Deresz: Krzyż jak murzyn. Zrobił swoje, może odejść

- Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn. Zrobił swoje i może odejść - mówi Paweł Deresz. - Póki był pod Pałacem, to go broniono, kiedy trafił do kościoła św. Anny, nikt się tam nie pojawia. Nie ma ani kwiatów, ani zniczy. Jego zdaniem pod Pałacem odbywają się manifestacje polityczne. Zapowiedział, że 10 kwietnia nie będzie go na Krakowskim Przedmieściu.
Paweł Deresz, wdowiec po posłance Jolancie Szymanek-Deresz, uważa, że manifestacje przed Pałacem Prezydenckim mają tylko jeden cel - manifestację poparcia dla wodza i PiS.

Zapowiedział, że 10 kwietnia, w rocznicę katastrofy smoleńskiej, weźmie udział w obchodach państwowych, nie partyjnych, czyli - jak wyjaśnia - tym, co organizuje Prawo i Sprawiedliwość. - Nie chcę mieć z tym nic wspólnego - mówi w rozmowie z dziennikiem "Polska The Times".

"10 IV to nie dzień na krzyki pod Pałacem"

Zdaniem Deresza organizowanie manifestacji w dniu, kiedy najważniejsza jest modlitwa, jest nieodpowiedzialne. - Prezes PiS ma kolejną okazję, by skupić się na prezentowaniu poglądów swoich i swojej partii - mówi Deresz. - Powinniśmy spędzić ten dzień w ciszy i na przemyśleniach, a nie krzycząc pod Pałacem Prezydenckim o relacjach Tuska z Putinem. Nie sądzę, by różnice i podziały między rodzinami ofiar kiedykolwiek miały zniknąć - konstatuje.

Pojadę do Smoleńska porozmawiać z żoną

Zapewnia, że 10 kwietnia nie pojawi się pod Pałacem Prezydenckim - weźmie udział w mszy na Okęciu oraz oficjalnych obchodach na Powązkach. Dzień wcześniej - 9 kwietnia - poleci razem z Anną Komorowską i członkami niektórych rodzin do Smoleńska. - Chcę jeszcze raz porozmawiać ze swoją żoną i złożyć hołd pozostałym 95 osobom tragedii smoleńskiej - mówi Deresz.

Cała rozmowa w dzisiejszym wydaniu "Polska The Times".

Postulaty rodzin ws. katastrofy smoleńskiej "Nie do pogodzenia"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM