, szalenie wybitna, inteligentna, bardzo pracowita. Cały wydział prawa na UWM odczuje tą stratę." Katarzyna

"Znałam Natalię Januszko, najmłodszą z osób na pokładzie. Miała zaledwie 22 lata miała życie przed sobą... Jeśli już w tym wieku osiągnęła tak wiele, to znaczy że była wielką osobą i naprawdę warto pamiętać o takich osobach..." Z wielkimi kondolencjami dla Gosi Januszko i jej rodziny Mania

"Adam Pilch - dobry, mądry życzliwy ludziom człowiek, z dużą kulturą osobistą i zawsze z uśmiechem na twarzy. Na wczorajszej mszy w Twoim kościele wszyscy płakali. Nikt się nie może pogodzić z tą stratą." AN

"Ks. Andrzej Kwaśnik - 25 maja 2002 roku udzielał nam ślubu. Pamiętam doskonale, że ujęło mnie Jego ciepło i dobrotliwy uśmiech. Nie piętrzył problemów, wręcz przeciwnie - doradzał, pilnował, byśmy mieli załatwione wszystkie formalności, a nie musieli poświęcać im zbyt wiele czasu. Udzielił nam ślubu, nie oczekując żadnego datku. Musiałam wręcz wciskać pieniądze do Jego ręki, nawet nie spojrzał na nie. Teraz pozostały jedynie wspólne zdjęcia z tego majowego, słonecznego dnia oraz ciepło w sercu, kiedy go wspominamy. Poranne wiadomości o wypadku prezydenckiego samolotu, przygnębiły mnie, ale dopiero fakt, że ksiądz Andrzej leciał tym samolotem - sprawił, że popłynęły łzy. Pokój Jego duszy!" Magdalena

"Moja ostatnia rozmowa z generałem Franciszkiem Gągorem - na którą zabrakło czasu. Tak mi trudno, oglądam nasze wspólne zdjęcia z rozmów na temat Korpusu-Północno-Wschodniego, naszego udziału w programie partnerstwa dla pokoju, negocjacji członkostwa w NATO. Los pozbawił nas nawet tego, aby wspólnie powspominać." Marian Kowalewski

"Znałem Aleksa Fedorowicza zaledwie od trzech miesięcy. Nieprawdopodobnie wesoły i pogodny człowiek. Poznaliśmy się dzięki bieganiu, które stawało się jego pasją. Za trzy miesiące mieliśmy razem pojechać na obóz biegowy do Szklarskiej Poręby. O tym, że był tłumaczem, dowiedziałem się w dniu katastrofy. Ale wtedy Aleks już nie żył... Ciężko się z tym pogodzić tak samo, jak ze śmiercią Prezydenta czy pani Marii. Bo był takim samym człowiekiem jak oni i my." Mt

"Paweł Wypych - zawsze wesoły, pogodny, chętnie służył pomocą. Harcerz, najmłodszy Radny Warszawy. Takim go znałam, gdy nasz kontakt urwał się po tragicznej śmierci jego siostry Anny, mojej przyjaciółki. Tyle razy obiecywałam sobie odnowić znajomość, nie zdążyłam..." Ewa Urbaniak

"Janusz Kurtyka dla mnie osobiście to zawsze będzie Mój Pan od Historii. Sympatyczny, miły ciekawy świata, a jednocześnie umiejący tym światem zaciekawić. Opowiadającym o historii w swój szczególny specyficzny często żartobliwy jak dla nas sposób. Gdy przeszedł do IPN-u zawsze mówiło się o nim z dumą, gdy pokazywano go w TV: 'Tak, tak - to jest Mój Pan od Historii'. A teraz już nie będzie Mojego Pana od Historii. Teraz jest tylko smutek, żal, niezrozumienie i pustka, którą chce się wypełnić wspomnieniami. Wspomnieniami również o tych wybitnych mniej lub bardziej dla nas ludzi. Tak ważnych dla Polski, bo to tragedia wszystkich Polaków i czas, kiedy przekonania polityczne odchodzą na dalszy plan, by mogła nadejść chwila refleksji i zadumy..." Karolina

"Wspominam panią Grażynę Gęsicką jako ministra rozwoju regionalnego - od kilku lat realizuję projekty unijne i wspominam administrację pani Gęsickiej jako bardzo profesjonalną. Spotkałem ja tylko raz w lipcu 2007, kiedy w Polsce były rozdawane po raz pierwszy nagrody - 'Człowiek najlepsza inwestycja' dla społecznych projektów unijnych. Zawsze przygotowana i kompetentna, taką ja zapamiętam. Dzięki niej na pewno fundusze unijne stały się bliższe ludziom w Polsce..." Mikołaj z Łodzi

"Mecz Niemcy-Polska podczas ostatnich Mistrzostw Świata w Niemczech. Dortmund. Siedzę za bramką, a tuż nade mną Jerzy Szmajdziński, był z rodziną. Patrząc na rozgrzewkę zaczęliśmy wymieniać uwagi, żyliśmy nadzieją na historyczne zwycięstwo. Bardzo miły człowiek, wielki kibic. Szkoda, że nie będzie mu dane zobaczyć już żadnego meczu, w tym mojego ukachonego Lecha Poznań. S.

"Poseł Wiesław Woda... Wspaniały człowiek, pełen ciepła, radosny. Zawsze miał czas dla nas młodych. Swoją postawą pokazywał czym jest służba Ojczyźnie. Zawsze rzeczowy i konkretny. Mimo ogromu zadań i obowiązków, które pochłaniały go bez reszty, potrafił się nad każdym zatrzymać, zapytać: "Co u Was? Jak tam córeczka? Pozdrówcie rodziców". Miał nas odwiedzić w nowym domu. Był dla nas prawdziwym autorytetem. Pomimo wielu ważnych funkcji dla każdego był po prostu człowiekiem. Zawsze uważaliśmy, że właśnie taki powinien być przedstawiciel wyborców. Nie było dnia, żeby nie był w drodze na jakieś spotkanie z ludźmi, wsłuchiwał się w najbardziej błahe problemy. Doniosłym, zdecydowanym głosem przyciągał do siebie wszystkich. Człowiek, którego w Małopolsce trudno będzie zastąpić... Wydaje się to nawet niemożliwe... To niesamowite jak wiele wątków sprzed odlotu zbiegło się, wskazując żeby nie leciał... Miał mieć zabieg po nieprzyjemnym spotkaniu z chuliganem, który go uderzył. Początkowo miał lecieć inny poseł PSL... A jednak Poseł Woda stanowczo i nieodwołalnie chciał lecieć i dopiął swego... Na swoje i nasze nieszczęście... Szkoda, że ten jeden raz nie wycofał się z powziętej decyzji. Zginął w służbie Ojczyzny. Będzie nam Ciebie zawsze brakowało." Michał

"Byliśmy bardzo szczęśliwi, że to właśnie ks. Indrzejczyk ochrzcił nasze dzieci. Tak dobrego, wyrozumiałego Człowieka dane Nam było spotkać w duchu ekumenicznym bez moralizatorstwa i narzucania swojej opinii. Z Powiśla jechaliśmy na Jego niepowtarzalne msze!!! Wiele razy później spotykaliśmy go np. na spacerze w Młocinach, gdzie pełen energii przechadzał się i pytał o dzieci czy o Mamę, z którą znali się ze spotkań opozycyjnych w kościele na Żoliborzu! Będziemy za Nim bardzo tęsknić!!!" Beata Kingston z Rodziną

"Alex Fedorowicz... Od dawna umawialiśmy się na kolację. On wiecznie w rozjazdach, ja też, ale udało się. Spotkaliśmy się 19.03 po raz ostatni... Nasze dzieci bawiły się razem, pamiętam jego uśmiech, jak przekomarzał się z dziećmi, a dzieci go uwielbiały. Planowaliśmy wspólne wakacje dzieci, a on jeszcze raz, po raz kolejny, wraz z Anią próbował zarazić mnie swoją pasją i entuzjazmem do biegania. Pamiętam jak ta pasja się u niego rodziła. Zaczynał od małych dystansów, by ostatnio brać udział w maratonach, obozach biegowych. Ja byłem bardzo oporny do biegania... Teraz zacznę biegać, Alex, dla Ciebie."Greg

"Prezes NBP Sławomir Skrzypek. Był moim szefem w PKP S.A. przez krótki okres. I to w tym czasie, po raz pierwszy w historii PKP, nie ograniczył listy osób zgłoszonych do odznaczeń przez mój Zakład, którym kierowałam. To dziwne, ale właśnie dzień przed tragicznym wypadkiem oglądałam zdjęcia z nadania odznaczeń z jego udziałem. Miał duże poczucie humoru. Jego uśmiech, ciepło zapamiętam na zawsze. Dziękuje Panie Prezesie!" Alicja Urbaniak

"Ksiądz Roman należał do najważniejszych ludzi Żoliborza. Będzie mi go bardzo brakować." Andrzej Poplawski

"Miałam okazję poznać kiedyś pana Wojciecha Seweryna. Był bliskim przyjacielem mojego Dziadka, jeszcze z Tarnowa. Ojciec pana Seweryna został zabity w Katyniu, tak samo jak i ojciec mojego Dziadka, a mój pradziadek. Mieliśmy okazję spotkać się kiedyś w Polsce, kiedy to pan Wojciech wrócił z USA. Mój Dziadek zaprosił go do siebie, aby pogadać o wspólnych czasach z przeszłości, nieoczekiwanie spotkanie przeciągnęło się do 3 dni. Wspominam pana Wojciecha jako niezwykle inteligentną, pełną uroku osobistego, pewności siebie, ale zarazem jakiejś delikatności osobę. Mimo, że miałam wtedy naście lat, traktował mnie równie poważnie, jak mojego Dziadka, wypytywał o plany, zainteresowania, oglądał moje prace plastyczne (sam przecież uwielbiał ten temat), w kilku kwestiach doradził. Dzięki ich historiom, którym pozwolili mi się przysłuchiwać do wczesnych godzin rannych - wiem co to Katyń, dowiedziałam się dużo więcej o II wojnie światowej - i mam do tego bardzo osobisty stosunek. Wieczny Odpoczynek racz Im dać Panie. Karolina B.

"Katarzyna Piskorska, nasza Kasia - tak mówili o niej wszyscy członkowie naszej rodziny, chociaż to ona była nestorką. Rzeźbiarka, autorka fantastycznych kamiennych bab w ogrodzie na Powsińskiej i najlepszych na świecie uszek wigilijnych. Dzięki Niej nasze święta były pełne śmiechu i prawdziwie magiczne. Miłośniczka zwierząt - zawsze wiedziała, co ma do powiedzenia jej pies i koty. Leciała do Katynia w hołdzie dla swego ojca, zamordowanego tam polskiego oficera, i złożyła Mu najwyższą ofiarę. Będzie żyła w naszej czułej pamięci." Elżbieta Chlebowska

"Ks. Andrzej Kwaśnik chrzcił moją córkę Darię. Jak to przy chrzcie, Daria mocno płakała. Ks. Andrzej powiedział jakoś tak śmiesznie 'płacze głośno jak to Daria...'. Pełen ciepła człowiek. Stanisław

"Śp. Stanisław Mikke. Staszek. Wrażliwy, pełen emocji poeta, pisarz, dziennikarz, wydawca. We wczesnych latach 80. podjął decyzję o odejściu z prokuratury. Został adwokatem. Dobrym. Uczestniczył w ekshumacjach w Katyniu w 90. roku. Opisał je. Drążył sprawy upamiętniania ofiar i bohaterów lat wojny. Mój przyjaciel niezastąpiony. Anna Sułek / Hania

"Dr Wojciech Lubiński, bardzo dobry lekarz z ogromną wiedzą, wielkim taktem, wyczuciem i dyskrecją. I taki młody! Cześć jego pamięci." mag

"Miałam przyjemność spotkać Pierwszą Parę w Juracie latem 2009 roku. Nasze pieski przypadły sobie do gustu, radośnie się obwąchując... Moje wspomnienie z tej ponad 15 minutowej rozmowy? Wielcy i wspaniali ludzie, biło od nich ciepło uczucia jakim się darzyli, mądrzy mądrością życiową, przedstawiciele inteligencji... Pierwsza Dama była nadzwyczajna swoją zwyczajnością, żal wielki żal, że już ich nie ma..." Marta Czetwertyńska

"Gen. dyw. Tadeusz Buk - kolega ze studiów w Akademii Obrony Narodowej (1991-1993). Wesoły, bystry kolega. Zawsze znajdował czas dla znajomych i kolegów mimo zajmowania ważnych stanowisk dowódczych. Kompetentny i wymagający dowódca. Nie bał się podejmować decyzji oraz mówił odważnie, co boli podległe mu jednostki. Straciliśmy wspaniałego kolegę." Darek Mikołajczak

"Jerzego Szmajdzińskiego poznałam w tracie przygotowań do konwencji SLD w grudniu 2009. Kiedy wszedł do pokoju, nagle przycichły rozmowy, a na twarzach ludzi pojawił się uśmiech. Spojrzałam na niego i wręcz poczułam bijący od niego majestat i otaczający go szacunek i sympatię ludzi, z którymi pracował. W TV wydawał się bezbarwny, na żywo wywierał ogromne wrażenie. Rozmawiałam z nim tylko chwilę, ale jego uśmiech zapamiętam na zawsze." M.

"Wróciłam do Polski po 10 latach zagranicą. Wróciłam do swojej ojczyzny, której tak naprawdę nie znałam. Pracownicy Kancelarii Prezydenta pomogli mi uzyskać ponownie obywatelstwo tego kraju. Miałam okazję osobiście podziękować Panu Prezydentowi i Pani Prezydentowej. Byłam zaskoczona ich dobrocią, ciepłem i otwartością. Obiecałam dostarczyć płytę z piosenkami mojego Ojca, ulubionych przez Pana prezydenta. Nie zdążyłam. Niech spoczywają w pokoju." Patrycja Kaczmarska

"Miałam szczęście poznać Panią Marię Kaczyńską. I przekonać się jaką kochaną i pogodną była osobą. Jakiś czas temu zgodziła się patronować przedsięwzięciom dotyczącym pięknej idei Rodzicielstwa Zastępczego. Z tej okazji chętnie spotykała się z rodzinami zastępczymi. Bywało też, że zapraszała na spotkania rodziny do siebie, do Pałacu. Pamiętam, szczególnie jedno z takich spotkań.

Siedzimy przy stole w saloniku (byłam na tym spotkaniu jedną z osób wspomagających organizację, to był mój pierwszy kontakt z Panią Prezydentową). Czekamy na gości, na rodziców z dziećmi. Przychodzi Pani Prezydentowa. Od drzwi, od pierwszego momentu z pogodą wita się, rozmawia z każdym komu podaje rękę. Siada. W tym momencie w zamieszaniu upada jej torebka, a zawartość rozsypuje dokoła. Z koleżanką rzucamy się na pomoc, gotowe wyręczyć Pierwszą Damę. A Pani Maria natychmiast zanurza się pod stół, dołącza tam do nas. I z radosnym komentarzem "no widzicie jaka ze mnie niezdara", śmiejąc się i ciągle gadając zbiera z nami co możliwe, zupełnie nie przejmując się tym, jak to z zewnątrz wygląda.

Na tym samym spotkaniu, poprosiła zaproszone dzieci, by jeśli chcą (był Dzień Matki) wystąpiły dla mam i coś zaśpiewały, powiedziały. Zgłosiło się czworo dzielnych ochotników (tego oczywiście nie było w planie). Gdy śpiewały Pani Maria, skinęła na pana z BOR-u i cichutko poprosiła o przygotowanie wiązanek kwiatków dla małych występujących. Kwiaty zostały dyskretnie doniesione i wręczone przez Panią Prezydentową każdemu artyście ku zaskoczeniu i dzieci, i mam.

Spotkanie dobiega końca. Pani Maria żegna gości, rozgląda się po saloniku, patrzy na nas i z tym swoim kochanym uśmiechem mówi: "A dla Was nic nie mam! Ale poczekajcie, zaraz zaradzimy". Po czym stanowczym krokiem podchodzi do solidnie uformowanego, pięknie skomponowanego bukietu róż, stanowiącego artystyczną dekoracje i ozdobę saloniku. I zdecydowanym ruchem wyrywa kilka z nich. Zdewastowała bukiet, a my dostałyśmy róże od pani Prezydentowej. Wyszłyśmy nie oczarowane, ale zaczarowane jej ciepłem, prostotą i radością życia. Potem byłe kolejne, podobne spotkania... Moje zaczarowanie Panią Marią nie przeminie." Anna

"Ks. Roman Indrzejczyk. Cudowny kapłan i człowiek. Chrzcił moje dzieci i udzielał im Pierwszej Komunii Świętej... Mądry i niezastąpiony kapłan.. Tak bardzo mi żal i tak strasznie smutno..." Małgosia - Warszawa Żoliborz, a teraz Kabaty

"Kiedykolwiek zabiegałem o spotkanie z księdzem Adamem Pilchem, dotyczyło ono zawsze ciężaru, którego nie umiałem już sam udźwignąć. Pewien jestem, że również innych parafian odwodził od działań nieprzemyślanych i chybionych, a innych pocieszał, kiedy tego potrzebowali. Wszystko to jednak przeszłość, nikt nie zmierzy tego, ile mu zawdzięczamy. Choć takimi słowami daję dowód braku wiary i rozsądku, zadaję sobie pytanie, czemu właściwie człowiek tam nam bliski i potrzebny wybiera się z prezydentem w jego ostatnią podróż, skoro już ona sama w sobie okazuje się niewyobrażalnym nieszczęściem? Jest to ogromny ból. Niech Bóg otoczy szczególną opieką żonę i córkę naszego proboszcza, a także cała jego rodzinę. Osierocona też została nasza parafia, która jest teraz jak trzoda bez pasterza, a wraz z nią cały Kościół ewangelicki w Polsce. Próbuję znaleźć pociechę w lekturze religijnej, ale jakie ma dziś znaczenie spór teologów o atrybuty Wiekuistego?" Marek Mrozowski

"Byłem marynarzem na ORP MEWA, którym dowodził ówczesny kapitan Andrzej Karweta .My jako zwykli marynarze mieliśmy duży szacunek dla kpt. Karwety. Miał styl charyzmy .Był bardzo dobrym dowódcą. Będzie zawsze w mojej pamięci. Cześć jego pamięci!" Marek Krauze

"Robert - mój kolega z LL w Dęblinie. To co Zawsze mu towarzyszyło to Uśmiech i perfekcjonizm! Na pewno chciał bezpiecznie i punktualnie posadzić swój samolot z Panem Prezydentem na tym lotnisku! Cześć Jego Pamięci!!!" Piotrek

"Sławomir Skrzypek. Wydawało się, że nieprzystępny. Mi jednak udało się przebić przez pancerz. Spotkałam samo ciepło, szczerość, uczciwość, wrażliwość, wsparcie w bardzo trudnych dla mnie chwilach... Sławku, jestem dumna, że Cię znałam! Byłeś moim przyjacielem. Prawdziwym". Ula

"Mnie tragedia dotknęła osobiście. Jacek Surówka był oficerem Biura Ochrony Rządu. Mieliśmy kontakt prawie codziennie przez 5 lat szkoły średniej. Siadywaliśmy czasem w jednej ławce. Byliśmy na wspólnych klasowych wyjazdach. Pamiętam Jacka jako bardzo pogodnego człowieka, zawsze dowcipny, zawsze chętny żeby się spotkać, pogadać. Taka, w pozytywnym znaczeniu, dusza towarzystwa. Nawet wtedy gdy nasze drogi rozeszły się - on przeprowadził się z Krakowa do Warszawy i zaczął pracę w BOR - Jacek starał się nie stracić kontaktu ze znajomymi z Krakowa. Czasem zastanawiałem się jak wygląda jego praca i co obecnie robi o czym z racji wykonywanego zawodu nie mógł opowiadać. Jakieś straszne złe przeczucie przemknęło mi przez myśl jak usłyszałem o katastrofie - uświadomiłem sobie że jest osobą, którą mogło to dotknąć - pomyślałem, że na pewno zginęli ludzie z którymi pracował. Ze zdenerwowaniem przeglądałem listę pasażerów, jak się okazało niedokładnie - nie znalazłem go - dopiero w radiu usłyszałem jego nazwisko - to było straszne uczucie.

Po tragedii rozmawiałem z naszym wspólnym kolegą, którego jeszcze dwa tygodnie temu odwiedził w Krakowie. Mówił, że Jacek bardzo chciał się spotkać - tak bardzo, że aż wprosił się do niego do pracy. Był w Krakowie odwiedzić rodzinę. Wtedy widział go ostatni raz. Zawsze tak bardzo mu zależało na kontaktach z ludźmi. Wszyscy z którymi rozmawiałem wspominali go niezmiernie ciepło i serdecznie.

Jest mi tak strasznie żal. Pomimo, że Go długo nie widziałem straciłem kogoś z kim liczyłem, że się znowu spotkam. Jacek miał plany na przyszłość, żartowaliśmy kiedyś, że się nam nie składa spotkać i dopiero na emeryturze będziemy mieć czas chodzić razem na piwo. Nie będziemy. Żegnaj Jacku. Jeszcze bardziej żal mi Krysi - jego żony". Krzysiek z Krakowa

"Śp. Anna Walentynowicz. Mama mojego Kolegi Janusza, z którym chodziłam do szkoły podstawowej nr 17. Byliśmy wieloletnimi sąsiadami. Kiedy urodziłam Syna, od Ani Walentynowicz dostałam rezent - sokowirówkę, a dzisiaj po prostu ryczę. Pomimo Jej drobnej postury emanowała z Niej... ANNY... SIŁA....siła... do borykania się z codziennością. Za co Jej dziękuję" Mariola Siedlar

"Ks. Biskupa Polowego i ks. ppłk. Jana Osińskiego widziałam zaledwie kilka razy w życiu, jednak z pewnych przyczyn stali się dla mnie bardzo ważnymi osobami. W październiku ub. roku wyszłam za mąż. Ponieważ mój mąż jest pracownikiem Ordynariatu, obaj Księża uczestniczyli w naszym ślubie. Ksiądz Biskup specjalnie dla nas zmienił wcześniejsze plany. Byliśmy ogromnie zaskoczeni i jednocześnie uradowani. Ksiądz Biskup poświęcił nasze obrączki, ks. Osiński fotografował i dyskretnie pokazywał, co mamy robić. To był bardzo uroczysty dzień.

Pech chciał, że w styczniu zginęła moja obrączka. Przeszukaliśmy cały dom, jednak nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Byłam załamana. Nie sądziłam, że kiedykolwiek odzyskam tę cenną rzecz. Pytałam męża, czy poprosi ks. bp. o poświęcenie nowej obrączki, jeśli ją kupimy. Mąż powiedział, że ks. bp na pewno się zgodzi. Aż pewnego marcowego dnia, moja obrączka się znalazła w domu! Nasza radość była ogromna, gdyż jak pisałam, nie mieliśmy już nadziei na jej odnalezienie. Teraz ta obrączka ma dla mnie podwójną wartość. Już zawsze będzie mi przypominać to co przysięgałam mojemu mężowi, lecz także będzie mi przywodzić na myśl tych dwóch wspaniałych Duchownych, którzy ponieśli śmierć w Katastrofie Smoleńskiej. Pokój Ich Duszom" Grażyna

"Spotkałem kiedyś Lecha Kaczyńskiego, nim został prezydentem. Powiedział: historię, teraźniejszość i przyszłość tworzą ludzie, zwykli ludzie. I zmiany jakie czynią wokół siebie. Nigdy nie można ustać, nie można zaprzestać tworzenia historii i zmian. Wielkość człowieka, bowiem mierzy się działaniami jakie prowadzi..." kalist m

"Paweł Wypych. Jak byliśmy dzieciakami potraktował moje nogi pokrzywą. Po wielu latach popełniłam taką pokrzywę - gafę w stosunkach rodzinnych... ale przecież jesteśmy młodzi... jeszcze zdążę dorównać mu klasą, taktem... Jeszcze będzie okazja... tak myślałam jeszcze do wczoraj... tymczasem będzie to wieczność... śpieszmy się do ludzi..." A-W-N

"Leszek Deptuła. Pamiętam, że spotkałem go kilka tygodni temu w Sejmie. Przyszedłem z moim znajomym opowiadać posłom o projekcie społecznych warsztatów parlamentarnych. Pan poseł zgodził się poświęcić nam kilka chwil i szybko okazało się że był to człowiek bardzo przyjacielski, otwarty, miły. Ze wspaniałym talentem do opowiadania. Gawędziarz. Chcieliśmy go zaprosić na warsztaty, które miały odbędą się w Sejmie RP 19 kwietnia. Na dzień przed tragedią wysłaliśmy zaproszenie. Nie mogę do końca zaakceptować tego, że każda z osób która była wtedy na pokładzie samolotu pozostanie tylko w naszej pamięci w postaci wspomnień takich jak moje. Wiedzcie, że Leszek Deptuła lubił słuchać bluesa". Koordynator projektu społecznych warsztatów parlamentarnych

"Ks. Indrzejczyk zapisał się w mojej pamięci ze szczególnego dość powodu. To On wprowadził do wspólnoty Kościoła dwie moje córki udzielając im sakramentu Chrztu Świętego. Szczególnie utkwił mi z okazji drugiego z nich. Było to w roku 2000. Nasza córka urodziła się w roku poprzednim. Był początek ciepłej i pachnącej życiem wiosny, a my zbliżaliśmy się do ważnego dla katolików wydarzenia - Chrztu naszego dziecka. Z rozmaitych powodów uznaliśmy, że najkorzystniejszą datą dla tego wydarzenia będzie... 1 maja.

Pamiętam jak poszedłem do kościoła i w kancelarii miałem szczęście spotkać właśnie Jego. Po krótkiej wymianie zdań na temat powodów, które sprowadziły mnie do kościoła padło ze strony ks. Indrzejczyka pytanie o planowaną przez nas datę Chrztu i o rodziców chrzestnych. Gdy usłyszał, że chcielibyśmy ochrzcić dziecko w ten specyficzny dzień ks. Indrzejczyk zamilkł, popatrzył mi długo w oczy (a w jego oczach dostrzegałem jakiś specyficzny błysk) i powiedział 'Przyznam, że to dość ciekawa data. Sporo ludzi wolałoby spędzić ten dzień na jakimś festynie, a wy chcecie w ten właśnie dzień ofiarować swoje dziecko Bogu... To piękne i radosne dla Pana. Przyjdźcie zatem tego dnia z waszym dziecięciem! Z radością udzielę waszej córce Sakramentu.' Pierwszego maja 2000 roku odbył się chrzest naszej córki. Ks. Indrzejczyk był tego dnia w świetnym nastroju i tryskał wręcz humorem, a w każdym wypowiadanym słowie czuć było mocne tchnienie Boga. Jego nastrój udzielił się naszej córce, która przez całą ceremonię była spokojna. Nastrój ks. Indrzejczyka udzielił się wszystkim, którzy wraz z nami tego właśnie dnia byli z nami u Dzieciątka Jezus. Na zakończenie uroczystości padły najciekawsze słowa ks. Indrzejczyka - 'No to uświęciliśmy pierwszego maja potrójnie: pracowaliśmy, modliliśmy się i daliśmy waszemu dziecku nowe Życie. Ten pierwszy maja nie mógł być bardziej owocny." Jacek Knape

"Pan Poseł Grzegorz Dolniak. Z Będzina. Zawsze obecny na ważnych wydarzeniach w moim mieście. Mimo obowiązków w Warszawie, potrafił znaleźć czas, aby być z mieszkańcami swojego miasta w ważnych chwilach i wydarzeniach. Pogodny, przesympatyczny. Od razu wzbudzał zaufanie. Nie zdążyłem się wybrać do Jego biura poselskiego przy SR w Będzinie. Już go nie zobaczę i nie porozmawiam. Cześć Jego pamięci!". Rafał z Będzina

"Lech Kaczyński w 2008 roku otrzymał tytuł 'Kociarza Roku 2007' od miesięcznika Kot. Wywołało to wiele prześmiewczych komentarzy w mediach. A dla mnie, jako wolontariusza w schronisku dla zwierząt, była to rzecz, za którą darzyłem prezydenta wielkim szacunkiem. Tytuł otrzymał za swoje działania, gdy był jeszcze prezydentem Warszawy - m. in. utworzył stanowisko pełnomocnika ds. zwierząt, miasto zakupiło karmę dla zwierząt bezdomnych, pojawiły się apele o zostawianie otwartych okienek piwnicznych, aby koty mogły przetrwać zimę. Było w tym coś bardzo ludzkiego. Nie dogadałbym się z prezydentem w sprawach politycznych, ale na pewno o kotach moglibyśmy bardzo długo rozmawiać". Czterdzieścidwa

"Pani Izabela Jaruga-Nowacka spotykała się ze studentami UG. Zawsze dumna, elegancka, świadoma siebie. Jednocześnie ani trochę nie-zarozumiała. Traktowała nas jak równych sobie. Mimo praktycznie zerowej rangi naszych spotkań, konferencji, prawdopodobnie mimo miliona innych, ważniejszych spraw na głowie, przyjeżdżała zawsze przygotowana do debaty, dyskusji czy wykładu. Stuprocentowa profesjonalistka. Jednocześnie tak przystępna jak zwykły szary człowiek..." Marta

"Muszę przyznać, że wstrząsnęła mną wiadomość, że w tym strasznym wypadku zginęła osoba, którą miałam okazję osobiście poznać. 'Rektora Rumianka' - Ks. prof. dr hab. Ryszarda Rumianka - poznałam na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, miałam z nim wykład z Pięcioksięgu na 2 roku studiów. Jak go wspominam? Jako wykładowcę z pasją, który prowadził zajęcia z ogromnym zaangażowaniem. Od wielu lat był licencjonowanym przewodnikiem po Ziemi Świętej, więc przedstawiał nam historię Starego Testamentu w sposób niezwykle obrazowy. Pamiętam go jako człowieka bardzo pogodnego, spokojnego, życzliwego, ciepłego w kontaktach z ludźmi. Nie krzyczał, nie stresował studentów, starał się ich zainteresować, nie oblewał na egzaminach. Miał duże poczucie humoru, lubił żartować, zawsze uśmiechnięty, przez wszystkich był lubiany. Szczerze mówiąc, nie potrafiłabym powiedzieć o nim złego słowa i na myśl o nim mam same pozytywne wspomnienia. Dopiero wczoraj przeczytałam, że był odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Z pewnością był więc niezwykłym człowiekiem, wspaniałym wykładowcą i rektorem. I choć jest to wielka strata dla naszego Uniwersytetu, jestem spokojna, bo wiem, że cieszy się teraz Chwałą Pana w niebie i stamtąd z pewnością nadal będzie opiekował się naszą uczelnią". Basia L., zeszłoroczna absolwentka UKSW

"Justyna Moniuszko - młodziutka, piękna, pełna życia, ambitna dziewczyna, kochająca lotnictwo i latanie, wiążąca z nim resztę swojego życia. Swoim uśmiechem zdobywała sympatię każdego. We wrześniu skończyła studia inżynierskie na wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa. Została Miss Politechniki Warszawskiej w 2006. Tak się cieszyła z pracy w 36. pułku lotnictwa transportowego". Przyjaciele

"Znałam Pana Prezydenta dosyć dobrze. Zawsze pogodny, uśmiechnięty, wesoły. W trudnych dla mnie chwilach, potrafił mi pomoc i doradzić. Takiego chcę go zapamiętać. Bardzo chciałabym się z nim pożegnać, lecz niestety sama nie dam rady. Będzie mi go brakować". Kora

"Będąc wielokrotnie w Warszawie, nigdy nie udało mi się spotkać naszego Prezydenta. Spotkałam go na drugim końcu świata - w Nowym Jorku, gdzie byłam z wizytą u zamieszkałych tam dziadków. Przechadzałam się z babcią Madison Avenue, gdy nagle głos z tyłu poprosił nas o zejście na bok. Ustąpiłyśmy, zeszłyśmy na bok i patrzyłyśmy na przechodzących ludzi. Nagle wśród ochroniarzy zobaczyłam Prezydenta. Krzyknęłam - nasz Prezydent! I ku mojemu zaskoczeniu, Pan Lech Kaczyński przystanął, usłyszał mój głos, wyszedł zza ochrony, podszedł do mnie i do babci, przywitał się z nami pocałunkiem w rękę, powiedział 'dzień dobry'. Ja stałam wstrząśnięta, gdyż nigdy nie spodziewałam się takiego spotkania. Nie w takim miejscu, na środku ulicy, wśród nowojorczyków. W tym momencie poczułam, że nasz Prezydent jest przede wszystkim człowiekiem. Człowiekiem, który mimo zapewne goniącego go czasu, przystanął i przywitał się z zupełnie obcymi dla niego osobami. Nie musiał tego robić, a jednak zrobił! Poświecił nam kilka sekund swojego czasu. Było to na przełomie września-października 2009, w dniu Szczytu w Nowym Jorku. Zapamiętam to wydarzenie na zawsze. Panie świeć nas Jego duszą i nad innymi tragicznie zmarłymi". Natasza

"Śp. druh Paweł Wypych. był komendantem zgrupowania trzech obozów harcerskich w których brałam udział 15 lat temu. zawsze potargany, w wyciągniętym swetrze, lekko przygarbiony, ale zawsze spokojny, ciepły, leciutko uśmiechnięty... Pamiętam jak na festiwalu obozowym sparodiowałyśmy 'życie zgrupowania', pamiętam jak się z tego śmiał. Pamiętam ogniska, na którym mówił do nas, żebyśmy świecili przykładem, bo to od nas wszystko zależy. Gdy zakończyłam przygodę z harcerstwem z zainteresowaniem śledziłam rozwój jego kariery i pomimo, iż w pewnym momencie zaczęłam popierać inną 'opcję' polityczną, nigdy nie miałam wątpliwości, że Pan Paweł jest właściwą osobą na swoim stanowisku". Karolina

"Z Jurkiem Szmajdzińskim znaliśmy się prawie 10 lat. Był nie tylko wspaniałym politykiem, ale dla mnie był moim mentorem, moim nauczycielem, wspaniałym przyjacielem, czasami był jak ojciec. Zaraził mnie miłością do polityki, do pomagania ludziom bezinteresownie, do dostrzegania całego obrazu sytuacji, a nie tylko do powierzchowności. Dlatego tak trudno jest mi się pogodzić z tym, że Go już nie ma. Że nigdy więcej nie zadzwonię, żeby zapytać co robić... że nie usłyszę jego śmiechu, gdy się wygłupialiśmy... że nie usłyszę jego mądrych słów o Polsce, o lewicy, o nas samych.... że nie powie mi - nie poddawaj się, walcz, poradzisz sobie. Jeszcze w piątek dzwoniłam z życzeniami urodzinowymi. Życzyłam mu wspaniałego wyniku i obym w przyszłym roku mogła składać życzenia Prezydentowi, a On powiedział mi, nie martw się, nie odchodź... mamy jeszcze tyle do zrobienia w SLD, dla Polski!!!! Mieliśmy się spotkać 25 kwietnia na inauguracji kampanii we Wrocławiu... Już się nie spotkamy. Był, jest i na zawsze będzie". Joanna Wróbel

"Barbarę Maciejczyk zapamiętałem jako osobę pełną uśmiechu i dobroci. Mam nadzieje, że tam na górze uśmiecha się do nas". Tom

"Izabella Jaruga Nowacka - pierwsza posłanka, jaka nie bała się mówić zarówno o problemach mniejszości homoseksualnych jak i o prawach kobiet. Jest kobietą, jedną z pierwszych, która odważyła się poruszyć kwestie, jakie dla wielu były tabu. Odwaga, siła a także wykrystalizowane poglądy, tak zapamięta ją wielu młodych ludzi. Dziś zapalając znicz w pobliżu siedzimy SLD w Warszawie spojrzałam na jej uśmiechnięte zdjęcie, ten uśmiech zapamiętałam widząc ją na tegorocznej Manifie, kiedy po raz kolejny razem z tysiącami kobiet ruszyła z postulatami w kierunku Sejmu RP". Ilona, studentka

"Długo zastanawiałem się, czy opisać moje najbardziej osobiste spotkanie z Panem Marszałkiem Jerzym Szmajdzińskim. Postanowiłem, że warto, by uczcić cześć tego ogromnie pogodnego, pełnego życia i przyjaznego człowieka. Pan Marszałek we wrześniu poprzedniego roku odwiedził miejscowość, z której pochodzę a także firmę mojego taty. Byłem wtedy w klasie maturalnej. Z Marszałkiem rozmawiałem na temat wyboru studiów. Pamiętam jego słowa, że dziś najlepiej ukończyć dwa kierunki, które się wspólnie uzupełniają. Wziąłem sobie te rady do serca. W swoim życiu miałem zaszczyt spotkać Pana Marszałka kilkakrotnie, lecz to spotkanie najbardziej utknie mi w pamięci. W wyborach prezydenckich chciałem oddać swój głos na tego wspaniałego polityka, a przede wszystkim człowieka. A Dziś go nie ma, już więcej go nie spotkam..." Grzegorz, student

"Dyrektor Mariusz Kazana. Dwa miesiące temu zakończyliśmy zajęcia z protokołu dyplomatycznego w KSAP - przez tydzień wprowadzał nas w tajniki protokołu - elementem końcowym był uroczysty obiad wraz z nim i jednym z jego współpracowników - p. Ireną Lichnerowicz, który odbył się 3 lutego. Wspaniały człowiek, pełen wiedzy oraz poczucia humoru... Zapamiętam go zawsze, jak usiadł z nami do stołu, po czym z pełną powagą zawiązał sobie serwetkę pod brodą wbrew wszelkim zasadom protokołu, aby po chwili z kamienną twarzą rozglądać się na boki czy ktoś z nas nie wpadnie na pomysł, aby zrobić to samo... Potrafił z polotem opowiadać o blaskach i cieniach służby dyplomatycznej oraz o czasem nieprawdopodobnych wpadkach i wypadkach jakie się zdarzają przy oficjalnych okazjach. Kolejne promocje słuchaczy nie będą już mogły skorzystać z jego wiedzy..." Michał Stępowski

"Mam 14 lat. Pan Grzegorz Dolniak był dla mnie wzorem do naśladowania. Całej naszej rodzinie będzie go brakowało. Pamiętam, jak razem wspinaliśmy się na Etnę i uczył mnie nurkować. To wielka rozpacz. Panie świeć nad jego duszą." Iwo.

"Wszyscy wspominają najbardziej znane postacie, które zginęły w tej straszliwej katastrofie, i ja też ich wspominam, ale chciałabym aby wspomniane zostały również osoby mniej znane polskiej publiczności a nie mniej zasłużone tj. adw. Joanna Agacka-Indecka - Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej i adw. Stanisław Mikke - redaktor 'Palestry'. Z nieopisanym żalem ich żegnam". adw. Justyna Zielińska

"Maria Kaczyńska miała niezwykle ciepłe, mądre i przede wszystkim pełne szacunku podejście do osób z niepełnosprawnością, w szczególności z niepełnosprawnością intelektualną, z którymi stykała się patronując wielu imprezom, i uczestnicząc w nich - wielki dar! Znała różnicę między litością a współczuciem i była w tym absolutnie prawdziwa". Marta Lempart

"Będąc jednym z zachodniopomorskich 'Młodych Demokratów' widywałem często zmarłego tragicznie Sebastiana Karpiniuka. Kierował On regionem zachodniopomorskim Platformy Obywatelskiej. Nigdy nie podejmował decyzji samodzielnie, zawsze rozmawiał z innymi członkami partii. Dużym szacunkiem darzył Sławomira Nitrasa, był on Jego szczecińskim konsultantem, dzięki czemu nigdy nikogo nie faworyzował i zachowywał obiektywizm. W przeszłości sam należał do 'Młodych Demokratów' i dlatego walczył jak lew o interesy naszego Stowarzyszenia w środowisku Platformy Obywatelskiej. Doceniał naszą pracę w sposób wyjątkowy. Niestety, nie ma go już pośród nas, wielka szkoda, że odszedł w tak młodym wieku." Kasterz

"Ks. Andrzej Kwaśnik - 'KAPŁAN'. Przygarniał do siebie młodzież, kochał nas, nauczyła nas modlić się brewiażem, różańcem, nauczył nas umiłowania liturii i śpiewania Godzinek, wyjaśniał, co to jest wspólnota kościoła, był naszym ojcem tam, gdzie nasi Rodzice zaniedbali lub nie umieli. Nosił szkaplerz. Zginął w sobotę - w dzień Matki Bożej i w przed dzień Święta Miłosierdzia Bożego. Ufam, że wpadł prosto w ramiona miłującego Ojca, dla którego na codzień spalał się w ciężkiej pracy na wszystkich możliwych frontach - ołtarz, konfesjonał, ambona, szkoła, administracja, itd. Stanął przed Ojcem z wielkim naręczem dobrych czynów. Kapłanie! Módl się za nami!" Marta

"Ksiądz Adam Pilch. Duszpasterz ewangelicki, wspaniały skromny człowiek. Proboszcz Parafii Wniebowstąpienia Pańskiego przy ul. Puławskiej 2 w Warszawie, zginął w tak młodym wieku, pozostawiając żonę i córkę, a także tłumy zrozpaczonych parafian. Nigdy jeszcze parafialny kościół nie pękał w szwach, jak dziś w trakcie mszy, którą miał rano sam poprowadzić..." Paulina

"Panie Prezydencie, byłeś dla mnie Prezydentem Wszystkich Polek i Polaków, kiedy w odwiedziłeś moje rodzinne miasto Kartuzy. Nigdy bym nie przypuszczał wtedy na kartuskim rynku, że odwzajemniony uścisk dłoni i moje życzenia dla Pana drugiej kadencji zostaną na Golgocie Wschodu. ŻEGNAJ PANIE PREZYDENCIE". Marek Wala

"Wspomnienie. Cóż można napisać w tych trudnych chwilach. Pan Krzysztof Putra zachwycał nas nie tylko swa aktywnością polityczna, ale i pełnym energii charakterem. W jego domu jednym z obrazów na ścianie był portret Piłsudskiego... i któż teraz będzie nas zachwycał sumiastym wąsem...". J.

"Chciałem napisać parę słów o ks. Andrzeju Kwaśniku. Człowieku, o którym nie mogę powiedzieć, że go znałem - był proboszczem w mojej parafii. Księdzem, dzięki któremu chce się przychodzić do Kościoła. Dopiero dziś odkryłem, że zginął wczoraj w katastrofie. Niezwykły gawędziarz, inteligentny i ciepły - kiedy mówił ludzie słuchali go uważnie. Dowcipami sypał jak z rękawa, był po prostu idealnym duchownym dla 20-letniego człowieka. Żałuję, że jego działania jako proboszcza i księdza obserwowałem z boku, nie będąc człowiekiem o ogromnych chęciach chodzenia na msze. Ostatni raz widziałem go w dniu święcenia koszyków Wielkanocnych. Dzięki jego staraniom udało się odremontować kaplicę na parafii, mieliśmy to szczęście, że proboszcz Kwaśnik akurat przechodził tamtędy i uraczył nas wspaniałą opowieścią. Jedno z nielicznych spotkań, które zapamiętam na długo. Bardzo mi go szkoda." MJB

"Właśnie wracam od rodziców. To oni mi uświadomili, że tam w Smoleńsku zginął mój znajomy Marek ULERYK. Znałam go z czasów kiedy służył w bydgoskiej Zawiszy. To u moich rodziców na podwórku szyli spadochrony. Wielki szacunek dla tragicznie zmarłych odeszła elita Polski. ŻEGNAJCIE" Melcia

"Janusz Kurtyka - ciepły, bardzo konkretny człowiek, który potrafił w sposób łatwy i przystępny tłumaczyć zawiłości historyczne. Otworzył mi okno na świat historii międzywojennej w Polsce. Dziękuję". Joanna z Krakowa

"Jerzy Szmajdziński jeszcze dwa tygodnie temu był na Pomorzu w Lęborku. Spotkał się z mieszkańcami w wypełnionej po brzegi sali popularnego mechanika. Spokojny ciepły stonowany w wypowiedziach, pełen przekonania, że nasza polityka może być przyjazna oraz prowadząca do szerokiego porozumienia tu w kraju oraz z sąsiadami.Dziś pozostaje tylko nadzieja, że tragedia która spotkała również jego doprowadzi do realizacji jego marzeń. Cześć jego pamięci". Zielonko Janusz

"Moje wspomnienie o Zbigniewie Wassermannie... Zbigniewa Wassermanna poznałam niedawno - zaczęłam z Nim współpracować w grudniu ubiegłego roku przy sejmowej komisji śledczej ds. hazardu. Te wspólnie przeżyte cztery miesiące na zawsze pozostaną w mojej pamięci jako niezwykły, niepowtarzalny, wspaniały czas. Był niesamowicie ciepłym, wrażliwym człowiekiem, pełnym troski i dobrych, szczerych intencji. Inteligentny i bardzo mądry, z ogromnym poczuciem humoru. Uwielbiał słodycze i dobrze przyrządzone śledzie, skarżył się na krety na działce, z utęsknieniem wypatrywał nadejścia wiosny po tegorocznej, ciężkiej zimie. Lubił 'The Rolling Stones' i muzykę country. Kilka dni temu podarował mi płytę CD ze składanką najlepszych utworów polskiego rocka. Ta płyta jest moją jedyną, materialną pamiątką po Nim. Miał mnóstwo wspaniałych planów na przyszłość - prywatnie chciał mieć ogród pełen kwitnących kwiatów. Miał mnie nauczyć dobrze grać w tenisa. Ostatni raz rozmawiałam z Nim wieczorem w przeddzień tragedii - powiedział, że do Katynia 'leci z potrzeby serca'. Martwił się, żeby nie zaspać i nie spóźnić się rano na samolot... Teraz już nie ma Go wśród nas. Nie potrafię pogodzić się z Jego śmiercią. Przeżyłam z Nim zaledwie kilka o wiele za krótkich chwil. Zostawił nas wszystkich - Rodzinę i Przyjaciół - pogrążonych w głębokim bólu, którego nic nie ukoi. Bez Niego nic już nie będzie takie samo. Ta rana nigdy się nie zagoi, ta pustka nigdy się nie wypełni. Miał zadzwonić do mnie po powrocie z Katynia do Polski. Teraz już przez całe swoje życie będę czekać na ten telefon... Cześć Jego pamięci". Maja Jankowska

"Z wielkim bólem przyjąłem wiadomość o katastrofie. Szczególnie silnie dotknęła ona rodzinę mojej żony - z domu Kaczorowskiej. Ale chciałbym wspomnieć tych kilka osób o których niewiele się mówi. Oficerowie BOR-u. Znałem osobiście Artura Francuza którego poznałem przy okazji rodzinnych spotkań z prezydentem Kaczorowskim; był jednym z jego stałych współpracowników. Zapamiętam p. Artura jako bardzo miłego, oddanego i pracowitego człowieka, zawsze skupionego z delikatnym uśmiechem na twarzy. Pomocnego, zawsze blisko prezydenta a jednocześnie z boku, prawie niezauważalnego. Z trudem odnalazłem go na zdjęciach. Łączę się w bólu z rodziną p. Artura". Piotr Warsztocki

"Ks. Andrzej Kwaśnik to kapłan, którego cała moja rodzina znała 13 lat. Był pełnym pogody ducha człowiekiem i wspaniałym pasterzem. Teraz trudno nam uwierzyć, że nie zgromadzimy się wraz z Nim na wspólnej modlitwie. Pozostawił nas w wielkim smutku. Żegnamy Cię księże Andrzeju". Ela Bury

"As the First Post Communist Polish Consul General in London, Janusz Kochanowski appointed my late husband, Mike Oborski, as Polish Honorary Consul for the West Midlands of England. Janusz and Ewa soon became our friends and many times we enjoyed meals together. When Mike died in 2007, Ewa came to his funeral and I know that Janusz supported my appointment as Honorary Consul in September 2008. Recently we had co-operated on getting information about possible exploitation of Polish Workers in UK to vulnerable young Poles who were thinking of coming to UK. My thoughts and prayers are with Ewa, Marta and Mateus". Fran Oborski

Jeśli znałeś osobiście którąś z ofiar tragedii pod Smoleńskiem...Jeśli chcesz o niej napisać kilka słów, wyślij nam wspomnienie. Opublikujemy je w tym serwisie.





DOSTĘP PREMIUM

Polecamy