To miał być jeden z ostatnich lotów Jaka-42. Dlaczego nie mógł się oderwać?

- Powinien się oderwać już w środku pasa, a on jechał, jechał i jechał - relacjonuje ostatnie sekundy przed katastrofą kierownik lotniska w rosyjskim Jarosławiu. Nie wiadomo, dlaczego Jak-42 nie mógł nabrać przyspieszenia koniecznego do startu ani dlaczego - mimo to - pilot próbował oderwać maszynę od ziemi. Portal newsru.com podał, że świadectwo zdatności do lotu Jaka-42 miało wygasnąć 1 października 2011 r.
- Samolot bardzo długo nie mógł nabrać przyspieszenia potrzebnego, by oderwać się od płyty lotniska - mówi portalowi lifenews.ru 38-letni kierownik lotniska Arius Novick, który prowadził lot Jaka-42 z drużyną hokejową "Lokomotiv" na pokładzie. Mężczyzna opisał jak wyglądały ostatnie chwile przed katastrofą samolotu, w której zginęły co najmniej 43 osoby. Wypadek widzieli wszyscy, którzy przebywali wówczas w wieży kontroli lotów.

To był koniec ciężkiego dnia - w związku z odbywającym się w Jarosławiu Światowym Forum Politycznym, niemal wszyscy pracownicy byli na stanowiskach. Na małym jarosławskim lotnisku był nadzwyczajny ruch. Port przyjął dziewięć samolotów i tyle miał ich dziś odprawić. Osiem maszyn odleciało bezpiecznie, Jak-42 z hokeistami na pokładzie był ostatnia maszyną, która tego dnia miała odlecieć.

"Nie mógł się oderwać, przejechał punkt startu, pas się skończył..."

- 36-metrowa jednostka długo się rozpędzała, by się wzbić, ale wyraźnie nie mogła nabrać koniecznej do tego prędkości. Pilot zdecydował jednak zaryzykować i wzbić się nie powtarzając całego manewru - mówi Novik, menadżer z 12-letnim stażem. - Dowódca zgłosił gotowość do startu, więc zezwoliłem. Samolot rozpoczął rozbieg i między mną i załogą więcej rozmów nie było. Zgodnie z instrukcją, załoga podczas startu i do wysokości 200 metrów nie ma obowiązku utrzymywania łączności. Dopiero po wypełnieniu procedury startu, samolot nawiązuje łączność z wieżą, potwierdza, że wystartował i dostaje dalsze instrukcje. Tu niczego takiego nie było, bo samolot nie nabrał tej wysokości, na której powinien był nawiązać łączność - wyjaśnia Novik i kontynuuje swoją relację:

- Rozpędzał się i powinien się oderwać już w środku pasa, a on jechał, jechał i jechał. Nie widzieliśmy oznak hamowania ani niczego, by przerwać start. I on przejechał punkt startu. Nie wiem, jaką miał wtedy prędkość, może za małą, by wystartować i dlatego jechał dalej. I potem wyjechał za pas, na grunt. Zobaczyliśmy obłok pyłu, no pas się zakończył. Wtedy on się oderwał, zaczął się trochę wznosić, może na 15 metrów, a potem zwalił się na lewą stronę i spadł - kończy opowieść kierownik lotniska.

Jak-42 miał prawo latać już tylko trzy tygodnie

Samolot, który uległ katastrofie pod Jarosławiem, był w użytku od 18 lat i wylatał łącznie 20.000 godzin - podaje agencja ITAR-TASS. Jak-42 to konstrukcja z połowy lat 70. Ten konkretny model pochodził z zakładów w Sarotowie, gdzie produkuje się większość typów Jaków.

- Samolot był w dobrym stanie, był odpowiednio konserwowany - zapewniał na portalu newsru.com przedstawiciel rosyjskiego lotnictwa. Ten sam portal podaje jednak, że świadectwo zdatności do lotu Jaka-42 miało wygasnąć 1 października 2011 r., a więc za trzy tygodnie.

W 2009 r. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego uznała linie "Jak-Service" za najmniej bezpieczne spośród wszystkich rosyjskich linii lotniczych.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny