Sprawa Piotrusia. Oświadczenie ojca i odpowiedź matki

Profesor J. przerywa milczenie. - Brak bezpośredniej obecności matki pozwala chłopcu zachowywać się wobec mnie naturalnie i szczerze, w miejsce dawnych gwałtownych reakcji. Jestem ofiarą ?nagonki? - pisze w oświadczeniu, które wysłał do mediów i na dowód załączył zdjęcia. Matka chłopca opublikowała odpowiedź.
- Jestem ofiarą "nagonki" medialnej - pisze profesor J. w oświadczeniu. Podkreśla, że jego synek "jest zdrowy, czuje się bardzo dobrze, większość czasu jest w pogodnym nastroju, akceptuje mnie oraz nowe otoczenie i nie reaguje lękowo na mój widok". "Tym niemniej, z oczywistych względów potrzebujemy z synkiem jeszcze czasu, by umocnić naszą wzajemną więź, którą tak uporczywie usiłowała zniszczyć jego matka wraz ze swoją rodziną. Dość wspomnieć, że z przyczyn mi nieznanych matka Kuby, bez porozumienia ze mną, zwraca się do niego "Piotruś", czyli drugim imieniem" - pisze.

Paniczny lęk, którym przez ostatnie dwa lata chłopiec reagował na widok ojca, prof. J przypisuje wyłącznie złej woli matki Piotrusia, Barbary L. "Jak obserwuję każdego dnia, brak bezpośredniej obecności matki pozwala Kubusiowi zachowywać się wobec mnie naturalnie i szczerze, w miejsce dawnych gwałtownych reakcji, które demonstrował wskutek intencjonalnych działań osób z którymi na co dzień przebywał" - pisze ojciec dziecka. "Nie ma bowiem czegoś takiego, jak >zmuszanie dziecka do kontaktów z ojcem<. To matka jest odpowiedzialna za prawidłowe przygotowanie dziecka do kontaktów z ojcem" - twierdzi prof. J. Diagnozuje też u Piotrusia "cechy tzw. zespołu oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS)", który ma być formą "wykorzystywania psychicznego dziecka" i komplementuje sąd, że wydając decyzje [zgodne z jego wnioskami - red.], również to dostrzegł.

Odpowiedź matki: "Jeżeli chodzi o rzekome polepszające się stosunki z dzieckiem, znając charakter Krzystofa J. i jego metody postępowania, czuję tym większą obawę o losy dziecka. To on zawsze podkreślał, że nawet zwierzę można wytresować"

Prawa rodzicielskie

Prof. J. pisze: "Nie polegającym na prawdzie twierdzeniem jest opinia mojej byłej żony, iż ma w pełni zachowaną władzę rodzicielską. Sąd - wyrokiem z dnia 12 maja 2010 roku - bowiem ograniczył jej władzę rodzicielską nad naszym synem przez zobowiązanie jej do podjęcia psychoterapii oraz nadzór kuratora sądowego. Sąd, powołując się na badania kilku niezależnych biegłych, stwierdził, iż (cyt.) "matka wzmacnia nieprawidłowe zachowania małoletniego. () Postawa chłopca jest wynikiem symbiotycznej więzi małoletniego z matką, nieświadomego przejmowania jej lęków i postaw. Biegli wskazali, że dla prawidłowego rozwoju małoletniego konieczna jest zmiana postawy matki (uznanie autonomii syna, rozluźnienie symbiotycznej więzi, wewnętrzna zgoda na udział ojca w życiu dziecka)".

Matka chłopca odpowiada: "Wbrew twierdzeniom (...) (ojca dziecka - red.) przysługuje mi pełna władza rodzicielska nad małoletnim synem. Przytoczę w tym względzie treść wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku (...) Sąd orzekł: "Wykonywanie władzy rodzicielskiej nad małoletnim Jakubem Piotrem J. (...) powierza powódce, ograniczając władzę rodzicielską pozwanego do współdecydowania o istotnych sprawach dziecka związanych z wychowaniem, leczeniem i edukacją". Zatem to nie mnie Sąd ograniczył władzę rodzicielską, lecz Krzysztofowi J. (...) Jak dotychczas nikt mnie tej władzy nie pozbawił, wobec tego mam prawo do stałego kontaktu z dzieckiem niezależnie od jego miejsca pobytu i tylko ja mam prawo reprezentowania jego interesów. Faktycznie zaś tego władztwa zostałam pozbawiona od 5 lipca. (...) Krzysztof J. celowo, manipulując treścią wyroków, stara się zdyskredytować mnie twierdząc, że zostałam ograniczona w władzy rodzicielskiej."

"Wszystko inne zawiodło" - prof. J. o zabraniu Piotrusia

Prof. J w oświadczeniu pisze o wizytach u syna, podczas których dziecko krzyczało i nie chciało z nim rozmawiać: " żona uporczywie nie respektowała orzeczeń Sądu, izolując mnie od dziecka. Przez niemal cztery lata praktycznie uniemożliwiała mi normalny kontakt z jedynym synem (zagwarantowany prawomocnymi postanowieniami Sądu'').

Dlaczego zabrano Piotrusia z domu matki? "Zawiodły wszystkie sposoby zaradzenia owej sytuacji, niestety pozostał ten najbardziej radykalny i dramatyczny, tzn. przymusowe odebranie matce dziecka, do którego doszło 5 lipca br. (postanowienie Sądu Rejonowego Gdańsk Południe)." - napisał ojciec.

Ten sposób egzekwowania praw rodzicielskich potępili psychologowie, którzy ocenili takie działanie, jak również odcięcie Piotrusia od kontaktów z matką (chłopiec nie widział jej już od siedmiu dni) za bardzo destrukcyjne dla jego psychiki. Wystąpili do ministra sprawiedliwości z prośbą o natychmiastową interwencję

Co profesor J. podkreśla, a co przemilcza

Prof. J. broni też decyzji sądu o przekazanie dziecka pod jego opiekę, dowodząc, że została podjęta na podstawie opinii niezależnych biegłych w rodzinnych ośrodkach rodzinno-diagnostycznych. Przemilcza, że opinie te pochodzą sprzed ponad dwóch lat (co - jak podnoszą specjaliści - dyskwalifikuje je; w przypadku 5-letniego dziecka są po prostu bezużyteczne, bo nieaktualne). Ponadto, jedna z tych opinii została zakwestionowana, bo została sporządzona w ośrodku, którym kieruje żona jego kolegi z uczelni; a druga opinia opierała się na wnioskach z pierwszej.

W swoim oświadczeniu prof. J. podkreśla też, że jest osobą niekaraną, bo został prawomocnie uniewinniony przed sąd w zw. ze sprawą, którą wytoczyła mu była teściowa. Przemilcza jednak fakt, że w związku z całkiem innymi wydarzeniami, toczy się przeciwko niemu przed Sądem Rejonowym w Gdańsku sprawa karna, w którym prokurator oskarża go o znęcanie się nad rodziną (uszkodzenie ciała, groźby karalne).

"Nie potrafię pojąć sensu dążenia matki mojego dziecka do przypisywania jemu rozmaitych chorób i rzekomych dolegliwości. Synek jest wspaniałym, prawidłowo rozwijającym się chłopcem, powodem mojej ojcowskiej dumy." - pisze też prof. J. i zapewnia, że Piotruś nie wymaga leczenia neurologicznego.

Tymczasem pomija fakt, że Barbara L., matka chłopca, złożyła w sądzie diagnozę Piotrusia sporządzoną przez neurologa 2 maja 2011 r., która brzmi: "zaawansowana nerwica uwarunkowana sytuacyjnie znacznego stopnia pod postacią dolegliwości psychosomatycznych; podejrzenie osłabienia układu odpornościowego wskutek przewlekłego stresu".

O co chcieliśmy zapytać prof. J?

Dotychczas, prof. J pomimo wielokrotnych prób nawiązania z nim rozmowy, odmawiał mediom jakiegokolwiek kontaktu. Nie reagował na telefony, nagrania na poczcie głosowej czy maile, a przy spotkaniu twarzą w twarz - milczał. Przygotowując materiały w sprawie Piotrusia, stanowisko prof. J prezentowaliśmy więc na podstawie akt. Dziś, niemal w przededniu posiedzenia Sądu Okręgowego, który będzie rozpatrywał zażalenie jego byłej żony Barbary L. na odebranie jej dziecka, prof. J. wysyła oświadczenie. Nadal jednak nie godzi się rozmowę, w której chcielibyśmy zadać pytania na które w oświadczeniu odpowiedzi nie ma. Prof. J najpierw mówi, że może za kilka dni, później znów przestaje odbierać telefon. Publikujemy więc poniżej pytania do prof. J., na które chcieliśmy uzyskać odpowiedź.

1. Jaki interes dziecka przyświecał temu, że siłą odebrał Pan je matce, pod opieką której chłopiec był nieprzerwanie od pięciu lat, od urodzenia?

2. Dlaczego od tygodnia uniemożliwia Pan matce jakikolwiek kontakt z dzieckiem (co nie powinno być problemem, jeśli dziecko jest w tak dobrej formie, jak Pan pisze)?

3. Środowisko niezależnych psychologów orzekło jednoznacznie, że w tej sytuacji izolowanie dziecka od matki jest destrukcyjne dla jego psychiki. Dlaczego Pan to lekceważy?

4. Dlaczego wnioskował Pan do sądu, by swego własnego syna odebrać matce i umieścić w rodzinie zastępczej?

5. Dlaczego wnosi Pan do sądu o pozbawienie matki władzy rodzicielskiej, skoro nawet kuratorzy nie mieli zarzutów co do sprawowania przez nią opieki nad dzieckiem?

6. W osobistej sprawie nadużywa Pan swojego autorytetu jako psychologa np. powołując się na syndrom, którego u dziecka nikt nie zdiagnozował, a którego istnienie naukowcy podważają; przytaczając opinie sprzed 3. i 2. lat jako wiążących dla syna, który dziś ma 5 lat; podważając aktualną opinię neurologa, który diagnozuje u dziecka "zaawansowaną nerwicę sytuacyjną"? Czy to etyczne?

7. Jak Pan się zwraca teraz do syna: "Kubusiu", bo tak ma na pierwsze imię, czy "Piotrusiu", jak przez lata nazywała go matka?

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (683)
Sprawa Piotrusia. Oświadczenie ojca i odpowiedź matki
Zaloguj się
  • kotek_stukotek

    Oceniono 30 razy 22

    Wcześniej nieobecność ojca służyła chłopcu. Teraz służy mu nieobecność matki. Dziwni rodzice.

  • zawsze.szczery

    Oceniono 23 razy 21

    "Dość wspomnieć, że z przyczyn mi nieznanych matka Kuby, bez porozumienia ze mną, zwraca się do niego "Piotruś", czyli drugim imieniem."

    pewnikiem ojciec wbrew woli matki nadal pierwsze imie dziecku :-)
    soap opera

  • najnowsze

    Oceniono 27 razy 21

    Najpierw oglądam film z absolutnie dramatycznym protestem dziecka pod bramką i czytam, że coś takiego funduje się mu permanentnie od kilku lat, potem oglądam bardzo niepokojące zdjęcie zrobione przez ojczyma, gdzie dziecko wygląda źle, a za chwilę widzę wesołego chłopca w towarzystwie ojca. Co ja mam z tego rozumieć? To dziecko jest sterowane pilotem?

  • kotek_stukotek

    Oceniono 26 razy 18

    @ sicciliana82
    Zdjęcia jak zdjęcia, normalne dziecko na nich widać, nie w histerii i nie na lekach uspokajających. Dlaczego tak dopytujesz? A o czym świadczyły zdjęcia z archiwum matki, z psami, z kotem i inne?
    Natomiast zdjęcia zrobione niedawno przez ojczyma są trochę dziwne, ale też i wyrwane z kontekstu, nie wiadomo co się działo sekundę wcześniej, ani sekundę później. Może dziecko było wtedy na lekach, a może to jego reakcja na widok ojczyma. Nie zakładam jednak, że ojczym ściemnia, nie mam podstaw. Ta sprawa jest po prostu dziwna.

  • triangle87

    Oceniono 22 razy 16

    Ta sprawa nieźle śmierdzi.
    Czy obydwoje rodzice muszą być dla siebie wilkiem? Przecież spędzili ze sobą ileś tam lat, mają syna i to on ich połączył do końca życia. Rozwody były, są i będą ale najważniejsze w tym wszystkim jest DZIECKO, a nie duma i honory rodziców. Ludzie się rozwodzą i potrafią utrzymywać w miarę normalne kontakty z dziećmi, a tutaj jest jakaś patologia i TO SĄ PSYCHOLODZY?!
    Tutaj NIE MA JEDNEGO WINNEGO. Nikt nie każe im być razem ale wychowanie dziecka to obowiązek obydwojga. Dlaczego chłopiec nie zdecyduje z kim chce mieszkać? Jeśli w środku tygodnia zechce zobaczyć się z drugim rodzicem to w czym problem? To świat dorosłych jest popieprzony, a dzieci takich jak Piotruś/Kuba jest setki albo i tysiące.

  • motykaantysloneczna

    Oceniono 14 razy 14

    Gdyby tylko ojciec Kubusia mógł porozumieć się z mamą Piotrusia...

  • ulanzalasem

    Oceniono 16 razy 12

    Przekupił je pizza!

  • serafin07

    Oceniono 24 razy 12

    GAZETA MANIPULE !!! Nie jest bezstronna ! Każda sprawa ma + i - jednych więcej drugich mniej zależy od stron. Z tego co ja czytam to WINNA matka. SKąd ta nagonka- nie ma o czym pisać

  • kotek_stukotek

    Oceniono 16 razy 12

    @baby1
    Czas na zakończenie w mediach tzw. "sprawy Piotrusia". Mam nadzieję, że to ostatni odcinek serialu.

    Ha ha ha. Nie licz na to. Przy tylu odsłonach i setkach, a nawet tysiącach komentarzy pod artykułami? W życiu z tego nie zrezygnują. Na pewno będzie news o wizycie kuratora u ojca, potem będzie o tym czy i jak sąd rozpatrzył zażalenie matki, z pewnością będzie kontratak z obozu matki. Potem z przeciwnego obozu. Pewnie przynajmniej jeszcze z jeden raz da o sobie znać minister Kwiatkowski. Trochę to potrwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX