George W. Bush o kulisach 11 września: Czułem się jak we mgle. Nie wiedzieliśmy nic [WYWIAD]

- 11 września to dzień, który zmienił moją prezydenturę. Z prezydenta, który zajmował się wewnętrznymi sprawami Stanów Zjednoczonych stałem się prezydentem czasu wojny. Nigdy nie przypuszczałem, że do tego dojdzie. Nigdy nie chciałem być takim prezydentem - mówi George W. Bush w ekskluzywnym wywiadzie dla National Geographic, który został wyemitowany przed rocznica zamachów..
Bush przez wiele lat milczał na temat swoich odczuć z dniu ataku na Amerykę. Zdecydował się on nich opowiedzieć dopiero dziennikarzom telewizji National Geographic. "George W. Bush: The 9/11 Interview" - to jedyny tak długi wywiad dotyczący 11 września jakiego George Bush udzielił mediom. Przez godzinę relacjonował tamte dramatyczne wydarzenia minuta po minucie.

To miał być kolejny zwyczajny dzień

11 września 2011. zaczyna się jak każdy inny dzień prezydentury.Bush jest w mieście Sarasota na Florydzie. Poranek zaczyna porannym joggingiem wokół hotelowego pola golfowego. Na filmie uśmiechnięty Bush biegnie i macha do kierowcy: - To miał być kolejny zwyczajny dzień. Nawet nie zapamiętałbym poranka, gdyby ten dzień okazał się taki jak inne - mówi po 10 latach.

Około 9 rano Bush pojawia się w szkolnej klasie na Florydzie na spotkaniu z dziećmi. Czyta im bajkę o małym koźlątku. Kamera filmuje prezydenta, do którego podchodzi jeden ze współpracowników i do ucha mówi o drugim samolocie, który wbił się w wieżę World Trade Center. Twarz Busha nie zmienia wyrazu. Po oczach widać jednak, że jest spięty.

Tak tę chwilę wspomina Bush: - Na początku poczułem gniew i zdałem sobie pytanie: kto mógł to zrobić Ameryce? Następnie starałem się skoncentrować na dzieciach. Niewinność tych maluchów sprawiła, że zrozumiałem na czym polega moje zadanie. Miałem chronić ludzi. W życiu nie sądziłem, że będę musiał odegrać taką rolę - opowiada prezydent.

Chwilę potem wychodzi z klasy i w pokoju obok ogląda w telewizji pierwsze relacje z Nowego Jorku. Rozmawia ze współpracownikami. Po tych informacjach wygłasza pierwsze oświadczenie o ataku na USA. Słucha go 200 nauczycieli i uczniów szkoły w Sarasocie: - Miała dziś miejsce narodowa tragedia - mówi i prosi o chwilę ciszy. Po przemówieniu kieruje się na lotnisko Sarasota-Bradenton.

" Mgła wojny. Nie wiedzieliśmy nic"

Agenci Secret Service przewożą Busha do Air Force One. Samolot wzbija się w niebo. - Byliśmy odcięci od dokładnych informacji z Nowego Jorku- opowiada Bush. - Przez zakłócenia mieliśmy jedynie sporadyczny dostęp do mediów, które na żywo relacjonowały atak na WTC. Moi najbliżsi współpracownicy dostawali sprzeczne informacje. Nie mogłem nie zareagować. Czułem się jak we mgle wojny. Nie wiedzieliśmy nic. Również o porwaniach innych samolotów. Pierwszą decyzją jaką podjąłem na pokładzie Air Force One był rozkaz zestrzelenia wszystkich samolotów, które nie reagowały na rozkaz lądowania - opowiada Bush. W tle widać miejsce katastrofy lotu 93 w Pensylwanii. Bush wspomina, że bał się wtedy, iż samolot został zestrzelony po jego rozkazie: - Dopiero potem dowiedzieliśmy się o heroicznym wyczynie pasażerów tego lotu - opowiada b. prezydent.

Wiceprezydent i personel pozostający w Waszyngtonie ukrywają się w bunkrze pod Białym Domem. Kontakt jest utrudniony. Bush chce wracać do stolicy. Dowództwo Air Force i Secret Service decydują inaczej. Samolot zostaje w powietrzu. Bush wspomina, że protestował, ale bez skutku.

Air Force One leci w nieznanym kierunku. Gdy przelatuje nad miastami anteny wyłapują sygnał lokalnych telewizji i Bush ogląda tragiczne zdjęcia z Nowego Jorku. - Czułem totalną bezsilność, gdy widziałem ludzi skaczących z wieżowców na pewną śmierć i nic nie mogłem zrobić - zwierza się prezydent. W tym czasie do Busha dzwoni też rosyjski prezydent Władimir Putin. Mówi, że rozumie, że wojska USA zostały postawione w stan gotowości i Rosja dobrowolnie odwołuje ćwiczenia wojsk b. ZSRR. Przed południem Air Force One ląduje w bazie lotniczej Barsdale w stanie Luizjana. Tam prezydent nagrywa krótkie telewizyjne oświadczenie. Po niecałej godzinie Air Force One znowu wzbija się w powietrze. Bush chce wracać do stolicy, ale Secret Service i współpracownicy nie wyrażają na to zgody. Lądują w Nebrasce. - Chciałem przemówić do Amerykanów, ale byłem cholernie pewien, ze nie mogę tego zrobić z bunkra w Nebrasce. Nie chciałem, aby wróg odniósł psychologiczne zwycięstwo, że zmusił prezydenta USA do ucieczki ze stolicy - argumentuje.

Piekło w Nowym Jorku

W dokumencie Bush wspomina również podróż do Nowego Jorku i wizytę w strefie Ground Zero, gdzie jeszcze kilkanaście godzin wcześniej stały wieże World Trade Center. - Z powietrza wyglądało to, jak wielka blizna. Gdy dotarliśmy na miejsce wydawało mi się, że znalazłem się w piekle - mówi Bush. - Okazało się, że musieliśmy zmierzyć się z nowym rodzajem wroga. To była wojna XXI wieku - komentuje b. prezydent.

Ostatnia scena filmu, to oświadczenie Bracka Obamy po akcji komandosów w Pakistanie i zabiciu Osamy ben Ladena. O śmierci przywódcy al-Kaidy Bush dowiaduje się podczas obiadu w restauracji. Podchodzi do niego agent Secret Service: - Panie prezydencie jest telefon z Białego Domu.

- Na wieść o śmierci ben Ladena nie czułem triumfu ani szczęścia - mówi. - Dla mnie sprawa została zamknięta. Sprawiedliwości stało się zadość.

- Jak wiele czasu trzeba, by Amerykanie przestali wracać do tragedii i zaczęli żyć normalnie? - pytają autorzy filmu. - 11 września 2001 będzie kolejną ważną datą w kalendarzu Stanów Zjednoczonych. Podobnie, jak Pearl Harbour. Dla tych, którzy przeżyli te wydarzenia będzie to dzień, którego nigdy nie zapomną - kończy b. prezydent USA.

Film dokumentalny "George W. Bush: The 9/11 Intreview" będzie można zobaczyć na National Geographic Channel 11 września o godz. 21 i 12 września o 3 w nocy i 6 rano.

Zapowiedź filmu można zobaczyć na stronie National Geographic Channel

Zobacz także:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny