Miller o sensacjach "Naszego Dziennika": To mnie denerwuje

Szef MSWiA dementuje sensacyjne doniesienia "Naszego Dziennika" o funkcjonariuszach BOR, którzy pod Smoleńskiem mieli strzałami odpędzać Rosjan od ciała Lecha Kaczyńskiego a za swoją bohaterską postawę mieli zostać zawieszeni. Nie zostali. - Jedyne co jest prawdą, to że faktycznie ci oficerowie byli rzeczywiście na lotnisku. (...) To mnie bardzo denerwuje. To rozgrzewa emocje. Po co? - komentował artykuł w TOK FM Jerzy Miller, szef komisji badającej przyczyny katastrofy.
"Nasz Dziennik", powołując się na "uczestnika zajścia", opisuje chwile po katastrofie Tu-154M jak sceny z przygodowego filmu: "funkcjonariusze BOR utworzyli kordon wokół ciała prezydenta, nie godząc się na jego wydanie władzom Rosji. Wcześniej przykryli je własnymi marynarkami. Prezydencka ochrona mogła szybko zlokalizować ciało Lecha Kaczyńskiego dzięki chipowi, który prezydent miał w marynarce".

"Nasz Dziennik" rozszyfrował tajemniczy filmik

Przy okazji "Nasz Dziennik" rozszyfrował co dzieje się na filmiku o katastrofie, który krąży w internecie. Filmik, według "Naszego Dziennika", przedstawia właśnie incydent z udziałem BOR-owców.

"Na filmie słychać fragmenty komend w języku polskim i rosyjskim. Słychać też odgłosy wystrzałów, które odnotowane zostały w protokołach przesłuchań rosyjskich milicjantów. Scenariusz zdarzenia utrwalony na filmie potwierdza autentyczność zajścia: postacie w białych koszulach to oficerowie BOR przeszukujący miejsce katastrofy. Film dokumentuje też użycie broni palnej sygnalizujące, że ochrona nie zamierza wydać ciała prezydenta rosyjskim funkcjonariuszom, w tle słychać rosyjskojęzyczną komendę oficerów BOR (z wyraźnym polskim akcentem) skierowaną do Rosjan: "Wsie nazad!" - wszyscy do tyłu!".

Przy okazji "Nasz Dziennik" twierdzi też, że BOR-owcy "za służbę do końca zostali zawieszeni w czynnościach. Powód: nieautoryzowane użycie broni".

Jerzy Miller: Denerwuje mnie to

Tyle "Nasz Dziennik". Artykuł komentował w TOK FM Jerzy Miller, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Jedyne co jest prawdą, to że rzeczywiście ci oficerowie byli na lotnisku w Smoleńsku i bezpośrednio po katastrofie wyrazili nasze oczekiwanie, że rozpoznane ciała trzech osób nie zostaną przetransportowane do Moskwy do czasu przylotu pana premiera Donalda Tuska.



To jest jedyny element tej opowieści, który jest prawdziwy - mówił Jerzy Miller.

- Czyli nie zdejmowali marynarek, nie nakrywali ciała pana prezydenta? - pytał w TOK FM Jacek Żakowski.

- Nie strzelali, nikogo nie powstrzymywali przed jakimkolwiek działaniem wrogim wobec pasażerów Tu-154 - podkreślał Miller. - To mnie bardzo denerwuje. To rozgrzewa emocje. Po co? Czemu to ma służyć - zastanawiał się w TOK FM Jerzy Miller.

BOR: Funkcjonariusze dostali pochwały

Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu tuż po katastrofie pod Smoleńskiem ochraniali ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego. BOR dementuje jednak inne informacje prasowe na temat tego zdarzenia. Rzecznik BOR Dariusz Aleksadnrowicz potwierdził IAR, że tuż po katastrofie funkcjonariusze BOR byli na lotnisku i ochraniali ciało prezydenta. Zdementował informacje o użyciu wtedy broni. Podkreślił, że po katastrofie żaden z funkcjonariuszy BOR, którzy pracowali na miejscu nie został zawieszony w pracy lub w inny sposób ukarany. Przeciwnie, zostali pochwaleni za ich pracę. Dariusz Aleksandrowicz dodał, że BOR wyda w tej sprawie oficjalny komunikat dementujący prasowe nieścisłości.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny