Po kontroli w GUS: podwójne zarobki i zawyżone premie

PRZEGLĄD PRASY. W ciągu trzech miesięcy Główny Urząd Statystyczny podpisał umowy zlecenia z 357 swoimi pracownikami na kwotę ponad 3,5 miliona złotych - wynika z kontroli, do której wyników dotarła "Rzeczpospolita". Pracownicy urzędu dostawali obok swojej normalnej pensji, umowy dotyczące prac przy spisach powszechnych opiewające na dziesiątki tysięcy złotych.
Kontrolę zleciła Kancelaria Premiera, bo docierały do niej informacje o nieprawidłowościach w GUS. W raporcie napisano między innymi, iż "Skala i kwoty, na które zostały zawarte umowy na prace spisowe, są wyjątkowe." Gazeta pisze, że większość pieniędzy na umowy-zlecenia - łącznie ponad 2,3 mln złotych, trafiło do kieszeni 67 pracowników.

Za jeden z konkretnych przykładów konfliktu interesów kontrolerzy uznali zatwierdzenie wypłaty 24 tys. zł samemu sobie przez Tomasza Białasa. Gdy zawierał umowę, był dyrektorem biura dyrektora generalnego, a gdy zatwierdzał rachunek - osobą zastępującą dyrektora generalnego GUS.

Kontrolerzy uznali również przyznanie nagród 20 osobom zajmującym kierownicze stanowiska za niezgodne z przepisami. Nagrody opiewały w sumie na 130 tys. zł i albo w ogóle nie miały uzasadnienia, albo było to uzasadnienie niewystarczające i lakoniczne, np.: "za szczególne osiągnięcia w realizacji zadań dodatkowych". Kontrola wykazała też, że pięć osób, w tym prezes GUS, otrzymało nagrody wyższe, niż przewidywały przepisy.

Niektórzy pracownicy dodatkowo mogli liczyć jeszcze na specjalny dodatek "spisowy" sięgający 12 tysięcy złotych - dodaje "Rzeczpospolita". Kontrola wykazała również inne nadużycia. GUS między innymi wypożyczył na trzydniowe szkolenie swoich pracowników kilkadziesiąt laptopów, płacąc za każdy 2 tysiące 400 złotych - w sumie urząd zapłacił prawie ćwierć miliona złotych.

Więcej o nieprawidłowościach w GUS w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny