Nie ma dowodów, że licealistka zabiła noworodka. Prokuratura umorzyła sprawę

Nie ma dowodów na to, że licealistka z Trzcianki zabiła swoje nowonarodzonego dziecko - orzekli biegli. Prokuratura umorzyła więc śledztwo w tej sprawie.
Kilka tygodni temu wyszło na jaw, że 18-latka była w ciąży, a po porodzie zwłoki noworodka ukryte w reklamówce nosiła ze sobą do szkoły.

Sprawa wyszła na jaw, gdy w szkolnej szafce dziewczyny znaleziono zakrwawione ubrania. Otworzył ją dyrektor szkoły, po tym jak uczniowie donieśli mu, że z szafki wydobywa się fetor. Po makabrycznym odkryciu nastolatka przyznała się do tego o czym od dawna mówiono w liceum, a czemu i ona, i jej rodzina zaprzeczały - była wcześniej w ciąży i urodziła martwe dziecko. Wkrótce po tym wyznaniu, razem z rodzicami zwłoki noworodka zawiozła na policję.

Podczas przesłuchań w prokuraturze przekonywała, że nic nie pamięta z porodu, a martwe dziecko owinięte reklamówką znalazła w swoim tapczanie. By prawda nie wyszła na jaw, nosiła je ze sobą do szkoły. Biegli powołani przez śledczych nie znaleźli w ciele noworodka śladów po pierwszym oddechu. To może oznaczać, że dziecko urodziło się martwe. Zdaniem prokuratury sprawa jest zakończona, bo nie ma dowodów na to, że doszło do dzieciobójstwa.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny