Mieszko drwił z dokonań estradowych Dody jej śmiech przyrównał do rżenia ogiera, a samą artystkę nazwał "blacharą". Po oświadczeniu Dody w "Dzień dobry TV", że Majdan ją zdradza. Do piłkarza raper skierował "list otwarty".
Piosenkarka poczuła się obrażona treścią jednej z piosenek Grupy Operacyjnej oraz właśnie "Listem otwartym do Radosława Majdana" umieszczonym na stronie internetowej zespołu.
Przeprosiny, które zarządził sąd mają pojawić się na stronie internetowej grupy i być tam przez miesiąc. W oświadczeniu ma widnieć sformułowanie, że Sibilski przeprasza Dorotę Rabczewską za naruszenie jej dobrego imienia w "Liście otwartym do Radosława Majdana" z 2007 roku. Sąd upoważnił też Dorotę Rabczewską do umieszczenia na jej własnej stronie tekstu tego oświadczenia.
Decyzja sądu oznacza, że Sibilski nie musi zamieszczać przeprosin na stronie internetowej Onet.pl, do czego zobowiązał go poprzedni wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. Kosztowałoby to go ok. 32 mln zł. Wyrok z marca 2010 roku został zaskarżony do Sądu Najwyższego, który w lutym częściowo go uchylił.
''Blachara'', ''żywy baner'' Rabczewska we wrześniu 2007 r. skierowała do sądu pozew przeciwko Sibilskiemu, liderowi Grupy Operacyjnej, zarzucając mu, że poświęcona jej piosenka przyczynia się do utraty czci i dobrego imienia. Piosenkarka poczuła się obrażona tekstem
piosenki "Podobne przypadki". W tekście utworu
Doda nazywana jest "blacharą", "żywym banerem", "blond billboardem" i osobą, która "rży jak ogier". Uraził ją też wpis na stronie internetowej zielonogórskiego zespołu dotyczący jej rozwodu.
Sąd uznał, że określenia zawarte w piosence Grupy Operacyjnej, a także w tekście umieszczonym na stronie internetowej zespołu zawierały określenia, które naruszały dobre imię Rabczewskiej. Wyrok dotyczy jednak jedynie wpisu na stronie internetowej, który - zdaniem sądu - nie był utworem artystycznym.
''Satyra, ale nie do zaakceptowania'' - Jeśli chodzi o piosenkę, która była przedmiotem analizy zważyć należy na konwencję utworu artystycznego, w którym były zawarte te słowa, na wolność do prezentowania swojej opinii, zważyć należy również na styl Grupy Operacyjnej. Ten zespół w swoich utworach często w sposób satyryczny obnaża różne wady osób, które funkcjonują w życiu publicznym. Ta piosenka również mieściła się w tej konwencji, choć zawierała słowa nie do zaakceptowania dla każdego - powiedział uzasadniając wyrok sędzia Krzysztof Józefowicz.
Według sądu utworem artystycznym, charakterystycznym dla zespołu, nie był jednak list zaprezentowany na stronie internetowej Grupy Operacyjnej. - Ten list był dyskusją, która dotyczy pewnych postaw, które pojawiają się w życiu publicznym. Był krytyką postawy, którą reprezentuje powódka. Krytyką, w ocenie sądu, dopuszczalną. Ale ta krytyka nie jest bez granic, w tym tekście te granice zostały przekroczone ze względu na dobór słów, nie do zaakceptowania w stosunku do żadnej osoby - stwierdził.
Przeprosiny za 32 mln zł W lutym Sąd Najwyższy częściowo uchylił poprzedni wyrok SA w Poznaniu nakazujący Sibilskiemu przeproszenie Dody i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. W I instancji sąd odrzucił pozew artystki uznając, że jako osoba publiczna, Rabczewska musi się liczyć z tym, że będzie obserwowana i oceniana, a jej sfera prywatności jest mniejsza niż osób, które nie są publicznie znane. W II instancji sąd apelacyjny nakazał Sibilskiemu przeproszenie Dody. Sibilski musiał zamieścić przeprosiny na stronie internetowej zespołu i w portalu Onet.pl. Nakazano mu też usunięcie ze swojej strony linku do piosenki obrażającej piosenkarkę.
Pełnomocniczka Sibilskiego, powołując się na dane uzyskane z Onet.pl, wskazała przed Sądem Najwyższym, że za opublikowanie przeprosin w formie nakazanej przez SA w Poznaniu Sibilski musiałby zapłacić 32 mln zł. SN uznał wówczas, że sąd apelacyjny powinien ponownie rozpatrzyć sprawę. W ocenie SN, choć doszło do naruszenia dóbr osobistych Dody, to sąd II instancji m.in. nakazał Sibilskiemu złożenie przeprosin w nieodpowiedniej formie. Ponadto, SA w Poznaniu, określając w milimetrach rozmiar ramki w portalu Onet.pl, nie wziął też pod uwagę koniecznych wymogów technicznych.
SN przyznał natomiast, że sąd II instancji słusznie uznał, że wolność artystyczna ma swoje granice, a utwór mający cechy satyry nie może naruszać pewnej granicy określonej zwyczajami i zasadami przyzwoitości i dobrego smaku. Zwrócił też uwagę, że sąd może wziąć pod uwagę wysokie koszty związane z publikacją oświadczenia żądanego w pozwie. Jednakże - dowodził SN - jest to okoliczność, która powinna być podnoszona przez pozwanego przed sądem powszechnym, a nie kasacyjnym.