Meteorolodzy ostrzegali, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie reagowało? "Monitorowaliśmy sytuację"

Ostrzeżenia meteorologów o zbliżającej się powodzi nie zaalarmowały Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna" i dodaje, że to wina tego, że instytucja ta od pół roku jest w rozsypce. - Działaliśmy według procedur. Minister Miller na bieżąco był informowany o zagrożeniu i kontaktował się z wojewodami - odpiera te zarzuty resort spraw wewnętrznych i administracji.
Według ekspertów, na których powołuje się "DGP" powódź mogłaby wyrządzić w Małopolsce i w województwie świętokrzyskim mniejsze szkody, gdyby aktywniej już w weekend 15 i 16 maja w podwyższonej gotowości funkcjonowało MSWiA.

Dane od synoptyków miały być zlekceważone w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, bo jednostka ta jest rozbita po ostatnich zmianach. Na przełomie roku w tajemniczych okolicznościach odwołano jej szefa Przemysława Gułę. Doświadczonego funkcjonariusza BOR, a jednocześnie lekarza specjalizującego się w medycynie ratunkowej zastąpił funkcjonariusz ze sztabu Straży Granicznej.

W ślad za Przemysławem Gułą odeszło wówczas około dziesięciu kluczowych pracowników, między innymi niemal cały zespół analiz. To ich brak - według gazety - mógł spowodować, że szef MSWiA i rząd nie mieli w pełni świadomości zagrożenia.

Reakcji zabrakło przed powodziowym weekendem - 14 maja Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej rozesłał komunikat z ostrzeżeniem przed intensywnymi opadami na Śląsku i w Małopolsce. - Brzmiał mocno, bo jesteśmy doświadczonymi ludźmi i pamiętaliśmy, że powódź w 1997 roku też zaczęła się z początkiem weekendu - mówi gazecie pracownik IMGW. Według "DGP" pomimo iż RCB działa całą dobę nie wszczęto w nim alarmu.

- Tam powinny się spotkać informacje z Instytutu Meteorologii, pogłębione o aktualne informacje od wojewodów, a istniejący wydział analiz na tej podstawie powinien zaprogramować pierwsze działania - mówi "Dziennikowi" były urzędnik RCB.

MSWiA zapewnia: ostrzeżenie nie było zignorowane

- Jeśli słyszę takie wypowiedzi to mam wrażenie, że te osoby nie wiedzą jak działa Rządowe Centrum Bezpieczeństwa - odpierał te zarzuty podczas konferencji prasowej szef MSWiA Jerzy Miller. Zapewniał, że wszystkie procedury na odpowiednich szczeblach administracji rządowej i samorządowej w tej sprawie zostały zachowane.

Dziennikarze wytknęli mu jednak, że w niedzielę 16 maja - gdy poziom rzek na południu Polski niebezpiecznie wzrastał - do mediów trafił komunikat od RCB informujący o "braku zagrożenia powodziowego". - Nie jestem odbiorcą komunikatów do mediów. Akurat 16 maja byłem nad Rabą w Małopolsce i wiem co tam się działo. Gdy przejeżdżałem mostem nad odnogą zbiornika retencyjnego w Dobczycach to sam się przeraziłem, bo tak wysokiego stanu wody w tym zbiorniku, jak długo żyję - nie widziałem - odpowiadał minister Miller.

Także Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowa MSWiA w rozmowie z TOK FM zaprzecza, aby sygnały o zagrożeniu powodziowym były zignorowane. - To nie było tak, że nikt nie przekazywał tych informacji. Prognozy pogody z IMiGW trafiły do wojewódzkich centrów zarządzania kryzysowego, a te z kolei rozesłały komunikaty do powiatowych struktur. Wszyscy byli w pełnej gotowości - zapewnia.

Rzecznik prasowa dodaje, że przez ten czas minister Jerzy Miller był w tej sprawie w kontakcie telefonicznym z wojewodami. - Nie było jednak potrzeby spotkania się z nimi - mówi Woźniak.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
Meteorolodzy ostrzegali, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie reagowało? "Monitorowaliśmy sytuację"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX