Szczecin: pożar dachu bloku wybuchł przez fajerwerki?

Pożar bloku przy ul. Sierpowej w Szczecinie mogła wywołać raca, od której zajął się dach. Pożar wybuchł po północy. Spaliły się dwa górne piętra budynku, reszta mieszkań jest zalana wodą. - Patrzyłam na fajerwerki - mówi jedna z mieszkanek osiedla - Skry z jednej racy poleciały na dach budynku nr 5. Pomyślałam sobie: O Boże, zaraz coś się podpali! - relacjonuje.
Ponad połowa dachu w bloku przy ul. Sierpowej (klatki c i d) została zniszczona. Doszczętnie spłonęło dziewięć mieszkań na najwyższych kondygnacjach. Nie mają okien, nadpalone są balkony. Kilka lokali jest zalanych i nie nadaje się do użytku. Gdzieniegdzie odpadły fragmenty docieplenia bloku.>> WIĘCEJ

- Nowy Rok witałam stojąc przy oknie w moim mieszkaniu. Patrzyłam na fajerwerki - mówi Grażyna Kopcińska, która mieszka w bloku przy Sierpowej stojącym vis-a-vis miejsca tragedii. - Widziałam jak ludzie na podwórku odpalają fajerwerki. zauważyłam, że skry z jednej racy poleciały na dach budynku nr 5. Pomyślałam sobie: O Boże, zaraz coś się podpali! Jednak nie działo się wtedy jeszcze nic złego. Poszłam do pokoju oglądać telewizję. Po kilkudziesięciu minutach wróciłam do okna i zobaczyłam, że pali się część dachu. Było mnóstwo dymu, ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Widziałam jak policjanci wynosili młodego mężczyznę w samych slipkach. To był jakiś horror.

Straży trudno było dojechać do bloku. Wszędzie stoją auta

Mieszkańcy okolicznych bloków narzekają na zarządcę osiedla - spółdzielnię mieszkaniową Politechnik. Uważają, że dzięki niej akcja strażaków nie mogła zostać przeprowadzona tak szybko, jak było to możliwe.

- Spółdzielnia nie zapewniła nam wystarczającej ilości miejsc parkingowych, więc ludzie zostawiają swoje samochody gdzie popadnie - wyjaśnia pan Jan. - W konsekwencji uliczki osiedlowe są zatarasowane. Gdy na miejscu zjawili się strażacy, to nie mieli nawet jak dojechać pod palący się budynek. Policjanci musieli gołymi rękami przestawiać na inne miejsca stojące na uliczce auta. Potem pojawił się kolejny problem: zamarzły okoliczne hydranty. Strażacy mieli ciężką robotę - relacjonuje.

Czy będą mogli wrócić do domu?

Lokatorzy z bloku przy Sierpowej 5 są zdruzgotani. Czekają na informację, kiedy będą mogli się wprowadzić z powrotem do swoich mieszkań.

- Na szczęście mamy rodzinę, więc na razie z mężem i dwójką dzieci będziemy u nich mieszkać - mówi łamiącym się głosem Beata Gabriel z klatki "d". - Zastanawiam się jednak, co będzie dalej? Nasze mieszkanie jest na pierwszej kondygnacji i jest w nienaruszonym stanie, ale kiedy pozwolą nam do niego wrócić? - zastanawia się.

Podczas Sylwestra pani Beata bawiła się ze znajomymi na prywatce w swoim mieszkaniu. W sumie 8 osób plus dwójka jej dzieci. - Już po północy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Okazało się, że to policjanci. Powiedzieli, żeby jak najszybciej wychodzić z bloku, bo się pali. Nie wzięliśmy ze sobą niczego. Wyszliśmy na zewnątrz. Staliśmy tam do godz. 5. Wtedy udało się dogasić pożar. Od tej pory co jakiś czas policjanci wpuszczali pojedyncze osoby do mieszkań, żeby wzięły najpotrzebniejsze rzeczy.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny