Sfingowany napad? Prezydent Mysłowic skazany

Prezydent Mysłowic upozorował zamach na samego siebie i składał fałszywe zeznania, jest winny - uznał sąd i skazał Grzegorza Osyrę na rok i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 4 lata i 34 tys. zł grzywny. - To jakaś pomyłka sędziowie mieli mało czasu - mówi Grzegorz Osyra. Wyrok nie jest prawomocny.
Sąd Rejonowy w Sosnowcu dał wiarę zeznaniom jednego z oskarżonych w tej sprawie, Marka Helbina, który był kiedyś współpracownikiem Grzegorza Osyry.

- Wyjaśnienia oskarżonego Grzegorza Osyry są w zakresie napadu nader skromne, lakoniczne i niejasne. W zasadzie poza stwierdzeniem, że poczuł szarpnięcie, nie podaje on żadnych okoliczności dotyczących tak ewentualnego sprawcy jak i innych szczegółów - powiedziała przewodnicząca Składu Orzekającego sędzia Magorzata Sobota-Gad.

W przypadku Helbina sąd odstąpił od wymierzenia kary, natomiast trzeci z oskarżonych chirurg Krzysztof G., który brał udział w mistyfikacji i dokonał nacięcia prezydenta Mysłowic otrzymał 1 rok i 4 miesiące w zawieszeniu na 3 lata. Takich kar dla oskarżonych żądał prokurator Piotr Wolny. Oceniał, że to była jedna z trudniejszych spraw. - Z uwagi na poszlakowość. Faktycznie był jeden twardy dowód w postaci zeznań Marka Helbina, natomiast gros dowodów uzupełniających miało charakter poszlakowy - powiedział TOK FM Piotr Wolny. Jego zdaniem byłoby prościej, gdyby współpracownik Osyry wcześniej ujawnił prawdę. - Nie traktuję tego w kategoriach sukcesu zwycięstwa. Mam nadzieję, że państwo sądzicie, że wyrok sprawiedliwy - dodał Wolny.

"Żądza władzy"

Prokurator Wolny przekonywał Sąd Rejonowy w Sosnowcu, że do napadu nie doszło, a całe zdarzenie było mistyfikacją. - Do takiego postępowania popchnęła go żądza władzy - mówił Wolny. Jego zdaniem sprawa, nie jest łatwa, bo został zgromadzony materiał dowodowy w formie poszlak. Ale, jak podkreśla Wolny, jest tu mocny dowód: zeznania Helbina, które są jednoznacznie i trzeba dać im wiarygodność.

Obrońca oskarżonego przekonywał, że zeznaniom Helbina nie można dać wiary. Uważa, że złożył zeznania obciążające z chęci zemsty, ze złości na prezydenta i, że w restauracji byli inni świadkowie, którzy nie zauważyli, by Osyra miał wcześniej przygotowaną ranę. Jego zdaniem mało też prawdopodobne, by Osyra wyszedł na schody przed lokal i czekał na odpowiednią okazję, by udać, że właśnie został napadnięty. Podważał też opinię jednego z biegłych sądowych, który według niego "nie ma odpowiedniego instrumentarium", żeby wydać rzetelną opinię, bo jest na emeryturze i nie posiada pieniędzy.

- Metodologia wnioskowania przez biegłego budzi moje poważne zastrzeżenia - powiedział adwokat. - Ktoś chce się zabawić wymiarem sprawiedliwości - stwierdził obrońca Osyry i dodał: - To są 2 światy, świat polityki i świat prawa. Obydwa konieczne. Póki co mamy jeszcze trójpodział władzy i jedna władza nie powinna intrygować po to, aby wykorzystywać drugą dla osiągnięcia celu politycznego - stwierdził. Poprosił o uniewinnienie oskarżonego.

Osyra: Ja mam być zdołowany? To jakaś pomyłka

Z kolei podczas swojego wystąpienia prezydent Osyra podważał zeznania Helbina, atakował oskarżającego go prokuratora, dowodził też, że nie ma paragrafu za upozorowanie napadu. - Jak bardzo upolityczniona jest ta sprawa. Kto jest poszkodowany w tej sprawie? Tylko ja, prezydent Osyra. Jaka jest szkodliwość tego czynu, tej mistyfikacji, pytam jaka? Żadna - dodał Osyra.

Prezydent Mysłowic stwierdził, też że nie mógł chcieć wzbudzić litości, bo podczas ostatnich wyborów prezydenckich litość wyborców wobec Jarosława Kaczyńskiego, który stracił brata, nic nie dała Grzegorz Osyra uważa, ze wyrok nie przeszkodzi mu w wyborach. Po wyjściu z sali rozpraw dobry humor go nie opuszczał. - Widziała pani, żeby mnie ktoś zdołował, czy ja wyglądam na człowieka mało odpornego? To jest nieprawomocny wyrok, jakaś pomyłka, sędziowie mieli mało czasu na zastanowienie się. W apelacji będzie lepiej - powiedział prezydent Mysłowic.

- Z perspektywy czasu uważam, że było warto. Że być może moja postawa wzmocni tych, którzy chcieliby mieć zwyczajnie uczciwego prezydenta, burmistrza czy wójta. Jednak boją się konsekwencji z ujawnieniem nieprawidłowości w ich samorządach. Ja proszę o sprawiedliwy wyrok - oświadczył Marek Helbin jeszcze przed ogłoszeniem decyzji sądu.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM