Na polskich pilotów z 36 pułku były skargi z innych lotnisk

PRZEGLĄD PRASY. "Rzeczpospolita" pisze, że z wielu zachodnich lotnisk napływały do Polski skargi na pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, wożącego najważniejsze osoby w państwie.
Piloci 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa łamali procedury - pisze "Rzeczpospolita", powołując się na dokumenty ze Szwajcarii. Jeden z pilotów wojskowych, z którym rozmawiali dziennikarze "Rz", mówi, że skargi płynęły nie tylko od Szwajcarów, ale z lotnisk w Niemczech i Austrii.

Gazeta dotarła do skargi władz lotniska w Zurychu na pilotów Jaka-40, wiozącego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego do Marsylii w listopadzie 2008 roku. Z dokumentów wynika, że polska załoga zignorowała zalecenia kontrolerów lotu na lotnisku w Szwajcarii. Wieża kontroli lotów wyznaczyła im określoną trasę odlotu z danego lotniska do dróg lotniczych. Piloci zignorowali tę komendę i przelecieli nad osiedlem mieszkalnym, zamiast wejść w wyznaczony korytarz powietrzny.

Jak pisze "Rzeczpospolita", wiele wskazuje też na to, że również Jak-40 z dziennikarzami, lądujący w Smoleńsku 10 kwietnia godzinę przed katastrofą prezydenckiego tupolewa, mógł naruszyć procedury lotnicze.

Piloci z 36. specpułku tłumaczą gazecie, że samoloty, którymi dysponują (Jak-40 i Tu-154), są zbyt stare, by sprostać wymogom zachodnich lotnisk cywilnych, i dlatego są skargi. - Te maszyny mają zakaz lądowania na lotniskach zachodnich - mówi "Rzeczpospolitej" jeden z nich. - Wyjątkiem są maszyny rządowe. Dlatego możemy jeszcze tam lądować - dodaje.

Janusz Walczak, ekspert wojskowy, uważa, że piloci wojskowi są niedoszkoleni i nikt ich nie kontroluje. - Nie zgodzę się, że nie mogą czegoś zrobić, bo mają stary sprzęt. Jeśli tak, nie powinni latać! W lotnictwie nie może być tak, że coś jest na 70 proc. sprawne. Albo jest sprawne, albo nie. Tak samo pilot - wyszkolony na 70 proc. to pilot niewyszkolony.

Wobec załogi jaka lądującego w Zurychu nie wyciągnięto konsekwencji. Incydent miał zostać "omówiony".

Były pilot wojskowy kpt. Robert Zawada surowiej to ocenia. - W cywilu w stosunku do takiego pilota byłyby wyciągnięte konsekwencje, do utraty licencji włącznie. W wojsku pilot jest bezkarny. Ta bezkarność powoduje łamanie przepisów. Czasem kończy się tylko wstydem, a czasem dochodzi do katastrofy - dodaje.

Więcej pisze "Rzeczpospolita".

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM